Rozstanie i co dalej?

Rozmowa z z Agnieszką Stein

Życie pisze różne scenariusze, nie wszystkie kończą się happy endem. Rozstanie rodziców to duża zmiana w życiu dziecka i odchodzących od siebie parterów, ale nie demonizujmy jej.

Rozmawiam dziś z psychologiem Agnieszką Stein o tym, co dzieje się z rozpadającą się rodziną. Jak rozmawiać o tym z dzieckiem, jak je przez to przeprowadzić i jak się nim zaopiekować w nowym układzie. Mówimy o dzieciach i dorosłych, którzy w tej trudnej chwili, częściej dużo od siebie wymagają, zamiast o siebie zadbać.

*

Wszystko zaczyna się od kryzysu.

Kryzys to słowo, które warto oswoić. Interwencja kryzysowa definiuje kryzys jako sytuację, w której stare narzędzia, którymi się posługujemy, nie wystarczają i potrzebujemy wypracować nowe. Myślę, że całe nasze życie składa się z kryzysów – to takie momenty, w których zaczyna się rozwój. Nie spodziewam się, że jakikolwiek związek może funkcjonować bez kryzysów i chyba właśnie umiejętność pokonywania ich sprawia, że niektóre związki trwają dłużej niż inne.

Warto chodzić na terapię par?

Warto, terapia par pełni różne role. Ludzie, którzy mają dużo siły i chęci na konstruktywną współpracę nad związkiem, mogą skorzystać z tego jako para i coś naprawić. Natomiast często pary przychodzą za późno, ale wtedy też warto, by dobrze przejść przez rozstanie. To bardzo ważne. Za mało jest terapeutów, którzy tak pracują, a to przecież pomaga zbudować potem dobrą relację rodziców wspólnych dzieci – pełną współpracy i szacunku, może nawet sympatii.

Pomówmy o sytuacji, w której jako partnerzy stajemy pod ścianą.

To często sytuacja, w której to jest już kolejny kryzys, a poprzednie nie zostały rozwiązane. To bywa też taka sytuacja, w której jedna ze stron chce działać, a druga się poddaje i rezygnuje.

To sytuacja między dorosłymi, a obok są dzieci.

Dla mnie to naturalne, że kiedy rodzice przeżywają coś trudnego, to niełatwo jest im zająć się dziećmi. Najlepszą rzeczą, jaką mogą w takiej sytuacji zrobić, także dla swoich dzieci, to zająć się sobą. W czasie, kiedy jesteśmy w silnych emocjach, jesteśmy czymś przerażeni, czujemy się samotni, zagubieni, to trudno jest widzieć dziecko – to naturalne. Przychodzą do mnie rodzice w takich momentach i mówią, że mają plan, żeby się teraz skupić na dziecku, ale to nie wychodzi, bo zamiast dziecka widzą swoje strachy, dlatego uważam, że efektywniejsze wtedy jest zajęcie się sobą, by móc ruszyć do przodu.

Na przykład skonfrontować się z decyzją o rozstaniu?

Moim zdaniem, to może być kontrowersyjne, wiele związków rozpada się za późno. Ludzie nie rozstają się, kiedy mogą się jeszcze ze sobą skomunikować, szanują się i mogą wypracować coś wspólnego. Znam takie pary, które rozstając się w dobrym momencie, wróciły do siebie. Niestety często rozstajemy się wtedy, kiedy jest już nagromadzenie żalu, wrogości, walki, trudno jest wtedy zobaczyć drugą osobę inaczej, niż kogoś kto zadał nam bardzo dużo bólu. Kiedy para przeczekuje, wytrzymuje i poświęca się dla dobra dzieci, zaprzeczając sobie, wtedy trudno zbudować sytuację, w której ludzie się rozstają, ale nadal są rodzicami jednego dziecka i muszą współpracować.

Bycie w związku tylko w imię dobra dziecka to zły pomysł?

To trudna sytuacja, ludzie są zbyt skomplikowani, żeby dało się przeprowadzić taki prosty podział, mówiący o tym, że jak rodzice są razem, to dziecko radzi sobie w życiu lepiej od tego, którego rodzice się rozstali. Przecież ci, którzy ze sobą są tylko ze względu na dzieci, nie tworzą zgodnej, kochającej się, harmonijnej rodziny. Tam jest cały czas intensywny konflikt.

Jak to wpływa na dzieci?

One ponoszą koszt takiego układu. Ciągłe napięcie, brak komunikacji, brak wsparcia emocjonalnego, bo taka sytuacja bardzo rodziców drenuje. W domu, w którym jest wrogość, dzieci ją odczuwają, nawet kiedy ona nie jest bezpośrednio kierowana do nich. Nawet, kiedy rodzice starają się hamować przy nich, to przecież są dla siebie oschli, zimni, nie szanują się. Znam takie sytuacje, kiedy dzieci chciałyby, żeby rodzice się rozstali. Starszym dzieciom zdarza się zareagować na wiadomość o rozstaniu: „nareszcie, czemu tak długo to musiało trwać?”. Zdarza się im przyznać, że jest im teraz lżej. Dla nich to koniec trudnej sytuacji, w której są między jednym a drugim rodzicem, bez wsparcia.

ilustracja: Paulina Derecka

Jak rozmawiać z dziećmi o rozstaniu? 

Najlepiej byłoby, gdyby rodzice mówili razem, ale jeśli jest to niemożliwe, to mówiłabym to samo, jako jeden rodzic. Ważne jest, żeby mówić o tym, co się wie, o tym, co jest dla nas jasne, nie starać się na siłę czegoś tłumaczyć tworząc fikcję. Rodzice często mają takie przekonanie, że dziecko wymaga więcej, niż oni mogą mu zapewnić. Pytają, co mówić, kiedy jedno z rodziców chce się wyprowadzić. Nie wiedząc co dalej, radzę, by się do tej niewiedzy przyznawać. Mówić o tym, jak jest. Nie kłamać, bo im dłużej się kłamie, tym trudniej powiedzieć prawdę.

Możemy pokazać dziecku, że nam jest trudno w tej sytuacji?

Jeśli tak jest, to nie ma takiej możliwości, żeby dziecko tego nie zauważyło. Jeżeli będziemy udawać, że tak nie jest, dziecko to wychwyci i będzie to dla niego trudna, niezrozumiała sytuacja.

Jak mówić o powodach rozstania?

Ostrożnie. Pamiętajmy, że jeżeli powiemy, że winę za tę sytuację ponosi jedna ze stron, to dziecko będzie miało trudniej w relacji z tym rodzicem. Jeżeli jest to możliwe, to dojrzałym będzie mówienie o tym, jako o wspólnej, dorosłej decyzji. Można powiedzieć, że uznaliśmy, że lepiej dla naszej relacji będzie, kiedy będziemy osobno, ale nadal jesteśmy rodzicami – nadal będziemy się dziećmi zajmować, ale nie chcemy być już parą. Nie mówiłabym dzieciom tego, że już się nie kochamy, ponieważ miłość jest dla dzieci bardzo istotna i po takiej informacji, mogą się zastanawiać, czy ich też przestaniemy kochać, skoro miłość jest czymś takim, co się kończy.

Nawet starszym dzieciom, które pytają o to wprost?

Miłość nie jest prostą sprawą. To nie tylko emocja, to również umowa między ludźmi. Można się kochać, ale nie umieć ze sobą być, sytuacje są bardzo różne. Trzeba uważać na słowa, na to, co dziecko z nich zrozumie.

Jak dzieci przyjmują wiadomość o rozstaniu?

Powiedziałabym, że im dzieci są młodsze, tym łatwiej, bo one nie mają jeszcze wzorca normy. Małe dziecko, każdą sytuację wokół siebie przyjmuje jako swoją rzeczywistość. To nie jest tak, że świat wywraca mu się do góry nogami, tylko zmienia. Kiedy dziecko się przeprowadza do innego miasta, albo kiedy zaczyna chodzić do przedszkola, to też mu się dużo zmienia. Nie ustawiałabym tej jednej zmiany jako największej. Małe dziecko potrzebuje czasu, by się do nowej sytuacji przyzwyczaić. Potrzebuje konkretnych informacji, żeby zrozumieć, jak teraz będzie, gdzie będzie mieszkało, z kim i kiedy będzie widywało drugiego rodzica. Natomiast u dziecka w wieku szkolnym dochodzi porównanie się do innych ludzi. Dla nich ważną informacją będzie to, że właściwie w każdej klasie jest kilkoro dzieci, których rodzice się rozstali. Przez to mają już jakoś zbudowany obraz takiej sytuacji, są w nim fajne rzeczy, ale są też i trudne.

Co się może dziać z dzieckiem na początku?

Może być bardzo różnie. Może być bardziej rozdrażnione albo wyciszone, może silniej reagować na wiele różnych sytuacji. Na początku, na etapie organizacji nowego życia, może być mu nawet łatwiej. Trudno może być po miesiącu, dwóch, trzech, kiedy sytuacja się stabilizuje. To jest też moment, w którym dziecko widzi, że rodzice mają więcej przestrzeni, żeby zobaczyć jego emocje.

Na co powinniśmy zwrócić uwagę, jak pomóc dzieciom z ich emocjami?

Dokładnie na to samo, na co zwraca się uwagę z każdym innym dzieckiem, kiedy jest mu trudno. Warto widzieć zachowania dziecka, nie jako objaw jego posłuszeństwa czy nieposłuszeństwa, tylko jako objaw tego, co się u niego dzieje. Jedną z częstszych rzeczy, którą robią rodzice po rozstaniach, jest interpretacja wszystkich zachowań dzieci, zwłaszcza tych trudnych, w kontekście ich rozstania. Znacznie częściej są to sytuacje albo rozwojowe, albo związane z konkretną bieżącą trudną sytuacją.

My rodzice wyolbrzymiamy temat rozstania, bo mamy poczucie winy?

Takie mamy uwarunkowania kulturowe, żeby utrzymać status quo, więc to utrzymanie wymaga nadania dużego znaczenia pewnej konstrukcji. Narracja na ten temat jest zawsze w określonym celu. Na przykład, mówienie, że dzieciom dzieje się krzywda, kiedy rodzice się rozwodzą, ma zniechęcić ludzi do podejmowania takich decyzji. Kultura uznaje, że bycie w związku jest większą wartością, niż rozstawanie się, a sytuacja, przynajmniej w Polsce, tak jak ją widzę, jest taka, że wiele dzieci odzyskuje kontakt ze swoim ojcem po rozstaniu rodziców. Tradycyjnie, w polskich rodzinach rodzinach, najczęściej podział obowiązków jest taki, że matka zajmuje się dziećmi, a ojciec pracą zawodową. Natomiast po rozstaniu, ci ojcowie, którzy byli wycofani, zauważają, że żeby mieć kontakt z dzieckiem, muszą o to aktywnie zadbać. Ten kontakt jest wtedy bardziej przemyślany, lepiej zorganizowany. Często ojcowie chcą mieć opiekę naprzemienną i bardzo się angażują, to jest duża korzyść dla dziecka.

Właśnie, jak podzielić się opieką?

Chyba nadal najczęstszym modelem w naszym kraju jest taki, kiedy dziecko jest u mamy w tygodniu, a u taty w weekendy, ale to się powoli zmienia. To chyba jest decyzja ojca – to on ma wybór, czy chce być ojcem, czy fajnym wujkiem. Jeśli zabiera się dzieci raz na jakiś czas albo odwiedza, to nie jest się do końca ojcem, bo pełni się tylko funkcje rozrywkowe. Nie wspiera się dziecka w rozwoju, nie zajmuje się jego emocjami, nie jest się z nim w trudnych lub ważnych chwilach, tylko od czasu do czasu jest się z nim towarzysko. Żeby być dla dziecka ojcem, trzeba z nim spędzać czas i trzeba z nim robić trudne rzeczy.

Opieka naprzemienna jest dobrym rozwiązaniem?

To jedyny model, który pozwala obu stronom na taki sam wkład zaangażowania, ale nie jest on dla wszystkich. Sprawdzi się tylko wtedy, kiedy ludzie potrafią się dogadać, bo to rozwiązanie, które wymaga stałej współpracy między rodzicami. Wymaga bycia na bieżąco, informowania, co dzieje się z dzieckiem, kiedy jest u drugiego rodzica. Sprawdzi się, kiedy oboje rodziców chce brać odpowiedzialność za swoje relacje z dziećmi. Wymaga samodzielności, umiejętności załatwienia wielu spraw, pójścia do lekarza, kupienia ubrania itd. Wymaga też zaufania – pamiętajmy, że wiele związków rozpada się przez przemoc, w takiej sytuacji odradzałabym taki model opieki.

To chyba też trudne, kiedy do tej pory przy dziecku wszystko robiła matka?

Jeśli rodzice przed rozstaniem bardzo dzielą się opieką, to po rozstaniu nie za wiele się dla dziecka zmienia. Natomiast jeśli wszystko do tej pory robiła mama, a teraz tata chce zabrać dziecko na dwa dni – a nigdy wcześniej go na przykład nie usypiał – to dla dziecka to jest nowa sytuacja i ono potrzebuje czasu. Dla małego dziecka okoliczności, których nie zna, niekoniecznie wydają się fajne. Wtedy trzeba działać małymi krokami i obserwować dziecko.

Tydzień u mamy, tydzień u taty?

Dla małych dzieci często to są dwa dni tu, dwa dni tam. Albo trzy dni u mamy, dwa dni u taty. Dla mnie idealny model opieki naprzemiennej wygląda tak, że rodzice się ze sobą dogadują, kto jaką część opieki na siebie bierze, biorąc pod uwagę swoje możliwości i potrzeby dziecka. Im dziecko jest starsze, to nie tylko jego potrzeby, ale też jego stanowisko. To dobra sytuacja, bo w różnym wieku i w różnym czasie te potrzeby mogą się zmieniać i nie jest to nic złego.

Co jest ważniejsze, mieć plan czy reagować spontanicznie na potrzeby dzieci?

Warto mieć plan, ale warto też w tym planie obserwować dziecko i jego potrzeby. Nie chodzi mi o to, by dwulatek wybierał, u kogo będzie spał, niech to będzie decyzją rodziców. Ale kiedy widzimy, że dziecku z tym planem jest trudno, zastanówmy się dlaczego i co zrobić, by było mu łatwiej.

A co z głosami, które mówią, że dzieci żyjące w dwóch domach mają problemy z budowaniem tożsamości?

Nie ma żadnych badań na ten temat. Nie wiem, dlaczego posiadanie jednego domu miałoby być warunkiem budowania tożsamości – nie ma żadnego mechanizmu, który miałby za to odpowiadać. Myślę, że jest większa różnica między dzieckiem, które u taty czuje się jak gość i właściwie nim jest, a dzieckiem, które u taty czuje się jak u siebie. Jest u ojca na prawach domownika, ma swoje miejsce, swoje rzeczy, respektuje się jego działania. To wydaje mi się mocniejsze.

ilustracja: Paulina Derecka

Co w sytuacji, kiedy jeden z rodziców, do tej pory aktywny, znika?

Dla dzieci to trudne. Wtedy rzeczywiście tęsknią.

Co możemy zrobić?

Pamiętajmy, że nie da się nikogo zmusić do relacji z dzieckiem. Widzę różne wysiłki, zwłaszcza kobiet, które wyznaczają terminy spotkań itd. I to jest tak, że trochę mają do tego prawo, bo ojciec jest tak samo odpowiedzialny za dziecko, jak one. Ten okres, kiedy to ojciec zajmuje się dzieckiem, to jest czas, w którym matka może się zająć swoimi sprawami. Ale realia są takie, że rodzic, który nie chce zajmować się dzieckiem, notorycznie zawala kolejne terminy, albo bierze dziecko, ale nie angażuje się w ten wspólny czas, wiezie je do dziadków, cioć, nowej partnerki itd. Warto się zastanowić, czy ta obecność rodzica, który się nie angażuje, faktycznie jest nam potrzebna, czy wkraczamy w jakiś obszar fikcji. Bo może to jego pojawianie się przynosi więcej złego – więcej stresu, strachu, zawodu.

Co powiedzieć dziecku w tej  sytuacji? Jak to wytłumaczyć?

Tłumaczenie jest bardzo kuszące, ale wcale bym się tym nie zajmowała, bo to często sytuacja, w której my chcemy mówić o czymś, o czym nie wiemy. Nie wymyślajmy, bo to powoduje znacznie więcej kłopotów. Naszą rolą jest być z dzieckiem, towarzyszyć mu w jego stanach, robić najlepiej to, co jest po naszej stronie, dbać o swoją relację z dzieckiem.

Słusznie rodzice obawiają się, że rozbicie rodziny może utrudnić dziecku w przyszłości relacje partnerskie?

Nie ma żadnych badań na ten temat, to znowu bardzo indywidualne kwestie, bo wracamy do tego, że w pełnej rodzinie, ale źle funkcjonującej, dziecko też nie widzi dobrego obrazu. Ważniejsze są relacje, jakie tworzą rodzice z dzieckiem, niż to, czy rodzice są razem, czy nie.

Kiedy warto rodzinnie przyjść do psychologa?

W momencie, kiedy rodzic czuje, że sobie nie radzi i potrzebuje wsparcia. Rodzice przychodzą przed rozstaniem i chcą się przygotować do reakcji dziecka, ale ja uważam, że nie ma co pisać scenariuszy, bo dzieci mogą reagować bardzo różnie i nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć. Rzadko zdarza się, żeby rodzice musieli przyjść w takiej sytuacji z dzieckiem, opieka nad nim w takim momencie, to ich robota. Dziecku trudno będzie otworzyć się na obcą osobę. Raczej widuję dzieci rodziców, którzy jakiś czas po rozstaniu przychodzą i mówią, że odkąd nie są razem, z dzieckiem dzieje się coś złego. Wtedy przyglądamy się temu bliżej. I tak jak wspominałam, najczęściej wychodzą wtedy zupełnie inne kwestie.

Jak wprowadzić dzieci w sytuację, kiedy pojawia się nowy partner?

Zachęcam, żeby zwrócić uwagę na to, że kiedy pojawia się ktoś nowy, kto się wprowadza, to wchodzi w rolę opiekuna – jest osobą, z którą dziecko buduje relację i rozstanie z takim partnerem dla dziecka będzie równie ważne, co rozstanie rodziców. Z tą różnicą, że ten partner może nie czuć się zobowiązany, by utrzymywać kontakt z dzieckiem. Trzeba wziąć odpowiedzialność za relację, którą buduje się z dzieckiem. Dobrze byłoby, żeby ta nowa osoba, która w nią wchodzi, rozumiała, że ma zobowiązanie nie tylko wobec partnera, ale i wobec dziecka.

Chyba więc nie powinniśmy się spieszyć.

Zachęcam, by wprowadzać nowego partnera w życie dziecka, wtedy, kiedy mamy poczucie, że to jest na poważnie. Nie trzeba robić z tego tajemnicy, ale zaczekajmy z mówieniem, że to jest osoba, którą kocham, z którą chcemy żyć, bo to jest moment, w którym dziecko układa sobie w głowie, kim dla niego jest ta osoba. Jeśli nowy partner nie ma w sobie przestrzeni na budowanie relacji z dzieckiem, to warto się zastanowić. To jest też trudna relacja dla nowego partnera, bo ma dużo zobowiązań, ale mało praw. Nie jestem rodzicem i dziecko ma prawo nie chcieć czegoś od niego albo z nim. Tu wszystko trzeba zbudować od zera, tu nic nie jest dane tak, jak rodzicom. To wymaga czasu i różnie może wyglądać. Zwłaszcza, kiedy dziecko jest starsze, to można usłyszeć: „nie jesteś moją mamą/tatą, nie chce z tobą rozmawiać. Nie dotykaj mnie”. To ma inne znaczenie, niż kiedy dziecko mówi to do rodzica. Trzeba bardzo uważać, żeby dziecko miało prawo do swoich granic i swoich przestrzeni.

Jak wesprzeć dziecko, które ma trudności w tej sytuacji?

To jest taka umiejętność niestawania po stronie nowego partnera przeciwko dziecku. Trzeba to oddzielić: tu jest moja dorosła relacja, tu jest moja relacja z dzieckiem. Warto pamiętać, że nowy partner nie wprowadza się tylko do mojego domu, ale także wprowadza się do domu dzieci i one potrzebują czasu na proces, w którym akceptują nową osobę w swojej przestrzeni. Ten człowiek na początku naprawdę jest gościem.

Jeśli nasi obecni partnerzy, nie są akceptowanie przez byłych, to sytuacja, w której współpraca rodzicielska może nie być już taka gładka.

Zawsze w takiej sytuacji mówię rodzicom, żeby pamiętali, że nie są już w związku z tą drugą osobą i ona ma prawo żyć życiem, które sobie wybiera.

Boimy się, że nowy partner będzie miał wpływ na nasze dzieci.

Będzie miał realny wpływa na nasze dzieci, jak każda osoba, która się do nich zbliża. Jeśli dochodzi do tego strach o skrzywdzenie, to musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: czy ja ufam mojemu byłemu na tyle, że wiem, że on nie da skrzywdzić dzieci, że jemu zależy na dzieciach? Warto pamiętać, że nie da się mieć wpływu na to, jak będzie wyglądała relacja drugiej osoby z dzieckiem. Tego się nie da zrobić, nawet wśród rodziców, nawet gdy są razem. Nie możemy mieć wszystkiego pod kontrolą, mieszkając razem, a tym bardziej nie powinniśmy i nie możemy mieć, kiedy partner się wyprowadza, a takie jest często oczekiwanie. Zaczyna być więcej oczekiwań, a nie mniej. Warto sobie uświadomić, że jeżeli będę miał za dużo oczekiwań, to dużo rzeczy będzie robionych w tajemnicy przede mną. Jeżeli zabronię mojemu ex spotykania się z kimś, to przecież on mnie nie posłucha, tylko nie będzie mnie o tym informował. Tak ludzie działają. Warto wiedzieć, że to nie jest moja pozycja, żeby wyrażać zadowolenie albo niezadowolenie z tego, jak druga strona układa sobie życie, bo my już nie jesteśmy razem. Warto po rozstaniu, z radością i otwartym sercem słuchać, jak dziecku jest dobrze z drugim rodzicem i jak dobrze, mu w relacji z nowym partnerem rodzica.

Co my, dorośli, którzy mamy być motorem dla dzieci, mamy zrobić dla siebie, żeby mieć siłę po rozstaniu? Często to przecież nie jest wspólna decyzja.

Trzeba przyjąć do wiadomości, że jest tak, jak jest. Oczywiście, osoba, która jest inicjatorem rozstania, radzi sobie lepiej z tą sytuacją, bo ona już wie o tym dłużej i ma to już przepracowane, zanim jeszcze powie, że chce się rozstać.

Czeka nas budowanie nowej relacji z byłym partnerem, bycie z dziećmi, ale też budowanie swojego dorosłego życia na nowo.

Bardzo mi się podoba takie stwierdzenie, że na jakość związku wpływa jakość relacji z innymi dorosłymi. Parterowi trudno być w takiej pozycji, w której ja domagam się zaspokojenia wszystkich moich potrzeb od jednej osoby. Pielęgnowanie relacji poza związkiem to ważny element dbania o związek. Natomiast, kiedy się rozstajemy, to ten element staje się jeszcze ważniejszy. Nie możemy być w takiej sytuacji, że mamy relacje tylko z dziećmi. Warto mieć relacje z innymi dorosłymi, na których można liczyć. To jest ważne dla każdego dorosłego, a zwłaszcza dla rodzica, bo to ładuje akumulatory. W tym kontekście lubię określenie samodzielny rodzic, nie samotny.

A takie spojrzenie samych na siebie? Bo przecież zaczynamy budować się na nowo.

Sytuacja rozstania to taki moment, kiedy życie zwraca nam uwagę na nas samych i wkładamy dużo wysiłku w to, żeby za tym nie pójść. Jeżeli jest mi trudno, to trzeba przestać udawać, że tak nie jest. Kiedy się boję, to mówię sobie, że to jest w porządku, a nie udaję, że tego nie ma. Daję sobie przestrzeń na płacz, nie wstydzę się tego, bo to jest właśnie czas na to. A nam się wydaje, że jak pokażemy, że jest nam trudno, to uznane to będzie za naszą bezsilność. Włącza się wtedy wstyd, poczucie zawodu, że nie jestem taki, jaki powinienem być.

Nie umiemy o siebie zadbać? 

Dla kogoś, kto zajmował się kryzysem związku, domem itd. może być trudne znalezienie sobie miejsca, kiedy to wszystko znika. Wtedy trzeba zająć się swoimi emocjami. To ogromny problem naszego społeczeństwa – wyrzucamy sobie, kiedy robimy coś dla siebie, kiedy sami o siebie dbamy. Nie widzimy tego, jako taki pierwszy krok do wszystkich dalszych rzeczy, które mamy robić. My to widzimy jako jakieś zabieranie czegoś komuś.

Nieudany związek to nasza porażka?

Myślę, że czasem bardzo dużą dojrzałością jest przyznać się, że czegoś nie udźwignęliśmy. Znam ludzi, którzy po rozstaniu doskonale się dogadują, znacznie lepiej, niż kiedy byli razem. Spędzają wspólnie święta, jeżdżą na rodzinne wakacje, to lepsze dla wszystkich.

Dziękuję za rozmowę. 

Rozdział poświęcony tej tematyce, znajdziecie w książce „Dziecko z bliska idzie w świat” autorstwa Agnieszki Stein.

Rozmawiała: Paulina Filipowicz

*

Agnieszka Stein jest psychologiem. Już od 1999 roku pomaga dzieciom i ich rodzicom radzić sobie w różnych sytuacjach. Udziela pomocy rodzicom zagubionym w gąszczu obecnie dostępnych, często wzajemnie sprzecznych porad i zaleceń. Pomaga im czerpać radość z rodzicielstwa i osiągać równowagę między potrzebami wszystkich członków rodziny. Współpracuje z przedszkolami i szkołami, doradza nauczycielom. Specjalizuje się w pracy w nurcie Rodzicielstwa Bliskości, a więc za podstawowy czynnik tworzący skuteczną opiekę rodzica nad dzieckiem uważa ich wzajemną relację. Dużo podróżuje, sporo pisze – jest autorką dwóch książek dotyczących Rodzicielstwa Bliskości: „Dziecko z bliska” oraz „Dziecko z bliska idzie w świat”. Ukazała się też książka-rozmowa z Agnieszką pod tytułem: „Potrzebna cała wioska”. Ostatnią książką Agnieszki jest „Akcja adaptacja. Jak pomóc sobie i dziecku w zaprzyjaźnieniu się z przedszkolem”.