Design, rodzinny dom

U Henia, Marty i Michała

Marta na co dzień miksuje. Stare z nowym, eleganckie ze sportowym, kwiaty z kratą, sztruks z wełną. Czy stylistka i autorka bloga Fashion Spy potrafi oprzeć się pokusie mieszania stylów w swoim domu? Barok i lata 70.? Proszę bardzo!

Wspólnie z marką VOX rozpoczynamy cykl turnee po rodzinnych domach. Pokażemy Wam jak mieszka współczesna rodzina, jak bardzo zacierają się granice między dorosłą przestrzenią, a tą dziecięcą. Jak fajnie żyje się w domach z otwartymi drzwiami i wymieszaną energią pokoleniową.

Dziś zaglądamy do warszawskiego mieszkania, w którym na każdym centymetrze przestrzeni czuć, że gospodarze Michał i Marta lubią się bawić designem. I nie mówimy tu o obsesjach zapalonego kolekcjonera sztuki. Raczej o ludziach, którzy potrafią miksować, wyszukiwać i być otwartym na zmiany.

 

Marka VOX, która kojarzy się z nowoczesnym wzornictwem, naturalnie odnalazła się w towarzystwie mebli vintage oraz egzotycznych dodatków przywożonych z licznych podróży. Nie pierwsza to zmiana w tym domu, ale niewątpliwie znacząca, bo oto właśnie Marta rozpoczęła urządzanie kącika dla najmłodszego domownika – Henia. Łóżko z linii Concept oraz praktyczny wąski regał wtopiły się w salon pełen perełek designu z lat 60. i 70. Ze ścian spogląda imponująca kolekcja obrazów. Oj, Heniu, ty szczęściarzu, niejeden by chciał uczyć się kolorów, wpatrując się w kreskę Młodożeńca!

 

 

Daleko tu do skandynawskiego minimalizmu, bliżej do mieszanki vintage i boho, zwłaszcza że Marta właśnie nazwoziła kilka pamiątek z pobytu w Maroko. Kolorowe kosze, japońskie kimona, dużo zieleni. Trzeba przystanąć na chwilę, przyjrzeć się uważniej, by dostrzec, jak wiele jest tu bibelotów, drobiazgów z duszą, wyszperanych na polskich i zagranicznych targach staroci. Marta koloru się nie boi, wręcz przeciwnie. Chętnie przełamuje biel salonu kolorowymi akcentami. Komoda z żółtym frontem i nóżkami nawiązującymi do wzornictwa lat 5o. to nowy gość w urządzanym kąciku dla synka. Kolorowe obrazki autorstwa Anny Duszy plus kilka puf na nowym dywaniku i w salonie rządzi mały Henryk.

 

Sypialnia Marty wzbogaca się tymczasem o nową przestrzeń na ubrania małego, w końcu syn stylistki musi mieć swoją garderobę. Szafa, choć tak inna w stylu od łóżka, współgra kolorystycznie z szarością welurowych zasłon – to za nimi kryją się niezliczone półki z butami i ubraniami Marty. I tak jesteśmy świadkami, jak sypialnia użycza przestrzeni garderobie, a niemowlęce łóżko z komodą wchodzi na salony pełne zabytkowych akcesoriów. Efekt? Wszystko gra! Rozmawiamy więc o mieszkaniu – dziś bohaterem rozmowy są wnętrza.

 

Od kiedy tu mieszkasz?

Od listopada 2016 roku.

Bycie stylistką mody a urządzanie mieszkania – czy na wnętrza patrzy się podobnie jak przy stylizacji sesji? Czym się kierujesz, wybierając rzeczy do domu?

Inaczej. Rzeczy do sesji i stylizacja to moja praca. Nasze mieszkanie to sprawa w stu procentach prywatna. Stylizując czy projektując, zawsze robię to z myślą o odbiorcach. Inaczej wybieram rzeczy do dużej sesji mody, inaczej do kampanii. Ale nie czuje się z nimi związana, nie posiadam ich i nawet nie chcę posiadać. Są ze mną tylko na chwilę, na potrzebę sesji tworzą ten obraz, który mamy uzyskać, i wracają do sklepu. Obcuję z nimi, ale nie jestem z nimi związana.

Rzeczy w domu, każda jedna, ma jakąś wartość, z czymś się kojarzy i coś przypomina. To moja prywatna, emocjonalna zbieranina.

Miks & match, vintage z nowym. Potrafisz redefiniować, pokazywać, że pozornie różne rzeczy można ze sobą zestawić. Lubisz się bawić designem?

Uwielbiam. Uwielbiam też te kiczowate rzeczy zestawiać z bardzo cennymi. W naszym mieszkaniu jest miks wszystkiego. Barokowa konsola z lustrem, ale i sporo lat 70. Do tego obraz po babci i rzeczy przywiezione z podróży.

Eklektyzm w szafie i w domu?

Tak. To generalnie moja definicja. Zbyt mocno kocham to, co stare, ale doceniam też to, co nowe i zupełnie minimalistyczny design. Nasze mieszkanie jest również mieszanką nas obojga. Ja jestem zdecydowanie romantyczką, a Michała wyróżnia szkło i stal. Ot, taka z nas para! Teraz na dokładkę mamy jeszcze Henia i jego kolorowy świat.

A skąd czerpiesz inspiracje wnętrzarskie?

Nie czerpię! Serio, lubię oglądać i przebywać. Zawsze fascynujące pod tym względem wydają mi się hotele i wynajmowane miejscówki podczas podróży, jednak w mieszkaniu układam wszystko po swojemu. Tak, żeby przede wszystkim mi się podobało, ale było też funkcjonalnie. Ale nie mam zupełnie wolnej ręki, to chyba najczęstszy powód moich kłótni z Michałem (śmiech).

Twoje ulubione miejsce na relaks?

Moje jest miejsce pod oknem w salonie, na kanapie. Zaszywam się w stercie kwiecistych poduszek z kubeczkiem pysznego napoju.

Michał najczęściej w tym samym czasie przebywa w przeciwległym kącie mieszkania, bardzo podobnym, ale urządzonym na swój sposób. To dla nas jasny znak, że się relaksujemy i chcemy być oddzielnie. Sypialnie mamy w połowie drogi miedzy tymi kątami (śmiech).

A gdzie toczy się życie rodzinne? Dla jednych to kuchnia, dla innych stół w jadalni… Gdzie lądujecie?

Jak zwykle w kuchni. To stara kamienica, mieszkanie było kiedyś jeszcze większe. Kuchnia została wydzielona w salonie. Duży, naprawdę duży stół to nasze rozwiązanie na wspólny posiłek, zabawy z dziećmi, rozmowy, patrzenie sobie w oczy, czasami pracę.

Zakupy do domu bywają impulsywne. Coś wyszperamy, coś nas chwyci za serce. Dużo podróżujesz, zwiedzasz targi staroci. Najcenniejsza zdobycz to?

Mam przepiękną toaletkę z Jarmarku św. Dominika w Gdańsku. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Targałam ją przez wszystkie moje „singielskie” mieszkania. Jest bardzo babska, ale Michał zaakceptował ją od razu, ze mną w pakiecie.

 

Jakaś dramatyczna historia z celnikami na lotnisku? Co najdziwniejszego przewoziłaś do domu?

W zasadzie z każdej podróży coś ciągniemy. Kolejny imbryczek, dywanik, obraz. Utkwiła mi w głowie jedna podróż. Powrót Michała z Teheranu. Walizka kompletnie się połamała. Przez rozerwany zamek wystawały dywany. Do dzisiaj nie wiem, jak udało mu się tyle przewieźć. Dodatkowo wzbogaciłam się o tonę bakalii i antyczny szlafrok, który okazał się hitem mody w poprzednim sezonie.

Porozmawiajmy o dzieciach. Jak się zmienia podejście do mieszkania, do jego funkcjonalności i potrzeb, gdy pojawia się dziecko? Rewolucja o 180 stopni?

Oj tak. Ogromnie. To mieszkanie miało przedtem bardziej styl i klimat francuski. Raczej dla pary niż dla rodziny. Toczyliśmy wojny o każdy kawałek naszej przestrzeni. Mnie wydawało się, że Henia będzie można utrzymać na jakiejś określonej powierzchni. Michał jest DJ-em, kocha sztukę. Na pewno staliśmy się bardziej praktyczni i bardziej wyluzowani, ta przestrzeń zmienia się teraz na bieżąco. Staramy się jednak, żeby dalej się nam podobała. Z dużym stołem z designerskimi krzesłami zestawiłam takie dziecięce drewniane krzesła vintage z lat 70., do obrazów Konarskiej i Młodożeńca doszły dziecięce obrazki…

Na początku Henio miał kącik przy waszym łóżku, teraz urządzacie jego własną przestrzeń. Czym się kierujesz w wyborze mebli, dodatków?

Funkcja nadrzędna to taka, żeby Heniowi i wszystkim, którzy się nim zajmują, było wygodnie. Zabawne, ale często łapie się na takiej myśli: czy ja chciałabym mieszkać na jego miejscu w takim kąciku? Ale widzę też, że dla dzieci liczą się inne rzeczy niż dla dorosłych. Kolory, ilustracje, zabawa, duuuużo zabawy!

I prostota tak naprawdę. Nie jestem fanką tych wyidealizowanych pastelowo-szarych pokoików, z dumą pokazywanych przez mamy na Instagramie. Najważniejsze, żeby dziecko się czuło fajnie. Lubiło to miejsce, a nie żeby wyszło ładnie na fotce. Świat stanął na głowie w tym temacie. To bardzo przykre. Heniu lubi czerwony, żółty, pomarańczowy, zielony i nic na to nie poradzę. A niech ma to co chce, co mi szkodzi!

 

VOX kieruje się ideą, że wolność zaczyna się w domu. Co to oznacza dla małego Henia?

To oznacza zero ograniczeń. Nie musimy go zamykać w katalogowym pokoiku dziecięcym. Ale musimy zachować jakiś porządek. Henia meble zasadniczo różnią się od naszych. W garderobie ma swoją szafę, w salonie regał i komodę, a obok naszego perskiego dywanu – swój dywan w łezki. I tak jest OK! Nie stresujemy się, że zniszczy drogocenny antyk, a meble ładnie współgrają z całością. Mam nadzieje, że kiedy trochę podrośnie, będzie umiał w tym galimatiasie odnaleźć swoje mebelki. Na razie jest to wyraźny i jasny sygnał dla niani, że tam znajdzie jego rzeczy (śmiech).

Macie swoje rodzinne domowe rytuały?

Mamy kilka. Michał ma dwie córki z poprzedniego związku, które często u nas przebywają, nocują. Tak samo muszą tu mieć swoją przestrzeń. Mają wieszak na swojej wysokości, szufladę w łazience, własne kubeczki. Jak każdy domownik. Dziewczynki pięknie malują i rysują. Prace trafiają na lodówkę. Te najlepsze oprawiamy w ramkę i wieszamy na ścianie. Poza tym robimy wszystko to, co normalne rodziny: wyświetlanie filmów na ścianę, czytanie książek. Michał popisuje się kulinarnie. Traktuje córki jak prawdziwe księżniczki. Ot, takie dworskie obyczaje!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Ja w tym królestwie stylu czuję się bardzo swobodnie. Wybiegam w przyszłość i widzę oczami wyobraźni, jak chodzący już Henio odkrywa sam wszystkie te zakamarki… Umawiam się z wami na kawę za rok!

W naszej selekcji znajdziecie wszystkie produkty VOX, obecne w rodzinnym domu Marty, Michała i Henia. Sami zobaczcie jak bardzo ta marka poszerzyła swoją ofertę. Znajdziecie tam nie tylko meble, ale również ochraniacz na łóżeczko, wysokiej jakości antyalergiczne wkłady do pościeli, czy miłe grafiki autorstwa Anny Duszy.

zdjęcia: Kasia Rękawek

rozmawiała: Kasia Karaim

Leave a comment 3 komentarze

  1. Świetne wnętrze, nie mogę się napatrzeć na papugi na parapecie i kosze. Super fajne jest też podejście bohaterów tego odcinka- wszyscy mają dziś w swoich wnętrzach to samo, a pokoi dziecięcych nie można od siebie odróżnić. Uwielbiam swobodę i takie szalone mieszanki, cudnie!

  2. Bardzo przyjemne, zindywidualizowane wnetrze nie powiekajace schematow. Wydaje sie niedtety kompletnie niedostosowane dla malucha, ktory rosnac i penetrujac kazdy kat moze wiele zdemolowac a kwiatkow sie nazrec. Mysle jednak, ze doswiadczenie rodzicielskie stopniowo zweryfikuje przestrzen i bedzie super a maluch ma szanse w takim klimacie wyrosnac na osobe tworcza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama