Skąd się biorą dynie?

Rozmowa z Hanią Majlert

Nie ma to, jak wybiegać się na polu, wykopać dołki pośród ciepłolubnych ziół kwitnących w szklarniach, schować się w wysokiej trawie a kalosze zgubić w kałużach błota. Brzmi jak najlepsze wakacje, a nasza cudowna przygoda w gospodarstwie Majlertów działa się jesienią, gdy sezon na dynie był w pełni.

Przyszedł chłód ale zapału do dzikich zabaw u naszych dzieci nic nie zdoła wystudzić! Dlatego Mania, Staś, Alka, Kira i Leo, którym wiatr i mróz niestraszne, podgryzali łodygi kopru włoskiego i listki rukwi wodnej, komponowali bukiety z kwiatów cukinii i urządzali błotne skoki w dal. Z uśmiechem na ustach i błyskiem w oczach, i z apetytem na więcej. Hania Majlert, mama Mani i Stasia i córka właścicieli gospodarstwa oraz instruktorka Śnieżnych Potworów opowiedziała nam o swoim dzieciństwie, zrytmizowanym z porami roku i sumienną pracą w polu oraz wychowywaniu dwójki dzikich dzieci.

Oto kolejna część projektu #dzikie dzieci w ładnebebe. Zamiast męczącej wyprawy do supermarketu, ruszamy na stragan zaufanego rolnika, który podpowie, jak przyrządzić pak-choi i jak upiec najlepszy dyniowy placek, i jaką do tego celu wybrać dynię. Czytajcie!

***

Jak udało Wam się zbudować takie wielkie rodzinne przedsięwzięcie? Od czego się wszystko zaczęło?

 

Historia gospodarstwa sięga roku 1878, w którym to Wilhelm Karol Meylert kupił folwark w Marcelinie. Od tamtej pory nasze gospodarstwo istnieje dzięki ciężkiej pracy wielu pokoleń. Majlerci z Marcelina byli wykształconymi rolnikami i działaczami społecznymi. Dzięki temu udało im się budować rodzinne gospodarstwo, które było ważną częścią społeczności.

 

Gospodarstwo w Tadzinku, czyli to prowadzone przez Ludwika i Jolę Majlert oraz Magdę i Witka Zielińskich a także Gospodarstwo „Rysiny”, prowadzone Przez Elżbietę, Zdzisława, Annę i Andrzeja Majlert, utrzymują te tradycje, czerpią dużo z przeszłości, ale przede wszystkim otwierają się dla ludzi,  by budować lokalną społeczność, tworzyć miejsce do spotkań i oferować dobre warzywa.

 

img_9995img_0002 img_9964 img_9952 img_9919 img_0066

 

Życie w dużej rodzinie o tak bogatej historii musiało zaowocować wspaniałym dzieciństwem.  Jak wspominasz ten czas?

 

Mam dziesięcioro rodzeństwa ciotecznego. Dzieciństwo wspominam jako szlajanie się w bandzie dzieciaków po polu i okolicach.  Rowery, taplanie się w błocie i budowanie baz. Jeśli chodzi o jedzenie, nie mam smaków dzieciństwa, związanych z gospodarstwem. Jak byłam mała, gospodarstwo było głównie nasienne. Wszędzie rosła cebula, a za szparagami nie przepadałam. Najlepiej wspominam pomidory gruntowe, słodką kukurydzę i kotlety mielone ze świeżym majerankiem.

 

Pomagaliście w gospodarstwie?

 

Jako małe dzieci nie pomagaliśmy w gospodarstwie ze względu na wiele niebezpieczeństw, które towarzyszą pracy rolnika. Dopiero jako nastolatka pomagałam przy odkrywaniu i przykrywaniu rozsad włókniną na wiosnę, przy zbiorach i przy pakowaniu towaru.

Rodzice nigdy nie zmuszali mnie do pracy, ponieważ w gospodarstwie byli zatrudnieni pracownicy. My mogliśmy dorabiać sobie na wakacje, albo na jeansy. Bardzo to lubiłam i właściwie do dziś praca fizyczna sprawia mi najwięcej przyjemności. Uwielbiam jeździć traktorem i sadzić na sadzarce. Lubię też jeździć na kultywatorze i za siewnikiem.

 

img_0275 img_9903

 

Jak to się stało, że twoje dzieci znają nazwę każdego warzywa i każdego listka rosnącego w szklarni?

 

Moje dzieci mają bardzo podobne zabawy, jak my 20 lat temu. Najlepsze jest ganianie po polu i brudzenie się.

 

img_0147img_0104img_9867img_0113img_0099 img_0101

 

Przyjeżdżam z dziećmi na weekendy do rodziców i staramy się bywać tam także w wakacje. I zawsze wtedy, kiedy nie ma szkoły i przedszkola. Dzieci są coraz starsze, mają już więcej wolności i pozwalam im coraz więcej czasu spędzać poza zasięgiem mojego wzroku. Lubią znikać w gąszczu krzaków szparagów, albo kukurydzy, lub zakradać się do drugiego gospodarstwa na truskawki. Naturalnie przebywając wśród tych wszystkich dziwnych warzyw, jak rukiew wodna czy musztardowiec i karczochy, znają ich nazwy.

 

img_0190 img_0094 img_9869 img_0080

 

Wszystko im smakuje?

 

Niektóre warzywa uwielbiają, innymi plują daleko. Uwielbiają buraki, brokuły, fasolkę, a Mania jest fanką karczochów i szpinaku. Często zrywamy coś razem, wtedy chętniej jedzą to, co zebrali.

 

 

img_0019img_0017img_0018 img_0066img_0030 img_0073

 

Czy z tego, co zebraliście, przyrządzacie potem coś razem? Zdarza Wam sie razem gotować?

Kiedy pracuję w gospodarstwie mam bardzo mało czasu, żeby przyrządzać posiłki. Dzieci jedzą w szkole i w przedszkolu. Często też szykuję obiady na następny dzień wieczorem, jak już zasną. Kiedy tylko mamy czas, szykujemy coś razem. Staś uwielbia kroić. Lubi robić szarlotkę i leniwe. Świetnie dryluje śliwki i przygotowuje warzywa i owoce do wyciskania soków. A Mania uwielbia wszystko zjadać (śmiech).
img_9982img_9885

img_0051

 

Haniu, teraz padnie pytanie podchwytliwe, przygotuj się. Skąd się biorą dynie?

 

Dynie rosną na polu (śmiech). Najpierw, w tunelu, do malutkiej doniczki wsadza się pestkę. Gdy pestki wykiełkują i rośliny trochę podrosną, wysadza się je w polu, gdzie mają więcej miejsca i dużo ziemi. Dynie są bardzo proste w uprawie. Odporne na szkodniki i choroby. Potrzebują dużo miejsca i dobrej ziemi i kompostu.

 

img_0260img_0204img_0193 img_0197 img_0200 img_0211 img_0212

 

Mieliście ich sporo, kiedy w październiku odwiedzałam Wasz sklep, więc ufam, że Halloween się udało. Bardzo jestem ciekawa, jakie macie plany na święta. Opowiesz?

Co roku przed świętami mamy spory problem. Moja rodzina jest bardzo duża, do tego stopnia, że w Wigilię zasiadamy w gronie ok. 30 osób. U Szymona, mojego męża, wygląda to podobnie i nie umiemy wybrać jednego rozwiązania. Dlatego zaczynamy u pierwszych i kończymy u drugich, a w następnym roku na odwrót. Nie organizuję Wigilii, moja rola ogranicza się do zrobienia śledzia lub pierników wspólnie z dziećmi. Moja ulubiona potrawa to pieczone w piekarniku ziemniaki ze śledziem ze śmietaną i jabłkiem. To nasz postny posiłek przed południem.

Które święta wspominasz najcieplej?

Najlepiej wspominam święta, kiedy Staś miał ospę i musieliśmy zostać w domu. Kochane mamy, przywiozły nam jedzenie z obu Wigilii i nie musieliśmy nigdzie pędzić.

Życzę Ci zatem spokojnych świąt i dzięki ogromne za rozmowę.

***

Rozmawiała: Dominika Janik

Zdjęcia: Kaśka Marcinkiewicz

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.