Czas wolny, Rozmowa, rozmowa, spotkanie

Power Mama

Zosia Cudny, prowadząca warsztaty kulinarne z cyklu Power Mama w stołecznym CookUpie, to właściwa osoba na właściwym miejscu.

Autorka bloga Make Cooking Easier i książek „Przepisy na cztery pory roku” oraz najnowszej – „Razem w Kuchni”, a  prywatnie mama 5-letniej Hani, zgromadziła wokół siebie ogromne rzesze czytelników, niecierpliwie wyczekujących nowego wpisu i nowej receptury.

O tym, że Zosia Cudny jest profesjonalistką w każdym calu, mogły się przekonać uczestniczki kwietniowych warsztatów Power Mama, których partnerem jest firma Beaba. Zosia jest mamą bardzo świadomą tego, jak wielkie znaczenie mają zdrowe, wspólnie przygotowywane posiłki. Beaba mocno identyfikuje się z tą ideą, dlatego wyposażyła salę do karmienia niemowląt w Studiu Kulinarnym CookUp w niezbędne akcesoria, a stanowiska kuchenne – w wielozadaniowe urządzenia Babycook, nasz redakcyjny hit.

Power Mama to zajęcia przygotowane specjalnie dla mam, które borykają się z rozmaitymi kłopotami dnia codziennego, jak brak czasu oraz wielka potrzeba zapewnienia dziecku pełnowartościowych posiłków. Mam, które nieustannie przekonują swoich małych niejadków do jarzyn. Mam karmiących piersią, które wkrótce będą rozszerzać dietę niemowlęcia. Te ostatnie gorąco zapraszamy na czerwcowe warsztaty, które poprowadzi Szymon Tomiło. Pociechy można zabrać ze sobą – czeka na nie kącik zabaw wypełniony zabawkami marki Janod.

A tymczasem polecamy wam lekturę rozmowy z Zosią Cudny, która spotkała się z gotującymi mamami na kwietniowych zajęciach, i przygotowała wraz z nimi wiele wiosennych, zdrowych przysmaków, w tym boskie naleśniki szpinakowe. Przepis znajdziecie na końcu rozmowy. Musicie spróbować!

***

Na warsztatach Power Mama w Studiu Kulinarnym CookUp wystąpiłaś jako prowadząca. Ciekawi mnie, czy uczestniczyłaś kiedykolwiek w warsztatach kulinarnych jako adeptka? 

Tak naprawdę to dopiero teraz zaczynam na nie uczęszczać – byłam już na trzech! (śmiech). Zawsze brakowało mi na to czasu! Najprzyjemniej jednak wspominam kilka godzin wspólnego gotowania pod okiem toskańskiego kucharza, który uczył mnie robienia makaronu. To był sierpień, ukrop w kuchni prawie nie do zniesienia, okna otwarte na oścież z widokiem na strzeliste cyprysy i moja rodzina machająca mi z basenu. A ja za wszelką cenę chciałam pochłonąć całą sobą wszystko! Jak się później okazało, w ciągu kilku godzin udało nam się wspólnie ugotować kilka kilogramów makaronu, upiec parę bochenków foccacci i przygotować panna cottę dla 45 osób. Wspaniały czas. Wszystko było tak autentyczne i normalne. Takie gotowanie najbardziej lubię i taką atmosferę też chciałabym przekazywać na moich warsztatach. Zawsze podkreślam, że moje przepisy są proste i nieskomplikowane, tak byśmy mogli więcej czasu poświęcić sobie nawzajem, rodzinie, przyjaciołom.

 

This slideshow requires JavaScript.

 

Jak długo zajęło ci szukanie własnego sposobu ekspresji w fotografii?

To jest ciągły proces nauki, który nie daje mi spokoju. Po całym dniu pełnym pracy, zamykam oczy i widzę kolejne kadry, które mogłabym uchwycić, zrobić lepiej etc. Nie mam wykształcenia w kierunku fotografii, popełniam z pewnością dużo błędów, ale do wszystkiego dochodzę sama i myślę, że to chyba mnie najbardziej inspiruje. Poza tym, mieszkamy w pięknym miejscu w Orłowie, blisko plaży i morza, wśród zieleni i to wszystko z pewnością daje mi impuls do działania i rozwoju. Kocham bliski kontakt z naturą, najbezpieczniej czuję się wśród niej i to ona daje mi wiele lekcji!

Opowiedz o najnowszej książce. Jak ci się pracowało z Hanią, bo zakładam, że aktywnie uczestniczyła w pichceniu? 

Praca z dziećmi nie należy do najłatwiejszych – szczególnie, gdy pracujesz w domu i masz pewne terminowe zobowiązania. Po kilku latach samodzielnej pracy nauczyłam się konsekwencji i systematyczności, ale zupełnie nie przewidziałam, że moja córka, widząc aparat, będzie mimowolnie odmawiała współpracy. Teraz myśląc o tym wiem doskonale, że skojarzenie mnie z aparatem wiązało się pewną niedostępnością mamy, co z reguły nie oznacza nic dobrego (śmiech). Z moich obserwacji wynika, że jeżeli dzieci wyczują, iż planujemy zaangażować je do jakiegoś projektu, to świadomie nie podejmują współpracy. Zrozumiałam wtedy, że musi to wszystko wyjść naturalnie, że to ma być prawdziwa zabawa i może wtedy uda mi się uchwycić ten jeden kadr.

 

fot. archiwum Zosi Cudny

 

Czy myślisz już o nowej książce?

Życie pisze różne scenariusze i jeżeli poczuję taką potrzebę, to z pewnością coś się urodzi, ale jak na razie czekam na innych. Jest teraz tyle zdolnych młodych osób i to ich książek wyczekuję.

Czy Hania jest niejadkiem czy raczej wszystkożercą? Zastanawiam się, czy znasz jakieś złote sposoby na przekonanie wybrednego niejadka do spróbowania kalarepy albo brokuła? 

Myślę, że u Hani, tak jak i u innych dzieci, apetyt zależy od dnia, od ilości emocjonujących wydarzeń czy też od wspólnego zasiadania przy stole. Na co dzień dbamy mocno o to, żeby nikt nie jadł sam, w pośpiechu i byle czego! To ma być przyjemność, a nie jedynie zadbanie o potrzebę fizjologiczną. Z Hanusią tak się ułożyło, że od najmłodszych lat staraliśmy się wspólnie gotować w kuchni i teraz w wieku 5 lat Hania wie, że od siemienia lnianego rosną długie włosy, więc wybiera je chętnie ze śniadaniowej granoli. Przy gotowaniu z dziećmi musimy odwołać się do naszej wyobraźni – opowiedzieć pewną niesamowitą historię, działać obrazami. Dzieci to lubią i chętniej przekonują się do pewnych produktów. Myślę, że na dobry początek można spróbować z domowymi koktajlami, które potrafią być bombą witaminową! Powoli zbliżamy się do lata – domowe lody to doskonała okazja do zachęcenia dzieci do owoców i świeżych soków. Każdego roku wraz z wiosną na nowo odkrywamy siłę, jaka jest ukryta we własnoręcznych sadzonkach. Jeżeli dzieci poznają proces wzrostu truskawki, czy też zerwą pomidora o nieregularnych kształtach z gałązki, którą pomagało wyhodować, to czyż nie jest to prawdziwa magia? A jaki smak! Zupełnie nie do porównania. Myślę, że warto się temu przyjrzeć i stosować.

 

 

 

Dziękuję za rozmowę. 

A przed wami obiecany przepis na przebój kwietniowych warsztatów, czyli naleśniki szpinakowe. Smacznego!

***

N A L E Ś N I K I  S Z P I N A K O W E

Składniki ciasta (8-10 naleśników):

80-90 g świeżego szpinaku
1,5 szklanki mąki
szklanka mleka
 szklanka wody gazowanej
2 jajka
szczypta soli

Składniki farszu:

500 g mielonego mięsa z indyka
 puszka ugotowanej ciecierzycy
 czerwona papryka
garść świeżych kiełków (dowolne, np. z rzodkiewki)
 cebula
garść świeżego szpinaku
 łyżeczka gałki muszkatołowej + łyżka świeżo zmielonego pieprzu + szczypta soli
3-4 ząbki czosnku

do smażenia: oliwa z oliwek

do podania: feta, pomidorki koktajlowe, awokado ze szczyptą wędzonej papryki

Przygotowanie:

W blenderze miksujemy szpinak z mlekiem na gładką i jednolitą masę. Jeżeli pozostały drobne listki szpinaku, to proponuję masę przecedzić przez sito. Do masy dodajemy pozostałe składniki i miksujemy do otrzymania ciasta naleśnikowego. Odstawiamy do lodówki na ok. 30 minut.

Przygotowujemy farsz: na rozgrzanej patelni podsmażamy posiekaną cebulę i czosnek. Dodajemy mięso i pokrojoną w kostkę czerwoną paprykę. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Odstawiamy z ognia i dorzucamy świeże kiełki, odsączoną ciecierzycę i umyte liście szpinaku. Całość mieszamy do połączenia się składników.

Schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki. Naleśniki smażymy na rozgrzanej patelni z odrobiną tłuszczu. Na usmażonym naleśniku rozkładamy farsz i zawijamy. Podajemy z kawałkami fety i pomidorkami koktajlowymi.

***

Zdjęcia: Kasia Rękawek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama