Tulenie Stasia

Morze czułości

Tuleniem dzielą się pospołu i tak jest ze wszystkim w życiu Karoliny Zięby, Michała Matraszka i ich 1,5-rocznego syna Stasia. Miłość, praca, czas, codzienność i odświętność – oni naprawdę są w tym wszystkim razem.

Zgodnie, spójnie, czule i na równych prawach. Michał jest obecnie na urlopie wychowawczym, a Karolina wróciła do pracy w Polskim Radiu. Niby rewolucja, a układ sił zupełnie niezmieniony, spokój w domu, harmonia, wszystko się zgadza. W gościnnym mieszkaniu na Mokotowie, w bliskim sąsiedztwie Królikarni i innych malowniczych spacerowych szlaków, wypiliśmy morze kawy i przegadaliśmy z Karoliną i Michałem kilka dobrych godzin na temat tulenia, noszenia i serwowania sobie nawzajem czułości. Poznajcie kolejnych bohaterów cyklu spotkań Tulimy w Tula i zbijcie wysokie piątki, kiedy spotkacie ich na mokotowskiej włóczędze.

*

Czy Stasio zawsze lubił być noszony w  nosidle lub chuście? Sprawia wrażenie nastawionego pokojowo, ale być może przydarzył się wam jego bunt i niezgoda? 

Karolina: Na pewno od początku nie lubił być przez nas odkładany. Nie znosił samotności. Moja wizja bycia mamą, w której godzinami spaceruję sobie z gaworzącym bobasem w wózeczku, okazała się iluzją. Stasio w wózku marudził i narzekał, a na rękach od razu się uspokajał. Spacery były więc moim utrapieniem. Do tego dochodziły nieprzespane noce i brak czasu dla siebie. Noworodek w domu to wielkie szczęście, ale też ogromny wysiłek. Bardzo szybko przeniosłam Stasia do naszego łóżka, żeby nie musieć w nocy co chwilę do niego wstawać. Wkrótce też zaczęłam go nosić – najpierw w chuście, a potem w nosidle. Po tych zmianach macierzyństwo okazało się o wiele łatwiejsze.

 

 

Czy wasze mamy albo babcie nosiły was w chustach? Czy któreś z was ma takie wspomnienie? Pytam, bo ja byłam noszona w zamotanej kołderce na plecach babci.

K: Nie wydaje mi się. Pojawiały się pytania: czy to jest wygodne? Czy to jest na pewno bezpieczne? Czy dziecko za bardzo się nie przyzwyczai do noszenia? Czy miejsce niemowlaka nie jest w wózeczku? Wiem jednak, że były one wyłącznie wyrazem troski. Mnie noszenie wydawało się czymś naturalnym. Kiedy Mały płakał, chciałam go tulić. Szybko pojawił się pomysł noszenia w chuście. Dzięki niej mogłam iść na zakupy bez konieczności mocowania się z wózkiem po schodach. Miałam wolne ręce, więc wychodziłam na spacer i z dzieckiem, i z psem, mogłam wreszcie w dowolnym momencie zrobić sobie przystanek i zjeść kanapkę, krusząc Stasiowi na głowę (śmiech). Stał się on wtedy o wiele spokojniejszy. Długie spacery, usypianie, sprzątanie – był na to prosty sposób: noszenie. Szybko poznałam grupę dziewczyn, które nosiły swoje maluchy, więc było mi raźniej. Umiejętnie zawiązana chusta lub dobrze dobrane nosidło ergonomiczne z pewnością są bezpieczne dla dziecka, do tego fantastycznie zaspokajają silną potrzebę bliskości, zarówno dziecka, jak i mamy. To ich magiczna właściwość.

Kiedy jeszcze nosidło okazuje się najbardziej pomocne?

K: Takie okoliczności to na przykład transfer dziecka latem z samochodu na plażę, spacer po lesie, szybkie zakupy – tu nosidło okazuje się niezastąpione. Faktem jest, że sytuacji, kiedy noszenie nas ratuje, mamy aktualnie mniej niż kiedyś. To naturalne, Staś przemieszcza się już sam i ma z tego dużo frajdy. Są jednak  momenty, że nie tylko my, ale i on nadal tego potrzebuje. To wtedy, kiedy jest chory, ząbkuje albo zwyczajnie „chce do mamy”. Albo do taty. I za każdym razem, kiedy myślę, że to już koniec naszego noszenia, okazuje się, że pojawia się kolejna okoliczność, w której nosidło znajduje zastosowanie. Nosidło i wózek spacerowy znakomicie się teraz u nas uzupełniają.

 

 

 

Jesteście bardzo związani z Mokotowem. Powiedzcie, jak najchętniej spędzacie tu czas, jakie są wasze ulubione miejscówki, gdzie udajecie się ze Stasiem w nosidle?

Michał: Rzeczywiście lubimy dzielnicę, w której mieszkamy. Ma kilka mocnych atutów, np. Królikarnię i sąsiadujący z nią Park Arkadia. Są to miejsca, które darzę bardzo dużym sentymentem, a to z tego powodu, że spędzaliśmy w nich mnóstwo czasu tuż po narodzinach Stasia. I spędzamy nadal. To tam Mały po raz pierwszy nawiązywał kontakt ze światem zewnętrznym, leżał na trawie, spotykał inne dzieci i dorosłych. To pewnie tam tej zimy Stasio będzie po raz pierwszy w swoim życiu jeździł na sankach i lepił bałwana. Te miejsca chyba już zawsze będą mi się kojarzyły przede wszystkim z moim synem i mną samym, jako świeżo upieczonym ojcem. Kolejnym miejscem na Mokotowie, za którym przepadam, jest kawiarnia Relaks. Chyba dosyć dobrze znana w Warszawie, ale nie tylko, bo często spotykam tam także znajomych z innych rejonów Polski. Właśnie, to jeden z kilku atutów tego miejsca – znajomi, których można tam spotkać bez wcześniejszego umawiania się, co, jak dobrze wiemy, na tym etapie życia potrafi być niezwykle trudne. Poza tym jest to miejsce, w którym można czuć się z dzieckiem swobodnie. No i ta część Mokotowa pomiędzy Puławską a al. Niepodległości z jednej strony i Woronicza a Rakowiecką z drugiej. Cicho, zielono, sporo starej miejskiej tkanki. Dobre miejsce na spacery, na które – w związku z tym, że jestem na urlopie wychowawczym – mam sporo czasu.

Jakie są wasze ulubione rodzinne rytuały? Co wpływa na Stasia kojąco, wycisza jego i przy okazji was?

M: Odwiedzanie miejsc, które wymieniłem wcześniej, jest jednym z takich rytuałów. Ale moim ulubionym jest chyba ten tuż po śniadaniu, kiedy wracam ze Stasiem do sypialni, włazimy z powrotem do łóżka. Staszek zgarnia z parapetu swoje książki i zaczynamy czytanie, oglądanie, rozmowy na temat tego, co dzieje się na ilustracjach, naśladowanie głosów zwierząt z historyjek, uczenie się nowych słów, żarty i wygłupy. To jest ten moment w ciągu dnia, kiedy najpełniej odczuwam, że spędzam czas z moim synem, że jestem tylko dla niego i nic poza tym się nie liczy.

 

 

Jak budujecie wzajemne relacje?

M: Nie będę rozwodził się na temat miłości, z której wynika to, że za wszelką cenę chcesz chronić swoje dziecko i zaspokajać jego potrzeby, bo to oczywiste. To, co mniej oczywiste i jednocześnie trudniejsze, ale moim zdaniem bardzo ważne, to zaufanie swojemu 18-miesięcznemu dziecku. Zaufanie, że wie, czego potrzebuje i co dla niego dobre. Oczywiście nie mam tu na myśli tego, żeby pozwolić mu wkładać nożyczki do gniazdka albo dać do zabawy nóż tapicerski, a jak wiemy 18-miesięczne dzieci miewają tego typu intrygujące pomysły. Mam raczej na myśli to, żeby poważnie traktować to, co dziecko nam komunikuje. Żeby pójść podczas spaceru w prawo, a nie w lewo, jeśli tego chce. Po raz enty przeczytać tę samą książeczkę przed snem, skoro się tego domaga, czasem podczas obiadu pozwolić wsadzić rączkę po łokieć w zupę albo wysypać sobie na główkę ziemniaki z sosem. Być może w ten sposób pozwolimy dziecku zaspokoić jakąś ważną potrzebę poznawczą, pomożemy mu się czegoś nauczyć, a jednocześnie pokażemy mu, że traktujemy je podmiotowo, że słuchamy i nie bagatelizujemy tego, co nam komunikuje, że szanujemy je jako odrębną, wolną istotę. A przecież to podstawy wzajemnych relacji, zwłaszcza rodzinnych. My czasem pozwalamy Stasiowi wylać na siebie obiad. Pod warunkiem, że nie jest gorący (śmiech). Przede mną jeszcze kilka miesięcy urlopu wychowawczego, który zamierzam spędzić właśnie na budowaniu relacji ze Stasiem, relacji mającej wpływ na całe nasze przyszłe, wspólne życie.

Jaki jest Stasio? Jak myślicie, co z niego wyrośnie?

M: Jest bardzo towarzyskim i pogodnym dzieckiem. Mimo że ma dopiero półtora roku, ma poczucie humoru i własne zdanie.

K: To wielka radość obserwować, z jaką ciekawością eksploruje świat. Staramy się go wspierać we wszystkich jego wielkich i małych wysiłkach. Słuchamy tego, co próbuje nam przekazać. Mam nadzieję, że zawsze będziemy dla niego wsparciem. Chciałabym, aby wyrósł na kogoś, kto umie zadbać o siebie i jednocześnie podchodzi z empatią do innych.

Tego wam życzę. I radosnych Świąt!

Karolina i Michał wybrali nosidło Doodle Free-To-Grow.

*

Rozmawiała: Dominika Janik
Zdjęcia: Joanna Szpak-Ostachowska

*

Karolina Zięba

Rocznik 1981. Ukończyła Uniwersytet Warszawski z tytułem magistra socjologii. Na co dzień pracuje w agencji reklamowej oraz zajmuje się fotografią i filmem. Wraz z Michałem współtworzy fotograficzny duet Czułości. Instagram: @zmokotova.

Michał Matraszek

Rocznik 1981. Z wykształcenia pedagog, wkrótce także psycholog. Pracuje jako pedagog szkolny w integracyjnym liceum ogólnokształcącym (obecnie cieszy się urokami urlopu wychowawczego). Zajmuje się także fotografią. Wraz z Karoliną współtworzy fotograficzny duet Czułości. Wokalista zespołów Hidden World i Diary Of Laura Palmer.
Instagram: @michalmatraszek

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.