Rozmowa, spotkanie

Tulenie Leny

Wyznaję minimal we wszystkim

Kasia już na początku naszej rozmowy wypowiedziała słowa, które mocno wryły mi się w pamięć. Wyznaję minimalizm we wszystkim. To się tyczy zarówno gatunku muzyki, która jest jej pasją i ukochanym zajęciem, jak i sposobu życia. Jest w niej harmonia, spokój i to wszystko mocno rezonuje w jej kontaktach z córką.

Czteroletnia Lena, którą samotnie wychowuje, funduje warszawiakom codzienną terapię śmiechem. Bowiem śmieje się w tak czarodziejski sposób, że na przystankach tramwajowych milkną złowieszcze podszepty, polityczne hejty i wszystkie wykrzywione twarze rozjaśnia mimowolny uśmiech.

ladnebebe_djkasia_2

Oto rozmowa z Kasią Kwiatkowską, wziętą dj-ką i organizatorką imprez muzycznych, fotografką, graficzką i mamą, która pielęgnuje w sobie zachwyt nad światem. Oto nasza kolejna bohaterka cyklu tulenie z Tula.

***

Zacznijmy od końca czyli od tego, co jest teraz. Jak dziś postrzegasz zmianę, która w Tobie zaszła po urodzeniu Leny?

Pojawienie się Leny pond 3 lata temu zapoczątkowało serię bardzo dużych zmian w moim życiu. A przede wszystkim we mnie. To jest proces, który trwa, to się dzieje cały czas. W tej relacji dorastamy obie a nauka idzie w dwie strony. Stałam się cierpliwa, spokojniejsza, bardziej wyrozumiała ale też równolegle nauczyłam się asertywności i pewności w podejmowaniu decyzji. Dzięki tej relacji wewnętrznie się stabilizuję, uczę się siebie, poznaję swoje słabości i silne strony, trenuję charakter (śmiech). Czasem jest to trudna nauka ale w większej mierze przyjemna i dająca finalnie ogrom miłości i samozadowolenia. Początki są najtrudniejsze i tak też było w przypadku organizacji życia codziennego.

ladnebebe_djkasia_tula_IMG_6902

Właśnie, trudno było wypracować tę organizację czy to się działo samo?

Okoliczności życiowe wymusiły na mnie mobilizację do zorganizowania się. Zdałam sobie sprawę z tego, że powinnam sobie więcej ułatwić i pamiętać w pierwszej kolejności o sobie, ponieważ taki zdrowy egoizm optymalizuje bardzo dużo. Ważny dla mnie jest czas odpoczynku, o którym zapomniałam na początku, biorąc na swoje barki zbyt wiele obowiązków. Bardzo istotny jest dla mnie czas posiłków, on po prostu musi być. Nie wyobrażam sobie abyśmy jadły w biegu. Kiedy jest czas obiadu/kolacji/śniadania to celebrujemy to, siadamy do stołu i w spokoju jemy rozmawiając. To jeden z rytuałów, który bardzo pielęgnuję i jest dla mnie źródłem domowego ogniska.

Piękna, wzmacniająca rzecz. Opowiedz o innych rytuałach.

Każdego wieczoru przed snem czytamy. To taki czas, kiedy możemy się znów przytulić, porozmawiać o tym, co się działo u nas w ciągu dnia i po całym dniu wrażeń pozwolić opaść emocjom. Chodzimy też w różne miejsca: kino, teatr dla dzieci, wystawy, koncerty: np. Archipelag Dźwięku w CSW czy Warszawski salon Ambientu. Staram się dopilnować, aby takie wypady były stałym elementem naszych dni.

ladnebebe_djkasia_tula_IMG_6924

 

ladnebebe_djkasia_tula_IMG_6921

Czy ciąża była punktem zwrotnym, kiedy Twoja głowa zaczęła się otwierać na nowe?

Kiedy zaszłam w ciążę otrząsnęłam się z pewnego rodzaju wewnętrznego amoku i od tamtego momentu zaczęła zwiększać się moja świadomość na wielu płaszczyznach. Zwiększyła mi się też wrażliwość na wszystko, co mnie otacza a zwłaszcza na muzykę. Będąc w ciąży zaczęłam szukać w dźwiękach czegoś zupełnie innego, głębszego, trudniejszego. Nie umiem siedzieć bezczynnie, więc na zwolnieniu poza tym, ze wiłam przysłowiowe gniazdko, to zajęłam się scrapbookingiem, sporo gotowałam, nagrywałam sety. Jeden nagrałam kilka dni przed porodem. To było ciekawe.

Wokół muzyki kręci się Twój świat, ona nadaje kierunek Twoim planom. Jesteś dj-ką, organizujesz eventy. Kilka lat temu sprowadziłaś do Polski gwiazdę muzyki elektronicznej i cenionego francuskiego producenta, Kangding Ray’a.  Jak do tego doszło i czy miałaś szansę zamienić z nim parę słów?

Eventy organizuję wspólnie z ludźmi z grupy Behind The Stage, dokonaliśmy tego razem. Było to moje małe marzenie, ponieważ KR jest artystą, który na tamten czas był dla mnie ogromną inspiracją. Podczas rozmowy dowiedziałam się, że jego produkcje powstają długo, są czasem dopracowywane miesiącami. Powiedział również, że chętniej wydaje albumy niż single, ponieważ w nich może zawrzeć historię, którą ma w sobie. Ta rozmowa potwierdziła moje wewnętrzne przekonanie o produkcji muzyki, która musi  nasiąknąć czasem, emocjami twórcy aby mieć duszę i odpowiedni smak.

ladnebebe_djkasia_tula_IMG_6905

Którego z bliskich Ci artystów chciałabyś zaprosić do Polski?

Jest taki ktoś, to Murcof. Artysta, który w przepiękny sposób łączy muzykę klasyczną i elektroniczną w minimalistycznej odsłonie.

ladnebebe_djkasia_tula_IMG_6922

Co daje Ci muzyka?

Muzyka dla mnie to wrota do innej czasoprzestrzeni. Jest dla mnie motorem napędowym, stawia często na nogi w trudnych chwilach, jest trochę jak pamiętnik, język, czasem to mocny strzał pozytywnej energii, która daje mi siłę, czasem jest jak poduszka, do której można przyłozyć głowę posmucić się lub zasnąć.

Opowiedz o swoim ostatnim, mocno intensywnym muzycznym przeżyciu.

Tegoroczny festiwal Atonal w Berlinie, na którym byłam po raz pierwszy, zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. To bardzo charakterystyczna impreza, na której nie ma przypadkowych ludzi. Pierwsze, co pomyślałam wchodząc do Kraftwerk: „mogłabym tu zamieszkać” (śmiech).  Przez chwilę poczułam się jak hrabia Orlok, przechadzający się po swoich najciemniejszych komnatach, w których może nareszcie być po prostu sobą.

Czy Atonal utwierdził Cię w przekonaniu, że muzyka to jest Twój mikrokosmos?

Zawsze to wiedziałam, choć istotnie zmieniły się moje priorytety. Utwierdziłam się jeszcze silniej w moich odczuciach i przekonaniach w tym temacie. Prowadzę grupę Behind The Stage, która przez jakiś czas zapraszała na imprezy same mocno wyhypowane nazwiska. Teraz chciałabym jednak działać skromniej i bardziej po swojemu. Chcę tworzyć projekt mniej klubowy a bardziej artystyczny oraz położyć większy nacisk na wyławianie małych perełek z morza młodych twórców.

Czyli starasz się robić wszystko, żeby tylko na swojej muzycznej pasji nie zarobić?

Wiesz, że chyba tak jest! Ja właściwie nie chcę zarabiać na muzyce, bo wiem, co stało się z grafiką, kiedy z pasji przeistoczyło się to w sposób na zarabianie pieniędzy. Póki działałam hobbystycznie, sprawiało mi to dużo więcej radości. Teraz już mniej w tym spontaniczności.

Czego słuchałaś jako dziecko?

Jeszcze jako bardzo mała dziewczynka, chyba 6-letnia, wraz z mamą wieczorami słuchałyśmy radia. W głowie utkwił mi widok naszego wysłużonego czarno-żółtego kaseciaka. Mama mówiła, że ciagnęło mnie do elektroniki od samego początku. Ponoć świetnie zasypiałam przy kawałkach J.M. Jarre’a (śmiech).

ladnebebe_djkasia_tula_IMG_6907

A w okresie buntu? Nie ciągnęło Cię do rocka, jak nas wszystkie?

Jasne, że ciagnęło. Miałam taki czas, że istniał dla mnie tylko Woodstock i glany. Pewnego dnia brat zabrał mnie do klubu z muzyką elektroniczną w Poznaniu. Zupełnie nie mogłam się tam odnaleźć. Aż nagle kątem oka zauważyłam dziewczynę dj-kę, stojącą za gramofonami, zmieniającą płyty winylowe. Stałam jak zahipnotyzowana, nie mogłam oderwać od niej wzorku. Pomyślałam: Też tak chcę.  10 lat temu trafilam na warsztaty prowadzone przez dj’a Andy’ego Honzę. Uczylismy się tam nie tylko samego kunsztu miksowania ale otrzymaliśmy spora dawkę więdzy dot. historii muzyki popularnej, tego jak organizować eventy itp. Jednym z naszych zadań było zagranie seta na koniec warsztatów a ja nie miałam na czym… Niewiele myśląc poszłam do banku, wzięłam kredyt i kupiłam sobie gramofony, wtedy już 3-letnie. Mam je do dziś, wciąż są sprawne. I choć chciałam wymienić je na nowe, nadal trzymamy się razem.

Jak się zaczęło granie na imprezach?

Andy poradził abym nagrała podcast i go pokazała dj’owi, którego na tamten czas podziwiałam. Tak zrobiłam, zostałam zaproszona na pierwszą imprezę, usłyszało mnie parę osób, polecali innym, tak to się kręciło.

Rodzicom podobał się Twój muzyczny plan na życie?

Skąd! Mama wymarzyła sobie germanistykę i  ja nawet na nią zdałam. Ale zrezygnowałam, wybrałam inny kierunek. Ze mną tak już jest, że albo angażuję się w 100%, albo wcale. Mama zawsze mi powtarzała, że ta zajawka się skończy zanim się obejrzę. Myliła się.

Zawsze istniała dla Ciebie tylko muzyka?

Nie tylko. Udzielałam się jeszcze teatralnie, malowalam, śpiewałam w chórze. Pochodzę znad morza a w Szczecinie działała dwójka aktorów z teatru Kana, oni prowadzili teatralną grupę z którą wystawialiśmy rozmaite spektakle.

Czy ta artystyczna aktywność to był efekt namowy rodziców albo nauczycieli?

Nie, zawsze to był mój pomysł. Sama się we wszystko angażowałam z własnej nieprzymuszonej woli.

Jak byłaś wychowywana – surowo, lagodnie?

Ujmę to inaczej: Byłam wychowywana humanitarne (uśmiech). Nasi rodzice nie mieli  w tamtych czasach dostępu do poradników czy internetu. Wtedy nie mówiło się o rodzicielstwie bliskości. Ona jednak, patrząc z perspektywy czasu, zachowywała się w stosunku do mnie jak rodzic RB. Z mamą mam do dziś bardzo bliski kontakt, rozmawiamy o wielu rzeczach, to fajna babka.

Jak wspominasz Wasze wprawki w noszeniu? Jak Twoja córeczka Lena czuła się w nosidle, czy szybko do niego przywykła?

Gdy Lena miała 2 miesiące zaczęłam ją nosić w chuście, ale ta forma kangurowania nie była dla mnie zbyt wygodna. Szybko, bo koło 5 miesiąca wskoczyłyśmy w Tulę. Obie bardzo lubiłyśmy się tulić, Lena migiem zasypiała w nosidle. Włączałam wtedy muzykę, często Erica Satie, Arvo Parta czy po prostu klasyczne miękkie utwory soulowe. Ona zasypiała a ja dalej się z nią bujałam w rytm muzyki lub siadałam czerpiąc przyjemność z bliskości tego kontaktu. Do dziś samo przytulanie jest w naszym domu bardzo ważną rzeczą. Zaczynamy od tego dzień. Budzimy się i po prostu przytulamy przez kilka minut, to daje ogromnego kopa na cały dzień.

ladnebebe_djkasia_tula_IMG_6898

Wspominałaś o gotowaniu, które relaksowało Cię w ciąży. Jakie smaki wiążą się z Twoim dzieciństwem?

Najwięcej smaków z dzieciństwa wiąże się z moją świętej pamięci babcią, która prowadziła swoją stołówkę nad morzem.Gotowała w myśl prawdziwie domowej polskiej kuchni. Miała też swój ogród. Spośród wszystkich warzyw i ziół, jakie tam uprawiała, w mojej głowie pozostał zapach mięty i słodki smak pomidorów. Najbardziej jednak lubiłam babcine pączki. Była genialną kucharką.

Twoje popisowe danie?

To musiałby ocenić ktoś, kto u mnie jadł. Ja sama jako kucharz najlepiej czuje się w smakach Azji. Czego nie tknę?  W tej chwili mięsa. Nie zawsze byłam jednak wegetarianką ale nawet wtedy jedzeniem, które przyprawiało mnie o mdłości były podroby. Na samą myśl teraz się krzywię brr!

Co najchętniej pichcisz dla Leny?

Lena ma bardzo specyficzny gust kulinarny. Lubi wyraźne smaki: oliwki zielone, świeżo zmielony pieprz, kiszone ogórki. Nad wszystko uwielbia naleśnik i hummus. Jako, że obydwie mamy alergie pokarmowe a ja dodatkowo mam hopla na punkcie zdrowego żywienia, to jemy dość różnorodnie a do tego z głową i zdrowo.

Opowiedz jeszcze o swoich tatuażach.

Mam 4 tatuaże. Pierwszy zrobiłam w wieku 14 lat. Byłam dość trudnym i wiecznie zbuntowanym dzieckiem a ten tatuaż mi o tym przypomina. Pozostałe mam na przedramionach. Jeden z nich symbolizuje miejsce z którego pochodzę, drugi to symbol wewnętrznego oświecenia i dobra, trzeci to mój totem, który opisuje również mój charakter a czwarty to hebrajski napis, którego znaczenie pozostawię w tajemnicy…

ladnebebe_djkasia_tula_IMG_6930

Dzięki za rozmowę.

rozmawiała: Dominika Janik

zdjęcia: Monika Lenarczyk / kaszkazmlekiem.com

Tutaj znajdziecie poprzednią rozmowę z cyklu Tulimy w Tula.

Leave a comment 7 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama


Warto przeczytać