Dziecko, Tulimy w tula

Tulenie Ernesta

Nie lubią nudy i rutyny. Wspólnie szwendają się po Wrocławiu, odkrywając nowe miejsca, smaki i sztukę. Utulony Ernest polubił ten rodzinny tryb życia.

Siedmiomiesięczny Ernest kilka dni po urodzeniu rozkoszował się pierwszym kontaktem ze sztuką. Oczywiście drzemiąc. Jego mama Aga, tata Jakub i starszy, ośmioletni brat Edward, których znacie z Instagrama jako Edków, to zgrana ekipa wypadowa. W domu dobrze, ale w mieście najlepiej. Tam, gdzie pachnie dobrą kawą, gdzie kryją się atrakcje dla Eda i przyjemności dla wszystkich. Tam, gdzie sztuka zaprasza w interesującą podróż, a dzieci są dobrze widzianymi jej uczestnikami. Ernest zamotany w Tulę niczego nie musi przegapiać. Poszwendajmy się z nimi.

*

Jak wy się fajnie szwendacie! #szwendamysie to wasz sposób na wspólny czas?

Szwendanie się to nasz sposób na spędzanie wolnego czasu w mieście, poza domem. Mamy to szczęście, że mieszkamy w centrum (Wrocławia) i do kulturalnych miejsc jest nam po drodze. Po prostu wychodzimy i idziemy zobaczyć, co się dzieje w mieście. Czasami tak bez konkretnego celu.

Dokąd i jak lubicie najbardziej?

Numerem jeden na pewno są małe kawiarnie i miejsca, gdzie dostaniemy wyśmienitą kawę i ciacho. Numer dwa to galerie sztuki i muzea. Bardzo lubimy zaprzyjaźnione BWA i WroArt. Numer trzy to warsztaty dla dzieci, Ed je uwielbia.

Macie wyjątkowo czuły radar na wydarzenia kulturalne…

We Wrocławiu tyle się dzieje. Nie ma miejsca na nudę. Jeżeli chodzi o wydarzenia kulturalne, to w weekend trzeba wybierać, dokąd się pójdzie, nie ma szans na zobaczenie wszystkiego.

Jakie są wasze obserwacje po wydarzeniach dedykowanych dzieciom?

Dzieci bardzo łatwo wchodzą w tematykę warsztatów i wydarzeń im przeznaczonych. Są maksymalnie zaangażowane, rozwijają swoją kreatywność i otwierają się na nowe doświadczenia.

Wrocławskie galerie i muzea nie boją się dzieci?

Nie, nie boją się. Jedno z wrocławskich muzeów – Muzeum Pana Tadeusza stworzyło akcję #muzealniaki, do której dołączyło szereg instytucji kulturalnych i miejskich. Celem tej akcji jest pokazanie, że na interakcję ze sztuką nigdy nie jest za wcześnie, że miejsca te są też przyjazne dla rodzin z dziećmi. Jesteśmy jednym z partnerów medialnych muzealniaków.

Pojawienie się Ernesta coś zmieniło w waszym, dotychczasowym rozkładzie? Ile miał dni, kiedy wprowadziliście go na kulturalne salony?

Zmieniło, ale niewiele. Nasze wyjścia planujemy pod kątem potrzeb najmłodszego. Z tego, co zaobserwowaliśmy, Ernest bardzo lubi przemieszczanie się po mieście. Pierwszą wystawę – „Kwiaty Polskie” w BWA Dizajn – zaliczył, kiedy miał 4 dni.

Jak myślisz, co to obcowanie ze sztuką zbuduje w chłopcach?

Edward jest bardzo otwarty, nie boi się pokazywać swoich uczuć i jest bardzo wrażliwy. Lubi dyskutować z dorosłymi i zawsze broni swojego zdania. Bardzo lubi rysować, nie rozstaje się ze swoim notesem i ołówkiem. Rysuje komiksy, wymyśla przy tym niezwykłe historie. Wymyśla też swoje gry planszowe, które na nas testuje. Jest niezwykle kreatywny.

W takim trybie bywania, chusta wydaje się być wygodniejsza niż wózek?

Wózkiem oczywiście poruszamy się do celu i wtedy, kiedy Ernest śpi. Na miejscu zamotanie Ernsta pozwala na swobodne eksplorowanie wystawy. Zresztą Ernest też jest bardzo ciekawski i z wielką uwagą obserwuje zmieniające się wokół niego otoczenie. Chusta pozwoliła nam, z nowym członkiem rodziny, odnaleźć rytm w naszym codziennym szwendaniu się.

Ernest lubi być tulony?

Oczywiście, w ten sposób się uspokaja. Czasami po prostu zasypia w chuście.

Są sytuacje, w których chusta wyjątkowo ci się sprawdza?

Kiedy jest bardzo marudny, niespokojny i nie może zasnąć, chusta bardzo go wycisza.

Polecisz nam fajne rodzinne miejsca we Wrocławiu?

Będzie nietypowo, bo nie są to na pewno place zabaw. Dobrze czujemy się w Barbarze, Ed może tam wyszaleć się w kryjówce. We Wro Art, podczas niedzielnych poranków, idziemy zobaczyć filmy animowane, których w kinach próżno szukać. Wszelkiego rodzaju warsztaty w Krzywym Kominie. Niedzielne czytanki w Cocofli też są cudowne. Ostatnio Centrum Historii Zajezdnia okazała się miejscem przyjaznym dla dzieci. Naprawdę jest w czym wybierać, a co najważniejsze – większość z tych miejsc jest dostępna za darmo.

Brzmi świetnie, czas zaplanować weekend we Wrocławiu. Dziękuję za rozmowę. 

Aga wybrała chustę kółkową Surf Tourmaline

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Rozmawiała: Paulina Filipowicz

Zdjęcia: Edki

*

Agnieszka Wańczyk o sobie: Dorastałam i uczyłam się w Ziębicach, na studia przyjechałam do Wrocławia i skończyłam Akademię Ekonomiczną. Tutaj właśnie pracuję w moim zawodzie, czyli w papierkach i cyferkach. Jestem mamą ośmioletniego Edwarda i siedmiomiesięcznego Ernesta, żoną łysego i brodatego fotografa. Od trzech lat prowadzimy razem z mężem fotobloga – to taki nasz pamiętnik. Bawimy się świetnie przy robieniu zdjęć i pisaniu krótkich notatek. Odkrywam na nowo Wrocław, jego klimat i niesamowite miejsca. Dzięki blogowi poznaję też różnych niesamowitych ludzi oraz ich pasje. Urodzenie chłopaków nie przewróciło mojego życia do góry nogami, a jedynie je przeorganizowało. Dzieci uczą niesamowitej cierpliwości i empatii. Ćwiczę jogę, w której odnajduję spokój, równowagę i energię. Uwielbiam muzykę, szczególnie koncerty na żywo. Nie lubię nudy, dlatego staram się zagospodarowywać nasz wspólny czas na weekendowe wyjazdy lub dalsze podróże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama