Sztuka życia rodzinnego

Rozmowa z Anią Kuczyńską

Jak pogodzić macierzyństwo z rozpędzonym życiem twórczym i tzw. karierą? Czy estetyka otoczenia ma wpływ na wrażliwość dziecka? Tym razem przepytujemy Anię Kuczyńską, projektantkę mody i akcesoriów, mamę 6-letniej Aliny.

Już po raz czwarty zapraszamy na rozmowę z serii: Sztuka życia rodzinnego. Kiedy rodzic jest artystą, dedykowanej rodzicom tworzącym, projektującym, działającym zawodowo na polu artystycznym. Autorkami cyklu są: dziennikarka Anna Sańczuk i Karolina Rodanowicz – artystka, prowadząca projekt Spotlight Kids promujący sztukę współczesną i realizujący autorski program edukacji artystycznej dla dzieci i młodzieży.

Z Anią Kuczyńską spotykamy się w jej kuchni. Pijemy parzone w kawiarce włoskie espresso, siedząc przy wielkim drewnianym stole. W tym samym czasie w szwalni szyje się jej pierwsza męska kolekcja zatytułowana „Never Trust a man with no books”. Za oknem, w ogrodzie – szary, warszawski przednówek.

Anna Sańczuk: Twoje życie zawodowe jest bardzo poukładane, wymaga dużej dyscypliny. Masz swoją markę, projektujesz ubrania i akcesoria, jesteś w tym zanurzona praktycznie 24 godziny na dobę. Kiedy zdecydowałaś się na dziecko, zastanawiałaś się, czy da się poskładać rodzinę i pracę twórczą w całość? Jak patrzysz na to z dzisiejszej perspektywy?

Ania Kuczyńska: Alina jest dzieckiem miłości. Wspólnie z jej tatą bardzo pragnęliśmy dziecka i nie zastanawialiśmy się, jak wpłynie to na nasze życie – prywatne i zawodowe. Wszystko wydarzyło się więc bardzo naturalnie i spontanicznie. Bycie mamą dało mi nowy rodzaj szczęścia i bezwarunkowej miłości – miłości do dziecka. O wysiłku pierwszych miesięcy rodzicielstwa szybko zapomniałam, w pamięci pozostały dobre chwile. 

Od początku byłam też bardzo aktywna zawodowo. Już miesiąc po urodzeniu córki, w opuszczonym pałacyku Marii Agapijew w Alei Szucha w Warszawie, przy świetle świec i muzyce Fletwood Mac, której słuchałam w ciąży, odbył się pokaz kolekcji Gold Dust Woman. To było niezwykłe, ale jednocześnie bardzo, bardzo wyczerpujące doświadczenie. 

Karolina: Jest wiele kobiet, które się w takim momencie życia wycofują z pracy zawodowej…

No cóż, biznes modowy jest bezwzględny – wymaga wielkiej dyscypliny, a równocześnie ogromnej kreatywności, żeby móc w nim stabilnie funkcjonować. Mnie udaje się to od ponad 15 lat. Paradoksalnie, urodziny córki wzmocniły mnie i dały nowy rodzaj motywacji i siły do działania. Tym bardziej, że tempo i sezonowość mody nie zostawiły mi przestrzeni na wycofanie się na jakiś czas – musiałam się z tym pogodzić. 

Kiedy pojawia się dziecko, nasza wolność osobista się kończy, tak po prostu jest. Ale z drugiej strony, daje ci to też inne emocje, które – jeżeli je świadomie przeżywasz – są wspaniałe. Dla mnie miłość do mojej córki jest absolutnie fenomenalna. Jestem w takim momencie życia, w którym niczego nie żałuję!

Od pewnego momentu sama wychowujesz córkę. To jeszcze bardziej komplikuje życie kogoś, kto – jak ty – uprawia ten mityczny „wolny zawód” i potrzebuje oderwać się czasem na chwilę od wszystkiego, aby mieć przestrzeń na kreację. Jak sobie z tym radzisz?

Ludzie funkcjonują w systemie różnego rodzaju zobowiązań, zawodowych lub towarzyskich. Nauczyłam się wybierać rzeczy, które są dla mnie ważne i odrzucać te mniej potrzebne. Mój czas jest bardzo wyraźnie podzielony. Rano wchodzę w rytm przedszkolno-zawodowy. Odprowadzam Alinę do przedszkola i idę do pracowni. Panie krawcowe, z którymi pracuję, funkcjonują od 7 rano do 15, to jest model pracy wszystkich szwalni i zakładów, w których produkuje się ubrania. Bardzo to lubię: dźwięk maszyn do szycia, buchającej pary znad prasowalnicy. Nagle praca się kończy, zalega totalna cisza i wtedy jest przestrzeń na moje działania. Pracujemy w systemach 3-dniowych, w pozostałe dni mam czas na swoje sprawy. Staram się być zdyscyplinowana i mimo braku czasu, czuję się wolna.

 

 

Wpuszczasz Alinę w ten świat? Nie przeszkadza ci, kiedy jest tam z tobą?

Szwalnie są zdominowane przez kobiety, więc jest to specyficzne środowisko. Alina to uwielbia i sama jest uwielbiana przez wszystkie pracujące panie. Bawi się próbnikami tkanin, projektuje stroje dla lalek i dużo rysuje, siedząc na środku wielkiego stołu w pracowni. Myślę, że to dla niej duża frajda.

A co z ubraniami Aliny – ubierasz ją czy pozwalasz samej wybierać ciuchy?

Zostawiam jej dwa albo trzy stroje i ma wybór, hmm… jednak ograniczony (śmiech). Ale działa to o tyle, że temat strojów w ogóle nie jest problemem w naszym codziennym funkcjonowaniu.

Pamiętam, że zaprojektowałaś kiedyś granatowe ubranka dla dzieci. Zero różowych i błękitnych podziałów!

Tak, w kolekcji była czerń, beż i granat. Projekty były małymi replikami ubrań z kolekcji dla dorosłych, dedykowanymi dzieciom od 0 do 3 lat. Bardzo lubiłam tę kolekcję i często dostawałam sygnały od innych, że im też się podoba.

Wydaje mi się, że od początku wprowadzałaś Alinę w twój świat twórczy i zawodowy, i raczej nie starałaś się, żeby te sfery od siebie oddzielać. 

Jesteśmy rodziną, więc nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Alina jest częścią mojego życia 24 godziny na dobę. Ale teraz już chodzi do przedszkola, ja chodzę do pracy i pewne podziały tworzą się w sposób naturalny. Zawsze miałam wrażenie, że ona rozumie bardzo dużo i traktowałam ją jako odrębny byt, szanowałam jej przestrzeń, mam wrażenie, że teraz ona też szanuje moją. W relacji matka-dziecko bardzo ważny jest wzajemny szacunek.

Patrząc na to, jak konsekwentne są twoje kolekcje, zastanawiam się, czy to się aby nie przekłada na to, jak podchodzisz do dziecka. Starasz się poukładać jej świat zgodnie ze swoją wizją?

Myślę, że nie. Na pewno jestem osobą o dużych zdolnościach organizacyjnych, ale mam też momenty kruchości, słabości i te momenty są w domu, kiedy jestem mamą, która gotuje obiad i zajmuje się swoim dzieckiem. Funkcjonując w ten sposób, staram się zachować równowagę, czuję, że to ważne dla mojej kobiecości.

Jaka jest Alina? Widzisz w niej trochę siebie?

Jest uroczą, wrażliwą osóbką i ma duże poczucie humoru. Zrównoważona, ciekawa świata i żywa. Bardzo towarzyska, ale też zdystansowana.

Co myślisz o kształtowaniu otoczenia swojego dziecka? O „karmieniu” estetycznymi bodźcami, które są tak ważne dla ciebie, jako projektantki?

To, w jakim środowisku i otoczeniu dorastamy, jest bardzo ważne! Mnie wzrusza piękno i jestem na nie wrażliwa. Ma ono również walor edukacyjny. Piję kawę i herbatę w porcelanowej filiżance, jem widelcem i nożem, siedzę prosto przy stole – jak pisał Mrożek. Tego samego uczę moją córkę.

Idąc więc dalej, zapytam: jak wychowujesz swoją córkę? Na ile jej pozwalasz?

Przy zachowaniu pełnej swobody dotyczącej moich wyborów życiowych, pasji, fascynacji i przyjaźni, mój dom rodzinny był zawsze miejscem, gdzie na stole stały śniadanie i obiad, gdzie miałam obowiązki i stawiano mi wymagania, bo dzieci lubią ramy i rutynę. Panowały tam więc tradycyjne, właściwie mieszczańskie reguły, które nadawały jakiś kierunek. One pozwoliły mi na zachowanie równowagi. Bo jeżeli sama jesteś wiecznie targana jakimiś emocjami, jak to jest w moim przypadku: od wyspy, którą się fascynujesz, po kolor morza, który przyprawia cię o łzy – to musisz znajdować też takie rzeczy, które są stałe i dają oparcie. Wydaje mi się, że nasze życie z Aliną też tak wygląda.

*

Rozmawiała: Anna Sańczuk (z udziałem Karoliny Rodanowicz)

Koncepcja: Karolina Rodanowicz/SPOTLIGHT KIDS

Portrety Ani Kuczyńskiej z Aliną: Wunsche & Samsel

Portret rysującej Aliny: Karolina Rodanowicz

Zdjęcia projektów Ani Kuczyńskiej: dzięki uprzejmości projektantki. 

 

Ania Kuczyńska – projektantka mody i założycielka marki ANIA KUCZYŃSKA oraz mama 6-letniej Aliny. Warszawianka! Modę studiowała w Rzymie i Paryżu, ale wychowała się w warszawskim Śródmieściu, chodziła do liceum Batorego na Powiślu, a dziś mieszka i pracuje na Mokotowie. Utożsamiana z minimalizmem i czernią, tworząc kolekcje, sięga jednak po bogactwo inspiracji. Od francuskiej Nowej Fali i filmów z Ingrid Bergman czy Monicą Vitti, przez klimat wulkanicznej wyspy Stromboli, polskie wzornictwo lat 60. i klubową scenę lat 80., po malarstwo Fridy Kahlo czy „Fabrykę” Andy’ego Warhola. Współpracowała z legendą grafiki użytkowej Karolem Śliwką (nadruki na chusty, talerze dekoracyjne Fabryki Porcelany Kristoff). Projektowała też biżuterię dla marki YES, a jej płócienne torby Shanghai, Pekin i Hong Kong ma każda szanująca się miłośniczka mody.

Więcej informacji o projektach Ani Kuczyńskiej na stronie: www.aniakuczynska.com

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.