Rozmowa, spotkanie

Robię to, co kocham

Ania Rudak, znakomita ilustratorka, autorka przezabawnych gifów, zapalona joginka i mama 2-letniego Kuby, mówi otwarcie, że szczęście w dużej mierze zależy od naszych wyborów. No więc co trzeba zrobić, żeby je złapać za nogi?

Ania twierdzi, że trzeba się dogadać ze sobą. Być w kontakcie z własnymi potrzebami, słuchać siebie i zasilać przemęczony organizm dobrą energią. To musi być prawda, bo ta dziewczyna celuje wysoko i nie może przestać rysować. Zwróćcie uwagę na jej ostatnie kreacje m. in. dla BuBu Studio i przeczytajcie naszą rozmowę.

***

Co sprawiło, że zajmujesz się rysunkiem? 

Często mówię „rysuję od dziecka i tak mi zostało”. Ale teraz muszę dodać, że dotarcie na tę drogę, którą teraz sobie stąpam – to był długotrwały i złożony proces! Zawsze, rysunek i ogólnie kreacja, były częścią mojego życia, ale stosunkowo niedawno zauważyłam, że świat sam wyciąga ręce po moje obrazki i motywująco szturcha mnie do działania. Tak więc najważniejszym bodźcem, było moje marzenie, które przerodziło się w plan i jakoś samoistnie stało się rzeczywistością. Taki błogostan jest możliwy dopiero po dogadaniu się samemu ze sobą. A to dzisiaj nie jest najłatwiejszą sprawą ze względu na wszechobecny pęd. W skrócie – robię to, co kocham, a praca jest rzeczywiście moją pasją.

Najlepiej. Z jakich źródeł czerpiesz inspirację?

Inspirują mnie artyści ze wszystkich możliwych dziedzin: projektanci mody, muzycy, aktorzy, tancerze, pisarze. Wszyscy, którzy przez swoją pracę, uwalniają emocje i wywołują, zapadające w pamięć, doznania estetyczne.

Jeśli zaś chodzi o ilustratorów, to chyba najbardziej lubię wracać do prac Janusza Stannego i Paula Randa. Szczególne miejsce w rankingu ma Vuokko Nurmesniemi. Podziwiam też Jana Bajtlika, którego rozwiązania i minimalizm zawsze mnie pozytywnie zaskakują – trochę dlatego, że ja sama kocham tonąć w szczegółach. Uwielbiam prace Gemmy Roman, Yeleny Brysenkowej, Emilii Dziubak.

Jak zazwyczaj zabierasz się do pracy? Czy taka rozgrzewka to jest dla Ciebie trud czy przyjemność? 

Trudem jest tylko i wyłącznie zbyt mała ilość godzin w dobie, poza tym – od pomysłu, przez szkic, po pracę – przyjemność! Czasami rozgrzewka trwa kilka dni, tygodni lub w ogóle jej nie ma. Ogólnie nie potrzebuję jakoś specjalnie nastrajać się do pracy, ze względu na to, że robię to po prostu codziennie, kiedy tylko mam czas. Jeśli to nie jest zlecenie, to rysuję dla siebie i to jest chyba klucz do spełnienia twórczego. Oczywiście wiadra herbaty lub kawy, w zależności od aury pogodowej.

A czy zdarza Ci się pracować po nocach?

Od kiedy mam dziecko, nie pracuję po nocach, z wiadomych względów. Jak się nie wyśpię, to następnego dnia będę chodzić po ścianach nie mając pojęcia, gdzie pion, gdzie poziom.

na zdj. karty Momencik

Co robisz, kiedy pojawia się kryzys w rysowaniu? Jakie ruchy musisz wykonać, żeby ruszyć z miejsca?

Staram się nie robić wtedy nic, by to zmienić, deadline nie ucieknie. Kiedyś usiłowałam z tym walczyć, ale nie odnalazłam jeszcze leku na brak weny. Zdarzają się takie dni, zupełnego zaćmienia kreatywności, ale mam wrażenie, że to po to, aby zająć się sobą, dać oczom i mózgowi odetchnąć. Relaks to wcale nie taka prosta umiejętność, a bardzo bardzo potrzebna.

Z twojego instagrama wynika, że jesteś łasuch i joga master. Jak bardzo zapamiętujesz się w obu tych pasjach? 

Łasuch z pewnością! Kocham jeść, szczególnie w pięknych miejscach! Co do mastera to unikałabym takiego stwierdzenia! (śmiech) Mam w planach udanie się do szkoły nauczycielskiej, ale to wydarzenie jeszcze znajdzie sobie dogodne miejsce w mojej przyszłości.

 

Ale rozumiem, że bez pierwszej pasji nie byłoby tej drugiej, i na odwrót?

Ależ nie! Wsuwanie ciastek w żadnym wypadku nie warunkuje mojej pasji do jogi! Chyba dogaduję się ze sobą na tyle świetnie, że nie liczę pochłoniętych, pięknych kalorii, ani nie narzucam sobie rygorystycznych treningów. Robię to, co uwielbiam i chyba wychodzę na tym całkiem nieźle, więc polecam takie podejście!

Nie mogę jednak pominąć faktu, że joga ogromnie odmieniła moje postrzeganie życia, ludzi i zdarzeń – uczy uważności, słuchania siebie samego, zachęca do bycia świadomym i obecnym w każdym aspekcie życia. Pozycje, które widzimy, są skutkiem ubocznym prawidłowego podejścia do umysłu, ciała i ogromnej pracy z samym sobą (śmiech). Iyengar uważa, że na tym polega joga – na odnalezieniu swoich ograniczeń, by następnie móc od nowa zbudować siebie – święta prawda.

 

Przyglądając się twoim zdjęciom, dostrzegłam też, że masz słabość do tatuaży. Opowiesz o nich?

Tatuaż jest dla mnie czymś estetycznie ciekawym, dodatkiem, ciężko mi o jakiś emocjonalny wywód. Dwa z nich mogłabym podpiąć pod takie, które mają osobiste znaczenie, chociaż proszę nie spodziewać się niczego głębokiego rodem z Discovery! Mam ołówek – bo rysuję oraz mam lotos wraz z unalome, które symbolizują drogę do oświecenia i spełnienia.

Mieszkasz w Gdańsku i masz mniej smogu dzięki Bałtykowi, ale co poza tym daje Ci bliski dostęp do morza?

Po pierwsze – jestem radykalną wyznawczynią dostępu do morza! Każdego! Najlepiej czuję się tam, gdzie jest morze/ocean, a najlepiej gdy jest chłodno i pusto – wtedy ogrom wody zaczyna działać kojąco i magicznie. Czuję się bardzo silnie związana z miejscem, w którym się urodziłam i nie wyobrażam sobie mieszkać gdzieś, gdzie nie ma morza. Ostatnio robiłam małe badania wśród znajomych z wybrzeża i większość podziela moje zdanie! Bałtyk jest niesamowity, wzbudza wiele wiele emocji, dostarcza mnóstwo wrażeń wizualnych, w zależności od pogody zmienia kolor, kształt, fakturę. Mogłabym tak stać i się gapić, sprawdzać jak zmienił się jego brzeg i barwy, uwielbiam nad morzem przewietrzyć głowę.

 

Jak Ci się udaje łączyć kreatywną robotę z byciem mamą?

Póki co pracuję wtedy, gdy Kuba jest u dziadków lub śpi – w ciągu dnia lub już pod wieczór, o ile mam jeszcze siłę na trzymanie głowy w pionowej pozycji. Macierzyństwo otworzyło moją głowę w sposób tak niesamowity i nieprzewidywalny, że dopiero teraz docierają do mnie te wszystkie hasła typu „od dziecka można się nauczyć życia” – 100% prawdy! Bycie mamą to bycie takim trochę nadczłowiekiem. Daje dodatkowy zastrzyk motywacji, energetyzującego kopa i tę świadomość, że czasami po prostu musisz paść na twarz i odpocząć.

Dziecko uczy abstrakcyjnego myślenia i zarazem bycia konkretnym i zorganizowanym – to ostatnie zawsze u mnie widowiskowo kulało, dlatego teraz chłonę tę lekcję jak gąbka. Pracuję w domu – to może być klucz! Myślę, że jeśli jest równowaga, to jakoś samo wszystko się będzie łączyć – tak mogę powiedzieć mając za sobą 2 lata stażu mamowego. Cokolwiek będzie potem – jestem gotowa.

Jaki będzie 2017 rok, czy masz dobre przeczucia? 

Chyba nigdy nie miałam tego telewizyjnego wrażenia, że lata zerują się w momencie wystrzelenia fajerwerków. Życie samo się dzieli na okresy tak, jak sobie zechce i jak tego sami zechcemy. Teraz moje życie jest pełne niespodziewanych zmian i rozwoju. Otwiera się przede mną mnóstwo nowych drzwi, za mną też sporo się zamyka, ale jestem wyznawczynią stwierdzenia, że zmiany należy szanować, bo bez nich nie ma postępu (śmiech).

Co chciałabyś w tym roku osiągnąć?

Ciężko mi powiedzieć co chciałabym osiągnąć – chyba po prostu iść do przodu, rozwijać się i poznawać swoje możliwości.

Dzięki za rozmowę.

Tutaj znajdziecie plakaty Ani Rudak.

Leave a comment 7 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama