Dziecko, Tulimy w tula

Tulenie Henia

O tym, że dziecko otwiera wiele zawodowych dróg, uczy organizacji, motywuje do działania i zbliża ludzi, rozmawiam ze stylistką, projektantką i producentką oraz mamą 6-miesięcznego Henryka, Martą Siniło.

Marta zderzyła się z tym, z czym przyszło się zderzyć większości z nas, poszukujących i aktywnych zawodowo matek, które wolą iść do przodu niż się zatrzymać lub, co gorsza, cofać. Wyobrażenia o tym, jak dziecko będzie się sprawować i jak zmieni się nasz świat po porodzie a rzeczywistość, to często dwie odrębne sprawy. Grunt by nie grzęznąć w schemacie, śmiało iść po swoje, czerpiąc z nowych umiejętności i siły, które przyszły do nas wraz z macierzyństwem. W pierwszej w tym roku odsłonie cyklu Tulimy w Tula spotykam się z Martą Siniło by pomówić o potrzebie bliskości i morzu uczuć sprowokowanym samym faktem bycia mamą, ale także o powrocie do pracy, odwadze by prosić o pomoc i korzystać z niej, bez wstydu i skrępowania. I o tym, że świat mody, sesji zdjęciowych i słynnych magazynów to także świat zwykłych ludzi, którzy mają dom, rodzinę i obowiązki. Tak jak i my. Posłuchajcie.

*

Od 5 miesięcy jesteś mamą, a to wywraca wszystkie sprawy do góry nogami. Jak się w tym nowym układzie sił odnajdujesz?

 

Początki były trudne, bo inaczej wyobrażałam sobie macierzyństwo.

 

Inaczej czyli jak?

 

Myślałam, że dziecko generalnie karmi się butelką, potem ono idzie spać na pięć godzin, a ty nareszcie masz czas żeby się umalować, zrobić sobie fryzurę i spotkać się z koleżankami. Myślałam, że jako młoda matka będę miała dużo wolnego czasu na chodzenie po galeriach, oglądanie wystaw, czytanie książek etc. Myślałam, że urlop macierzyński to taka wcześniejsza emerytura (śmiech). Ale po pierwsze prowadzę własną działalność, a po drugie moja praca sama szybko się o mnie upomniała i nie miałam serca odmówić. Bo ją kocham.

 

 

Jak zatem ułożyłaś się na co dzień z pracą i opieką nad synkiem? 

 

Już w ciąży miałam dwie asystentki, które bardzo mi pomagały. Jedna w zasadzie stała się w ten sposób niezależną stylistką, bo musiała przejąć gros moich obowiązków. Ja zajęłam się produkcją.

 

A jak jest teraz, kiedy Henio jest już obecny i głodny wrażeń?

 

Tak naprawdę wszystko wydarza się naturalnie. Czasami robimy dobrą minę do złej gry, ale generalnie jest ok. Dzień przed porodem byłam jeszcze na sesji i tydzień po też miałam booking. Ale tak naprawdę gdyby nie moja asystentka Natalia nie dałabym rady. Heniu urodził się w lipcu, a to zawsze trochę ogórkowy sezon w branży. We wrześniu byłam już na planie z fotografką, Justyną Dydek, która też jest mamą. A potem dostałam kolejne zlecenie, też od klientki, która jest mamą. I tak poszło. Siła kobiet! Inne mamy tak naprawdę wyciągnęły mnie z domu, bo już miałam się zakopywać w pieluchach! Jestem im za to przeogromnie wdzięczna.

 

 

Od jak dawna pracujesz jako stylistka?

Od 15 lat.

Niezły staż.

Tak, to kawał czasu. Ale stylizowanie to tylko część ogromnego tortu jakim jest moda. Z wykształcenia jestem projektantką odzieżową. Zawsze interesowałam się sztuką, a moda to moja dziedzina! Czasem robię kampanie dla dużych firm odzieżowych, czasem dla lokalnych brandów, stylizuję okładki magazynów polskich i zagranicznych. Zajmuję się modą również bardziej biznesowo, prowadzę bloga. To studnia bez dna, wiecznie kipiące i gorące źródło, z którego mogę nieustannie czerpać.

A co jest w tym zawodzie najtrudniejsze?

Najtrudniejsze są chyba nieprzewidywalne okoliczności, momenty lepsze i gorsze, tak zwany fejm i brak fejmu, ale to już jest chyba dawno poza mną.

 

Wspominałaś, że zabierasz Henia ze sobą na sesje. Jak to jest odbierane przez resztę ekipy?

 

Na początku zabierałam Henia tylko na te sesje, co do których miałam pewność, że jest to mile widziane. Paradoksalnie pierwsza jego sesja działa się na dachu studia w bardzo upalny dzień. Tysiące schodów na górę. Gondolę wciągnął specjalny dźwig (śmiech). Jak się potem okazało, asystent studia też miał dzieci. Nagle dookoła mnie wyrośli ludzie, którzy wszystko rozumieją: taksówkarze, co składają wózki w sekundę jednym ruchem, kobiety, które przepuszczają mnie w kolejce do kasy w sklepie odzieżowym. Z tego lęku i wstydu, że ,,mam dziecko” i że pozwoliłam sobie na nie funkcjonując w świecie mody, zaczęłam czuć się trochę jak V.I.P., przeszłam oficjalnie do innej kategorii.

To, że jesteś mamą pokazało ci tylko, że to jest normalna sytuacja, że ludzie tak żyją, nie ma się co bać powrotów do pracy i zmian.

Dokładnie tak. Ja bardzo miło wspominam te sesje, na których był ze mną Heniu, noszony i  zabawiany przez moich asystentów, ludzi z planu, modelki czy fryzjerów. Myślał sobie chyba wtedy, że jest częścią jakiejś gigantycznej rodziny. Mam w głowie wiele pozytywnych obrazów: jak się bawi na kocyku, buja się w bujaku czy śpi na tarasie pod drzewem zaraz przy studiu fotograficznym. Wszystko fajnie, ale paradoksalnie zaczął gorzej znosić dni sam na sam ze mną w domu, dlatego zaczęliśmy wychodzić po prostu gdziekolwiek i więcej podróżować. Właśnie wróciliśmy z Tel Avivu, gdzie Heniu był ze mną na 5-dniowej sesji zdjęciowej. Jego tata poleciał z nami, żeby pełnić obowiązki super niani.

 

 

Podoba mi się taka współpraca. Korzystaliście wtedy z nosidła?

Tak, Tula bardzo sie przydaje, bo sprawia, że mam dwie wolne ręce. To ona po części awansowała mnie do roli art directora. Jestem obecna, widzę co się dzieje, z łatwością wydaję polecenia. Heniu jest blisko mnie, a wtedy zawsze jest nad wyraz spokojny. Mieszkamy na trzecim piętrze bez windy w starej kamienicy w samym centrum Warszawy, więc moje milion sto pięćdziesiąt spotkań i ciągłe bieganie góra-dół, dół-góra nie byłoby bez niej możliwe.

 

Czy synek zawsze jest taki bezproblemowy gdy zabierasz go ze sobą do pracy?

 

Nie zawsze, czasami on też ma dosyć planu zdjęciowego. Wtedy ktoś mi go przynosi ze strapioną miną, a ja ubieram Tulę i po prostu działamy dalej. Przeważnie to jest ten moment, kiedy mój syn, zmęczony licznym towarzystwem chce zasnąć blisko mnie (śmiech).

 

Kiedy jeszcze nosidło się przydaje?

 

Tula idealnie sprawdza się też w czasie wyjazdów i podróży. W drugim miesiącu życia zabraliśmy go do Maroko, w czwartym do Kalifornii, a w szóstym do Izraela. Tula przydatna jest na lotniskach, zwłaszcza wtedy, kiedy lecę z Heniem sama. Wszystko odbywa się na relaksie, już po przejściu kontroli lotniskowej chodzę sobie spokojnie po sklepach wolnocłowych, sprawdzam bagaże, przepakowuję się i czuję wtedy, że jesteśmy teamem! Z przerażeniem myślę o dniu, kiedy syn wydostanie się z Tuli i zacznie biegać po całym lotnisku w różne strony. Cieszę się tym momentem, który teraz mamy.

 

 

Kiedy tata Henia najczęściej korzysta z nosidła?

Michał przejmuje Tulę podczas górskich wycieczek, spacerów po plaży i w wąskich uliczkach, gdzie nie ma sensu pchać się z wózkiem. Nie ma piękniejszego widoku niż ojciec ze swoją mini wersją w Tuli na klatce piersiowej (śmiech).

 

Powiedz jeszcze jaki jest Henio?

Henio już w brzuchu wydawał się bardzo spokojny. Znajomi żartowali, że przy temperamencie moim i mojego chłopaka to raczej niemożliwe. A jednak Henio jest aniołem! Przynajmniej na razie. Bardzo dużo się śmieje.

Czym cię ten mały człowiek najbardziej zaskoczył?

Zaskoczyło mnie to, że tak bardzo zapomniałam, jaką potegą jest uśmiech. Wszytko jest śmieszne – mama w turbanie na głowie, mama w piżamie, mama bez turbanu. Do rozpuku śmieje się na widok plastikowego żółtego misia. Chyba każdy powód jest dobry, żeby się uśmiechnąć, każda nowa twarz zostaje obdarowana uśmiechem. Myślałam sobie, że to do mnie ludzie uśmiechają się na ulicy a to do Henia. Taki jest! I to jest super! Chciałabym żeby mu to zostało na całe życie!

Trzymam za to kciuki. Dzięki za rozmowę.

*

Marta wybrała nosidło Blossom Free To Grow.

*

Rozmawiała: Dominika Janik

Zdjęcia: Aga Bilska

*

Marta Siniło

Projektantka, stylistka i producentka sesji zdjęciowych. Ma na swoim koncie wiele sesji modowych publikowanych na łamach prestiżowych magazynów polskich i zagranicznych. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi i Central Saint Martins College of Art and Design w Londynie. Autorka bloga Fashion Spy i mama 6-miesięcznego Henia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama