#tip na czwartek: jak ukryć nieprzespaną noc

Makijażowe triki Agaty Herbut

Być może nad makijażem spędzacie jakieś cztery minuty odmierzane biegiem (dystans między łazienką a samochodem, z poprawką w windzie). A może wręcz przeciwnie, celebrujecie czas wyrywany porankom, ten moment dla was i lustra?

Niezależnie, czy wolicie być au naturel, czy testować wszelkie kosmetyczne nowinki, przychodzi taki moment, kiedy musicie na dobre usiąść przy toaletce i wysypać zawartość kosmetyczki. I nie, nie jest to sylwester… Wystarczy, że jest to właśnie ten szczególny i radosny moment życia, gdy dziecku wychodzą trzy zęby naraz i sen skurczył się o jakieś 80 procent. A może macie dwójkę niemowlaków, które nie chcą pechowo zsynchronizować swoich nocnych pobudek? A może po prostu pracujecie dopiero wtedy, gdy zasypiają dzieci? Ręka do góry.

Do dzisiejszego #tipa zaprosiłam Agatę Herbut, która zaraża pasją do makijażu. Kocha malować siebie i innych. Pokaże wam, jak wykonać makijaż, by sprytnie zakamuflować nieprzespaną noc. Żegnamy więc zmęczony zombie look. A jak? Oddaję Agacie głos!

 

 

 

*

Jestem mistrzynią szybkiego makijażu, moje dwie córki skutecznie wytrenowały mnie w tej kwestii. Bywają dni, gdy mój cały makijaż trwa mniej więcej minutę, a efekt końcowy jest naprawdę przyzwoity! Oto on, krok po kroku.

 

KROK 1 – PIELĘGNACJA CERY

Od zawsze uważałam, że podstawą makijażu jest pielęgnacja. To właśnie jest sekret moich ultraszybkich make-upów: jeśli skóra jest w dobrym stanie, większość produktów wygląda na niej dobrze. Oczywiście jest też kwestia samoakceptacji. Przykład? Moje cienie i worki pod oczami. Ma je moja mama, mają starsze siostry, mam i ja. Nauczyłam się je akceptować i nie zwracam na nie wielkiej uwagi. Istnieją. Czasami je przykrywam korektorem, czasami żyją na wolności. 

Spróbujcie zastanowić się, czego wasza skóra potrzebuje, i pod tym kątem dobrać pielęgnację, a cera wcześnie odwdzięczy się wam promiennym wyglądem. Lato to dobra pora, aby sięgnąć po kremy koloryzujące. Najpierw aplikuję Caudalie Beauty Elixir, którego używam od wielu miesięcy, a potem krem Cicapair Dr Jart – wyrównuje koloryt i służy jednocześnie jako krem, baza albo nawet podkład, jeśli lubisz lekkie krycie lub lekkie podkłady. Zrezygnujcie z pudrów oraz konturowania – na ich rzecz wybierzcie rumieńce i rozświetlenie, dzięki temu cera będzie wyglądała świeżo. I prosta rada: pijcie dużo wody, najlepiej zacznijcie od tego dzień!

Podkład? Idealny to taki, który nie odznacza się na skórze, musi się w nią idealnie wtapiać. Dobranie takiego produktu jest dość czasochłonne, ale warto poświęcić na to trochę czasu. Ja lubię podkład Clarins True Radiance, który momentalnie rozświetla skórę i nadaje jej piękny efekt glow.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

 

KROK 2 – OCZY

Szybki makijaż ogranicza się do minimum środków i fajnego efektu – sekretem jest jeden cień, który wyrówna kolor powieki, oraz kredka przy linii rzęs. Cień może być kremowy, ecru albo lekko błyszczący, tutaj wybór należy do was. Kredkę wybieram najczęściej w odcieniach ciemnego brązu, czarny wydaje mi się zbyt dramatyczny. Rysuję kreskę, nie martwiąc się, czy jest prosta, ponieważ za chwilę i tak ją rozetrę małym zaokrąglonym pędzelkiem (kuleczką). Kredka w tym miejscu optycznie zagęszcza rzęsy i daje efekt głębokiego spojrzenia. Czasami korzystam z korektorów – sięgam po lekkie, ale kryjące, wklepuję je opuszkiem palca, jak na przykład Tarte Shape Tape. Do tego tusz do rzęs i przeczesanie brwi – wybieram najczęściej kredki ze ściętą końcówką, tu użyłam tej od Bobbi Brown.

 

KROK 3 – POLICZKI

Rezygnuję z konturowania, bo kto miałby na nie czas codziennie rano?! Sięgam po róż w odcieniu baby pink, koralu albo połączenia tych dwóch. Róż do policzków momentalnie zdejmuje zmęczenie z twarzy, ożywia, nadaje pięknego rumieńca. Róż Orgasm marki NARS to jeden z bestsellerów, jednocześnie nadaje kolor i rozświetla. Są dni, gdy jedynym widokiem na poprawę nastroju jest błysk. Sięgam wtedy po rozświetlacz, który aplikuję i na policzki, i na powieki. 

 

 

 

KROK 4 – USTA

Moje ulubione kolory pomadek to: malina, zgaszony róż, lekki nude i czerwień. Najczęściej sięgam i najlepiej się czuję w malinowych pomadkach, które podobnie jak róż, odświeżają twarz i są kropką nad i. Klasyk to nr 92, Emotion od Chanel. Latem sięgam po formuły odżywiające, nawilżające, lekkie – zrezygnujcie z zastygających pomadek, które w upale wyglądają jak skorupka. A co robić, żeby pomadka dłużej się trzymała? Wystarczy peeling czy masaż warg, nawet szczoteczką do zębów!

 

Makijaż, który dzisiaj przygotowałam, nie wymaga dużych umiejętności, jest naprawdę łatwy, a efekt – najlepszy z możliwych, czyli rozświetlona skóra, dziewczyńskie rumieńce i trochę maliny na ustach. Skutecznie zakamufluje nieprzespaną noc, wiem coś o tym! Ta wersja w trzy minuty stawia na nogi i pozwoli wam czuć się dobrze ze sobą. Jeszcze kropla perfum, ja dziś użyłam Knot Bottega Veneta i ready, steady, go!

 

zdjęcia: Agata Herbut/ Agatamanosa i Olga Tuz

opracowała: Kasia Karaim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.