inspiracje, Zabawa, zabawki

Siła sióstr

Mamy szczęście do ciekawych rozmówczyń. O oldskulowych zabawach, uważności i odważnym podążaniu za intuicją, opowiedzą siostry, Anna i Małgorzata, z pracowni Dzikie Dzieci.

O silnej relacji sióstr mogłyście przeczytać w wywiadzie z Anastazją Bernad. Anastazja i Zosia pomagają sobie w potrzebie i to jest ich codzienność, ale potrafią dodatkowo powołać do życia wspólny projekt, który byłby prezentem dla innych. W ich przypadku były to płyty, nagrywane z zespołem ludowym taty; u Anny i Małgorzaty są to drewniane zabawki i warsztaty, tworzone i organizowane pod szyldem Dzikie Dzieci.

Dziewczyny są blisko z sobą i z naturą. Każda oddaje Dzikim Dzieciom to, co ma najlepszego: Ania zbiera materiały, wymyśla zabawki i je konstruuje; Małgosia – wspiera projekt swoją wiedzą psychologiczną i doświadczeniem macierzyństwa. Razem są komplementarne. Posłuchajcie o ich wielkiej wspólnej pasji i inspirującym dzieciństwie.

***

Kim są Dzikie Dzieci?

Małgosia: Dzikie Dzieci to … moja siostra Anna! To z jej obserwacji i pomysłu powstały. Sama też wykonuje zabawki w swojej pracowni w naszej rodzinnej miejscowości w Górach Świętokrzyskich.

 

 

Ja dołączyłam do projektu niedawno i pomagam, słucham, dzielę się tym, co myślę. Czasem zapisuję to w postaci bloga. Wszystko to przepuszczam przez pryzmat psychologii i obserwacji okiem mamy (śmiech).

Jak Wam się razem pracuje?

Anna: Formalnie zaprosiłam Gosię do projektu całkiem niedawno, choć od początku mi towarzyszyła. Konsultowałam z nią pomysły, rozmawiałyśmy o założeniach. Nie mamy jeszcze utartego schematu pracy. Wszystko dopiero powoli się wykluwa. Mam poczucie, że dzięki temu Dzikie Dzieci w pewnym sensie powstają na nowo.

M: Dobrze się znamy, przyjaźnimy i posługujemy podobnym słownikiem i światem znaczeń. Szczególnie w tym projekcie, ważne i łączące są dla nas wspólne doświadczenia dzieciństwa, dorastania, wspólna zabawa. Dlatego na ten moment, nasza współpraca jest dość łatwa i przyjemna.

Czy Wy też macie wrażenie, że tak wielu ludzi jest zmęczonych dostępnością wszystkiego czego tylko zapragną? Co chcesz, to masz. Czy taka była wasza intencja, żeby zwrócić się ku prostym rozwiązaniom, które wyciszają, pozwalają się zdystansować?

A: Na pewno Dzikie Dzieci stały się takim wyciszeniem dla mnie. Tworząc pracownię, przeniosłam się częściowo z Warszawy na moją rodzinną wieś. To była duża zmiana. Osiągam tu taki poziom skupienia, o jaki trudno w mieście. Nie śpieszę się, pracuję we własnym rytmie, nie dbając o to, czy coś mnie omija. Od zawsze czułam pewne moralne uwieranie związane z konsumpcją. Jeszcze na studiach, pamiętam momenty, kiedy nie miałam grosza. Lubiłam wtedy spacerować po mieście, patrzeć na witryny sklepowe i myśleć sobie, że nic z tego nie mogę mieć.  Czułam ogromną ulgę. Nie musiałam się zastanawiać nad tym, na co mam ochotę. Byłam zwolniona z przymusu konsumpcji. Przeszkadza mi poczucie nadmiaru. Być może, Dzikie Dzieci wpisują się w nurt minimalizmu, co nie było moim założeniem. Projekt zrodził się naturalnie, kiedy zaczęłam pracować z drewnem. Pomyślałam, co by było, gdyby odwrócić proces projektowy. Zamiast projektować na kartce, zacząć od materiału. Brać drewno takim jakie jest, z całą jego różnorodnością, z całym pięknem przypadkowych kształtów. Nie zmuszać go do podporządkowania się moim koncepcjom, ale docenić takim jakie jest w naturalnej postaci. Myślę, że czasem warto przyglądać się temu, co nas otacza i po prostu nic nie dodawać.

 

This slideshow requires JavaScript.

 

M: Mnie w tych zabawkach urzekają trzy rzeczy. Po pierwsze są piękne, zarówno dla oka dziecka jaki i dorosłego. Według mnie, już samo przebywanie wśród nich jest zwyczajnie przyjemne. Po drugie są proste, a zarazem dają nieograniczone możliwości wykorzystania w zabawie. Podoba mi się ich czystość i nie narzucanie funkcji czy znaczeń w zabawie. To dziecko samo konstruuje i wypełnia swoimi znaczeniami dostępne przedmioty. I wreszcie po trzecie, taka zabawka to dla mnie łącznik między tym, co za oknem: lasem, przyrodą, a tym, co w środku. Dla mnie te zabawki zapraszają, żeby wyjść na podwórko i znaleźć ich więcej wokół siebie.

 

 

W co najczęściej bawiłyście się w dzieciństwie? Miałyście ulubione zabawki? 

M: Trudno mi mówić o ulubionych zabawkach. W mojej pamięci pozostały raczej przestrzenie: podwórko, łąka, prowizoryczne boisko, droga, mały las, i oczywiście ludzie, czyli okoliczne dzieciaki. Pamiętam wolność i nieustanne próby realizowania własnych pomysłów, negocjacje przy wyborze zabaw, radość z sukcesów, godzenie się z przegranymi i czasem strach, gdy odkrywaliśmy granice i zasady rządzące światem np. zasada własności, do której mocno przywiązany był nasz sąsiad, gdy nasza piłka po raz kolejny wpadła na jego pole (śmiech).

A: Większość czasu spędzaliśmy na dworze. Graliśmy w gumę, w dwa ognie, w chowanego, w „wywołuję” i oczywiście bawiliśmy się w wojnę. Na polach chowaliśmy się w piaskowych obrywach, jeździliśmy czołgami zrobionymi z powalonych drzew. Budowaliśmy domki i sklepy, czyli ukryte gdzieś za rogiem konstrukcje, przypominające baraki. W sklepie była lada, a na sprzedaż lody z piasku wymieszanego z plakatówkami, żeby miały różne kolory. Najczęściej taki „domek” albo „sklep” powstawał na początku lata i bawiliśmy się w nim aż do jesieni. To były całkiem solidne konstrukcje z drewna i różnego rodzaju śmieci. Jeden taki domek powstawał na całe sąsiedztwo. Owszem, czasem się zdarzało, że starsi chłopcy urządzali akurat wojnę w okolicy i powstawały szkody, ale jakieś konflikty zawsze się pojawiały. Lubiłam też zwierzątka. Zbierałam pijawki i hodowałam je na strychu w słoikach. Na polu z mokrej ziemi i kamieni budowałam fortece dla robaków. Jesienią najczęściej łowiliśmy ryby. Czyli siedzieliśmy przy drodze i łapaliśmy patykami przepływające w rowie liście. Pamiętam jakie były oślizłe, mokre i zimne.

 

 

Małgosiu, w co bawią się twoi synowie?

M: Co do moich chłopców (4 lata i 10 miesięcy), to coraz bardziej widzę, jak sprawdza się myśl, że najprostsze rzeczy dają wielkie możliwości: liny, sznurki, klocki drewniane, koce, kawałki materiału, kamienie, figurki zwierząt, ludzi, kredki, książki, plastelina. To wystarczy, gdy jesteśmy w środku. Gdy wychodzimy na zewnątrz, liczy się kawałek lasu, łąka, kałuża i nie potrzeba nam już nic więcej.

 

 

A: Ja nie jestem mamą. W moim przypadku, zabawki nie powstały z potrzeby zajęcia czasu swoim własnym dzieciom, czy nawet z codziennej obserwacji ich zabawy. Dzikie Dzieci powstały, podobnie jak inne moje projekty, z obszaru sztuk wizualnych czy wzornictwa, z potrzeby tworzenia. Zabawki od początku traktowałam jak obiekty, które powstają w procesie twórczym, bez konkretnego planu czy celu. Dopiero później przyglądałam się im i myślałam, jak dany zestaw można zamknąć w formie zabawki. Zgadzam się moim profesorem z ASP, który mawiał, że to co łączy artystów i dzieci to „umiejętność przyznania sobie samemu wolności tworzenia”. Z tą różnicą, że dzieci mają tę wolność z natury, artyści pracują całe życie nad jej odzyskiwaniem. Czasem patrzę z zazdrością na bezkompromisowość dzieci, na ich odwagę w podejmowaniu decyzji podczas zabawy. Zachwyca mnie to, że nie żałują raz podjętego kroku. Robią rzeczy bez silenia się, jakby świadomie postępowały zgodnie z taoistyczną zasadą wu-wei.

 

 

Jak wygląda wasz typowy dzień pracy? Od czego zaczynacie, na czym kończycie?

M: Dzikie Dzieci zajmują mały kawałek mojego czasu. Najczęściej wieczornego, gdy dzieci śpią. Sposób wymyślania i powstawania zabawek jest fascynujący, z mojego punktu widzenia, i ciekawi mnie, co mówi o tym Ania.

A: Najwięcej czasu spędzam w pracowni i oczywiście na zewnątrz, kiedy trzeba zdobyć nowe materiały. Ostatnio wielką frajdę sprawiło mi piłowanie drewna przy dwudziestostopniowym mrozie.

To Ty tak postrzegasz frajdę!

Poważnie! Nie żartuję, mimo tego, że zimą w mojej pracowni temperatura nie odbiega zbytnio od tej na dworze (śmiech), to jednak wyjście całkiem na zewnątrz – śnieg dookoła, ostre powietrze w gardle – jest bardzo przyjemne. Dzień pracy, w warsztacie Dzikich Dzieci, zaczyna się od palenia w piecu. I czasem już w tym momencie rodzą się pomysły. Niekiedy, zwykłe drewno opałowe okazuje się tak piękne, że po prostu nie mogę wrzucić go do pieca. Takie „okazy” odkładam na później, suszę, jeśli tego wymagają, przyglądam się im i zastanawiam się, jaką zabawkę można zrobić z danego kawałka drewna, ingerując w jego naturalną formę w jak najmniejszym stopniu. Ostatnio spełnia się moje marzenie, w naszym sklepie pojawi się kolekcja „Okazy”. Będą to unikatowe pojedyncze egzemplarze zabawek, wykonane z takich gatunków i kawałków drewna, które zdarzają się tylko raz. Przygotowywanie zabawek to kilka etapów: zdobycie materiału, segregowanie, czyli podejmowanie decyzji jaka zabawka powstanie z którego gatunku i kawałka drewna, następnie – obróbka materiału czyli głównie cięcie i szlifowanie, na koniec olejowanie naturalnym olejem lnianym. Zabawki są w całości przygotowywane ręcznie, dlatego powstają w krótkich edycjach, po około 10 sztuk. Dzień kończę zwykle na wygaszaniu pieca i przygotowywaniu posłania dla kota, który nocą pilnuje pracowni (śmiech).

 

 

Uściski dla kociego strażnika! Cytujecie Richarda Louva – bardzo to popieram! Czy inspirują was także inni myśliciele?

M: Tak, to co pisze Richard Louv jest dla mnie ciekawe. Od 1,5 roku, mój synek jest częścią niesamowitego miejsca, jakim jest leśne przedszkole. To mocno działa na całą naszą rodzinę i przybliża nas do zauważania i korzystania z tego, co za oknem. Na styku pracy i własnych rodzicielskich przemyśleń, bliskie mi jest to, co piszą Jesper Juul, Arno Stern, Lawrence J. Cohen.

A: Duże wrażenie zrobił na mnie Thoreau, jego „Życie w lesie” i „Obywatelskie nieposłuszeństwo”, który zresztą cytuje mój ulubiony fragment z Konfucjusza: „Wiedzieć to, co wiemy, i że nie wiemy tego, czego nie wiemy – oto prawdziwa wiedza”. Od dłuższego czasu towarzyszy mi również „Tao Te King”. Bliska jest mi filozofia taoistyczna i jej główna myśl: istota świata i nas samych ciągle się zmienia, nie można jej uchwycić ani opisać. Być może dlatego, tak bardzo pociągają mnie rzeczy wzięte prosto z natury, takie które są jedyne w swoim rodzaju i myślę, że dzięki temu – prawdziwe. Praktykuję również uważność i wiele czytam na jej temat. Nie mogę się oprzeć, by nie przytoczyć fragmentu z Thoreau: „Zdobywszy to, co potrzebne do życia, może jednak dokonać innego wyboru niż zdobywanie nadmiaru, może się teraz zdobyć na odwagę i żyć (…)”

Opowiedzcie jeszcze o warsztatach – jak przebiegają, co dają uczestnikom i jak otwierają rodziców i dzieci? 

A: „Stolarka dla Dzikich Dzieci” to warsztaty, które przede wszystkim opierają się na pracy z drewnem w naturalnej postaci, takim, z jakiego powstają nasze zabawki. Dzieci mają szansę poznać najróżniejsze gatunki drzew i doświadczyć na przykład tego, że gwoździe lepiej wbija się w sosnę niż w buk. Nie daję dzieciom gotowego materiału, ale z grubsza cięte pniaczki, deski, konary prosto z lasu. One same obrabiają drewno. Piłują, szlifują, czasem wiercą. Drugim ważnym dla mnie założeniem jest to, by pracowały pełnowymiarowymi narzędziami stolarskimi, jak piły czy młotki. Wspieram dzieci, ale staram się ich nie wyręczać, by mogły mierzyć się z zadaniem, samodzielnie oceniając swoje możliwości. Na początku ustalamy zasady panujące w pracowni. Daję im swobodę w granicach panujących zasad, wtedy chętnie przejmują inicjatywę, dbają o narzędzia i wspólne bezpieczeństwo, pomagają sobie wzajemnie. Przygotowuję zadania, dbając, by nie były zbyt sztywne, nie ograniczały możliwości. Następnie pozostaje mi już tylko towarzyszyć im w całym procesie. Obserwuję, jak mocno dzieci zaskakują swoich opiekunów samodzielnością, kiedy na przykład wbijając czterdzieści gwoździ, ani raz nie uderzą się w palec!

 

 

Jak zaczął sie dla Was 2017 rok i jak chciałybyście, by się zakończył? Jakie macie plany?

M: Ten rok zaczął się intensywnie: strona, sklep internetowy, wystawa, warsztaty. Myślę, że dalej będzie konsekwentnie ale spokojniej. Czyli rozwijanie strony, bloga. Czas na nowe pomysły i ich sprawdzanie.

Powodzenia. 

***

Rozmawiała: Dominika Janik

Leave a comment 1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama