książka, Kultura

Tam, gdzie żyją ptakoryby i garuki

Przyjemnie jest zakraść się w czeluście wyobraźni pisarki, której książki czyta się codziennie dzieciom przed snem. Kim jest, co myśli o świecie i dlaczego tak często fantazjuje o skarpetkach?

Prawda jest taka, że wszyscy jak jeden mąż zachodzimy w głowę, co się dzieje z zaginionymi skarpetkami, ale dopiero Justyna Bednarek miała potrzebny talent i odwagę cywilną, by wysłowić tę ciekawość i na ten temat napisać książkę. Dwie książki. I to jakie książki! Przezabawne, potoczyste, mądre i uroczo kąśliwe, a przy tym pięknie zilustrowane przez zdolnego kolegę ze szkolnej ławki, Daniela de Latoura.

Wczytajcie się w rozmowę z Justyną Bednarek – sporo w niej żartów, tajemnic i odkodowanych szyfrów. Jak znalazł przed lekturą nowej książki pt. „Nowe przygody skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite)”.

***

Co to są garuki?

Bardzo się cieszę, że o to zapytałaś, bo z garukami wiąże się ciekawa historia. Gdy miałam naście lat marzyłam o tym, że będę poetką. Napisałam wtedy wiele długich wierszy o królowej Melisandzie i królu Amalryku. Amalryk w pewnym momencie odchodzi od Melisandy i podróżuje po morzach. Podczas tych podróży po dalekich krainach spotyka garuki i ptakoryby. Dawno temu je sobie wymyśliłam i tak, z czystej sympatii, co jakiś czas wpycham je do różnych swoich opowieści.

 

 

A gdzie jeszcze się pojawiły lub pojawią?

Często sygnalizuję ich istnienie tylko w tekście, wokół nich samych niewiele się dzieje. Właśnie wyszła w wydawnictwie Egmont bajka „O srebrnej łyżce”, napisana na zamówienie Muzeum Żydów Polskich POLIN. I tam wśród wszelkich postaci, które stwórca powołuje do istnienia z nicości, jak jednorożce czy słonie, występują także garuki. Słowo zaczerpnęłam od francuskiego le loup-garou, czyli wilkołak. Obsadzam je często, bo bardzo podoba mi się brzmienie tego słowa. Myślę, że może ono działać na wyobraźnię.

„Nowe przygody skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite)” to kolejny, bardzo smakowity owoc współpracy z Danielem de Latourem. Jak wam się razem pracuje?

Doskonale. My się bardzo dobrze znamy, jeszcze z czasów licealnych. Wtedy nie był jeszcze rozchwytywanym rysownikiem, ale pamiętam, że zawsze rysował.

Zawsze w tym samym, bardzo charakterystycznym stylu?

Tak. Daniel był i jest niezmiennie fantastyczny, pełen poczucia humoru, ciepła dla świata i lekkości. No więc kiedy pisałam „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek”, od razu wiedziałam, że to on najlepiej by mi je zilustrował. I na szczęście Daniel również wyraził chęć, a Wydawnictwo Poradnia K przyklasnęło pomysłowi. Udało się!

To nie jest wasz jedyny wspólny projekt.

Poza dwiema  książkami o skarpetkach jest jeszcze „Pięć sprytnych kun” i wspomniana bajka „O srebrnej łyżce”, a w planach mamy jeszcze jedną opowieść.

Czy można wiedzieć, co to będzie za opowieść?

Historia o Babcosze. Ukaże się najprawdopodobniej pod koniec roku albo na początku następnego.

Moją faworytką w nowej części skarpetkowego zbioru jest opowieść „O prawej granatowej skarpetce, która pomogła panu Markowi dogadać się z robotem”. Trochę dlatego, że książka sama otwiera mi się na stronie 58. A trochę za sprawą charyzmatycznego bohatera, wizjonera Pana Marka, mistrza kwiecistej mowy pełnej poetyckich przerywników, w rodzaju „Bodaj cię małatka spiekła!”.

Usilnie poszukiwałam przekleństw, które nie będą kojarzyć się ordynarnie. A było mi to potrzebne, żeby wiernie odmalować postać Pana Marka, która oparta jest na życiorysie mojego dobrego kolegi. Fantastycznego człowieka, który niestety zmarł w ubiegłym roku. Był bardzo utalentowany i niezwykły, ale życie przejechało po nim jak walec. Bardzo chciałam go w jakiś sposób unieśmiertelnić i tak oto wpadłam na pomysł, by go wcisnąć do bajek o skarpetkach.

Pan Marek ma świetny styl. Wygląda jak Dave Gahan.

Czyli dokładnie tak, jak pierwowzór. Daniel wzorował się na zdjęciach mojego przyjaciela. A ponieważ miał on raczej soczysty język, z ogromną ilością słownictwa technicznego, to nie widziałam innej możliwości, jak przekazać zgodny z prawdą obraz tego człowieka, w formie odpowiedniej dla młodych czytelników.

Kolejną ciekawostką, która uraczy rodziców podczas wieczornych czytanek, są nagłówki z prasy bulwarowej, wkomponowane w opowieść o garukach i ptakorybach (s. 29). I tak mamy Pana Andrzeja, lat 54, który nie może spać, bo trzyma kredens.

To są najprawdziwsze nagłówki z „Faktu”, niczego nie zmyśliłam! W numer z artykułem zatytułowanym „Ślady ufo na świni” zawinięto mi kiedyś zamówienie z Allegro. Jestem przekonana, że redaktorzy, którzy wymyślają te tytuły, mają z tych zabiegów wielką frajdę. Czasem nawet myślę o nich z zazdrością, bo sama zobacz, jaką oni co dnia odwalają kreatywną robotę!

 

***

Rozmawiała: Dominika Janik

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama