Dziecko, inspiracje

Konkurs z mappka.pl

Upały w naszych domach, a my chętnie spędziłybyśmy je na plaży lub w cieniu oliwnego drzewa. Ale skoro się nie da, organizujemy sobie rzymskie wakacje w domu.

Mappka znów zainspirowała nas do globtroterskiej zabawy. Wśród dziewczyn Malwiny nastąpił rozłam, jedna chce do Toskanii, druga do Rzymu… I jak to pogodzić, kiedy mamy przed sobą zaledwie jedno popołudnie?

Wizja pizzy na obiad przekonała każdego, jedziemy do Rzymu podziwiać Koloseum! Zanim kulinarna rozpusta, najpierw trochę edukacji zaserwowanej nam podczas wirtualnej podróży.

Wyciągamy mappkę i zaczynamy nasze wirtualne zwiedzanie. Podobno dopóki stoi Koloseum, istnieje Rzym – symbol Wiecznego Miasta oparł się wojnom, katastrofom czy kradzieżom trawertynu – surowca, z którego powstał. Dziewczyny od razu zauważają, jak fajnie byłoby się w takim amfiteatrze pobawić w chowanego! No, nie usiądziemy w jego cieniu, ale możemy poudawać, że właśnie jesteśmy w bella Roma.

Uff, jak gorąco, dziś Warszawa goni liczbę kresek na termometrach przy Piazza San Pietro. O wyjeździe na najbliższą od Rzymu plażę Capocotta możemy pomarzyć, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby założyć kostium kąpielowy w nagrzanym warszawskim mieszkaniu!

Zabawa z mappką rozbudziła w dziewczynach nie tylko apetyt na rzymskie wakacje, ale też na włoskie smaki. Co dziś na obiad? Pizza, a jakże inaczej. Dobrze, że niedaleko jest pizzeria, tato dwie pizze na wynos!

Dzieciaki zajęte układaniem mappkowych puzzli, może jest szansa na balkonowe espresso tylko we dwoje?

Arrivederci, Roma!

Więcej o mappce przeczytacie tu a pozostałe inspiracje podróżnicze z naszego cyklu znajdziecie tutaj.

Ale z mappką się nie żegnamy! Mamy dla was konkurs: polubcie fanpage mappki i napiszcie w komentarzu pod postem, która destynacja jest waszą wymarzoną na rodzinny wypad. Jaki kraj chciałybyście pokazać dziecku i dlaczego? Czekamy od dziś do 25 czerwca, wyniki ogłosimy 27 czerwca! A do wygrania jedna mappka, szykujcie miejsce na ścianie!

zdjęcia: Malwina/Nanuszka

 

 

 

Leave a comment 9 komentarzy

  1. We LoVe Roma😍 Jesteśmy wesołą rodzinką z włoskim temperamentem, kochamy słońce, kuchnie włoską,ich muzykę szczególnie tą starą, tata kocha tylko włoskie auta:) myśle że tam czulibyśmy się jak u w domu 💗

  2. Bardzo chciałabym pokazać dziecku Argentynę , pojechać do Buenos Aires a z niego do dzielnicy Palermo. Poznać nową kulturę, zwiedzać, przeżywać a przy tym wszystkim wyśmienicie się bawić. Chciałabym przechadzać się po małych , uroczych uliczkach, parkach położonych blisko jeziorek, a wieczorami usiąść w przytulnej restauracji i cieszyć się z czasu spędzonego razem. Pojechać do Parku „De La Costa” w Buenos Aires , a także szlifować do perfekcji hiszpański, którego uczymy się od pewnego czasu. To marzenie jest bardzo odległe , ale wierzę że kiedyś się spełni 🙂

  3. Portugalia…woda, słońce, bajkowe uliczki, bardzo chciałabym pokazać moim dziewczynom ten piękny kraj, jeśli wszystko dobrze się ułoży już za dwa lata wybierzemy się tam samochodem, aby po drodze móc zatrzymywać się w równie pięknych miejcach i mieć niezapomniane przeżycia.

  4. A my najchętniej wybralibyśmy się do Indii. Chciałabym pokazać moim córką tak odmienną kulturę. Żeby zobaczyły ogromne kontrasty jakie tam są – bieda obok bogactwa, brud obok czystości, zabytki obok nowych wspaniałych miast. Żeby poczuły że czas tam się nie liczy a ważne są inne wartości.

  5. A ja bym chętnie zabrała moje dzieciaki do Afryki. Uwielbiają zwierzęta i taka wycieczka po Safarii gdzie obok biegną zebry, a na drodzę stają nam słonie bądź żyrafy byłaby dla mojego syna rewelacyjna. Chodzi teraz z lornetką i plecakiem mówiąc, że jest podróżnikiem. Taka wyprawa byłaby nie lada przygodą. Spełniając jego marzenie spełniłabym marzenie całej rodziny.

  6. Najchętniej pokazałbym moim córeczkom Prowansję, bo pięknie tam szumią trawy. Właśnie tak zapamiętał mi się ten kawałek ziemi. A one tych szumów są ciekawe i kolorów zagranicznej trawy. 😉 Jedna marzy, że spotka tam może uśmiechnięte rumianki i niezapominajki. A druga dodaje, że na pewno w tych trawach ukryły się biedronki. Śliczne, czerwone w czarne kropeczki, malutkie biedroneczki. A ja myślę, że miałyby tam szansę zobaczyć nawet i niebieską żabkę oraz flaminga tak różowego, jakby księżycowego – i na pewno nie jednego! Po tą pyszną paletę barw zabrałbym je tam bardzo chętnie. 🙂

  7. Ja najchętniej zabrałabym dzieci do Chengdu. Mieszkałam tam rok, wyjechałam na stypendium aby doskonalić znajomość języka chińskiego :). To wspaniałe miasto, jak zresztą całe Chiny. Pamiętam jak gdy już minął mi jet lag przeczytałam zdanie: nie powinno się przyjeżdżać do Chengdu za młodu, ponieważ to magnetyczne miasto rzuca na człowieka urok, który sprawi, że albo porzuci się wszystko i zamieszka tam albo wyjedzie i będzie się ciągle i niezwykle mocno za Du tęsknić…. Ja wyjechałam, lecz często zastanawiam się czy aby na pewno dobrze zrobiłam. Ach Chengdu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama