Rozmowa, spotkanie

Pochwała nieśmiałości

Marzyłyśmy o tej rozmowie od dawna. Z każdymi jej kolejnymi książkami, spektaklami na ich podstawie, a ostatnio także premierą filmu „Sonia", było nam coraz pilniej, by wziąć genialną Piję Lindenbaum na przyjacielskie spytki. Niniejszym obwieszczamy, że się udało!

Rozmawiamy o niewydanych książkach, które spoczywają na dnie szuflady, ulubionych pędzlach i teksturze papieru, na którym najlepiej jej się maluje, o letniej przygodzie z borsukami i o wspaniałej szansie, którą daje… nieśmiałość. Przeczytajcie.

***

Pija, w twoich książkach jest dużo humoru. Ciekawi mnie, co ciebie osobiście rozśmiesza?

Występy szwedzkiej grupy komediowej Klungan.

O co chciałabyś zostać zapytana podczas wywiadu, a jakimś cudem to pytanie nigdy nie pada?

Wiesz, wywiady z dziennikarzami spoza Szwecji są zawsze pełne takich nieoczekiwanych, ciekawych pytań. Opowiadanie o czymś po raz pierwszy to dla mnie frajda. Natomiast szwedzcy dziennikarze zawsze pytają mnie o to samo – jestem nawet w stanie przewidzieć dokładną konstrukcję pytania!

 

 

Jakim byłaś dzieckiem? 

Byłam ostrożna i wystraszona. Sfrustrowana i łatwo wpadająca w złość. Wcale nie taka urocza, jak się niektórym wydaje.

Kim chciałaś zostać, gdy dorośniesz?

Gdy miałam 7 lat marzyłam o karierze projektantki mody.

Kiedy zdecydowałaś, że pisanie i ilustrowanie książek będzie twoją dziedziną, twoim zawodem?

Hmm, nie pamiętam dokładnie. Studiowałam ilustrację i grafikę, kiedy ni stąd, ni zowąd wpadła mi do głowy myśl, że praca nad książkami dla dzieci mogłaby być zabawna i przyjemna. Przynajmniej na jakiś czas. Bo zupełnie się nie spodziewałam, że będę z tego żyła! Wszystko się zmieniło w 1990 roku, kiedy wydałam swoją pierwszą książkę. Zyskała spore grono czytelników i wtedy tak naprawdę zdecydowałam, że właśnie tym chcę się w życiu zajmować.

 

 

Czy mogłabyś rysować czymkolwiek, byle tylko to robić? Czy przeciwnie – musisz mieć pod ręką swój wypróbowany zestaw przyborów, a więc pędzli, pisaków czy ołówków, bo bez nich nie jesteś w stanie zabrać się do pracy?

Zdecydowanie odpowiedź B! Nie umiem pracować bez moich ukochanych pędzli francuskiej marki Raphael. To samo się tyczy papieru – nie może być zbyt szorstki, jak Grain Torchon, ale musi być mocny. Ostatnio porzuciłam akwarele na rzecz płynnej farby akrylowej. Akryl wygrywa ze względu na bardziej nasycone i trwałe pigmenty.

Czy miewasz kryzysowe momenty w swojej pracy, kiedy wszystko idzie jak po grudzie? Jak sobie z tym radzisz? 

Oczywiście! Porzuciłam w ten sposób wiele pomysłów, które były w bardzo wczesnym stadium, ale nijak nie składały się w całość. Nie mam żalu, tak po prostu się dzieje. Tylko raz zdarzyło mi się ukończyć historię, która zupełnie się nie kleiła. Schowałam ją na same dno szuflady i do dziś tam sobie leżakuje.

Czego najbardziej nie lubisz w pracy ilustratorki?

Rysowania (śmiech). Tej drogi od szkicu do gotowego rysunku.

Jakie jest twoje zdanie na temat adaptacji książek dla dzieci na wielkim ekranie? Czy możliwe jest wierne oddanie literackiej prawdy w obrazie filmowym?

Trzeba postrzegać film albo przedstawienie teatralne, stworzone na podstawie książki jako odrębną formę sztuki. Kiedy decyduję się na wykorzystanie mojej książki w ten sposób, zrzekam się odpowiedzialności za efekt końcowy. Ale to nie zmienia faktu, że zależy mi na tym, by zachować ducha mojej opowieści. Na szczęście zawsze jest scenariusz, który bez mojej akceptacji nie zostanie zrealizowany.

 

 

Zwierzęta to zawsze ważni, o ile nie najważniejsi, bohaterowie twoich książek. Pełnią symboliczną rolę i mówią o bohaterze to, czego sam nie chce albo nie umie opowiedzieć. W książce i filmie „Sonia”, wyreżyserowanym przez Catti Edfeldt i Lenę Clyne (naszą rozmowę z reżyserkami znajdziecie tu) występują dwa borsuki. Czym sobie zasłużyły na rolę przewodników po tajemniczym domu Celestyny?

Tak się składa, że wszystkie moje książkowe zwierzęta spotkałam w rzeczywistości. Pewnej letniej nocy obudziły mnie głośny łomot i uderzanie o ścianę domku, w którym zwykle spędzam wakacje. Gdy wyjrzałam przez okno, zobaczyłam dwa walczące borsuki. Kotłowały się ze sobą i rozpędzone uderzały o ścianę. Oto i cała historia borsuków!

 

 

Sonia jest wrażliwa, nieśmiała i trochę nieufna, ale ciekawość świata i ludzi dodaje jej odwagi. Mam tak samo. Czy twoim zdaniem dziewczynki, takie jak Sonia, a więc delikatne i silne zarazem, potrzebują dodatkowego wzmacniania z zewnątrz czy wszystko znajdują w sobie?

Trzeba dawać dzieciom odczuć, że mogą być jakie tylko zechcą. Że wcale nie muszą wpisywać się w określony wzorzec zachowania. Jeśli są nieśmiałe, to w porządku. Jeśli się czegoś boją, niech będzie im wolno się bać. Nikt nie musi się stawać kimś, kim nie jest. Poza tym czując strach, otrzymujemy wspaniałą szansę zrobienia czegoś odważnego. A taki czyn, na który zdobył się nieśmiałek, ma zupełnie inny smak, niż kolejny wyczyn osoby nieustraszonej.

 

 

Co wobec tego poradziłabyś rodzicom, którzy chcieliby pielęgnować w dzieciach otwartość, niezależność i ciągotę do eksperymentowania i sprawdzania?

Przyjrzyjcie się dziecku i spróbujcie zrozumieć, jakie ono jest. I cokolwiek zobaczycie, zaakceptujcie to. Bez uprzedzeń i wizji, jakie dziecko być powinno, ale ze wsparciem i bezgraniczną wyrozumiałością.

Dziękuję za rozmowę.

***

Rozmawiała: Dominika Janik

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama