Design, rodzinny dom

U Beaty, Mateusza, maluchów i czworonożnych

Czy można odmieniać szarość przez wiele przypadków? Można. Czy można mieć 2 lata i jeździć na grzbiecie psa? Czemu nie. A urządzić dom w kilka miesięcy przy dwójce małych dzieci? 

W ramach rodzinnych spotkań, które realizujemy wraz z marką VOX, dziś pukamy do drzwi domu na obrzeżach Warszawy. Lubimy różnorodność i lubimy was zaskakiwać. Więc po dawce koloru i mariażu nowego z retro w kamienicy (pamiętacie ten post?), dziś zupełnie inny wnętrzarski klimat. Nowy dom, nowy etap w życiu. Jednego byłam pewną, jadąc na sesję. Będzie szary. I był! Kto zna Beatę, wie, że szary ma wiele odcieni!

Łapiemy domowników podczas porannej kawy, chwila odpoczynku między ustawianiem, przestawianiem, dobieraniem, kupowaniem. Wiele za nimi, ale każdy, kto budował dom, wie, że to projekt na lata. Zwłaszcza, kiedy lubi się dopracować każdy detal. Pierwsze wrażenie? Przestrzeń, biel, harmonia. Tu wszystko jest kolorystycznie spójne, szarości przeplatają się z bielą, czernią i drewnianymi elementami. Nic tu nie zagraca i nie dominuje. Jest mniej, niż więcej. W salonie króluje duży rodzinny stół, wielkie okna i sofa. Dla całej czwórki… przepraszam, szóstki!

Rozglądam się po salonie. Świetnie wpasował się tu regał z kolekcji Spot czujemy, że będzie Beacie służył do niejednego instagramowego kadru shelfie. Chociaż chętnie potowarzyszę Tymkowi podczas pływania pośród kulek i psów, on już chce nas zabrać do swojego pokoju. Własnego pokoju! I nie spodziewajcie się błękitów i seledynów.

Jak przystało na syna mamy, która może pochwalić się niejedną fajną modową stylizacją, w pokoju na centralnym miejscu znalazła się garderoba. A może to namiot? Lub kurtyna, a za nią teatralna scena? Tymek znajdzie parę innych zastosowań. Na razie na potrzeby sesji posprzątał nawet na biurku, ha! Beata znów konsekwentnie nie wpuściła tu żadnych kolorystycznych intruzów, pokój dziecka musi być spójny z resztą domu. Biel, szarość i drewno. Na ścianie nocnej ciszy strzeże lampka Huhu i dodaje otuchy nocnym markom. Nawet ubranka Tymka są dobrane harmonijnie pod kolor! I nowy dywan Kropelka. Mały dumnie wskakuje do swojego łóżeczka z kolekcji Spot i testuje skoki na nowym materacu. W przyszłości łóżko urośnie wraz z nim i przemieni się w prawdziwe łoże dla kilkulatka.

Do niedawna sam jej potrzebował, teraz na komodę z przewijakiem z kolekcji Spot zaprosił młodszą siostrę, która z zaciekawieniem przygląda się wiszącym pomponom. Kolejny świetny patent Beaty i wykorzystanie możliwości, jakie sam podsunął ten mebel. Trzy nowe zwierzaki, czyli obrazki z misiem, lisem i jelonkiem marki VOX dołączyły do lampki sowy, która pohukuje z góry.

 

Ten dom szarością stoi. To kolor, który świetnie dogaduje się z klasyczną bielą, naturalnym drewnem i minimalistycznym stylem skandynawskim. Ale nie pogardzi odrobiną brązów czy odcieni lila, który wprowadził się tu wraz z narodzinami Meli. Ale umówmy się, w tym domu nie rządzi wcale szarość. Nie rządzi Beata, ani nawet rezolutny Tymek o uśmiechu „uwaga-to-zdjęcie-na-okładkę”. Nie. W tym domu rządzą… ONE. Nela i Zoja! Samojedy i królowe bieli. I to chyba pod nie urządzono ten dom pełen jasnych, stonowanych kolorów. Mylę się?

 

 

Opowiedz mi, jak przetrwaliście budowę. Podobno to albo zbliża, albo można się otrzeć o rozwód. A do tego nowy członek rodziny!

U nas od zawsze jest tak, że albo nie dzieje się nic, albo dzieje się wszystko na raz. Z domem było tak samo – mieszkaliśmy „spokojnie” w bloku na Woli (my, Tymek i 2 psy), bywało ciasno, ale mieściliśmy się. I pewnego styczniowego dnia ten spokój zamienił się w istne szaleństwo – druga ciąża. Wiedzieliśmy, że już nie damy rady żyć w bloku, że trzeba szukać czegoś większego, najlepiej domu z ogrodem, ze względu na psy. Na poważnie zaczęliśmy szukać domu na wiosnę, a wprowadziliśmy się do niego w grudniu – narzuciliśmy sobie zabójcze tempo (dopiero teraz to widzę). Większość ciąży spędziłam oglądając domy, a później już na naszej budowie albo w sklepach budowlanych. Jednak najbardziej wykańczający (dosłownie i w przenośni) etap dopiero był przed nami. Po urodzeniu Melanii zaczęliśmy wykańczać dom, sto ekip w jednym czasie, w jednym domu. Wtedy dla mnie to był koszmar, który świadomie sami sobie zgotowaliśmy, bo przecież mogliśmy z tym poczekać, „przemęczyć się”. Ale my uparcie z dwójką małych dzieci ciągnęliśmy to dalej, nasz deadline to były Święta. Wykonawcy mieli nas już dość, do sklepów budowlanych jeździliśmy parę razy dziennie.

Napięcie i zmęczenie rosło…

O dziwo, megaolbrzymich kłótni nie pamiętam (śmiech). Pamiętam za to zmęczenie nie do opisania, bezsilność, kiedy ktoś znów zawalił. Nie kłóciliśmy się o styl i wnętrze naszego domu, gdyż miałam wolną rękę, w granicach rozsądku mogłam robić to, co chciałam. Kiedy dzieciaki spały, szukałam w internecie mebli, dodatków, lamp, dywanów, farb, płytek, wanny – gdyby nie internet, to nigdy nie udałoby nam się wprowadzić tak szybko. Innym razem, kiedy dzieciaki spały, przewoziłam rzeczy do nowego domu, skręcałam meble albo odbierałam je od kurierów, którzy tylko wymieniali się w bramie. Dzieciaki wstawały z drzemki, a ja pędziłam, żeby się nimi zająć. A gdy usypiały wieczorem, to znów: sklepy, budowa, skręcanie, sprzątanie – często wracaliśmy o 1-2, akurat na pierwszą nocną pobudkę Meli. Z perspektywy czasu, nie wiem, jak daliśmy radę i jak wtedy funkcjonowaliśmy!

Skąd czerpiesz wnętrzarskie inspiracje? Widzę tu dużo klimatu skandi, raczej minimalizmu – to reakcja na waszą czwórkę rozrabiaków? 

Jeśli chodzi o wnętrza, to mam ściśle określony styl, w którym po prostu czuję się dobrze – musi być jasno. U nas dominuje biel i szarość, nie lubię kolorów, źle na mnie działają. Od początku miałam wizję tego domu i tylko cierpliwie, po nocach szukałam mebli i dodatków, które by do niej pasowały. Nie lubię nadmiaru rzeczy w domu, przedmiotów stojących „na wierzchu”, nieschowanych, niepasujących. A w zasadzie z naszą małą dwójką i tak zawsze wszystko musiałoby być schowane.

Gdzie toczy się życie rodzinne. Wszędzie?

Nasze życie rodzinne toczy się w absolutnie każdym pomieszczeniu w domu, nieważne, czy to kuchnia, łazienka, spiżarnia, sypialnia, czy garaż – nasza czwórka jest nie do powstrzymania!

Jak podeszliście do przestrzeni dzieci. Wspólny pokój czy podział od samego początku?

Od początku chciałam, żeby dzieci miały oddzielne pokoje, żeby każdy miał swój kąt, za który będzie odpowiedzialny, miejsce tylko na swoje zabawki. Poza tym mamy syna i córkę, nie oszukujmy się, wojna płci to wciąż aktualny temat. I najważniejsze, na każdy z tych pokoi miałam inny pomysł – nie umiałabym wybrać, nie umiałabym pójść na kompromis! Są dwa pokoje – różne, ale każdy idealny. Tymkowi nie chciałam fundować typowo chłopięcego pokoju – niebieski, samochody, itp. Chciałam, aby to był pokój neutralny, aby nie narzucał od początku charakteru, aby samymi dodatkami można było go zmienić. Szukałam prostych form, jasnych kolorów i mebli, które pomieszczą zarówno ubrania, jak i zabawki. Wybraliśmy naprawdę olbrzymią szafę i oryginalną komodę z kolekcji Spot marki VOX (super jest to, że można zamontować do niej dodatkowo przewijak, mogę przebrać Melę, nie zabierając Tymkowi nawet odrobiny miejsca w pokoju). Do kompletu wybrałam łóżeczko z tej samej serii (w porównaniu ze starym łóżeczkiem Tymka jest ogromne, czasami wieczorem kładziemy się w nim razem i śpiewamy kołysanki). Ale dla mnie równie ważne są dodatki – obrazki, dywan, coś na ścianę, bo dopiero spójna całość tworzy klimat.

Jak zmieniło się wasze podejście do domu i  funkcjonalności po tym, kiedy zostaliście rodzicami?

Kiedy nie mieliśmy jeszcze dzieci, zarzekałam się, że zabawki będą tylko w dziecięcych pokojach. Rzeczywistość oczywiście okazała się inna. Ale nie denerwuje mnie to. Jeśli kupuję zabawki, to wybieramy wspólnie te, które są estetyczne i tak np. na dole mamy przepięknego konia na biegunach, biały kosz z mnóstwem figurek zwierzaków, szary basen z piłeczkami, drewniany stojak edukacyjny. Te zabawki wpisują się w klimat wnętrza i szczerze mówiąc, bez nich byłoby teraz pusto. Ale większość z nich i tak każde z dzieci ma swoim pokoju. Pojawienie się dzieci nauczyło mnie, że w domu nie zawsze będzie sterylnie czysto, choć nie poddaję się i dalej wszystko pucuję, sprzątam i układam. Dzieci jednak nie leczą z pedantyzmu. Mój mąż z kolei nauczył się, że każdy kabel, każdy pilot, wzmacniacz od głośników, głośniki – wszystko musi być zbadane i przeniesione na zupełnie inne miejsce.

Jesteś dogoterapeutką. Wasz dom musi być też dog friendly. Są tu jakieś udogodnienia tylko dla twoich czworonogów?

Dla niektórych szalone może wydawać się to, że decyzja o zmianie mieszkania na dom z ogrodem podyktowana była obecnością psów w naszym żuciu. Pewnie gdyby nie one, to dalej cisnęlibyśmy się w bloku. Ale my traktujemy je jak członków rodziny. Nie mają swojego miejsca w domu, bo ten dom jest ich, mogą wejść wszędzie, spać wszędzie, być tam, gdzie czują się komfortowo. Taka trochę szalona z nas rodzina!

 

*

Skądże, szaleni są ci, którzy twierdzą, że nie można wykończyć domu i wprowadzić się w kilka miesięcy, z niemowlakiem i maluchem pod ręką. O damach z pięknym futrem nie wspomnę… No to życzę szybkiej wiosny i pierwszych kwiatów we własnym ogrodzie!

W naszej selekcji znajdziecie meble i dekoracje z domu Beaty i jej rodziny.

zdjęcia: Kasia Rękawek

rozmawiała: Kasia Karaim

 

Leave a comment 12 komentarzy

  1. Zastanawiałam się jak to możliwe, że Maluch nie ściąga sobie makatki na głowę…:)Na kolejnych kadrach widzę, że sznurki inspirują do działania…:) A VOX lubię, ubrań rozwieszonych u Chłopca w pokoju nie rozumiem…:)

  2. Ja uwielbiam ten dom i jego mieszkańców! Zwłaszcza ironię i sarkazm Beaty w stosunku do ludzi, kótrzy wszystkiego się czepiają.

  3. A skąd te pięknie lampy w salonie?
    Przepiękny dom! Obserwuje ten profil od dłuższego czasu i jestem zachwycona estetyką 🙂

  4. Dlaczego moj komentarz zostal skasowany? Nie zawieral wulgaryzmow, pisalam, ze dziecku nalezy sugerowac swoj gust a nie go narzucac a szare zabawki, szare ciuszki i szary basen z kulkami zahacza o kolorystyczny nazizm. Pisalam rowniez, ze ja w dziecinstwie w szarych ubrankach i w tak szaro-burym wnetrzu czulabym sie depresyjnie, bo od zawsze kochalam kolory, zwlaszcza te mocne np. zolty, i mana, ktora wolala brazy i szarosci nie tlamsila we mnie tego odmiennegi upodobania. W takim wnetrzu nie rozwijalby sie moj zmysl malarski, zostalby brutalnie zduszony a przeciez dziecko powinno sie traktowac jak indywiduum a nie gadzet do wystroju. PS. Jestem po ASP i jestem wdzieczna rodzicom, ze starali sie robic wszystko aby moje dziecinstwo nie bylo szare, bo tego potrzebowakam, co nie znaczy bez gustu. Czy ten komentarz rowniez skasujecie? Mize zostal skasowany dlatego, ze napisalam, ze taki modowy nazizm objawia sie niekiedy podpasowywaniem rowniez zwierzat pod trendy i wystroj? I zadalam pytanie czy w tym domu znalazloby sie miejsce i milosc dla rudego psiaka czy tez nie pasowalby do wnetrza i draznil oczy?

    1. Mam bardzo podobne odczucia., być może dlatego ze także studiowałam na ASP 🙂
      Dodatkowo żal mi dzieci, które są elementami scylizacyjnej układanki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama