Pieczemy chleb w balowych sukniach

rodzinne gotowanie z Diogra

Latem zobaczyłam tę małą dziewczynkę z lokami po pas, w błyszczącej balowej sukience, buszującą na warmińskich łąkach. Potem spróbowałam chleba, który piecze jej mama i wiedziałam, że się jeszcze zobaczymy. Poznajcie Martę i jej ekipę!

Kierunek: Łódź, w planach poranek z pieczeniem chleba w ramach naszych rodzinnych spotkań z mąką Diogra. Łódzka ekipa gotowa: Marta, Filip, sześcioletnia Frania i dwuletnia Celina. Jak się okazuje, znajdę się za chwilę w Muzeum Osobliwości, na ulicy Piotrkowskiej. Otwieram drzwi i niczym Alicja w Krainie Czarów, czuję, że ktoś przerzucił mnie na drugą stronę lustra. Jestem znów małą dziewczynką, w rękach trzymam plastikowe lalki rodem z PRL-u, z wózka zerka na mnie małpka czi czi, wciskając kciuk w buzię, a smerfy machają mi na powitanie. Czy ja śnię?

Tu nic nie jest zwyczajne, półki nie służą tylko jako schronienie dla książek. Piętrzą się na nich traktory, samochody, bańki wstańki, kiczowate trupie czaszki. Pokój Frani wygląda jak teatralna garderoba. Bardzo teatralna! Kolekcji sukien, taft, koronek oraz torebek w przedziwnych kształtach może pozazdrościć jej niejedna księżniczka. Ale ta z charakterem Meridy Walecznej, rzecz jasna!

 

Zanim zaczniemy piec chleb, Marta opowiada o sobie i swoim związku. – Poznaliśmy się w liceum. Z wykształcenia jestem antropologiem kultury i etnologiem, Filip handlowcem. Od 2013 roku prowadzimy swoją firmę Zakrętkę. Wypiekiem chleba na zakwasie i produkcją zdrowych przetworów zajmujemy się sami, w dwie osoby. Z zamiłowania jesteśmy zbieraczami starych zabawek, naczyń z PRL-u i ogólnie kiczowatych przedmiotów. Jesteśmy też miłośnikami komiksów i filmów – szczególnie horrorów oraz reportaży.

Zanim o gotowaniu, muszę porozmawiać o kolekcji przedmiotów osobliwych, takich z duszą. Lubię myśleć o tym, kto się nimi kiedyś bawił, u kogo wywoływały uśmiech. Czy były wyczekanym prezentem na urodziny, czy chwilą kaprysu przed straganem z wakacyjnymi pamiątkami. Dziś wypełniają regał Marty i Filipa po brzegi. Szukam klucza do ich doboru… – Ogólnie lubię rzeczy kiczowate, kolorowe, rozbawiające i poprawiające nastrój, jako że z natury jestem dość pesymistyczna i pochmurna. Lubię rzeczy zrobione nie wiadomo po co. Moje ulubione to ciemnoskóre lalki, ogólnie lubię rzeczy z mojego dzieciństwa, które pamiętam, że miałam, albo miały koleżanki. Uwielbiam swoje kuchenki metalowe z różnych krajów, głównie komunistycznych oraz kuchenne miski emaliowane z Olkusza bądź Rybnika. Filip ceni najbardziej swoje stare autka – opowiada Marta.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Na pytanie: jak je znajdujecie? Filip odpowiada – Kupujemy najczęściej na małych rynkach. Kiedy gdzieś jedziemy, zawsze wpadamy na lokalny targ, rynek, targowisko. Kupując sery, wypieki czy przetwory, przeglądamy miejscowe wystawki, starocie. Lubię nasz rynek bałucki. Przeglądam też oferty z Internetu, ale przyznam, że często mnie nie stać, gdyż nie jestem kolekcjonerem, a zbieraczem. Przy tak dużych i rozległych zainteresowaniach nie da się wszystkiego kupić. Bardzo też lubię stare regały kuchenne i nabytą ostatnio toaletkę Swarzędz. Ale miejsca już brak i w tym natłoku piękno starych przedmiotów niestety ginie.

W tym domu się gotuje i to dużo. Zwłaszcza, że rzadko zdarzają się kuchnie wyposażone w kilka kuchenek! Te miniaturowe pamiętają czasy naszych babć, na pewno nie zabraknie nam ani miejsca, ani małych rąk do pomocy. Marta przyznaje, że kuchnia to jej królestwo i oprócz codziennego gotowania, często zaprasza też do domu znajomych czy przyjaciół dzieci. – Lubimy kuchnię włoską i azjatycką – dodaje. – Z dziećmi głównie robimy pizzę i inne zapiekanki. Ja sama robię szybkie chińskie dania na woku!

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Dziewczyny asystują w kuchni, nie mogę więc nie zapytać o ich kulinarne wybory. Frania w sukni i koronie z kwiatów, młodsza pomocnica w różach – piec chleb można w każdym stroju. Jeszcze tylko cekinowe buty i można zabierać się za mieszanie mąki. – Frania jest typowym niejadkiem i najbardziej lubi jedzenie w przedszkolu. Cela zje wszystko. Dzieci najbardziej lubią polską kuchnię tradycyjną, rosół, ziemniaki, kotlety – opowiada Marta.

O nie, przepraszam, w tym domu nic nie jest tradycyjne! Bo kotlet podany na starej zastawie z lat 60. czy pomidorówka konsumowana na stole wśród czaszek i parady plastikowych figurek nie jest jednak zwykłą tradycją. Tu miksują się kolory, faktury, stara ceramika, drewniane zabawki, emaliowane kubki. Gościa zadziwi ilość, a domownicy perfekcyjnie wiedzą, co i gdzie leży!

 

 

Marta wyjmuje miski z Olkusza. – Nie wyobrażam sobie brzydkiej i brudnej kuchni. Lubię rzeczy ładne i ozdobne, choć innym wydadzą się brzydkie. Bez czego nie wyobrażam sobie mojej kuchni? Bez przypraw, które kupuję na różnych straganach i w różnych ciekawych miejscach. Przyprawy i dodatki wylądują na chlebach, które pieczemy we dwójkę. Mamy dwie działalności: chleby na zakwasie bez użycia cukru, z różnymi dodatkami, takimi jak pestki dyni, żurawina, cebulka, oliwka i feta oraz chleby bezglutenowe na zakwasie bez cukru. Druga działalność to przetwory domowe, bez konserwantów, sztucznych dodatków o ciekawych smakach, np. dżem chili, pomarańcza z cebulą, ajwar – mówi Marta. Obecnie Zakrętka jest na portalu Lokalny rolnik  i co sobota na łódzkim ekotargu w strefie Off Piotrkowska.

Pośród takiej kolekcji vintage czujemy, że przenosimy się w czasie. Pytam więc Martę o jej smaki dzieciństwa. – W domu rodzinnym mama robiła przetwory, ale bardziej tradycyjne, jak ogórki kiszone czy grzybki w occie. Byłam niejadkiem, więc jedzenie nie było dla mnie szczególnie miłym przeżyciem. Najbardziej z dzieciństwa pamiętam spaghetti mamy i do dziś uwielbiam makaron. Lubię zupy polskie, bardzo cenie dobre polskie produkty, robione w małych manufakturach. Dziś korzystam z przepisów mamy na tradycyjne przetwory, ciasta i zupy – wspomina Marta.

 

Dziewczyny zamaszyście wyrabiają chleb. Nie obawiam się, że szybko się znudzą czy zmęczą. – Frania jest dość osobliwym przypadkiem, bo energia jej się nie kończy! Chodzi do przedszkola Montessori, a po nim na lekcje baletu. Obie dziewczynki lubią tańczyć, śpiewać i występować na scenie. Kochają suknie do kostek i  kolorowe buty na obcasach. I tak równie` chodzą do przedszkola i żłobka. Ja też lubię, kiedy są fajnie ubrane – przyznaje Marta. – Sama zbieram kiczowate torebki, o dziwnych kształtach, np. bakłażan, jabłko, telefon!

Zanim wpadniemy jak śliwki w przepastny temat mody, wróćmy do naszego przepisu i chleba. Mąka orkiszowa Diogra w gotowości. Co dziś pieczemy?

Chleb orkiszowy
Składniki (na 5 bochenków):
1 kg mąki orkiszowej białej
1 kg mąki orkiszowej razowej
250 g otrąb pszennych
łyżka soli
250 g siemienia lnianego
150 g cebulki prażonej lub 150 g żurawiny czy czarnuszki
100 g zakwasu

Wszystkie składniki mieszamy w misce i dodajemy 1,5-2 litra wody letniej. Mieszamy tak, aby ciasto było wilgotne i niezbyt gęste. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 8 godzin. Potem odkładamy 100 g ciasta, na kolejny zakwas, a resztę przekładamy do foremek ze stali nierdzewnej, nasmarowanych olejem i posypanych mąką razową. Posypujemy np. czarnuszką. Odstawiamy do letniego piekarnika na 2 godziny i potem pieczemy około godziny. Wyjmujemy i odstawiamy do ostygnięcia. Najlepszy jest po kilku godzinach, ale może się tak zdarzyć, że zniknie szybciej!

Gdyby ktoś nas zobaczył: dwie małe damy w balowych sukniach piekące chleb na zakwasie… Co karnawał, to karnawał. Bajkowa sceneria i kawałek jeszcze ciepłego chleba z masłem. Tak wchodzimy w Nowy Rok!

zdjęcia: Kasia Rękawek

rozmawiała: Kasia Karaim

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.