Phenomenalna Sara

Rozmowa z Sarą Millczarek-Filipek

Uczciwość i czułość wobec siebie i swoich wyborów. Oraz zgłębianie tajników macierzyństwa we własnym tempie. To o Sarze Milczarek-Filipek, mamie 5-letniego Leona i 2-letniej Hani oraz macosze 13-letniej Oliwki.

To już ósme spotkanie z cyklu Phenomenalne mamy, w którym wspólnie z zaprzyjaźnioną marką kosmetyczną Phenomé, przyglądamy się inspirującym kobietom. Rozumiejącym swoje potrzeby i podchodzącym poważnie do kwestii pielęgnacji. Łączącym swój zawodowy rozwój ze świadomym macierzyństwem, stawiającym czoła wyzwaniom i zmianom. Bo przecież można się ich obawiać, ale grunt, żeby nie pozwolić im się zakrzyczeć, żeby próbować i wyciągać wnioski. Tak właśnie było z wyprowadzką Sary i jej rodziny z Warszawy do Konstancina. Czy decydując się na rozłąkę ze stolicą, czegoś nie straci, czy nie ominie jej szansa na coś wielkiego? Można by mnożyć opcje w nieskończoność, gdyby nie lekcje wyciągnięte już na samym początku macierzyństwa. Recepta: dużo dystansu do spraw, na które nie mamy wpływu. Polecamy pić duszkiem tę miksturę i regularnie powtarzać kurację. A przede wszystkim przeczytać rozmowę z Sarą, kostiumografką i stylistką, o wartości wspólnie spędzanego czasu, kosmetycznym minimalizmie i ucieczce z miasta do drzew.

*

Jesteś rannym ptaszkiem czy sową?

Kiedyś zdecydowanie byłam sową, ale od kiedy mam dzieci, usilnie próbuję być rannym ptaszkiem. I zaczęło mi to służyć. Dzieci rosną i role powoli się odwracają – to ja muszę być tą osobą, która je budzi.

Jakie to jest super.

Tak! A jeszcze chwilę temu było na odwrót.

I co, wstajesz na czas?

Wstaję wcześniej! Tak szczerze, to bardzo lubię ten czas po 6 rano, gdy w spokoju wchodzę w dzień, choć świadomie dzieje się to dopiero od niedawna.

 

 

Kiedy w ciągu dnia znajdujesz trochę czasu dla siebie? 

Najczęściej wieczorami.

Co wtedy robisz? Jak przebiegają twoje rytuały pielęgnacyjne, jakich kosmetyków używasz?

Moim ulubionym rytuałem jest kąpiel w soli z Morza Martwego, uwielbiam to. To taki naturalny peeling ciała, który kojarzy mi się z wakacjami. Mam dosyć wymagającą skórę i z racji problemów skórnych muszę o nią intensywniej dbać. To jest właśnie jeden ze sposobów. Często też używam peelingu kawowego, no i wszelkich masek nawilżających na twarz. Do grona moich ulubionych kosmetyków należą też naturalne oleje, ale korzystam z nich zwykle wtedy, kiedy mam więcej czasu, a o to trudno. Na co dzień dbam o to, by bardzo mocno nawilżać i oczyszczać skórę.

Czy chodzisz regularnie na zabiegi kosmetyczne? 

Zaczęłam korzystać z usług kosmetyczki w zakresie pielęgnacji skóry. Nie maluję się, dlatego doszłam do wniosku, że najlepszą inwestycją będzie zadbanie o skórę samą w sobie.

Ćwiczysz? Robisz coś dla siebie z określoną regularnością?

Jestem na początku tej drogi. Moja najmłodsza córka ma już ponad dwa lata i w końcu zaczynam mieć przestrzeń dla siebie, więc rozglądam się za tym, co dałoby mi radość. Póki co moja uwaga jest najbardziej zwrócona w stronę wspinaczki – wkrótce wybieram się na kurs. Wróciłam też po długiej przerwie do biegania. Zobaczymy, jak to pójdzie (śmiech).

 

 

Jak ważny jest dla ciebie zapach? Czy potrafi przekonać cię do zakupu kosmetyku do pielęgnacji?

Zdecydowanie jestem na to wrażliwa, mam pamięć do zapachów. Używanie czegoś, co nie pasuje do mnie zapachowo, sprawia mi duży kłopot. Szaleję za piżmem, eukaliptusem, hibiskusem, zieloną herbatą i pomarańczą. Miewam jednak momenty, kiedy w ogóle nie używam zapachu.

Wspominałaś, że jesteś urodową minimalistką. Czy zawsze tak było, czy to efekt jakichś decyzji, wskazań zdrowotnych albo przekonań?

Nie zawsze. W okresie dojrzewania zaliczyłam kilka eksperymentów z fryzurą czy mocnym make-upem, ale to był drobny epizod w dosyć specyficznym wieku. Mam mocną i charakterystyczną urodę, więc to zdecydowało o tym, żeby już nie podkreślać jej bardziej. Wystarczy, że pomaluję rzęsy i to już bardzo widać. Chyba jest to też pewien rodzaj niewychylania się i nieepatowania swoim wyglądem. Ale kto wie, co się na tym polu wydarzy. Dojrzewam, zmieniam się.

Jesteś stylistką i kostiumografką. Lubisz to, co robisz?

Uwielbiam swoją pracę. Intensywnie przeplata się ona z moim życiem. Mam bardzo angażującą pracę, która jest w wielu przypadkach też moją pasją. Do tej pory wyrywałam się z domu do niej i na odwrót, a teraz będzie miejsce na coś jeszcze innego, na co musiałam dać sobie przyzwolenie i chyba do czego musiałam też trochę dojrzeć. Wiadomo, że czasem tej pracy jest więcej, a czasem mniej. Bywa, że popadam w skrajności, w pracoholizm, który poddaje się jedynie godzinom odbioru dzieci z przedszkola. Bywa też, że żyję w rytmie slow i chowam się przed światem w swoim domu. Ciężko powiedzieć do czego mi bliżej, szukam balansu (śmiech).

 

Opowiedz o swoich dzieciach. Jacy są twoi ludzie?

Jestem mamą 5-letniego Leona i 2-letniej Hani, oraz macoszką 13-letniej Oliwki. Mogę ich nazwać moim dream teamem. Są wspaniali, kochani, wrażliwi, mają wielkie poczucie humoru. Cudowne jest to, jak się od siebie uczą i wzajemnie uzupełniają. Hania uczy Leona pokory i okazywania wrażliwości, jaka w nim drzemie – wcześniej miał problem z okazywaniem uczuć, a teraz to się zmieniło.

Hania z kolei próbuje nadążyć za starszym bratem i papuguje praktycznie każdy jego ruch i każde słowo (śmiech). Jest bardzo uczuciowa i związana z każdym z nas. Żyjemy w patchworkowej rodzinie i Hania bardzo przeżywa, gdy Oliwki lub Leona nie ma przez chwilę. Czas spędzamy różnie, w zależności od pór roku i innych czynników, ale rodzinność to nasze słowo-klucz. Bardzo dużo rzeczy staramy się robić razem, dużo czasu spędzamy na dworze.

A fakt, że od roku mieszkacie w Konstancinie, tylko temu sprzyja. Jak to się stało, że tu jesteście? Trudno ci było pożegnać się ze stolicą?

To temat rzeka. Bardzo długo dojrzewałam do tej decyzji – myślałam przez większość czasu, że to będzie nie do pogodzenia, te dojazdy do pracy i cała reszta utrudnień. A okazało się, że to nic bardziej mylnego. Mieszkanie w lesie uspokaja, ukorzenia w jakiś sposób. Każde z nas dostało tu spokój, przestrzeń na swoją indywidualność. Dzieci w końcu nie stoją codziennie w korkach, żeby dostać się do przedszkola, tylko idą 10 minut wśród drzew. Uspokoiło je to bardzo. Są wrażliwsze na otoczenie, obserwują wnikliwie przyrodę. Dajemy im dużo wolności w spędzaniu czasu na zewnątrz.

A jak ten nowy dom wśród zieleni zmienił ciebie?

Zaczęłam być bardziej zdystansowana, a nawet obojętna na rzeczy, na które nie mam wpływu.

Tak trzymać. Dziękuję za rozmowę.

 

 

Sara przetestowała dla nas 3 kosmetyki Phenomé. 

1. Essential Body Cream – to masło do ciała to mój numer jeden. Skóra jest po nim świetnie nawilżona, do tego stopnia, że efekty wieczornego posmarowaniu się odczuwam nawet następnego dnia rano.

2. Sustainable Science Calming Blemish Cleanser – żel do oczyszczania skóry, który super się wchłania. A za jego zapachem wręcz szaleję!

3. Sustainable Science 24-Hour Moisturizng System –stosuję ten krem dwa razy dziennie. Nawilża, ale nie przetłuszcza skóry i sprawia że jest gładka. To jeden z lepszych kremów, jakie stosowałam.

*

Rozmawiała: Dominka Janik

Zdjęcia: Kasia Rękawek

*

Sara Milczarek-Filipek

Rocznik 1991. Stylistka, kostiumografka, artystka. Pracuje nad wizerunkiem i artystycznym dopasowaniem ubioru. Dziewczyna znad morza, która przyjechała do Warszawy w wieku 16 lat. Przygodę z kostiumami i stylizacją rozpoczęła niecałe 10 lat temu, przez pewien czas zajmowała się również modelingiem.

Instagram

2 komentarze

  • laritasofia:

    jestem z 1983 i zawsze wydawalo mi sie,ze jeszcze jestem taka mloda … ale jak czytam,ze ktos jest z 1990 ktoregos , to zaczynam liczyc ile to jest lat i kiedy to sie stalo,ze juz taka mloda nie jestem… ;)) p.s piekna ta mama!! Dominika rowniez, pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Suzzane:

    Haha, a ja rocznik 82 i podobne skojarzenia, jak poprzedniej komentującej :). Tez byłam kiedyś taką młodą mamą (starsze dzieci to nastolatki), ale teraz jestem nią po raz trzeci i stwierdzam, że to późne macierzyństwo jest jeszcze lepsze- spokojniejsze i wciąż zdaje mi się, ze jeszcze wszystko przede mną. Kosmetyków nie znam, ale tez się nie maluję i stawiam na pielęgnację, więc pewnie na jakiś czas odstawię sprawdzonego clinique’a i sięgnę po nie, żeby przekonać się na własnej skórze, czy są takie genialne :))

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.