Tulenie Stefana

Rozmowa z Pauliną Kanią

Wielkimi ciekawskimi oczami patrzy na was czteromiesięczny Stefan. Jego mama, Paulina Kania, na ogół jest po drugiej stronie aparatu, ale dziś pokazała się nam w swoim ukochanym kawałku świata.

Stefanowi, nazywanemu w domu Dzieckiem Szczęścia, tulenia i bliskości nie brakuje. Miłość i czułość wypływa z każdego słowa Pauliny. O tym, jak jest w ich poznańskim domu, o godzeniu aktywności zawodowej z potrzebami opieki nad ukochanymi, o blaskach i cieniach, które przynosi życie, rozmawiamy w kolejnej odsłonie naszego cyklu #tuleniewtuli. Nie przegapcie, można tu znaleźć dla siebie wiele ważnego.

*

Pierwsza jesień we czworo, dużo się u was dzieje, jak się macie?

Mam letnie dzieci, Stefan i Jeremi rodzili się w upalne dni, kiedy było po 30 stopni, i cieszyłam się z tego ogromnie! Początki spędzaliśmy na dworze, dzieci były opatulone tylko pieluchą. Przez pierwszy miesiąc karmisz non stop, więc ciepła pogoda sprzyja też bliskości i dotykowi skóra do skóry. Potem przychodzi jesień i nagle wszystkiego musisz mieć więcej – ciepłych kocyków, sweterków, co jest oczywiście urocze, ale ja wolę takiego golaska. Jesień to też szkoła, a Jeremi zaczął pierwszą klasę, więc faktycznie dużo się u nas dzieje…

Stefan ma prawie 4 miesiące, zdążyłaś już osiąść w sytuacji mamy dwójki dzieci? 

Szczerze powiedziawszy, przy drugim dziecku nie masz czasu myśleć (śmiech). Stefan jest dzieckiem szczęścia, pojawił się w najtrudniejszym życiowym dla nas momencie. Jednego dnia łamie mi się świat, bo słyszę, że choroba Piotra wróciła (red: Piotr choruje na złośliwy nowotwór mózgu), a drugiego dowiaduję się, że jestem w ciąży. Pamiętam ten dzień, płakałam na maksa, bałam się, czy damy sobie radę, ale potem wzięłam głęboki oddech, spojrzałam na Jeremiego i już wiedziałam, że mam w sobie drugi cud, który zjawił się właśnie w tym momencie życia, aby odwrócić uwagę od choroby. Więc nazywamy go Dzieckiem Szczęścia. Dziś, pomimo bardzo trudnych życiowych sytuacji, jestem szczęściarą, bo mam dwóch supersynów, bardzo wrażliwych i kochanych.

Duża różnica wieku między chłopcami bywa twoim codziennym sprzymierzeńcem? 

To, z jaką dojrzałością Jeremi przyjął i powitał młodszego brata, nie mieściło nam się w głowie. Powiedział, że na niego czekał, że marzył, by mieć brata, że pokaże mu cały świat, no i że my spadamy na drugą pozycję, bo Stefan jest dla niego najważniejszy. Oczywiście zazdrość o poświęcany czas jest wyładowywana na mnie, a nie na Stefanie. Jeremi już sam przyjął rolę opiekuna, ale też nauczyciela świata. Opowiada Stefanowi o swojej szkole i kolegach, o zabawkach i o grach komputerowych. Już widzimy, że dla Stefana Jeremi też jest ciekawszy niż my (śmiech).

Co najbardziej interesuje człowieka, który wszedł w swoją pierwszą jesień? 

Zdecydowanie drzewa – to znak, że natura jest czymś, co jest w nas od początku. Stefan fascynuje się przyrodą, na drzewach i liściach skupia większą uwagę niż na superładnej zabawce. Zauważyłam, że dziwi się także na wiatr i zimno.

W wietrzne dni miło jest się przytulić. Stefan to typ przytulaśny? 

Zdecydowanie, moi chłopcy to w ogóle takie przytulaśne typy i to wszyscy trzej. My, w naszej rodzinie bardzo dużo się tulimy. Mam chłopaków i wierzę, że tulenie nie robi z nich maminsynków, tylko wrażliwych i dobrych ludzi. Tulenie daje moc, Jeremi zawsze po wytuleniu czuje się lepiej i pewniej. Tulenie ma większą moc od najmądrzejszych słów.

Stefan natomiast jest nieodkładalny, uwielbia być na rękach. Śpimy razem, choć ma swoje piękne łóżeczko, które służy nam raczej jako rekwizyt do zdjęć. Wierzę, że spanie z dziećmi i mocne tulenie procentuje na przyszłość. Dzieci czują miłość i wsparcie już na zawsze.

Ale u was przyjemnie ciepło!

Ja prowadzę takie cygańskie życie. Dzieci towarzyszą mi wszędzie: w pracy, w podróży. Nie wytrzymałabym całego dnia bez nich. Pracując, zawsze mam czas na chociaż krótką zabawę z nimi, uściski i spojrzenia. Planując wyjazdowe sesje, zawsze zakładam dwa dni odpoczynku. Teraz jest szkoła i będzie nam na pewno trudniej. Stefan chodzi ze mną na spotkania, zawsze jest z nami jego tata, mój partner Piotr, który – mimo paraliżu ręki – bardzo mi pomaga, służy wiedzą i gotowymi rozwiązaniami wielu spraw.

Piotr korzysta z nosidła? 

W obecnej sytuacji, kiedy Piotr ma sprawną tylko jedną rękę, Tula ratuje nam życie. Dzięki nosidłu Stefan może być także blisko taty. Podczas pierwszego miesiąca za bardzo się baliśmy, by Piotr nosił Stefanka jedną ręką, widziałam, jak bardzo chce, a nie może, to było trudne. Teraz, gdy Stefan jest większy i trzyma już główkę, zakładam Piotrowi nosidło i chłopaki razem tulą się w domu.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Kiedy najbardziej przydaje ci się Tula dla nieodkładalnego Stefana? 

Od razu po porodzie wróciłam do pracy, wybrałam taki zawód, który wymaga ode mnie ciągłej gotowości. Klienci, którzy ze mną pracują, chcą moich pomysłów i realizacji. Mam świetną ekipę, ale to ja często podejmuję ostateczną decyzje, jak ma wyglądać efekt końcowy. Od roku, przez naszą sytuację losową, jestem też jedynym żywicielem mojej rodziny, a więc o przerwie w pracy nie było nawet mowy, dlatego Tula jest dla nas idealna. Stefan jakby rozumiał całą sytuację i chce być na maksa blisko. W Tuli chodzimy na spacery i po zakupy. Na leżenie w wózku odpowiada niezadowoleniem, a Tulę traktuje jak swoją planetę. Jest mu dobrze blisko mamy, czuje moje ciepło, jest bezpieczny, a ja mogę odpisywać na maile i obrabiać zdjęcia. Pocieszam się tym, że pomimo codziennych trudów, jesteśmy blisko. Z Jeremim było inaczej, był czas na cieszenie się macierzyństwem.

Zdarza ci się wykorzystywać nosidło w studiu? Stefan ma już na koncie asystenturę przy sesjach?

Robienie zdjęć z Stefanem na rękach jest wyzwaniem, więc w studio tulą go wszyscy (śmiech). Mam cudownych przyjaciół i kochane mamy moich modeli. W Tuli tulą babcia i ekipa. Stefanowi to bardzo się podoba, co chwila ktoś inny się nim zachwyca. Tula pomaga nam też w studio, w przerwach podczas zdjęć .

Jeremi jest twarzą wielu kampanii, Stefan też wkracza w świat modelingu?

Moje dzieci aparat widzą wcześniej niż zabawki. Kocham fotografię jako sztukę i to też mój zawód. Praca z dziećmi to mój główny temat. Ostatnio złapałam się na tym, że czuję się nienaturalnie, kiedy nie ma obok mnie aparatu. Jest tyle pięknych rzeczy i historii, które zasługują na zatrzymanie w czasie.

Jeremi bardzo lubi zdjęcia, które mu robię, średnio lubi jeździć na sesje do innych fotografów. On wie, że mama to trochę taka wariatka, która pozwala na sesjach na dużo więcej niż w domu, na totalne szaleństwo i wygłupy. Stefan natomiast na razie obserwuje mnie z aparatem, robiąc minę zdziwienia, zobaczymy, jak dorośnie – czy będzie mu się to podobać.

Dzieci w domu, dzieci w pracy – zakładam, że musisz mieć z nimi dobry kontakt i znać jakieś sztuczki, zdradzisz coś? 

Moje życie to chaos, ale ja w tym chaosie się odnajduję. Praca jest pasją, stylem życia. Jeremi przez dłuższy czas swojego życia dziwił się, że w niektórych miejscach pracy nie ma dzieci, musiało minąć trochę czasu, żeby poukładał to sobie w głowie.

Pracuję dużo, kiedy dzieci śpią, ostatnio nauczyłam się wstawać wcześniej, aby z samego rana obrabiać zdjęcia czy odpisywać na wiadomości. Synowie towarzyszą mi też w studio, wtedy zawsze są zaopiekowane, przeważnie jest z nimi tata lub babcia. Jeremi ma już swoich kumpli i czasem namawia mnie na jakiegoś modela, by spotkać się z kolegą.

Nie wiem tak naprawdę, czy są jakieś metody, my po prostu bardzo się lubimy i słuchamy, w naszym domu jest dużo wygłupów i akceptacji. Mój Piotr to taki trochę szalony tata. Mamy też otwarty dom, lubimy gościć inne rodziny, Jeremi ma wielu znajomych i kilku superprzyjaciół.

Jesteśmy wszyscy bardzo blisko, śpimy także razem, bo lubimy. Od pierwszych dni praktykuję rodzicielstwo bliskości, a relacja z moimi dziećmi jest dla mnie najważniejsza.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Paulina, masz głos dziewczynki i siłę lwicy, jak to z tobą jest? 

Hahaha, to prawda, wiesz że dopiero kilka lat temu to zaakceptowałam? Kiedyś, rozmawiając przez telefon, chciałam brzmieć poważniej, wydawało mi się to bardziej profesjonalnie. Któregoś dnia zrozumiałam, że bycie sobą jednak bardziej procentuje, zyskujesz obok siebie szczerych ludzi i to jest fajniejsze.

Mówią mi często, że mam siłę lwicy. Ponoć to po babci, ona potrafiła schować swoje problemy i iść dalej do przodu. Pamiętam, jak zachorował Piotr, płakałam jeden dzień, a potem powiedziałam sobie „Przecież on żyje i i nikt nie zna końca”, i wtedy przestałam płakać. Tak naprawdę ciężkie chwile dają nam dopiero refleksje codziennych spraw, zaczynamy zwracać uwagę na to, co jest ważne w życiu, a na co szkoda czasu. Powiedziałabym o sobie, że się nie daję, a z każdej porażki wyciągam wniosek i próbuję dalej.

Czego mogę wam życzyć? 

Tylko zdrowia, bo tak to mamy wszystko!

Dużo zdrowia dla was! Dziękuję za rozmowę. 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Paulina wybrała nosidło Splash Tula Free-to-grow.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.