do czytania, Sztuka

U jak usypianki

Jak to jest z tym spaniem? To dopiero zagadka. Niby każdy wie jak to się robi, ale nim nasze dzieci nauczą się ładnie zasypiać, my zyskamy sińce pod oczami, mętny wzrok i błędny krok nad ranem, a kawa stanie się sposobem na przetrwanie dnia. Nie, nie znamy złotego środka, ale jak nic, zawsze jest w zasięgu naszych rodzicielskich możliwości książka. Książka dobra na usypianie.

Oto przegląd hitów domowych przygotowany dla ladnebebe przez mamyomamy. Poniekąd podróż w czasie. Jak z usypianiem radziła sobie literatura dziecięca w ostatnim 50-leciu. Ten zestaw wybrzmi bardzo swojsko, bo właśnie zerkając na wybrane przeze mnie książki, uprzytomniłam sobie, że tylko trzech autorów jest z zagranicy. Pozwolę sobie jednak zachować kolejność chronologiczną. Czas start!

“Tygryski” Joanna Papuzińska, ilustracje Julita Karwowska, Instytut Wydawniczy “Nasza Księgarnia”, Warszawa 1966 r., Wydanie I.

To kartonowa książeczka, jakich wiele z tamtego czasu. Poręczna od zawsze i na zawsze. Wytrzymała i urocza.
Autorką cudownego wiersza jest jedyna taka poetka, autorka bajek i wierszy dla dzieci, profesor nauk humanistycznych – prof. Joanna Papuzińska.

Opowieść o ucieczce Tygrysków z piżamy oraz poszukiwaniach, a właściwie snutych domniemaniach, co do miejsca przebywania jednego z nich, to niewątpliwie specyficzna propozycja na dobranoc. Ten detektywistyczny rytm może usypiać, ale może też pobudzać. Nic to. Ta książeczka warta jest odszukania. Gdzieś na jej stronach ukrywa się wejście do świata wyobraźni.

Ilustracje są tu odbiciem czasu w którym powstały. Mimochodem przemycona lekcja stylu, czyli lata 60 w pełnej krasie. Jednak przede wszystkim te ilustracje są dziecięce i na końcu, jak być powinno, jest łóżko, księżyc i śpiąca dziewczynka.

Tymek wpada w fazy totalnego oddania dla tego utworu. Czytam powoli, a on kończy wersy w sobie tylko znanym dialekcie.

Doczekała się ta rymowana historia wznowienia z ilustracjami Małgorzaty Fürst. Dokonało tego Wydawnictwo Pierwsze w 2006 r. z okazji czterdziestolecia debiutu książkowego autorski. Niestety od tego czasu nikt nie podjął ponownie wyzwania. Szkoda

“Miś i lalka” Maria Łastowiecka, ilustracje Krystyna Orska, Instytut Wydawniczy “Nasza Księgarnia”, Warszawa 1973 r., Wydanie I.

To książeczka na której sama się wychowałam, którą sama znałam na pamięć i która mnie usypiała. Ten sam format co Tygryski, ten sam materiał i ta sama wytrzymałość.

Jest to historia pewnego pluszowego Misia, który bardzo chce zachowywać się jak prawdziwe misie. Jego przewodniczką po niedźwiedzich zwyczajach jest Lalka. Miś z łatwością stawia znak równości między drzewem, a szafą czy górskim strumykiem, a umywalką. Oczywiście pakuje się w kłopoty, jednak trudno go zniechęcić. I ta wytrwałość w końcu zostaje nagrodzona, dowiaduje się, że prawdziwe niedźwiedzie śpią w zimie. I już czuje, że to może mu się udać. Zwija się więc w kłębuszek i zasypia. Ciiii… nie budźcie misia. Niech śpi.

Bezwzględnie skuteczna. Działa zawsze. Czasem trzeba przeczytać 3 razy, ale nie ma to tamto. Usypia i już.

Jest tu moc szalonych ilustracji, znowu osadzonych w latach powstawania. Gdzieś majaczą mi się ilustracje ukraińskich bajek, gdy patrzę na okładkę Misia i Lalki. A w środku te wzory. Tapety i dywany, posadzki i tkaniny. Szalone lata 70-te, zeszły z kwiecistych i kolorowych koszul non iron w samo centrum świata Misia i Lalki.

Rozczula mnie sympatia Tymka dla tej książki, bo z każdym jego zachwytem przenoszę się w czas swojego dzieciństwa. Jednym słowem: Tymek urzeczony, urzeczona ja.

“Sen który odszedł” Anna Onichimowska, ilustracje Krystyna Lipka-Sztarbałło, Agencja Edytorska EZOP, Warszawa 2001 r., Wydanie raczej I.

Najlepszą rekomendacją dla tej książki wydaje mi się dedykacja autorki: Dla śpiochów, którzy mają piękne i dziwne sny oraz dla tych, którzy za snami tęsknią.

Sama historia jest tyleż prosta, co senna. Bo oto bohater nie może zasnąć i wyrusza w poszukiwaniu snu. W tej wędrówce towarzyszy mu pluszak – zając Filip i wszystko jest tu magiczne i mroczne. Zupełnie jak ilustracje. Wszystkie w tonacjach niebieskiego, aż do mrocznej czerni (z wyjątkiem ostatniej). To taka granatowa bajka na dobranoc, która posiada chyba wszystkie atrybuty tematu. Są koty i sowy, nocne zwierzęta. Jest tajemniczy ktoś, i to nie jeden. Jest podróż, księżyc i łóżko. Jest i pociąg. Kto śni, ten wie, że pociągi lubią się śnić. Bardzo sugestywna propozycja do usypiania, wyjątkowa. Tymka elektryzuje. Wertuje strony w poszukiwaniu pana Księżyca. I powtarza: nie ma pana, a potem: jest pan. Dla mnie to czysta przyjemność obcowania z literaturą niedorosłą.

Piękny język, zabawne, surrealistyczne dialogi, jak w Alicji w Krainie Czarów. Onichimowska pisze pięknie, lirycznie z wyczuciem i dużą dawką humoru. Jest w tym pościgu za snem jakiś uniwersalizm, jakieś źródło prastare, którego nie znam i nie udało mi się go wyśledzić. Moje “ochy” i “achy” potwierdzają fakty z życia tej książeczki: ilustracje Krystyny Lipki-Sztarbałło zostały wpisane na Międzynarodową Listę H.Ch. Andersena i otrzymały medal na międzynarodowym Biennale Ilustracji w Bratysławie w 2001 r.
Książka Roku 2001 polskiej sekcji IBBY – nagroda literacka i graficzna.

Sen jest wielką tajemnicą. We śnie możemy być królikiem, górą, muszelką albo wiatrem. We śnie wszystko może się zdarzyć. Dobre i złe – napisała w końcowym liście do czytelników autorka. To jest moc tej opowieści. Oniryzm w czystej postaci. Nic tylko siąść i zasnąć.

“Nieobliczalne owieczki” Martyna Skibińska, ilustracje Joanna Olech, projekt graficzny Justyna Wróblewska, Warszawa 2005 r., Wytwórnia, Wydanie I.

Był kiedyś taki udany duet i dzięki współpracy tych pań, mamy takie cudo nie za duże, które warto odszukać. Owieczki, o których mowa są nieobliczalne po wielokroć.

Nie dość, że są niepoliczalne, to jeszcze każda jakaś taka szalona indywidualistka. Szalona zwyczajnie, szalona codziennie. Bardzo zabawne te owieczki Skibińskiej i Olech. A jestestwo każdej z nich, ukryte w zabawnej kresce, raz kredką raz jakby flamastrem. Bez wielu kolorów, bez nadmiaru. Wełniasto, kłębiasto, jednak nie da się tu pomylić owieczki z chmurką, czy poduszką. Zbyt ludzkie są nasze bohaterki, a to w kapciach, a to w papilotach. Jest tu parę smaczków. Obrazkowa numeracja stron, oczywiście owieczkami. Mocno różowa okładka, skrywa bohaterki, trochę jakby rysowane ręką dziecka. Konturami tworzone, jedne szare, inne różowe. A na samej okładce można wypatrzyć czarną owcę.

“Nocna wyprawa” tekst i opracowanie graficzne Bohdan Butenko, Warszawa 2006 r., Wydawnictwo Świat Książki, Wydanie raczej I.

To autorska książeczka Butenki. Pomysł tej opowieści zaczerpnął Butenko z wierszyka Edwarda Leara – angielskiego poety, rysownika, twórcy limeryków.

Raz powiedział Stół do Krzesła:
To byłaby całkiem niezła,
Nawet całkiem dobra myśl,
Żeby pójść na spacer dziś!

Ja jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że inspirował się także “Snem, który odszedł” – opisanym wyżej. Wiele tu punktów stycznych, choć wszystko podane inaczej, zarówno w warstwie językowej, jak i graficznej.

Butenko serwuje nam opowieść bardziej rozrywkową, chłopacką, łobuzerską. Język jest tu naturalnym odbiciem codzienności dziecka.

Jak opracowanie wierszy Leara, Butenko “Nocną wyprawę” ubrał na czarno. Noc tu panuje dosłownie. Mimo to, jest jakby mniej mrocznie niż u Lipki-Sztarbałło. Jest śmiechowo mimo ciemności, bo przecież to kreska mistrza. Wesoła, dowcipna. Ilustracje tutaj mówią, przekomarzają się z czytelnikiem. Robią mu psikusa. A wszystko po to, by skupić jego uwagę, zmęczyć i uśpić. Dla Tymka za mało tu księżyca, jest tylko na jednej ilustracji. Nie ma Pana – taki tytuł miałaby ta książeczka po tymkowemu.

“O wędrowaniu przy zasypianiu” tekst i ilustracje Iwona Chmielewska, Warszawa 2006 r., Hokus-Pokus, Wydanie I.

To znowu jedna z tych książek, która może jednak rozbawić zamiast uśpić. Sama dałam się wkręcić i z Tymkiem wystawialiśmy stopy spod kołdry, a potem to już wymyślałam jak leci. Chmielewska zrobiła to, co trzeba. Dała prosty temat ujęty w jeszcze prostszy sposób. Uśpić stopy, które mają fantazję. Sama pamiętam rozmowy moich kapci i palce dłoni udające łyżwiarzy, gdy miałam 5 lat.

Mój synek sięga po tę książkę z pewnym namaszczeniem. Nie mam pojęcia, co tam się w nim wtedy dzieje, ale jestem pewna, że dzieje się dużo i dobrze. Kolażowe ilustracje, prosty tekst, choć skonstruowany tak, jakby też był kolażem, nawet tytuł. Wszystko tu sennie się snuje i sen w końcu przychodzi. Mimo braku wyciszenia. Mimo zabawy przed snem. Tak jak 10 paluszków schowanych pod kołderką, zasypia i mały czytelnik. A często wraz z nim także ten duży.

“Pomelo śni” Ramona Bădescu, ilustracje Benjamin Chaud, przekład Katarzyna Skalska, Poznań 2015 r., Zakamarki, Wydanie I.

W jakimś stopniu możemy mówić o rodzinnym uzależnieniu. Spomelowaniu. Tymek ma w tej książeczce ulubioną stronę, na której Pomelo tańczy czaczę. Trudno zakwalifikować to radosne bodźcowanie jako usypianie, ale gdy wejdzie się w całą historię małego, różowego słonia, to już jakby się spało. Spało i śniło wraz z nim. Sen o dmuchawcu, o lataniu, dalekich stronach. Niektóre sny są wybujałe, a inne niemożliwe.

Książeczka “Pomelo śni”, podzielona jest na trzy części: Pomelo śni, Coś na kształt kartofla i Karnawał. I zgodnie z zawartymi w podtytułach sugestiami w pierwszej części dowiadujemy się jakie to sny miewa Pomelo, w drugiej przemierzamy sen z kartoflem w roli głównej, by w trzeciej wystrzelić z karnawałowym szaleństwem, gdzie każdy może być każdym, lecz nie sobą. A na koniec Świetliki zapalają girlandę. A wieczorem wszyscy zasypiają pod kotawcem.

Wyjątkowo poręcznie wydany jest Pomelo. To książka odporna na uwielbienie 2 latka i bogata zarówno w treść jak i rozbrajające wizje tej treści. Co ciekawe, jakoś Tymkowi nie brakuje tu wielkiego nieobecnego – pana księżyca czy łóżka jako takiego. Tych wyeksploatowanych symboli usypiania. Wystarczy niczym nieskrępowana wyobraźnia Pomelo (jego twórców), dmuchawiec w pełni i sącząca się z tej opowieści pewność, że już jest czas na sen.

“Zbyt późno” Giovanna Zoboli, ilustracje Camilla Engman, przełożyła Małgorzata Flor, Warszawa 2011 r., Wydawnictwo Entliczek, Wydanie I.

Wielka fascynacja mojego synka tą książeczką, w sumie wcale mnie nie dziwi. Jest piękna. W każdy możliwy sposób. Pięknie napisana, zilustrowana i wydana. “Zbyt późno” to hipnotyczna opowieść o Riccardo, który bardzo chce wrócić zbyt późno. Ponieważ wszyscy bliscy go od tego pragnienia odwodzą, wyrusza do zbyt późno sam. No nie zupełnie sam, bo z niedźwiedziem na rowerze, białym kotem w żółtej kurteczce i panią jeleniową, która każdego ranka podlewa swoje grzyby w doniczkach.

A ponieważ droga do zbyt późno jest zbyt długa, zbyt ciemna i zbyt pusta, wszystko jest tu jak we śnie. Jest wyprawa i osiągniecie celu, który okazał się nie być faktycznie celem podróży. Jest zabawa, muzyka i świętowanie. Girlandy, lampki i zmęczenie. A potem już tylko sen i pobudka. Jak dobrze jest wyruszyć w taką niezwykła podróż, by potem móc obudzić się w swoim domu.

Ilustracje w tej książce są miękkie. Postaci obłe w jakiś przesympatyczny sposób. Kolory pastelowe, jakby wyblakłe, czasem zabrudzone. Bohater i jego rodzina bardziej zwierzopodobni niż ludzcy. Takie Babuszki z mojego dzieciństwa.

Czytanie tej opowieści to sama przyjemność, choć zabieg powtarzania pewnych zwrotów, może uśpić nie tylko nasze dziecko. Może też spowodować, tak jak u Tymka, szybkie przyswojenie tekstu. Od tej pory biada wam czytający! To druga książeczka Tymka, przy której dopowiada zakończenia wersów. Jest w tym radość, samodzielność i poczucie bezpieczeństwa. Takie historie stają się w dorosłości jak powrót do domu. Spokojnie, znajomo i pogodnie, tak usypia historia o Riccardo. I nigdy nie jest za późno, aby wybrać się w tę podróż wraz z nim.

Daleko mi do purysty językowego. Staram się dbać o to jak mówię i piszę, jednak nie jest mi dane, nie popełniać błędów. Czasem coś mnie męczy, czasem zastanawia. Tak też jest z przysłówkiem “strasznie”, którego jest trochę w tej cudownej opowieści. Jest i to w charakterze słowa “bardzo”. I to jest ten mój dylemat. Gdy czytam:

Strasznie duży
Strasznie magiczny
Strasznie uprzejmy

albo:

Strasznie, strasznie szczęśliwy.

No cóż, strasznie polecam.

“Zaśnij ze mną” Ramadier & Bourgeau, Warszawa 2016 r., Babaryba.

Niby pomysł, na który mógł wpaść każdy. Niby mógł, ale nie wpadł. Mamy oto książeczkę, którą trzeba uśpić. Upewnić się czy zrobiła siusiu i umyła zęby. Tymkowi od razu się spodobała, a już o usypianiu jej nie wspomnę. Jakże fantastyczne okazało się mówienie szeptem. Jakże przyjemne przykrywanie książeczki kocykiem.

Najpierw myślałam, że to jedna z tych opowieści wieczornych, która bardziej rozbawi niż wyciszy. Było i tak, ale okazało się, że zasypiać wspólnie z książką jest raźniej.

“Zaśnij ze mną” zdradza przecież swoje intencje już samym tytułem. Nie ma tu mowy o samotnym zasypianiu. Do tego jest to książeczka kartonowa, prosta w oprawie graficznej. Jak dla mnie, aż za bardzo, ale to przecież Tymkowi ma się podobać przede wszystkim. I podoba mu się bardzo. Bo Tymek usypia “Zaśnij ze mną” z takim zaangażowaniem, że i sam zasypia.

Podsumowanie:

Dobra książka na usypianie powinna mieć księżyc, albo przynajmniej poduszkę.

Dobra książka na usypianie może nie mieć księżyca czy poduszki, ale powinna mieć ciemność.

Dobra książka na usypianie to taka, co ma rytm i powtórzenia.

Dobra książka na usypianie nie musi usypiać, wystarczy jak to usypianie uczyni niezwykłym.

Dobra książka na usypianie to ta, którą wybierze wasze dziecko.

Pytam Tymka:
– Śniło Ci się coś?
A on odpowiada:
– Baja!

I to jest efekt czytania dziecku na dobranoc. Bo dobra noc, zaczyna się tam, gdzie kończy się dobra książka.

Jeśli jednak w waszej biblioteczce nie macie jeszcze książki, która pomoże zasnąć waszym dzieciom, możecie przedstawić im Wyśnimrotki, które powstały z myślą o Tymku, a które również wam mogą pomóc:

Wyśnimrotki

Ni to liski, ni to kotki, takie ludki – Wyśnimrotki.
Kiedy czuje się przyjemność, można spotkać je na pewno.
Albo kiedy sen się przyśni kolorowy i magiczny.

Są obecne w każdej chwili, którą inni nam zgubili.
Gdy ktoś mówi: Nie pamiętam! – Wyśnimrotka swędzi pięta.
Skacze wtedy w naszych myślach i pomaga dojść do wyjścia.

Znaleźć drogę do wspomnienia, które czas sprytniutko zmienia,
Kolor dzbanka babci Dany, ten jej bardzo ukochany.
Zapach świtu latem ciepłym, kiedy dzień się robi lepki.
Dotyk deszczu co na czoło kapać zechciał nam przed szkołą.

Znają się na swoim fachu.
Są Dbaczami i bez strachu,
układają w twej pamięci, co się tam po rogach kręci.
Żeby szybko myśli łatać, często łapią się wieszaka
i na wrotkach jak pontony prują poprzez sen wzburzony.

Burza wspomnień, morze marzeń – wszystko może się przydarzyć,
I dlatego każdy Mrotek jest jak bardzo sprytny kotek.
Dbać umieją o sen długi i o kolor marzeń rudych.
Mówisz, że ich nie widziałeś?
A jak długo dzisiaj spałeś?

Dagmara Kloskowska

Leave a comment 9 komentarzy

  1. Fajne propozycje, tylko na tych zdjęciach nie widać ich zawartości i przez to nie wiem, czy książka nadaje się dla maluszka czy starszego dziecka, które woli słuchać dłuższych opowieści przed snem.

    1. Dla maluszka z tego zestawu najbardziej Zaśniej ze mną, Nieobliczalne owieczki i Tygryski. Dłuższe opowieści to: Sen który odszedł, Nocna wyprawa. Pomelo śni, Zbyt późno i Miś i lalka, to pozycje ze sporą ilością tekstu – opowieści, ale mniej rozbudowane fabularnie. O wędrowaniu przy zasypianiu to książka bardziej operująca obrazem, niż tekstem.

    1. Znamy tę książkę. Czytaliśmy. Z mojego doświadczenia wynika, że jej przekaz nie trafia do malucha 2 letniego, z oporem do 7 latka. Odbiorcy szukałabym wśród 4 czy 5 latków.
      Osobiście doceniam pomysł, a zwłaszcza pewne jego elementy: usypiające zaklęcia i pył. Instrukcję jak czytać. Jednak nasz synek dość szybko rozszyfrował intencje autora i nie zainteresowała go taka forma usypiania. Takie usypianie wprost. I mimo, że bez problemu skupia się na dość długich opowieściach, ta go jakoś nie wciągnęła. Jak dla nas, ciut za mało bajkowa. 😉

  2. Moje dzieci uwielbiaja do snu dwie ksiazki o jablkach/jablonkach… genijalna ‚It might be an apple’ Shinsuke Yoshitake i z glebokim przeslaniem ‚The giving tree’ Shel Silverstein.. a poza tym przebojem przed snem jest takze ’10 little penguins’ pop up book Jean-Luc Fromental i Joëlle Jolivet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama