inspiracje, Jedzenie

Rodzinne gotowanie

Są takie domy, w których życie kuchenne wykracza poza metraż kuchni. Dźwięk pokrywek, próbowanie palcami, podglądanie przez szybkę piekarnika, wysypywanie mąki na podłogę. Dzień powszedni. 

Ogarnianie kuchni przy trójce maluchów, które pomagają, jakkolwiek zdefiniujemy sobie słowo pomoc. Znacie to?

Gdy przekraczamy próg gdyńskiego domu Krystyny i Marcina, wita nas zapach domowego chleba i gwar. Czasem dobrą energię czuję się od pierwszej sekundy i tak też jest tutaj! Zanim porozmawiamy i przejdziemy do rodzinnego gotowania z Diogra, nie sposób odmówić sobie pogawędki przy kawie. Siedząc w kuchni, oczywiście! Poznajcie się!

Krysia, opowiedz o was. Ty, Sum, Eryk i bliźniaki. Kto jeszcze?

Jesteśmy lekko szurniętą rodzinką „2+3+pies+wąż”. Eryk właśnie skończył 4 lata, jest megagadułą i przyjacielem wszystkich. Masz jak w banku, że w ciągu pierwszych 10 minut przebywania z tobą wyzna ci miłość i przedstawi wszystkich członków rodziny!

Bliźniaki mają 2 lata z hakiem i przejawiają wszystkie wzloty i upadki tego charakterystycznego wieku! Oczywiście wiadomość o tym, że próbując dosztukować Erykowi rodzeństwo, udało nam się od razu stworzyć 2 sztuki, była ogromnym zaskoczeniem, ha ha. Ale zaczęliśmy się cieszyć właściwie od pierwszej sekundy, wychodzimy z założenia, że cokolwiek się dzieje, zawsze jakoś razem sobie poradzimy!

Bliźniaki są od siebie zupełnie różne, więcej podobieństw jest między każdym z nich i starszym Erykiem niż między jednym a drugim. Mia jest nerwusem i uczuciowcem, jest bardzo niecierpliwa, ale też bardzo uczuciowa. Aleks jest supercierpliwy i bardzo długo potrafi się skupić, kocha układać puzzle i przeglądać książeczki. Złości się dużo rzadziej niż Mimi, ale za to z impetem…taki włoski temperament! 

A ja? Ja jestem kurą domową i nie mogę się doczekać, aż Twixy pójdą od września do przedszkola, żebym mogła troszeczkę zająć się swoimi rzeczami. Od kilku miesięcy trochę szyję – początkowo miały to być kolorowe fartuchy do gastronomii, a póki co idę w kolorowe koniki i inne przytulasy PataTul.

Czas wrócić do historii kuchennych. Gotowanie macie w rodzinnym DNA…

Tak, Marcin vel Sum jest zawodowym kucharzem już od 13 lat. Od ponad roku pracuje w miejscu, które bardzo poszerzyło jego horyzonty kulinarne i zachęciło do eksperymentów w kuchni, zarówno w pracy jak w domu. Od 2 tygodni pracuje w świeżo otwartej w Sopocie Sztuczce Bistro, u genialnego szefa Rafała Wałęsy!

To chyba nie muszę pytać czyim królestwem jest kuchnia?

Zdecydowanie Suma! Zanim zaczęliśmy być razem, w ogóle nie zbliżałam się do kuchni, mieszkałam sama i żywiłam się zupkami chińskimi i spaghetti z paczki. Kiedy zamieszkaliśmy razem to to, co on wyprawiał było dla mnie jak jakaś sztuka alchemii! Teraz trochę zaraził mnie bakcylem, sama coraz więcej próbuję gotować i naprawdę to polubiłam. Sumik zawsze tak kombinuje, że gotowanie staje się naprawdę fascynującą przygodą, za każdym razem jest jakiś niespodziewany zwrot akcji. Zaczęłam kombinować z deserami, bo to nie jest Suma bajka, a mnie to bawi.

Nasz cykl to rodzinne gotowanie. No to jak, dzieci pomagają wam czasem? Co lubicie razem przyrządzać?

Dzieci pomagają, kiedy mamy wspólny spokojny dzień i mamy czas się pobawić i trochę się pobrudzić. Gdy Sum jest w pracy (nawet do 2:00 czy 3:00 w nocy), ja jestem z dziećmi sama i najczęściej muszę ogarniać wiele rzeczy na raz. Sumik też od czasu do czasu prowadzi w przedszkolu Eryka zajęcia, na których dzieci „pomagają” mu gotować i przy okazji uczą się o warzywach, owocach, sezonowości itp. W tym miesiącu startuje przy naszym przedszkolu wspólny projekt, nasz i pani dyrektor – dzieci będą uprawiały własny ogródek owocowo-warzywny, będą hodować i dbać o swoje grządki i krzaczki.

Wasz styl gotowania: radosna improwizacja czy super organizacja i podział ról jak w orkiestrze?

Najczęściej Marcin najpierw pozwala mi pomóc, a potem mnie wygania, ha ha. On musi mieć wszystko zorganizowane i w swoim tempie, wiesz – denerwuje go to, że za wolno siekam marchewkę czy obieram ogórka, więc woli zrobić to sam!

Wasze smaki dzieciństwa, coś, co wraca po latach?

U mnie pierogi ruskie mojej babci, z kwaśną śmietaną – zdecydowanie! Dla Suma to też pierogi babci, ale zupełnie inne – chińskie pierogi z farszem ze szpinaku, mięsa i imbiru, maczane w sosie sojowym.

Ulubione smaki twoich dzieci? Jadki czy niejadki?

Dzieciaki wcinają wszystko! Od flaków, przez wszelkie możliwe mięsa i dania chińskie, po surówki.

Nie wyobrażasz sobie kuchni bez…

Świeżych ziół, masła i soli. Odkąd Sum pracuje w Sztuczce, masło schodzi u nas w ilościach hurtowych!

Zdradź nam ulubiona książkę lub blog kulinarny!

Teraz dla Suma to „Mąka, woda, drożdże, sól” Kena Forkisha, bo bardzo się ostatnio zafascynował pieczeniem chleba i „Kiszonki i fermentacje” Aleksandra Barona. Mój aktualnie ulubiony blog kulinarny to „Stonershef”. Uwielbiam ich poczucie humoru i wygrali przepisem na sos słony karmel… taki ze mnie łasuch!

A co dziś gotujemy?

Zrobimy z dzieciakami slow foodowe rybne burgery z wędzonym łososiem na ciepło, z domowym kozim serem, sałatą i melonem na bułeczkach z mąki orkiszowej razowej, a do tego frytki. Cały bajer polega na tym że wszystkie składniki zrobiliśmy sami od początku do końca!

Ciasto na bułki 

400 g mąki orkiszowej razowej pełnoziarnistej (typ 2000)

25 g świeżych drożdży (lub 7 g drożdży instant)

2 łyżki cukru

150 ml wody

150 ml mleka

1 jajko

Ciasto zrobiliśmy dzień wcześniej. Łączymy w misce wszystkie składniki, przekładamy na blat lub stolnicę, zagniatamy ok. 10 minut. Jeśli masa jest lepka i luźna, można trochę podsypywać mąką. Przekładamy ciasto do miski na  2-3 godziny do wyrośnięcia, następnie „zakładamy” ciasto (naciągamy od spodu brzegi ciasta do środka z 4 stron), przykrywamy folią i wstawiamy na noc do lodówki.

Następnego dnia ciasto wyciągamy z lodówki (musi się ogrzać przez ok. 1,5 godziny). Zagniatamy na podsypanym mąką blacie lub stolnicy. Z ciasta tworzymy rulon i dzielimy na równe kawałki (np. ok. 40 g). Formujemy kulki, obsypując sobie ręce mąką (można też trochę podsypać bułeczki, jeśli ciasto nadal jest dość luźne. Układamy bułeczki na blasze na papierze do pieczenia, zachowując kilka centymetrów odstępu miedzy jedną a drugą. Bułki przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłym miejscu na 1,5-2 godziny, do wyrośnięcia. Następnie bułeczki smarujemy jajkiem, posypujemy sezamem i pieczemy 15 minut w temperaturze 190 stopni z termoobiegiem.

Łosoś wędzony

Świeżą rybę czyścimy z ości, zdejmujemy skórę, moczymy przez 15 minut w 10% solance. Opłukujemy rybę z solanki i nacieramy pieprzem cytrynowym. Na dnie dużego garnka układamy garść siana (normalnego ze sklepu zoologicznego, można również użyć specjalnych drewienek do wędzenia, wtedy jest fajny posmak). Na sianie umieszczamy kratkę albo sitko i na tej konstrukcji układamy łososia. Siano podpalamy – my mamy palnik, ale z powodzeniem można to zrobić długą zapalniczką albo zapałką, po czym natychmiast przykrywamy garnek pokrywką. Podwędzamy rybę minimum pół godziny.

Twarożek z koziego mleka 

litr mleka

pół cytryny

Zagotowujemy mleko, wlewamy sok z cytryny, podgrzewamy dalej na niewielkim ogniu, aż do oddzielenia się serwatki. Zestawiamy garnek z ognia i przelewamy całość przez drobną ściereczkę (lub np. gazę czy pieluchę tetrową). Odciskamy delikatnie, formujemy taką jakby kulkę i odstawiamy, a właściwie najlepiej gdzieś odwieszamy – do odcieknięcia i wystygnięcia twarogu. Po wystygnięciu serek jest gotowy, ale można go zrobić np. dzień wcześniej.

Kroimy cienko melona, wybieramy ładne listki sałaty i ze wszystkich naszych superskładników montujemy – oczywiście z pomocą małych rączek – pyszne nadmorskie fish burgery.

Najlepsze frytki świata

Ziemniaki obieramy i kroimy na regularne frytki. Gotujemy je w osolonej wodzie – można dodać trochę soku z cytryny, żeby się nie rozgotowały, a do tego liść laurowy i ziele angielskie – dla zapachu. Gotujemy ok. 15 minut. Studzimy. Następnie rozgrzewamy olej do 130 stopni i smażymy ziemniaki przez 5 minut. Kolejny raz studzimy. Rozgrzewamy olej do 180 stopni i smażymy aż do zarumienienia. Opcjonalnie posypujemy startym parmezanem i cieszymy się najlepszymi frytkami w naszym życiu!

Wszystko razem pożeramy w tempie ekspresowym, stylem zupełnie dowolnym, a bałaganem powstającym przy okazji jedzenia nie przejmujemy się zupełnie. No, chyba, że nie mamy psa na podorędziu.

Dzieciaki wcinają, rodzice krzątają się w kuchni, a na ścianie czytamy napis How lucky are we? No to spieszymy z odpowiedzią – wiecie co? Jesteście megaszczęściarzami!

zdjęcia: Sara Napierała

rozmawiała: Kasia Karaim

Leave a comment 1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama