fotorelacje, Podróże

Rodzina na Bali

Marzenia się same nie spełnią. Najpierw trzeba wszystko zaplanować, załatwić, spakować walizki. Marzenia wdraża się życie, i tym samy nadaje się mu nowy rytm, smak i oddech.

Ola, Florian, Łucja i Olaf, znacie ich z bloga Alltogether, chcieli zamieszkać w ciepłym miejscu. Zrobili wszystko co trzeba, z determinacją godną rasowych podróżników, by plan zrealizować i tak wylądowali na Bali.  Posłuchajcie, jak się tam żyje i obejrzyjcie ich fotorelację z wyspy.

Kiedy i dokąd wyjechaliście? Dlaczego taki wybór?

Wyjechaliśmy na Bali w zeszłym roku w październiku. Udało nam się idealnie, bo następnego dnia spadł śnieg. Chcieliśmy przerwać smutę i monotonię codzienności, więc jest to też efekt naszego odwiecznego buntu i stawaniu w poprzek, nawet jeśli chodzi o pory roku. To była duża decyzja. Pierwszy raz opuszczaliśmy naszą przytulną Europę, pierwszy taki długi lot. Dla tego wyjazdu musieliśmy zrezygnować z pracy, zamknąć firmę, wynająć dom, znaleźć dom dla samochodu i kota, przenieść dzieci ze szkół do systemu edukacji domowej. Nie było to łatwe, i potrzeba nie lada determinacji by tego dokonać.

Wybór na Bali padł dość przypadkowo. Miało być to miejsce ciepłe i słoneczne. Tanie i egzotyczne. Pod Ubud mam koleżankę, która pomogła nam załatwić dom i wynajęła samochód. W Polsce prowadziłam zajęcia jogi, dlatego udało się zorganizować wynajem domu w zamian za prowadzenie zajęć.

Jaka pogoda na Was czekała?

Gorąco i wilgotno. Temperatura w ciągu dnia dochodziła do 34 stopni w cieniu, wieczorami spadała do 28. Trudno było nam się przyzwyczaić do funkcjonowania w takich warunkach. Do aklimatyzacji potrzebowaliśmy około 2 tygodni, dopiero wtedy życie przestało nam się wydawać snem. Dzieci oczywiście nie miały takiego problemu.

 

Jak dojechaliście?

Lecieliśmy z dwiema przesiadkami w Amsterdamie i w Dżkarcie. Do Denpasar dotarliśmy wieczorem, po 26 godzinach lotu. To było zupełnie surrealistyczne uczucie, przedziwny kraj, dziwna architektura, ludzie i przyroda, nawet powietrze, wydawało nam się, że jesteśmy na księżycu.

Z lotniska odebrał nas milczący kierowca, jakimś super luksusowym samochodem i wiózł w nieznane przez 2 godziny. Drogi się ciągle zwężały, kluczyliśmy krętymi traktami wśród pól ryżowych. Miałam moment paniki, że zaraz nam utnie głowy i zabierze walizki.

Czym się przemieszczaliście?

Na Bali się nie chodzi. A jeśli nawet ośmielisz się pójść na spacer, wzdłuż drogi, uprzykrzą go liczni kierowcy, którzy za wszelką cenę będą chcieli was podwieźć. My jeździliśmy prawdziwym zabytkowym Suzuki Katana rocznik 80. To taki mały SUV . Mieliśmy dzięki niemu wiele przygód, bo ciągle się psuł. Mamy do niego wielki sentyment, gdyby nie on, nie zobaczylibyśmy tylu miejsc i nie poznali wielu ciekawych ludzi.

Gdzie mieszkaliście?

Mieszkaliśmy w tradycyjnym balijskim domu, co oznacza trudne warunki dla Europejczyka. Siedzi się głównie na podłodze, nie ma stołu, ani sofy. Kuchnia w osobnym budynku, tak samo łazienka. Dom ogrodzony wysokim murem. Na dziedzińcu studnia i rodzinna kapliczka. Życie toczy się na dużym zadaszonym tarasie. Tam się je, odrabia lekcje, przyjmuje gości. Tam nocą zlatują się najdziwniejsze owady: ogromne zielone żuki, ważki, które gubią skrzydła i zmieniają się w gąsienice, komary. Tam za obrazem mieszkają dwa duże gekony.

Niezapomniane smaki?

Sałatka owocowa z majonezem. Nie, tak na serio to jedzenie bywało zaskakujące. Dominują smaki słodkie, ostre, słone. Na pewno brakuje nam papai na śniadanie, mango w dziesięciu odmianach, wody kokosowej pitej prosto z kokosa. W Polsce nie ma też takiego chilli, małych piekielnie ostrych papryczek, które w połączeniu z balijską cebulą dają niepowtarzalny smak sosom. Idealnie ugotowany ryż. Smażone banany. Sos z orzeszków ziemnych. Długo by wymieniać.

Co zrobiło na Was największe wrażenie?

Dźwięk: nieustający hałas w nocy, gadające stworzenia, rosnąca w oczach roślinność. Ruch: pędzące skutery, organiczna rzeka ludzi płynąca ulicami. Zapachy i gęste parne powietrze. Bali to nasza pierwsza tak daleka podróż, dziwiło nas dosłownie wszystko: koty bez ogonów, piękni ludzie, religijność tak wszechobecna i tak bardzo respektowana przez wszystkich. Zadziwiły nas hałdy śmieci i plastiku w morzach, dżunglach i na ulicach. Nie spodziewaliśmy się takich przyjaznych miejscowych i takich wrogich turystów. Bali nas powaliło na kolana, wymieszało z błotem, wzniosło na wyżyny i zostawiło z mętlikiem w głowie.

5 miejsc, które trzeba zobaczyć:

Jeśli już tam pojedziecie to warto zobaczyć Ubudi jego muzea, Amed lub Menjangan, Lovinę, wodospady, wulkany. Nie warto parków wodnych, bird parku, ZOO, Kuty i całej tej komercji. Im dalej od przeludnionego południa tym lepiej.

Co warto spakować do walizki wybierając się na Bali?

Jak najmniej! Serio. Ale weźcie ze sobą duże torby, bo jest co przywieźć z powrotem. Weźcie sandały jeśli zamierzacie chodzić na wycieczki. Klapki można kupić za grosze na miejscu. Niewiele ciuchów, okulary słoneczne. Aparat. Spray na komary kupicie na miejscu, tak samo krem z filtrem. Serio, nic więcej. Żadnych leków, tylko się ugotują. Jeśli ktoś wam mówił, że warto wziąć przeciwdeszczową kurtkę lub bluzę, to mu nie wierzcie. Nam zgniły w walizce.

Gdzie chodziliście na zakupy?

Głównie na targ. Niestety, targ zaczyna się o 3 rano i trwa do 6, także, jeśli chcesz kupić świeże owoce musisz wstać jak jeszcze jest ciemno. Jeśli chce się żyć na Bali, trzeba przestawić swój zegar biologiczny, do widzenia wieczornym imprezom i późnym kolacjom. Na Bali wstajemy o 6 i chodzimy spać o 8-9.00.

Czy przywieźliście jakieś pamiątki z podróży?

Tak, trudno się było powstrzymać. Przywieźliśmy stertę pięknych batików i saronów i sporo noży, biżuterii. Jedną rzeźbę, którą zrobił zaprzyjaźniony z nami artysta. Przywieźliśmy też tatuaże, które miały zastąpić zgubioną w basenie obrączkę.

Jaka piosenka oddaje klimat tego wyjazdu?

To była w sumie inspiracja do wyjazdu. Gdyby nie ta piosenka, pewnie byśmy nie pojechali.

 

 Dziękujemy!

Leave a comment 2 komentarze

  1. Wspaniała historia! Podziwiam za upór i determinację, wierzę, że przychodzi odpowiedni czas na spełnianie marzeń, przyjdzie i na nas pora 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama