Rozmowa, rozmowa, spotkanie, Sztuka

Skąd się biorą świnki?

Ola, poza tym że jest równą dziewczyną, zdobyła ostatnio wyróżnienie Bologna Ragazzi. Nie ustaje w wysiłku, wciąż kreśli nowe rysunki i ma z tego frajdę.

Pisarka, autorka sztuk teatralnych, ilustratorka i graficzka czaruje zdystansowanym, luźnym podejściem do niezręcznych tematów, jak rozmnażanie świnek, pojęcie tożsamości czy savoir-vivre. I każdy z jej projektów z lekkością i humorem trafia do nas i naszych dzieci. Posłuchajcie naszej rozmowy z Olą Cieślak.

***

Skąd się biorą małe świnki?

W moim wypadku świnki biorą się z głowy i z tuszu.

 

 

Czym się inspirowałaś przy pracy nad „Świńską książeczką”? Czy coś cię zaskoczyło albo zgorszyło?

Jak zwykle zaczęłam pracę od wymyślenia tytułu. To brzmi jak jakiś nielegalny towar spod lady i to mi się wydało zabawne. Zaskoczyła mnie nazwa dziczego penisa (pędzel), bo to się pięknie wpisuje w malowany tuszem charakter ilustracji. A jeśli chodzi o zgorszenie, to nic mnie tak nie gorszy jak uroda Raszyna i szyldów samoróbek, które niestety wciąż mnożą się na potęgę.

Otrzymałaś wyróżnienie Bologna Ragazzi Award for Art Books za „Książkę do zrobienia”, wydaną przez Wydawnictwo Dwie Siostry. Gratulacje!

Dzięki.

 

Jak wygląda twoja ilustratorska rutyna – w jakim tempie zabierasz się do pracy, ile godzin dziennie ślęczysz nad obrazkiem? 

Przed każdym nowym projektem sprzątam, myję stół, usuwam ślady po poprzednich projektach. Najwięcej czasu zajmuje mi narysowanie pierwszych postaci, robię po 10 wersji – tak też było w przypadku świń. Kolejne rysunki dzieją się już bez takiego mozołu. Zwykle powstaje tylko jedna wersja każdej ilustracji – powtarzanie prowadzi do zmęczenia tematu, a w cenie jest świeżość i lekkość, bo w tym są emocje.

Czy wolisz pracować w nocy czy za dnia?

Najlepiej pracuje mi się popołudniami. Nie lubię pracy weekendowej, bo mam wrażenie, że wszechobecna energia lenistwa temu nie sprzyja. Piszę leżąc na kanapie, a rysuję przy wielkim stole zrobionym przez mojego tatę.

Czy często zdarza ci się robić coś na ostatnią chwilę?

Nie lubię „ostatniej chwili”. Wolę mieć czas na tzw. „drugi rzut świeżym okiem”.

 

This slideshow requires JavaScript.

 

Czy masz swoje ulubione przybory, rodzaj papieru czy gatunek kawy albo herbaty, bez których nie zaczynasz pracować?

Mam teraz ulubiony blok Munken Works, który dostałam od wspaniałej ekipy Arctic Paper. Ma 30 x 30 cm i świetny papier. Zużywam resztki tuszu, które odziedziczyłam po siostrze Pani Policzkowskiej, która prowadzi zakład przewijania silników na Chmielnej. Ten tusz ma pewnie ze 40 lat. Lubię pędzle z wiewiórki, choć wolałabym sobie nie wyobrażać tego, skąd się biorą… Mam akwarele Karmańskiego, te same od pierwszej klasy liceum plastycznego. Na kawę chodzę do Faworów, mojej ulubionej kawiarni, gdzie czasem także pracuję. Myślę, że Kazik miał rację śpiewając, że „artysta głodny to artysta bardziej płodny”, dlatego kiedy dużo pracuję, jem mało. Najadam się dopiero po robocie. Głowa lepiej pracuje na głodnego.
Masz dryg do portretowania zwierząt z ich przywarami i zaletami. Czy faktycznie tak dobrze czujesz się w tym temacie czy czujesz się w niego trochę przez przypadek wmanewrowana? A tak naprawdę najbardziej chciałabyś rysować… no właśnie, co?

Najbardziej to ja jednak lubię pisać!
Regularnie prowadzisz warsztaty plastyczne z dziećmi. Opowiedz, jak ci się z nimi pracuje, jak do nich docierasz i jak przezwyciężasz ich blokady?

Dzieci są często bardziej otwarte od dorosłych. Bywa, że powoli się rozkręcają i najlepsza zabawa zaczyna się na koniec zajęć. Pokazuję, proponuję rozwiązania, pracujemy wspólnie, idąc w kierunku, w którym chce iść każde dziecko z osobna. Im więcej swobody, tym ciekawsze prace, bardziej zaskakujące. Dzieci doceniają, kiedy traktuje się je serio i nie narzuca się jedynie słusznych rozwiązań. Miałam teraz przyjemność pracować przez 3 dni z dziećmi w bibliotece w Turku. Ta niezwykła inicjatywa pozwoliła zgromadzić dzieci z różnych klas, samych pasjonatów tworzenia. Niezwykłe było skupienie i zaangażowanie młodych artystów! Na koniec kilkoro dzieci napisało flamastrem na papierze chroniącym stoły „#najlepsze warsztaty”, więc myślę, że byli zadowoleni.

 

 

Super, gratuluję podejścia i dzięki za rozmowę.

***

Rozmawiała: Dominika Janik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama