W 340 dni dookoła obu Ameryk

Rozmowa z Moniką Mądry i Janem Pawlakiem

Na taki pomysł wpadli założyciele restauracji Raj i kawiarni Cafe La Ruina – miejsc organicznie związanych z poznańską Śródką, autorzy książki „Lubię. Atlas z przepisami” i rodzice, którzy wyruszyli całą rodzinną bandą w amerykańską podróż.

Zaczęło się w Buenos Aires pod koniec września ubiegłego roku. Tam właśnie wylądowali głodni wrażeń włóczykije: Monika, Jan oraz 6-letnia Helena i 3-letni Czesio Pawlakowie. Po tygodniu przenieśli się do Montevideo, gdzie przypłynął ich Chevrolet Tahoe z 2004 roku, motoryzacyjny zwierz na poznańskich rejestracjach, kompan, a nie auto, którym zjeździli dwie Ameryki w ciągu 340 dni. Tuż przed Świętami ma pojawić się książka dokumentująca wyprawę, choć wiem, że to nie do końca właściwe słowo. Ona będzie pokazywać jej skrawki i tajniki, opowiadać o rzeczach bardzo malutkich i widocznych tylko dla nawykłych do pewnych oczywistych w tamtych regionach spraw i obyczajów tubylców, zdzierać papierki z tamtejszych przysmaków i smakować je aż do błogiej sytości i poznania na wylot tajemnicy ich wyjątkowości. A przede wszystkim snuć będzie gawędy o ludziach, których ta czwórka spotkała na swej drodze. Cztery serduszka czujące wszystko to, co wokoło, i cztery pary oczu w te obrazki żywo wpatrzone. Szałaputy nieusłuchane, co bez poruty i fefry giglają kulinarną wyobraźnię swoich gości i czytelników. Posłuchajcie, jak pięknie opowiadają o swojej amerykańskiej wyprawie.

*

Jak się czujecie po podróży? Rozciągnięci, wyspani?

Ktoś kiedyś powiedział, że przy tak długim i rozległym podróżowaniu w pewnym momencie przestajesz myśleć, że jesteś w trybie podróży.

I bierzesz to za coś naturalnego?

Tak, po prostu zaczynasz tak żyć. Wystarczy około pół roku i już. Droga, codzienne odkrycia, spotkania nowych ludzi i związane z tym wszystkim entuzjazm i otwartość są po prostu niesamowitym paliwem. Masz cały czas nadwyżkę dobrej energii, zaczynasz wierzyć i wiesz, że można tę energię dalej dystrybuować, może nawet pofajniać świat. Jesteśmy więc rozciągnięci i wyspani. To ostatnie u nas znaczące, bo przez pierwsze 3 lata (tak, 3 lata i nie mam w tym przesady) życia naszego Czesia nie spaliśmy praktycznie w ogóle. W związku z problemami i chorobą skóry (AZS) budził się po kilkanaście razy na noc, nie pozwalając nam pospać dłużej niż 20 minut. To był dla nas najtrudniejszy czas w życiu, czas zombie. Bardzo nas zahartował. Co do rozciągnięcia, to też. Monika w zasadzie nie odpuści poranka bez swojego zestawu ćwiczeń. Dużo w nich jogi. Choć jeśli ktoś myśli, że podróżowanie w takim trybie, jakie my uprawiamy, to poranki z widokiem na ośnieżone szczyty i instagramowa pozycja drzewa, głębokie oddychanie i piknikowy koszyk z boku…

A skąd wiedziałeś?

… to proszę porzucić takowe marzenia. Fakt, na campingu na Alasce Monika myła zęby, podziwiając takie widoki, a kilkanaście metrów od niej pojawił się niedźwiedź, który chciał się przywitać. Ona szczotkowała dalej, on leniwie puścił oko i poszedł na jagody.

 

Zuch dziewczyna. A jesteście też zuchami, jeśli chodzi o popowrotny chaos? Na pewno bez problemu go minimalizujecie, przecież  doświadczenie w powrotach macie spore.

Nie ma takowego chaosu. Jak się rok żyło w samochodzie, w namiocie, to po powrocie człowiek zauważa, jak niewiele potrzebuje i odwrotnie – jak dużo zbędnych rzeczy gromadzi wokół siebie. Staliśmy się minimalistami. Wróciliśmy do pustego mieszkania, które na czas podróży wynajęliśmy znajomym. I po miesiącu to mieszkanie nadal jest puste. Są w nim tylko niezbędne przedmioty i to, co przywieźliśmy w walizkach. Jakoś nie mamy siły i potrzeby rozpakowywać kartonów. Ktoś zapytał nas niedawno, jak powrót do rzeczywistości. Zmyśliliśmy wtedy taką odpowiedź, że może nasza rzeczywistość jest tam, w podróży? Wszystko jest jakąś ważną przygodą! Nasza Śródka z pewnością jedną z najważniejszych!

Która to wasza podróż z dziećmi?

Odkąd są z nami dzieci, Helena i Czesiu, to jeździmy razem. Zjechaliśmy wcześniej z nimi całą Sycylię, Danię, odwiedzaliśmy Toskanię. Uwielbiamy i regularnie nawiedzamy Berlin. Ale podróż przez oba kontynenty amerykańskie, 19 krajów, jest oczywiście tą największą.

Czy teraz, kiedy dzieci wprawione, było wam w podróży łatwiej czy może łatwo jest wam zawsze?

Było najlepiej! Jesteśmy bardzo fajną, zżyta bandą, która się lubi i kłóci tylko tyle, ile potrzeba. Dzieci są wspaniałą inspiracją, otwierają głowy, drzwi, marzenia. Możemy dziś stwierdzić, że było łatwo, Helena z Czesiem nas totalnie zaskoczyli. Są urodzonymi podróżnikami. Jak trzeba jechać 1000 kilometrów, to jedziemy, jak codziennie śpimy w innym miejscu, nie ma problemu. Bawią się wszędzie, bo wszystko jest doskonałym powodem do zabawy. Nie mają naszych, dorosłych ograniczeń. Niesamowite, naprawdę niesamowite było obserwowanie ich, jak uczą się bez nauczania. Helena czyta, pływa, jeździ na rowerze, ma mnóstwo pytań i obserwacji. Zwierzęta na wolności, geografia, języki, ekologia. Myślimy, że to była i jest najfajniejsza szkoła nie-szkoła na świecie.

Czy możesz zdradzić kilka miejsc na amerykańskiej trasie, w których bardzo podobało się i wam, i dzieciom?

Rzucimy, ale takie niepodpowiedziane i bez uzasadniania. Więcej będzie w książce. Pierwsza myśl? Patagonia. Obłęd! Druga myśl? Alaska! Jak z filmu to wszystko. Trzecia myśl? Nie, jednak nie potrafimy wybrać. To było 340 wspaniałych dni, bez ani jednego wyjątku. To było 340 dni bez ani jednego niefajnego, zdenerwowanego, sfrustrowanego, jakkolwiek negatywnego człowieka na naszej trasie! Sami dobrzy i cudowni ludzie. Dzieciom podobało się w Disneylandzie, wiadomo! Ale nam, o dziwo, też. Czesiu pokochał Alaskę, a Helena świetnie czuła się na kakaowych lub kawowych farmach, których odwiedzenie było dla nas jednym z największych marzeń.

 

Jakie smaki, potrawy, owoce, warzywa poznaliście i pokochaliście dzięki tej podróży?

Wszystkie nowe i lokalne smaki kochamy bezgranicznie. No, może poza jeżowcem, z którym mierzyliśmy się w tej podróży wielokrotnie, cały czas dając mu kolejną szansę. I tu pozostajemy na stanowisku: pass, dziękuję, postoję.

Pamiętam, jak w jednym z odcinków swojego programu Anthony Bourdain się nim zachwycał. I jak to smakuje?

Jak gąbka z wiadra wypełnionego wodą po rybach. Za to mrówka z Amazonii? Przecudowna! Słodka, kwaskowa, orzeźwiająca, wędzona, pikantna! Uwielbiamy!

Będą w książce przepisy na amerykańskie śniadania dla dzieci?

Będzie w książce ponad 80 przepisów na potrawy dla starych i młodych. Nasz Czechu uwielbia naleśniki i wszelkie pankejkowe pochodne. Będzie przepis na takowy naleśnior z Alaski, na zakwasie, z amerykańskimi borówkami. Przeprzepyszny!

Jak z tej podróży wracało się do Raju i La Ruiny? Jak patrzycie na swoje adresy po tych paru lat od powstania i prawie roku niewidzenia?

Niezmiennie dumni, otwarci i zestresowani, bo to cholernie trudny, odpowiedzialny biznes. Myśmy przez cały rok pracowali, tylko zdalnie. Codzienny kontakt z załogą, raporty, strategie, sytuacje krytyczne, podatki. Z jednej strony inaczej się nie dało, z drugiej – po prostu La Ruina i Raj to trochę nasz dom. Nie potrafimy się odciąć, nawet na tydzień. Chcemy ciągle je pofajniać i nie idzie tylko o nowe bibeloty ze świata, które montujemy we wnętrzach. Ciągle są nowe dania, nowe inspiracje, ale też nowe, wielkie marzenia, by pracować z jeszcze lepszym produktem, by coraz bardziej tworzyć zrównoważony rozwój wszystkich satelitów związanych z takim domem wariatów jak nasz.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Następna podróż będzie też taka długa czy dłuższa?

Następna podróż będzie tak samo wspaniała. Bez planu, w nieznane i z dzieciakami.

No to kiedy ta książka?

Jesteśmy w trakcie pisania i składania naszego drugiego „Atlasu z przepisami”. Będzie bardzo obszerny, z przygodami i przepisami. Ponad 450 stron! Jak dobrze wszyscy kciuki przytrzymają, na początku grudnia, w Mikołajki, książka będzie z nami!

Trzymamy dziarsko! Dzięki za rozmowę.

Facebook/Instagram

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.