Czas wolny, Pomysł na podróż

Rzymskie wakacje

Gwoli ścisłości, mowa będzie o rzymskich feriach. Ale patrząc na zdjęcia Joasi, trudno oprzeć się wrażeniu przemożnego relaksu i wolności, rodem z filmu Williama Wylera. Sami zobaczcie.

Rzym na samym początku wiosny okazał się gościnny i ciepły, zachęcający do spacerów przed wschodem słońca, podróży bez celu, w umiarkowanym oddaleniu od turystycznych przybytków. Joanna wraz z rodziną udała się do włoskiej stolicy po artystyczne uciechy, ale też po beztroskie chwile zabłąkania się w uliczkach, bez zerkania na zegarek, bez patrzenia pod nogi. Posłuchajcie zajmującej opowieści o Rzymie, wrzącym od sztuki i romantyzmu.

 

***

Kiedy i gdzie wyjechaliście? 

Pojechaliśmy całą rodziną, w składzie: ja, mój mąż Mateusz, syn Antek i córka Zosia oraz ukochana lalka Zosi (śmiech) na 8 dni do Rzymu. Wyruszyliśmy w połowie lutego, w czasie szkolnych ferii zimowych.

 

 

Dlaczego właśnie tam?

Potrzebowaliśmy wiosny i ciepła. Poza tym byliśmy kilka lat temu we dwoje w Rzymie i miasto zrobiło na nas wspaniałe wrażenie. Chcieliśmy to pokazać naszym dzieciom, które już są na tyle duże – Antek ma 12, a Zosia 8 lat – że lubią się z nami włóczyć godzinami. Są wytrwałe, cierpliwe i ciekawe świata. Nie trzeba ich namawiać na zwiedzanie. Rzym zapamiętaliśmy jako idealny miks zabytków, galerii i lokalnego uroku. Samo centrum nie jest duże i łatwo wszędzie dojść piechotą. Nie jest to przytłaczające miasto.
Wiemy jednak, że odwiedzanie dużych miast w sezonie i w lecie bywa koszmarem, dlatego wybraliśmy zimę. Zawsze to odrobinę mniej tłumów, kolejek i większa szansa na doświadczenie prawdziwego życia miasta.

 



Jak tam dotarliście?

Polecieliśmy samolotem, co było dla nas wspaniałym przeżyciem, bo w pełnym składzie jeszcze nie lecieliśmy. Podróżujemy zazwyczaj samochodem. Każdy z nas miał swoją walizkę, swoją odprawę, swoje miejsce, swoje podekscytowanie. Zosia trochę się bała startowania, ale ogólnie podróż przebiegła bezproblemowo.

Jaka pogoda czekała na was po przyjeździe?

W Rzymie powitało nas słońce i ok. 16 stopni na plusie. Idealna pogoda na zwiedzanie.

 

 

Jak się przemieszczaliście na miejscu?

Z lotniska i na lotnisko pojechaliśmy taksówką. Można też wybrać lotniskowe autobusy do centrum Rzymu. My jednak mieszkaliśmy dość daleko od centrum, przylecieliśmy późno i nie chcieliśmy się zmęczeni błąkać pomiędzy blokami. Podczas pobytu w Rzymie kupiliśmy tygodniową kartę miejską i mogliśmy się poruszać wszystkimi środkami komunikacji bez ograniczeń. Dzieci do lat 10 jeżdżą za darmo.

Gdzie mieszkaliście?

Wynajęliśmy dwupokojowe mieszkanie z tarasem przez portal Airbnb. Zawsze tam zamawiamy nasze miejscówki. Tym razem wybraliśmy jasne, czyste i wygodne mieszkanie, ale dość daleko od centrum, w zwykłej, niezbyt ładnej dzielnicy. Jednak korzystna cena mieszkania, market na dole i obłędna lokalna pizzeria rekompensowały tę wadę. Spod bloku mieliśmy autobus do metra, a z metra mogliśmy już jechać w dowolnym kierunku.

 

 

Co zrobiło na was największe wrażenie?

Pewnie na każdym z nas co innego. Zosia zapamiętała Muzeum Sztuki Współczesnej MAXXI, Antek – dział ze starymi mapami w Muzeum Watykańskim. Mnie i Mateuszowi bardzo podobało się w Galerii Borghese. Byłam oczarowana czasową wystawą o martwej naturze. Wykorzystuję tę stylistykę w swoich zdjęciach, więc chłonęłam obrazy podwójnie. Notowałam w głowie kompozycję, światło, nastrój.

Podczas poprzedniego pobytu zakochałam się w dzielnicy Garbatella i wiedziałam, że chcę tam wrócić. Nie zawiodłam się. Cudowne miejsce na uboczu, żyjące swoją historią, ale i współczesnością. Zjedliśmy tam najlepsze faworki na świecie. Wróciłam tam sama kolejnego dnia, żeby mieć przestrzeń na spokojne fotografowanie. Magiczny dzień.

 


5 miejsc, które twoim zdaniem, warto w Rzymie zobaczyć.

Najbardziej lubię po prostu być w danym miejscu. Włóczyć się, zaglądać w podwórka, pojechać gdzieś poza centrum, rozłożyć się na kocu w lokalnym parku, zjeść lody na murku. Owszem, oglądam zabytki, ale to chyba jednak nie one są dla mnie najważniejsze. Jestem w stanie zrezygnować z czegoś topowego, jeżeli mam stać w 3-godzinnej kolejce. Tak było z Koloseum – obejrzeliśmy je tylko z zewnątrz. W Rzymie zobaczyliśmy oczywiście Forum Romanum, zabytkowe centrum, Piazza Navona, Fontannę Di Trevi, Watykan, Schody Hiszpańskie, ale tak naprawdę staraliśmy się wydeptać swoje ścieżki.

 

 

Mój mąż biegał o świcie po rzymskich parkach, ja urywałam się na samotne zdjęcia. Wspólnie włóczyliśmy się po dalszych dzielnicach oraz nad Tybrem, gdzie podziwialiśmy malowidła artysty Williama Kentridge’a mówiące o historii Rzymu, wytarte w warstwie brudu.

 

Odwiedziliśmy nasz ulubiony kościół Św. Praksedy z niezwykłymi mozaikami. Ten mały kościółek, stojący w cieniu wielkiej i monumentalnej świątyni Santa Maria Maggiore, łatwo przeoczyć. A w środku kryje skarby. Idealne miejsce na wytchnienie i zadumę.

Pojechaliśmy też do Centrum Sztuki Współczesnej MAXXI, którego budynek zaprojektowała Zaha Hadid – jedna z najwybitniejszych światowych architektek. Tam zobaczyliśmy cudowną wystawę o współczesnym budownictwie Japonii i poruszające zdjęcia jednej z ważniejszych włoski fotografek Letizii Battaglii.

 

 

Nie mogliśmy sobie też odmówić wystawy malarstwa Edwarda Hoppera, która akurat zawitała do Rzymu. Jesteśmy zdecydowanie rodziną „muzealną”, głównie dzięki mojemu mężowi – pasjonatowi sztuki. Odwiedzamy wiele wystaw – od klasycznych po najbardziej awangardowe. Pokazujemy naszym dzieciom, co nas pasjonuje, jakimi jesteśmy ludźmi, jaka jest nasza wrażliwość. Zapraszamy je do naszego świata, a one w nim buszują do woli, ale na swoich zasadach. Nie prowadzamy ich do galerii, żeby je edukować i do czegoś przymuszać. Czasem siedzą na schodkach przed wystawą i nawet na nią nie wchodzą, czasem oglądają z zainteresowaniem. Czasem im się podoba, a czasem nie. Słuchają naszych rozmów, niekiedy proszą o wyjaśnienia. Z tego, co im proponujemy wezmą dla siebie to, co będą chciały. I ile będą chciały. Ale dla mnie obserwowanie dzieci, które oglądają sztukę jest głębokim przeżyciem. Lubię patrzeć na ich skupienie, słuchać ich uwag. Lubię tak spędzać z nimi czas.

 

 

Twoje najmilsze wspomnienie z podróży do Włoch?

Cały pobyt był niezwykle harmonijny. Nasza czwórka jest doskonałym teamem podróżniczym. Jedyne konflikty wybuchają, kiedy zaczynamy się robić głodni i nie możemy znaleźć satysfakcjonującego miejsca na posiłek. Staramy się więc zawsze mieć ze sobą jakieś kanapki, sałatki, przekąski. W przygotowywaniu naszego prowiantu mistrzem jest mój mąż.

Bardzo miłe było wyjście we dwoje przed wschodem słońca do centrum, żeby „upolować” kilka zdjęć. Czekanie na promienie i na otwarcie pierwszego baru z kawą pod Panteonem było bardzo romantyczne.

 

 

 

A dla mnie najpiękniejszy był ostatni dzień, kiedy wybraliśmy się poza Rzym, nad morze i do zabytkowej Ostii Antica – opisałam to wrażenie na blogu. Takie chwile są esencją. Tylko nie można ich pośpieszać. Jedziesz przed siebie. Lekkie zmęczenie nie pozwala ci na zbytnie myślenie. Wybierasz losowo stację podmiejskiej kolejki, na której wysiądziesz. Idziesz wzdłuż pustych teraz hoteli, zamkniętych barów i sklepów. Nie zrażasz się śmieciami na trawnikach i ruchliwą drogą. Przed sobą widzisz pasek morza. Przekraczasz prowizoryczne ogrodzenie przy tarasie, który pewnie w trakcie sezonu, jest zasłany leżakami. Czujesz zapach morza, słońce daje spektakl, wiatr rozwiewa słowa i włosy. Przez chwilę udaje się nie myśleć. Być. Czuć. Rybak zarzuca wędkę, starszy fotograf rozstawia się ze statywem, w budkach-przebieralniach całują się pary. Twoje dzieci uciekają przed falami. Idealny turkus, błękit i granat mieszają się na linii horyzontu. Patrzysz i patrzysz i patrzysz. Aż słońce nie zajdzie za morze. I wracasz zalana endorfinami. Z wdzięcznością, że to się wydarzyło. Na zwykłej plaży, między drogą a tarasem, na końcu podmiejskiej kolejki.

Brzmi jak sen. Czy przypominasz sobie jakiekolwiek przykre albo nieprzyjemne zdarzenie podczas wyprawy?

 Żadnego (śmiech).

Co warto spakować do walizki wyruszając w te strony?

Książki, ale to bez względu na cel podróży (śmiech), do tego wygodne buty, małe plecaczki dla każdego na prowiant i wodę. Ja tym razem czytałam „O wolnym podróżowaniu”, Mateusz „Rachunki włóczęgi” Jarosława Iwaszkiwicza, Antek „U4 Koridwen” i którąś część sagi Ricka Riordana, Zosia nowy numer „Świerszczyka”.

 

 

Jakie pamiątki przywieźliście do domu?

Zosia kupiła sobie naszyjnik z literką Z. Ja wróciłam z przepięknym albumem z wystawy o martwej naturze. Pamiątkami są też zawsze dla nas bilety, foldery i pocztówki.

Jaka piosenka najlepiej oddaje klimat waszej wyprawy?

Słuchaliśmy oczywiście Adriano Celentano – 80-letniego włoskiego pieśniarza, który we Włoszech ma taki status, jak u nas Maryla Rodowicz. Uwielbiamy go, szczególnie podczas włoskich wypraw.

 

Leave a comment 7 komentarzy

  1. Zarówno Rzym jak i w ogóle całe Włochy zdobyły moje serce i z pewnym sentymentem będę tam wracać nie raz. Nie mam zbyt dużo funduszy, ale dzielnie śledzę internet w poszukiwaniu ofert i dość kuszące ceny znalazłam na topdeals4travel, cos czuję że kolejna wycieczka się zbliża.

  2. Przepiekna relacja, opowiadanie Joasi jak bajka….mieszkałam w Rzymie na Garbatelli i kocham to miasto…jestem italianistka i doceniam jeszcze bardziej takie cudne zdjęcia. Rozmarzyłam się i przeniosłam na chwile do Rzymu;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama