The Happysads

O jesienno-zimowej kolekcji Bobo Choses

Pewnie już znacie ten zespół. Mają taki szlagier, że dudni w głośnikach u wszystkich sąsiadów. Ejże, jednak nie znacie? No to słuchawki na uszy, a oczy na tekst. Przed wami nowa kolekcja Bobo Choses.

Spójrzcie tylko na ten lookbook: chłopak trzymający w górze kaseciaka to wypisz wymaluj John Cusack z filmu „Nic nie mów”.  Przypomina mi to też festiwalowiczów z Jarocina, butnych i patrzących w niebo, nigdy w błoto. Dziś 18 lipca, a to znak, że właśnie odbywa się premiera najnowszej, jesienno-zimowej kolekcji marki Bobo Choses. Bardzo z nią i jej stacjonującymi w malowniczym Mataró twórcami sympatyzuję – ot, tutaj drobny na to przykład. Znają się na konstruowaniu ubrań, znają się też na ich promowaniu. Tym razem główną ideą przyświecającą kolekcji jest rozładowywanie sprzecznych emocji, tak znamiennych dla dzieci, zarówno starszaków, jak i mikrusów.

 

 

Napady złości, załamki, wybuchy radości? A najlepiej wszystko naraz poprzeplatane jak w warkoczu. Ja to znam i ty to znasz ze swojego dzieciństwa i z dzieciństwa swoich dzieci. Mierzenie się z tymi pokręconymi emocjami może mieć działanie terapeutyczne, ale dobrze jest korzystać wtedy z „zawsze skutecznej pomocy naukowej’”, jaką jest muzyka. Ta najlepiej rozładowuje napięcia. Na stresy, dołki, wszelkie nieszczęścia i weltschmerz najróżniejszej maści pani doktor zapisuje muzyczkę. Najlepiej w wykonaniu grupy The Happysads!

W tej piosence zawiera się wszystko: wydaje się, że świat się wali na głowę, ale tak w zasadzie jest OK. Moja głowa jest senna, ale stopy rwą się do tańca. W kilkuletnich sercach nie ma mowy o spokoju czy stałości – tam ciągle coś się dzieje, dlatego ważne jest, żeby i odpowiednio odziane ciało nadążało za tym, co wymyśli głowa i co dyktuje chęć szczera. Sztuczne futra, długie aksamitne sukienki, pikowane kurtki, flanelowe koszule, kraciaste spódnice i moherowe swetry – oto kluczowe pozycje w szafach smutaso-wesołków.

A kolory? Znajdzie się miejsce dla jaskrawych kobaltów, jak i zgaszonych różów, żółci i pomarańczu. Będzie trochę dżinsu i wełnianych czap, za którymi łatwo się schować. Ja ukochałam sobie ten nonszalancki look – taki, że niby moda mi nie robi, wrzucam na siebie to, co akurat znalazłam pod łóżkiem. Stosownie wygniecione, by ta nonszalancja była jeszcze bardziej wyrazista. A efekt jest taki, że wzroku nie można oderwać, i chętnie przekopiowałoby się taką stylówkę do własnej, dorosłej szafy. Co jesienią uczynię, słowo harcerki!

Strona internetowa/Facebook/Instagram

*

Tekst: Dominika Janik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.