do czytania, Sztuka

Sowa i Zając do polubienia od zaraz

W księgarniach pojawiły się dwie książki, których bohaterowie szybko stali się ulubieńcami naszych dzieci. Nie zwlekajcie i zaproście ich do domu, mają wam dużo do zaoferowania.

„Sowa Ninja” i „Wielka złość małego zajączka” Moniki Filipiny to nowości Wydawnictwa EZOP. Roztoczą przed wami świat przygody i dużych emocji. Usiądźcie wygodnie i dajcie się porwać historiom, które tylko pozornie są literackimi fikcjami. Nasi domowi superbohaterowie i złośnicy chętnie wracają do tych lektur i nie kryją rozbawienia, poruszenia i zainteresowania losami postaci. Uwaga, książki są bardzo inspirujące!

Sowa Ninja”, „The Ninja Owl” / Monika Filipina / Wydawnictwo Ezop 

Eugeniusz to sowa. Wygląda jak sowa i robi wszystko to, co inne sowy w lesie. Mieszka w dziupli z rodzicami i chodzi do szkoły. Eugeniusz wiedzie zwykłe sowie życie, chyba, że akurat zmienia się w Ninja. Bycie superbohaterem nie jest jego kaprysem, o nie! Eugeniusz swoją metamorfozę traktuje zupełnie serio i całymi dniami doskonali się w roli. Kłopot bohatera polega na tym, że życie oszczędza mu wyzwań i otoczenie, z rodzicami na czele, nie pochwala jego starań. Łatwo o niezrozumienie, kiedy szykujemy się na misję specjalną, zakłócając spokój bliskich. Eugeniusz zna tę sytuację doskonale. Wszystko zmienia się w dniu, w którym rabusie wykradają jaja z dziupli, sowa Ninja wreszcie ma swoje pięć minut. Bohatersko stawia czoła wyzwaniu i ratuje niewyklute jeszcze maleństwa. Od tej pory jego upór, wytrwałość i odwaga wychwalane są w całym lesie, a Eugeniusz, ku zadowoleniu rodziców i sąsiadów, chroni wioskę przed niebezpieczeństwem.

Lubimy Eugeniusza za to, że ma marzenia i za to, że tak wytrwale dąży do ich realizacji. Wszystko jest możliwe, jeśli tylko jesteśmy przygotowani do podjęcia wyzwania – pokazuje nam wojownicza sowa, a my trzymamy kciuki, by wszystko się jej udało.

Pełne życia ilustracje oddają emocje bohaterów i zabawnie nakreślają sytuacje. Autorka zbudowała fajny świat, przyjemnie się do niego wchodzi i podąża z każdą stroną. Książkę przetestowały już nasze dzieci, krótka historia jest zrozumiała i interesująca dla młodszych przedszkolaków. Osobiście znam pewną dwójkę, która pokochała Eugeniusza od pierwszego spotkania i chyba dała się zainspirować…

Tekst podany jest również w języku angielskim, co zostało bardzo dobrze przyjęte przez, mające w przedszkolu zajęcia językowe, dzieci. Czytaliśmy w różnych konfiguracjach, starając się wyłapać poszczególne słowa, co sprawiło, że znacznie dłużej i ciekawie obcowaliśmy w bohaterami historii.

Książka jest już w księgarniach, możecie ją kupić tu.

***

Wielka złość małego zajączka”, „The big anger of a little Hare” / Monika Filipina / Wydawnictwo Ezop

Ile złości może zmieścić się w małym zajączku? Nawet tyle, co w słoniu, albo największym dinozaurze. Bardzo, bardzo dużo złości ma w sobie Zachary, tylko prawdziwy złośnik go zrozumie. Taki, który boczy się na świat o wszystko: o to, że świeci słońce albo o to, że dzień jest pochmurny. O to, że woda w wannie ma złą temperaturę albo, że przejadł mu się ulubiony smakołyk. Trudne jest życie Zacharego, ale on – skupiony na swoich emocjach – zdaje się tego nie zauważać. Widzą to jednak jego przyjaciele i próbują pomóc zajączkowi na wiele sposobów, niestety bezskutecznie. Złości Zacharego nie da się ani wymasować, ani uśpić wahadełkiem, na coś tak potężnego potrzebna jest nie lada metoda. Może rower? Arrrrghhhh! wścieka się złośnik, bo pomysł wydaje mu się tak niedorzeczny, że musi natychmiast podzielić się tym z kumplami, więc wsiada na rower i pędzi do nich. Pędzi ile sił, bo nerwy nie lubią czekania, ale zaraz, zaraz… nerwy chyba lubią jeździć na rowerze!

Każdy zna Zacharego. Z przedszkola, z podwórka, z domu. Nie każdy Zachary jest zajączkiem, i nie każdy tak właśnie ma na imię, ale o tym już nie wspominajmy, by nikogo nie rozzłościć zbyt długimi tłumaczeniami. Gdyby każdy nerwus miał takich przyjaciół, jak ten książkowy, świat byłby piękniejszy. A jeśli proste sposoby mogą rozładować napięcie, to warto ich poszukać, i uwolnić siebie lub kogoś od złych emocji. Do dzieła!

Po lekturze czekała mnie ciekawa rozmowa na temat złoszczenia. Dzieci są wnikliwymi obserwatorami, a szybka codzienność bywa skutecznym magikiem i w jednej sekundzie Zacharowe Arrrrghhhh! staje się wściekłą odmianą esperanto. Uwaga, ten tytuł może zrzucić zasłonę milczenia i zmusić was do przyznania się, że złość wcale nie jest wam obca – działa to oczywiście w dwie strony. Ale druga część rozmowy, o szukaniu sposobów na nią, będzie bardzo, bardzo inspirująca. Idziecie na rower?

Monika Filipina świetnie poradziła sobie z oddaniem nastrojów bohatera w ilustracjach, końcowa scena jest bardzo kojąca po emocjonalnej huśtawce. Dzieci lubią wyłapywać obrazkowe detale: kapcie zajączka, narzędzia czy zabawne szczegóły anatomiczne bohaterów, a tu ich nie brakuje.

Książka, tak ja poprzednia, jest dwujęzyczna. Have fun!

Zajączka, warto kupić w komplecie z Eugeniuszem, tytuł znajdziecie tu.

Ładnebebe jest patronem mediowym obu tytułów.

Leave a comment 1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama