Rozmowa, spotkanie

Szczerozłote rysunki

Najlepsze miejsce do pracy? Nie wyizolowana pracownia na poddaszu z widokiem na lasy i wzgórza, a prosty stół we własnej kuchni, skąd blisko do ekspresu i ulubionych kredek. Oto przestrzeń skromnej i piekielnie zdolnej Darii Solak.

Takich szczerych, prostych wyznań znajdziecie w naszej rozmowie dużo więcej. Daria okazała się wesołą dziewczyną, mocno stąpająca po ziemi, ale też obdarzoną fantazją i wiarą we własny instynkt. Zawsze pracuje w zgodzie ze sobą, bo – jak twierdzi – „szczerość widać w ilustracjach”. Rozmowa toczyła się lekko, wśród kawowych aromatów i dobrej ilustracji. Trudno o lepszy mariaż.

***

Jak się miewasz w ten kwietniowy poranek? 

Cześć! Mam się świetnie – wyspałam się, piję drugą kawę i mam cały dzień na rysowanie.

 

 

Jaki masz w tej chwili widok za oknem?

Przed sobą widzę ścianę z niedbale przyklejonymi rysunkami, a za oknem korony drzew i blok po przeciwnej stronie ulicy. Nic ciekawego, ale po południu pójdę na spacer (śmiech).

Czy w dzieciństwie też lubiłaś rysować? Kiedy poczułaś, że to jest to „coś”, co da ci największą radość i satysfakcję?

 

Gdy już byłam w stanie utrzymać ołówek w ręce, babcia nauczyła mnie rysować kółka. Potem było już z górki. Pamiętam, że zawsze kiedy rodzice chcieli mieć spokój, mówili: ,,idź porysować” i chyba nigdy nie odmówiłam. Nie znam zresztą ilustratora, który nie lubił rysować w dzieciństwie. Jest to potrzeba kreowania i wyrażania siebie na papierze, którą od urodzenia ma się gdzieś pod żebrami. Od zawsze wiedziałam więc, że zwiążę swoje życie ze sztukami wizualnymi. Jednak fakt, że będzie to ilustracja, nie był już tak oczywisty i to słynne ,,coś”  poczułam dopiero na drugim roku studiów. Ale gdy już się zakochałam, to bez pamięci, mimo wszystko i na zawsze.

 

 

W której z technik czujesz się najlepiej?

 

Dzięki studiom na wydziale grafiki miałam okazję spróbować przeróżnych rzeczy i jest to nieocenione doświadczenie. Fotografia, techniki cyfrowe, malarstwo, grafika warsztatowa – droga przez wszystkie przetestowane dyscypliny doprowadziła mnie do bardzo podstawowych materiałów i rozwiązań. Najlepiej czuję się rysując na papierze, używając kredek, akwareli, ołówków. Muszą być jednak dobrej jakości, choć nie zawsze tak uważałam. To chyba oznaka, że się starzeję! Moje ilustracje są ręcznie rysowane, bo tylko tak potrafię coś stworzyć. Wszystko, co próbowałam narysować bezpośrednio w komputerze, wyglądało sztucznie. To ważne, aby pracować zgodnie ze sobą, bo szczerość widać w ilustracjach. W moim przypadku nie da się uniknąć procesu ręka-papier. Choć oczywiście wszystko dopracowuję w Photoshopie i niezmiernie sobie cenię, że mogę w każdej chwili zmienić kolory, coś skorygować. To daje mi poczucie dużego luzu.

 

Dużo miejsca w twojej twórczości zajmuje ilustracja modowa. 

 

Ilustracja modowa to coś, co robię dla własnej frajdy, w wolnej chwili. Jak każda dziewczyna, od zawsze przeglądałam zdjęcia w kolorowej prasie, ale dopiero oko ilustratora dostrzegło w modzie coś więcej niż ładne ubrania. Zestawienia kolorów, wzorów, forma – to wszystko jest niezwykle pasjonujące i teraz patrzę na modelki na wybiegu jak na chodzące obrazy. Bardzo lubię rysować bogate stylizacje – okulary, kapelusze, patterny. Im więcej, tym lepiej.

 

 

Jak najchętniej się ubierasz, co lubisz w modzie, a co cię w niej drażni?

Jeśli chodzi o prywatny styl, to jestem trochę jak projektanci mody. W mojej pracy otaczam się tyloma kolorami, że sama noszę się w bardzo podstawowych, stonowanych barwach i krojach. Lubię, gdy jest mi wygodnie, ale z biglem. Jeden element, taki jak wielki plecak czy buty w panterkę sprawia, że czuję się wyjątkowo.

 

Które zlecenie było dla ciebie największym wyzwaniem? I jak sobie poradziłaś?

 

Nie można tego nazwać zleceniem, ale zeszłoroczna praca nad książką dyplomową była sporym wyzwaniem, bo był to pierwszy duży projekt, za który brałam odpowiedzialność od A do Z. Tematyka, treść, ilustracje, złożenie projektu do druku, wybór papieru – wszystko zależało tylko i wyłącznie ode mnie. Po dwóch miesiącach pracy wyrzuciłam wszystkie rysunki i zaczęłam od początku. Była to świetna lekcja – przekonałam się, że wizja, którą mam w głowie nie musi współgrać z tym, co się dzieje na papierze, i że praca kreatywna to proces, który nie zawsze wychodzi od początku. Czasami sam etap poszukiwań odpowiedniej formy jest najdłuższy i najtrudniejszy. Na szczęście moja książka spotkała się z bardzo dobrymi reakcjami profesorów i mam nadzieję, że zostanie kiedyś wydana. Zbiegło się to z rozpoczęciem pracy nad debiutem w wydawnictwie Dwie Siostry. I tutaj znowu dobra życiowa lekcja i kompletnie odwrotny proces, bo pierwsze szkice, do których dodałam trochę koloru, okazały się finalnymi ilustracjami w książce. Nigdy nie wiesz więc, jak ułoży się cały proces tworzenia i jaki będzie rezultat. Dlatego jestem podekscytowana każdym nowym zleceniem i sama nie mogę się doczekać, jakie przyniesie efekty.

 

Książka, o której mówisz, to „Ala ma kota. A Ali?”. Uwielbiam ją!

Dziękuję bardzo! Uważam, że Jolanta, która cały ten koncept wymyśliła i znalazła zdania z elementarzy z różnych stron świata, miała niezwykły pomysł. Ciszę się, że jest na polskim rynku miejsce na książki konceptualne, że rodzice chcą podejmować wysiłek i objaśniać swoim pociechom świat.

 

 

Powiedz, ile ty sama znasz języków i którego chciałabyś się nauczyć?

Ja sama nie mam za grosz zdolności językowych. To, że mówię po angielsku na przyzwoitym poziomie jest moim sporym sukcesem (śmiech). Ani fakt, że mieszkałam w Bolonii (ach, włoski to taki piękny język!), ani to, że miałam chłopaka z Portugalii nie sprawiło, że mówię w tych językach, niestety. Mam za to swój język wizualny i to już coś.

 

Jak wygląda twoje miejsce do pracy?

 

Moja kawalerka pełni funkcje mieszkania i studia projektowego. Stół w kuchni, przy którym rysuję, to moja strefa komfortu i nigdzie nie pracuje mi się tak dobrze, jak tutaj. Mam blisko do ekspresu z kawą i do książek. Nie znaczy to, że nie marzę o oddzielnym miejscu do pracy. Najlepiej w przestronnym, industrialnym wnętrzu, gdzie mogłabym słuchać głośno muzyki i ciskać papierem we wszystkie strony.

Czy masz ulubione przedmioty, które ułatwiają ci skupienie i pracę, jak specjalnie zatemperowane ołówki, flamastry, odpowiedni kubek z kawą albo herbatą? Coś mi mówi, że wybierzesz kawę!

 

Haha, jak widzisz wątek kawy przewinął się już kilkukrotnie. Ja nawet popełniłam książkę o kawie w ramach licencjatu i gdy tylko będę miała wolny czas, narysuję ją od początku, bo ciężko patrzy mi się na nieudolne rysunki sprzed 3 lat, a sam temat jest wart uwagi. Nie ufam ludziom, którzy nie piją kawy i już. Co do takich drobnych dziwactw, które ułatwiają pracę, to nie mam ich wiele. Lubię pić z białych, prostych kubków, a do tego kładę dużą kartkę papieru na stole, aby zawsze mieć pod ręką miejsce do narysowania czegoś (nieszczególnie lubię szkicowniki). Komputer po lewej, wysypane kredki (abym szybko mogła znaleźć odpowiedni kolor) – po prawej, papier przede mną. To chyba tyle. A! I koniecznie muszę być sama, wtedy wychodzi mi najwięcej rzeczy.

 

 

Jaki masz sposób na totalny relaks?

 

Powinnam powiedzieć, że wizyta w muzeum, ale niestety nic mnie tak nie relaksuje jak godzinka na kanapie z miską makaronu i ulubionym serialem.

 

Kolekcjonujesz coś? Jesteś zbieraczką?

 

Bywam roztrzepana, więc nie przywiązuję się do takich drobnych rzeczy jak, np. słuchawki czy szaliki, bo i tak je zgubię prędzej czy później. Mam jednak kilka przedmiotów z emocjonalnym ładunkiem, jak zegarek i ich strata to byłby płacz. Lubię się otaczać rzeczami, ale gdy jest ich za dużo, przestaję się dobrze czuć i mam wrażenie przytłoczenia. Zawsze jest za to w moim domu miejsce na nowe kredki, książki dla dzieci i szkicowniki. Chociaż nie przepadam za szkicami, to nie mogę się powstrzymać, gdy widzę ładną okładkę!

 

10 kawałków, których najchętniej słuchasz podczas pracy.

 

Fajnie, że pytasz o muzykę, bo wraz z niesamowitą niemiecką ilustratorką Anną Kathariną Jansen wystartowałyśmy z autorskim projektem Blame us for our music taste. Co tydzień jedna z nas wybiera linijkę z ulubionej piosenki i obie ją ilustrujemy. Publikujemy rysunki w każdą sobotę, imprezowy dzień. Na warsztacie była już Rihanna, Arcade Fire czy Paul Simon. Zapraszam więc do obserwowania na Instagramie i obwiniania nas o gust muzyczny!

 

 

A wczoraj czego słuchałaś przy pracy?

 

 

Nad jakim projektem obecnie pracujesz?

 

Sporo się teraz dzieje i od kilku miesięcy pracuję nad kilkoma projektami jednocześnie. Właśnie dołożyłam swoje ilustracje do zdjęć nowej kampanii marki Vicher, cały czas projektuję plakaty na sprzedaż i ilustracje na zamówienie. Od czasu do czasu prowadzę w całej Polsce warsztaty z dziećmi, a już w kwietniu widzimy się na targach ,,Ładna wiosna” organizowanych przez Ładnebebe, gdzie będę na żywo rysować portrety. Pracuję też nad książkowymi projektami, ale to jeszcze tajemnica!

 

Co chciałabyś osiągnąć w tym roku?

 

Mogę sobie tylko życzyć, aby moje ilustracje spotykały się z dobrym odbiorem i abym nadal mogła być ilustratorem na pełen etat. Mam wielką nadzieję znaleźć czas na prywatne projekty, które leżą rozgrzebane i czekają, aż się nimi zajmę. W tej profesji piękne jest to, że nigdy nie wiem gdzie, ani nad czym będę pracowała za kilka tygodni. Co roku obiecuję sobie też pić mniej kawy i zrzucić 5 kg, ale nie wróżę sobie sukcesów na tym polu (śmiech).

***

Rozmawiała: Dominika Janik

Ilustracje Darii Solak znajdziecie m.in. w BuBu Studio.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama