Pasja zza obiektywu

Rozmowa z fotografką Martyną Gallą

Ma niesamowity talent, który rozwija od 14 roku życia, fotografuje modę i to, co ją otacza. Kochamy jej styl, szczególnie za unikatowe spojrzenie, które zawsze jest efektem wyjątkowych dzieł, od których nie można oderwać wzroku. Poznajcie jedną z najzdolniejszych i jedną z naszych ulubionych fotografek z Polski: Martynę Gallę.

Miałyśmy, jako redakcja, zaszczyt pracować z nią przy kilku sesjach mody, m.in. Indian Summer, Made in Poland i Summer Time, co tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że jej talent i sama praca są na wagę złota. Ma cierpliwość i spokój oraz podejście do fotografowanej osoby – każdą z nich traktuje wyjątkowo, oraz artystyczne spojrzenie, co widać we wszystkich jej pracach. Na co dzień, poza fotografią, która jest jej kołem napędowym, wychowuje ukochanego synka, dwuletniego Wojtka. Martynę spytaliśmy m.in. o to, jak zaczęła swoją przygodę z fotografią dziecięcą i jak godzi czas spędzony w podróży z byciem mamą.

Opowiedz nam, kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z fotografią?

Fotografować zaczęłam w wieku 14 lat. Nie pamiętam, skąd wziął się ten impuls. Nie znałam nikogo, kto by się tym pasjonował. Zaczynałam na starym Zenicie kupionym na Allegro. Przeczytałam, że to najlepsza metoda, żeby szybko załapać o co w tym wszystkim chodzi od strony technicznej. I faktycznie tak było. Potem udało mi się przekonać młodszą siostrę, żeby ze swoich oszczędności kupiła nam lustrzankę i została moją modelką. Oprócz niej fotografowałam najładniejsze dziewczyny w szkole, a w liceum w Warszawie udało mi się nawiązać współpracę z agencjami modelek, dla których zaczęłam robić sesje testowe, by nauczyć się pracy w różnych warunkach.

Zaczynałaś od mody, kiedy zainteresowałaś się fotografią dziecięcą?

Jeszcze zanim zostałam mamą, interesowały mnie tematy dotyczące macierzyństwa i samych dzieci. Uwielbiam fotografię Sally Mann czy portrety ciężarnej Natalii Vodianovej autorstwa Paolo Roversiego. Fotografowałam modelki w ciąży czy koleżanki ze swoimi dziećmi, by wprowadzić do swojej fotografii trochę życia i luzu.

Odczuwasz różnice podczas pracy z dorosłą modelką a kilku- albo kilkunastoletnią? W której „modzie” bardziej się odnajdujesz?

Tak samo lubię fotografować dzieciaki, jak modelki trochę starsze, takie bliżej trzydziestki. Tu chodzi o to, jak się czujesz sam ze sobą. Kiedy jesteś dzieckiem, nie krępuje cię twój wizerunek, sesja to zabawa. Potem na tych kilka nastoletnich lat masz w sobie blokadę, która puszcza, kiedy nabierzesz świadomości, jakie jest twoje ciało i kiedy wygląda najlepiej. To niezwykłe, kiedy mogę fotografować kogoś takim, jaki jest. Na korzyść dorosłych modelek może przemawiać cierpliwość (śmiech).

Zdradź nam, kto jest twoją inspiracją? 

Inspiracja jest we wszystkim po trosze: w książce, zabawie z dzieckiem, za oknem w autobusie albo na Instagramie. Wyłapywanie tego to dla mnie nieustająca praca.

Analog czy cyfra? 

Analog jest dla mnie luksusowym, ale i ryzykownym narzędziem – rzadko możesz sobie pozwolić na to, żeby nikt, zwłaszcza klient dla którego pracujesz, nie widział na bieżąco efektów pracy na planie.

Jak postrzegasz modę dziecięcą w Polsce i na świecie? 

Moda dziecięca zainteresowała mnie nawet bardziej niż ta dorosła. Jest tu więcej naturalności i miejsca na kreatywne rozwiązania, poszukiwania czegoś, czego jeszcze nie było, bez tak oczywistego oglądania się na zagranicę. Chciałabym, żeby w Polsce ten kawałek branży rozwinął się na tyle mocno, by budżety na sesje były takie same, jak przy zleceniach, np. w modzie dla dorosłych.

A teraz trochę prywatnie: jak godzisz macierzyństwo z pracą podróżującego fotografa? Napotykasz jakieś przeszkody?

Bardzo lubię podróżować i wiem, że mogłabym jeszcze więcej, ale tak naprawdę muszę się trochę w tym ograniczyć. Nie powiem, że jest to łatwe dla wszystkich, bo wyjeżdżasz z poczuciem obciążenia kogoś opieką nad dzieckiem i na dodatek pojawia się tęsknota. Liczę na to, że gdy mój Wojtek podrośnie, będziemy częściej podróżować razem.

No właśnie, w pracy fotografa, poza tworzeniem pięknych rzeczy, wspaniałe są podróże. Jakie kraje zwiedziłaś w pogoni za pięknymi obrazami i lokalizacjami?

Dzięki mojej pracy mogłam pojechać chociażby do RPA czy Peru, ale tak to już jest, że na wakację także jeżdżę w poszukiwaniu obrazów i mam już całą listę miejsc do zobaczenia z moim aparatem!

Jest jakaś sesja, która szczególnie utkwiła ci w głowie? Opowiedz coś o niej.

Najbliższa mojemu sercu cały czas jest sesja, którą zrobiłam spontanicznie przy moim domu na Mazurach. Cały pomysł powstał podczas długiego spaceru z zaprzyjaźnioną makijażystką Marianką Jurkiewicz. Na drugi dzień dojechały do nas Alma, modelka i moja siostra Karolina, i przez 3 dni robiłyśmy zdjęcia na polach, jeziorach i w sadzie, z 3-miesięcznym synkiem w chuście.

Dziękujemy Martyna za rozmowę, życzymy Ci samych magicznych sesji i dalekich podróży!

 

 

Martyna Galla – fotografka reprezentowana przez agencję Van Dorsen Artists; urodzona w 1991 roku w Bydgoszczy. Studiowała na łódzkiej filmówce. Mama dwuletniego Wojtusia, założycielka marki MILLE baby. W swoim fotograficznym portfolio ma publikacje dla takich magazynów jak: „Twój Styl”, „Glamour”, „Elle”, „Pani” oraz kampanie reklamowe dla 4F, La Manii, Nivea, Levi’s i Slavy. Większość jej prac obejrzycie tu.

Zdjęcia: Martyna Galla / Van Dorsen Artists
Rozmawiała: Maja Naskrętska

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.