Top 5 filmów dla dzieci o tolerancji

Oczy na zapałki, ale patrzymy!

Gdyby ktoś kazał wam pomyśleć o miejscu, w którym po raz pierwszy zetknęliście się z brakiem tolerancji, czy byłaby to szkoła, podwórko, pobliski skwer, gdzie jadło się lody, plac zabaw, praca czy może dom?

Tych miejsc jest nieskończenie wiele, można je odmieniać przez przypadki, dopisywać do listy i dziwić się rozbuchanym rozmiarom krzywd i razów, które sobie z taką łatwością wzajemnie wymierzamy. Szkoły być może wcale nie wspominalibyśmy jak więzienia o złagodzonym rygorze, gdyby nie mało zabawne fuksówki, przedrzeźnianie, żarty z imienia, nazwiska lub koloru plecaka, słowem bullying uznawany przez ogół za coś oczywistego, naturalnie wpisanego w krajobraz. Co można wyśmiać, tak by ofierze poszło w pięty? Zacznijmy od wzrostu, kształtu uszu i zdeformowanej chorobą genetyczną twarzy. Ale oberwać można także za wymyślne pasje, kolor włosów czy marzycielskie usposobienie. Bohaterowie 5 filmów, o których tu wspominam, mierzą się z nietolerancją, brakiem akceptacji i poczuciem obcości, wychodząc z tego starcia po zwycięsku. Silniejsi, ufający sobie i otwarci na przyjaźń są szczerym dowodem na istnienie dobra, które naprawia, buduje i zacieśnia relacje. Poczytajcie o książkach afirmujących różnice między ludźmi, a potem wróćcie szybciutko do lektury o pięciu szczęśliwych filmowych przypadkach radzenia sobie z nietolerancją przez Michiego, Dumbo, Auggiego, Blly’ego i Anię.

*

Na linii wzroku”/reż. J. Dollhopf, E. Goldbrunner/wiek: od 9 lat

Film zaczyna się od sceny, w której chłopcy grają beztrosko w koszykówkę (a propos, sprawdźcie koniecznie nagrodzoną Oskarem animację opartą na wierszu Kobego Bryanta, czołowego gracza LA Lakers). Fajnie jest, póki nie przyczepi się do nich dwóch starszych typów, z wielką potrzebą zademonstrowania wszystkim obecnym, kto tu rządzi. Tu, czyli w domu dziecka, gdzie 11-letni Michi trafił po śmierci mamy i gdzie radzi sobie całkiem dobrze. Wszystko się zmienia, gdy w domu dziecka pojawia się jego tato, zagrany przez niskorosłego aktora Jordana Prentice’a. Docinkom i upokorzeniom nie ma końca, z czym Michi zupełnie nie może sobie poradzić. Potrzeba akceptacji u kolegów jest tak silna, że chłopiec ucieka z placówki prosto do taty. Początkowo nie umie zaakceptować jego wyglądu, ale w miarę upływu czasu i włożonej w rozwój tej relacji pracy wszystko się zmienia. Są plusy, bo Michi ma wreszcie swój pokój i może nosić kurtę skórzaną taty – rozmiar ten sam. Pojawia się nawet duma z taty, z jego pracy sternika w drużynie rosłych wioślarzy i z tego, jak silnym jest człowiekiem. Tego nie popsuje nawet pewien niewygodny fakt, który zostaje ujawniony w końcówce filmu.

Poruszające, wzmacniające kino. Zaznaczcie w kalendarzu datę 16 marca i śmiało ruszajcie do kin.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

Dumbo”/reż. B. Sharpsteen/wiek: od 4 lat

Rzecz o słoniu, co to wcale nie narozrabiał w składzie porcelany ani w ogóle nigdzie, bo to chodzący wdzięk i dobro. Tyle, że to dobro zyskało od losu dodatkowe wrażliwe terytorium, narażone na kąśliwy hejt i przez to podlegające ochronie: aerodynamiczne, przewspaniałe uszyska. Toteż śmieją się z niego wszyscy, przedrzeźniają, kierują na manowce, żyć słonikowi nie dają. Ale że dobro zawsze się wybroni, to i Dumbo, wspieranemu przez wiernych ziomków, się udaje. Bo choć mnóstwo w tej animacji z 1941 roku smutku i goryczy, zakończenie jest jednak krzepiące. Dla wielbicieli Dumbo mam dobrą wiadomość – 29 marca 2019 roku do kin wejdzie film w wersji odświeżonej przez Tima Burtona! Oby tego nie zepsuł.

PS Rzućcie okiem na piękny plakat filmowy zaprojektowany przez Annę Huskowską w 1961 roku. Oryginał niemal nie do zdobycia, dużo łatwiej o reedycję.

*

Cudowny chłopak”/reż. S. Chbosky/wiek: od 10 lat

Auggie cierpi na rzadką chorobę genetyczną zwaną dyzostozą twarzowo-żuchwową lub zespołem Treachera Collinsa. Przeszedł ponad 20 operacji – sporo jak na piątoklasistę. A to znamienne, bo Auggie zaczyna właśnie swoją przygodę ze szkołą i kończy etap domowej edukacji, wolnej od oceny środowiska tak nieprzewidywalnego, jak banda szkolnych kolegów. Wsparcie rodziców ma ogromne i z tą silną bazą wkracza w zupełnie nowy świat. Nieodłączny kask astronauty też zostaje w domu. Kto go teraz obroni, kto zasłoni przed prawym sierpowym, groźbą albo cyniczną uwagą? Czy lepiej się schować i nie rzucać w oczy szkolnym prześladowcom? Norka to w przypadku skazanego na widzialność dziecka słabe rozwiązanie – lepiej skoncentrować się na wzmacnianiu poczucia własnej wartości i pozytywnemu wyróżnianiu. I relacjach, to przede wszystkim. Auggie ma łeb na karku i dobrze wie, co robić. Zobaczcie, jak sobie cudownie radzi ten cudowny chłopak!

PS Koniecznie sprawdźcie ścieżkę dźwiękową tego filmu – przyjemna porcyjka relaksu, poprzeszywana mocniejszym graniem Jacka White’a i folkowym wajbem Natalie Merchant.

*

Billy Elliot”/reż. S. Daldry/wiek: od 13 lat

Wolność, możliwość stanowienia o sobie bez poczucia winy i skrępowania – toż to szczęście w najczystszej postaci. Billy Elliot, chłopiec z górniczej rodziny, mieszkający z tatą, bratem i babcią nie pasuje do miasteczkowego schematu i za nic nie może się przekonać do męskiego sportu, jakim – zdaniem jego ojca – jest boks. Billy całą radość życia upatruje w tańcu, co widać najwyraźniej w scenie wyładowywania złości.  I choć ta pasja z początku każe prostolinijnym mieszkańcom pochłoniętego strajkami angielskiego miasteczka myśleć o nim w kategorii zdrajcy ideałów, koniec końców wygrywa ich podziw i serdeczność. Warto pamiętać, że w filmie nie tylko Billy boryka się z brakiem tolerancji na swoją wywrotowość – mierzy się z tym także jego kolega Michael, który po szkole przebiera się w ciuchy swojej mamy. Ci dwaj patrzą na siebie najżyczliwiej, przez co dają sobie miłość i oparcie na bardzo podstawowym, organicznym poziomie. I to jest piękne!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

Ania z Zielonego Wzgórza”/reż. K. Sullivan/wiek: od 7 lat

Do Ani mam bardzo szczególne nastawienie. To nawet nie jest sentyment, bo zbyt łatwym byłoby zamknąć wrażenie w jednej przyjemnej, ale związanej z przeszłością emocji. To jest tak, że już tylko myśląc o bohaterce książek Lucy Maud Montgomery, tak Ani jak i Emilce, zaczynam mówić właściwym im językiem i zjeżdżać z torów nowoczesnej recepcji ku kunsztownym konstruktom z początków ubiegłego wieku. Ania nie jest chłopcem, ale za to jest sierotą, ma rude włosy i szeroko otwarte oczy, żeby mogła lepiej widzieć świat. Ten świat jest trochę jak babcia z bajki o Czerwonym Kapturku – Ania chciałaby się nim nasycić, może nawet go połknąć, byle poczuć dobitnie swoją w nim obecność. Te cechy Ani, co nikogo nie dziwi, zjednują sobie tylu wielbicieli, co i krytyków. Jednym z najbardziej zajadłych prześmiewców jest szkolny kolega, Gilbert Blythe, który szarpie ją głupkowato za warkocze, ale wkrótce pozna się na jej pięknej, nietuzinkowej głowie. Jestem daleka od tłumaczenia wylewania pomyj na głowę Ani frazą „kto się czubi, ten się lubi”, ale w tym wypadku naszpikowane złośliwościami wycieczki to zakamuflowany list miłosny.

PS Warto zapoznać się z wyprodukowanym w zeszłym roku serialem „Ania, nie Anna”. Ach, jakie zdjęcia. Wystarczy rzut oka i z miejsca lądujemy na Zielonym Wzgórzu.

To właśnie uwielbiam w kinie – że tematy złożone i cięższe podaje jakby to było piórko na wietrze. W przypadku powyższych pięciu tytułów – bez przydługiego biadolenia, za to lekko, błyskotliwie i z żelazną konsekwencją w budowaniu narracji. Dzięki nim wiem więcej, potrafię zatrzymać wzrok na mijanym człowieku trochę dłużej, wydobyć z siebie czułość. Czego i wam życzę.

Zajrzyjcie też do naszego przeglądu książek dla dzieci poświęconych tolerancji. O tutaj.

*

Tekst: Dominika Janik

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.