Mama

Torba Marty

Torba mamy

Co kryje torba mamy? Wszystko! Pewnie łatwiej byłoby zapytać, czego w niej nie znajdziemy. Tym razem wspólnie z mamissima prześwietlamy torbę Marty Urbańskiej, mamy rocznego Tadeusza i przy tej okazji poznajemy kawałek jej macierzyńskiej codzienności. 

Marta mieszka na Żoliborzu (w jednej z piękniejszych dzielnic Warszawy) wraz z synkiem, mężem Kubą i najwierniejszym przyjacielem rodziny – psem Szajbą. Kocha to miejsce, bo jak mówi, poza wspaniałym klimatem, którym wyróżnia się ta część miasta, wszystko jest pod ręką: począwszy od placów zabaw i parków, przez wszelkiego rodzaju sklepiki, po fajne knajpki do spotkań przy kawie z przyjaciółmi i dziećmi. A wiosną i latem jest tu prawdziwie zielony raj!

Marta poza pełnoetatową rolą mamy z pasją realizuje swoje marzenia. Niedawno założyła długo wyczekiwaną markę Panama Jewels, gdzie może spełnić się artystycznie, własnoręcznie tworząc unikatową biżuterię. Podsumowując: Marta to kobieta na pełnych obrotach, a to przyczyniło się do tego, że z jeszcze większą ciekawością przejrzałyśmy wszystko, co nosi zawsze przy sobie – sami zobaczcie!

Moja torba to… ta sama torba, którą nosiłam zanim pojawił się Tadeusz. Jest to duży worek, który dostałam w prezencie od Zosi Chylak, kiedy byłam w ciąży. Nigdy się z nim nie rozstaję. No, może czasem na wyjścia bez Tadzia wymieniam go na tę samą, tylko dużo mniejszą wersję, od tej projektantki.

Lubię ją nosić, bo… jest piękna i bardzo pojemna, pasuje do wszystkiego i przede wszystkim przypomina mi o tym, że wcale nie muszę rezygnować z własnego stylu. Nigdy nie planowałam kupować typowej maminej torby, a worek od Zosi pomaga mi wytrwać w tych postanowieniach, bo bez problemu mieści w sobie wszystko, czego potrzebuję podczas codziennej bieganiny z dzieckiem pod pachą. Dodatkowo okazało się, że spokojnie da się go przewiesić przez rączkę bugaboo i zamienia się w genialną torbę do wózka.

Zawsze można znaleźć w niej trochę moich rzeczy, takich jak: pół domu… (śmiech). Wszelkie typowe przedmioty, jak klucze od mieszkania i samochodu, portfel od Zosi Chylak i telefon. Nie rozstaję się też z okularami przeciwsłonecznymi, pomadką do ust Carmex, korektorem YSL, perfumami i notatnikiem. Dodatkowo w mojej torbie fruwa masa paragonów, gumek do włosów i torebek na psie kupy – oprócz dziecka w jednej ręce, w drugiej trzymam zazwyczaj psa. Zawsze mam przy sobie też wizytówki i kilka wzorów biżuterii Panama Jewels, którą projektuję. Lubię mieć pewność, że jestem przygotowana na wszelkie niespodzianki.

… i trochę rzeczy, które są niezbędnikami przy Tadziu. Zazwyczaj, gdy już wyjdziemy z domu, spontanicznie wyskakuje nam tysiąc dodatkowych spraw do załatwienia i finalnie spędzamy cały dzień na mieście, dlatego dbam o to, żeby mieć przy sobie jakąś zdrową przekąskę. Tadzio jest typowym samcem, którego łatwo uszczęśliwić jedzeniem.

Moim must-have są musy owocowe w tubkach i organiczne batoniki z suszonych owoców lub po prostu suszone owoce zapakowane w mój ulubiony szklany pojemnik Lifefactory (towarzyszył mi jeszcze zanim zostałam mamą).

Nie rozstajemy się też oczywiście z wodą. Oprócz tego mam przy sobie zawsze mokre chusteczki Beaming Baby, piankę odkażającą do rąk Bentley Organics oraz krem łagodzący do twarzy mojej ukochanej polskiej marki MomMe (w lecie wymieniam go na „Spacerowy krem na każdą pogodę” z delikatnym filtrem roślinnym SPF 25, natomiast w mroźne dni wybieram „Zimowy krem do zadań specjalnych” w formie żelowej oliwki) – lubię produkty, które łączą w sobie funkcjonalność z ekologią.

Ponadto jeśli chodzi o rzeczy dla dziecka, nie rozstaję się z przenośną matą do przewijania Lassig oraz z małym otulaczem tej samej marki, który zawsze okazuje się pomocny podczas drzemek w samochodzie.

Jeśli chodzi o czasoumilacze to – ponieważ Tadziorek kocha muzykę – w mojej torbie zawsze znajdzie się jakiś instrument, zazwyczaj jest to papuga z dzwoneczkiem Plan Toys (to jedna z moich ulubionych firm, ponieważ produkuje zabawki z materiałów pozyskanych drogą recyclingu).

Oprócz tego jest z nami mała myszka od Maileg – wesoły towarzysz podczas codziennych miejskich przygód. Nie może też zabraknąć książki – stawiamy na wychowanie unplugged, dlatego Tadzio bardzo lubi, gdy mu czytamy. To niesamowite, jak bardzo umie skupiać się na lekturze i ile emocji towarzyszy mu podczas przeglądania książeczek. Jestem z tego naprawdę dumna, ponieważ wiem, jak trudno ograniczyć dziecku dostęp do elektroniki, szczególnie w sytuacjach kryzysowych, jak lunch w restauracji (śmiech). Mimo to nie poddaję się i póki co świetnie radzimy sobie z bajkami w formie papierowej. 

Aha, i najdziwniejszym przedmiotem, bez którego nie możemy wyjść z domu, i który zawsze magicznie znajduje miejsce w mojej torbie, jest drewniana kuchenna łyżka do mieszania… Tak, Tadzio najprawdopodobniej będzie kucharzem (śmiech).

Torbę zabieram najczęściej ze sobą… wszędzie. Jestem typem osoby, która lubi być zawsze gotowa na lądowanie na bezludnej wyspie i nosi przy sobie niezbędnik na każdą okazję. Nasze dni często różnią się od siebie, ale mamy swoje ulubione miejsca. Kiedy mamy luźniejszy grafik, kochamy spacery z kawą po Żoliborzu. A kiedy mamy do załatwienia więcej spraw, zazwyczaj lądujemy w knajpkach czy kawiarniach na Powiślu lub Saskiej Kępie. Bez względu na to, czy jestem z dzieckiem na lunchu, na zakupach, na spacerze w parku, czy wychodzę wieczorem na spotkanie – zawsze mam przy sobie tę samą torbę. No, może w chwilach bez Tadzia pozbywam się łyżki kuchennej!

Po więcej zajrzyjcie na Instagram Marty!

zdjęcia: Kaśka Marcinkiewicz / Projekt Matka

 

 

Leave a comment 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama


Warto przeczytać