Rozmowa, rozmowa, Z wizytą u

Odwiedzamy Wytwórnię

Poznajcie założycielkę Wytwórni, jednego z najciekawszych wydawnictw dla dzieci i dowiedzcie się, jak wygląda jej praca. Od kilku miesięcy możecie spotkać ją na Chmielnej 10 w Warszawie, w tętniącej życiem, autorskiej księgarni.

Cieszyłam się na to spotkanie, a po nim mam nadzieję, że nie było ostatnim. Magda o książkach wiele wie i mówi o nich z ogromną pasją. Jest uśmiechnięta, pełna słońca i pomysłów, kiedy ją poznacie, zrozumiecie dlaczego księgarnia przy Chmielnej 10 jest taka, a nie inna. Jedna z naszych ulubionych. Wyjdziecie z niej z torbą pełną dobrych, przemyślanych, docenionych na świecie tytułów.

*

Kto stoi za Wytwórnią?

Wytwórnia to formalnie jednoosobowa działalność gospodarcza Magdaleny Kłos-Podsiadło (śmiech). Nieformalnie to przede wszystkim grupa autorów, z którymi współpracuję od samego początku: Anna Niemierko, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Małgorzata Gurowska, Joanna Olech i ta grupa się stale powiększa. Miałam to szczęście, że 12 lat temu, kiedy postanowiłam opuścić agencję reklamową i przejść „na swoje”, spotkałam właściwe osoby we właściwym czasie. To był nie tylko dobry czas na zmianę swojego zawodowego życia, ale też idealny moment na zmiany na rynku wydawniczym. Teraz przeobrażamy się w firmę rodzinną, coraz bardziej zaangażowany jest w wydawnictwo mój mąż Robert Podsiadło, który okazał się królem sprzedaży!

Wytwórnia jest jednym z niewielu rozpoznawalnych wydawnictw, jak tego dokonałaś? 

Myślę, że kluczem jest konsekwencja, bardzo dobrze wiem co chcę publikować, z kim współpracować, nie ulegam rynkowym pokusom, tropię talenty, lubię podejmować ryzykowne decyzje i zrobić coś pierwsza, a nie naśladować innych.

Jak wygląda życie wydawnictwa? 

W tej chwili wydajemy około 10 tytułów rocznie. To nie jest dużo, jeśli wierzyć danym, które mówią, że dla dzieci wydaje się około 3000 książek rocznie, ale dla naszej niewielkiej redakcji to sporo pracy przez cały rok. Dziś planuję drugą połowę 2018 roku.

Biuro jest w naszym domu, wymaga to ode mnie sporej dyscypliny. Na szczęście nie udaję, że się na wszystkim znam. Dla mnie najważniejsza jest współpraca z takimi ludźmi, którzy są najlepsi w swej dziedzinie i po prostu im nie przeszkadzam.

 

Co jest najprzyjemniejsze w twojej pracy? 

Najbardziej cieszy mnie proces. Te dni, tygodnie, miesiące, w których książka powstaje. Spotkania z autorami, dialog, czasem nerwy. Dzięki swojej pracy sporo też podróżuję, miałam okazję być w Tokio, Bangkoku, a ostatnio w Reykjaviku. Opowiadam tam o swojej filozofii bycia wydawczynią i o publikowanych w Polsce książkach dla dzieci, a mamy się czym pochwalić.

Jak rodzi się nowy projekt? 

Bywa różnie. Z historią o Szprotce, a nawet pomysłem, kto mógłby ją zilustrować, przyszła do mnie Agnieszka Kowalska. Czyli w zasadzie miałam projekt podany na tacy. Pomysł na „Wszystko gra” Anny Czerwińskiej-Rydel i Marty Ignerskiej narodził się w trakcie mojej wizyty na koncercie symfonicznym. Teraz powstaje książka, której zaczątkiem była przeczytana przeze mnie notatka w gazecie. Wiesz, reagujemy na życie, Joanna Olech i Edgar Bąk kończą książkę o równości kobiet i mężczyzn. Zuzanna Malinowska jest w trakcie pracy nad autorską książką „Ale drzewa!”.

Jak długo powstaje książka, od pomysłu do realizacji?

Zwykle to kilka miesięcy, ale na przykład „Kto ty jesteś?” Joanny Olech i Edgara Bąka powstawała 2 lata. Warto było czekać. Ta książka się w ogóle nie starzeje.

Tak, to znakomita pozycja, wznowicie jej nakład? 

Tak, planujemy wznowienie pod koniec roku.

Skąd wiesz, że masz dobry pomysł na książkę? 

Kiedyś to była wyłącznie intuicja, dziś mogę powiedzieć, że mam już jakieś doświadczenie. Ale rzadko się z kimś konsultuję, nie robię testów na swoich dzieciach. Rynek książki dla dzieci jest w tej chwili bardzo nasycony. Trzeba naprawdę dobrego pomysłu, by przebić się na księgarskie półki.

 

Z jakimi trudnościami się mierzysz? 

Zawsze widzę szklankę do połowy pełną. Trudności mnie mobilizują. Dziś to duża konkurencja na rynku.

Która książka z Wytwórni jest twoją ulubioną?

Książki, które wydaję, nie są wynikiem chłodnej kalkulacji, konsultacji z działem handlowym i marketingu, to raczej moje komunikowanie się ze światem, zatem każda jest ważna. Teraz wskażę „Balladę” Blexbolexa, niezwykły koncept jednego z ciekawszych obecnie twórców książek obrazkowych dla dzieci. W tym roku w Bolonii francuski wydawca Albin Michel Jeunesse zaprosił wszystkich wydawców Blexbolexa z całego świata. To był wspaniały wieczór, spotkanie z lekko zwariowanymi wydawcami i bardzo skromnym autorem.

Jak polujesz na zagraniczne tytuły?

Jeżdżę na Targi Książki dla Dzieci w Bolonii, co roku od 12 lat. Te wyjazdy sprawiły, że mam już swoich wydawców, którzy mają podobny do naszego profil i zawsze mają w swoim katalogu jakieś niespodzianki. Z drugiej strony mam wrażenie, że coraz trudniej o dobry, niebłahy temat. Ale na przykład wczoraj napisała do mnie tłumaczka z propozycją wydania uroczej, bardzo zabawnej książki niemieckiego wydawcy. To praktycznie propozycja nie do odrzucenia i cieszę się, że napisała właśnie do mnie!

Od kilku miesięcy masz swoją księgarnię, co to za miejsce? 

Księgarnia Wytwórnia na Chmielnej 10 w Warszawie zaczęła działać w marcu tego roku. Mamy świetny adres: Chmielna 10 – centrum miasta, skwerek, przy którym jest kilka księgarń. To jest dla nas naprawdę przełomowe wydarzenie, w końcu możemy pokazać się światu!

Pięknie się pokazujecie, długo planowałaś to miejsce?

Od dłuższego czasu myślałam, że najwyższa pora już wyjść z biura i stworzyć autorskie miejsce, w którym są wszystkie nasze książki, mogę tu zorganizować autorskie spotkanie lub po prostu przyjść i popracować. Lokal jest miejski, konkurs na otwarcie tu księgarni wypatrzył Robert, który potem zorganizował remont, urządził wszystko jak trzeba. Wszyscy, którzy tu przychodzą mówią, że to piękne miejsce.

Co się u was dzieje? 

Rozkręcamy się i mam nadzieję, będziemy zaskakiwać. Księgarnia jest niewielka, działamy w Kolektywie Warszawskich Księgarń Kameralnych. Mamy ambicje stworzyć ciekawy program kulturalny dla dzieci i dorosłych, nie tylko miejsce sprzedaży. Pokazujemy wystawy, organizujemy pokazy ilustrowania na żywo. Gościliśmy już wystawę ilustracji Marii Dek z książki „Kiedy będę duża”, piękne psie portrety Oli Jasionowskiej, a teraz pokazujemy ilustracje Marty Kopyt z ostatniego Wytwórnika „Punkt wyjścia”. Marta „namalowała” nam też piękną witrynę. Rozpoczęliśmy cykl warsztatów Akademia Wytwórnia, Czytam obrazy. Wkrótce przyjedzie do nas Ada Augustyniak i poprowadzi warsztaty artystyczno-filozoficzne… dla dorosłych.

 

Zdradzisz nam, jakie masz najbliższe plany? 

Trwają, w tych tygodniach, intensywne prace nad książką Ewy Solarz, Agaty Szydłowskiej i Agnieszki Kowalskiej „Elementarz polskiego dizajnu, czyli 100 projektów narysowanych przez 25 ilustratorów”. To niezwykłe historie przedmiotów i projektów, które powstały w Polsce w ostatnim stuleciu. Sama czytam je z wielkim zaciekawieniem. Udało nam się zaprosić do współpracy czołówkę polskiej ilustracji, zdradzę kilka nazwisk: Bąk, Młodożeniec, Lange, Dziubak, Pawlak. Premiera książki jest zaplanowana na wrzesień i ukaże się w języku polskim i angielskim. Całe przedsięwzięcie to publikacja książki i duża wystawa, której kuratorką jest Ewa Solarz. Będą pokazane ilustracje, obiekty, zdjęcia. Organizatorem wystawy jest Instytut Adama Mickiewicza i wystawa będzie podróżowała po całym świecie.

 

Co najchętniej robisz po pracy? 

Praca pochłania sporą część mojego życia, w zasadzie to mało mi zostaje tego czasu „po pracy”, nawet go tak nie dzielę. Regeneruję się w ruchu lub sadząc kwiaty w ogrodzie. Mam już nastoletnie dzieci i mogę sobie też pozwolić na luksus nic-nierobienia.

Książka, która prywatnie zrobiła na tobie największe wrażenie? 

Ostatnio zachwyciła mnie książka duetu Szwajcarów Germano Zullo i Albertine „Mon tout petit”, w zeszłym roku ta książka zdobyła nagrodę Bologna Ragazzi. W bardzo prosty i wzruszający sposób pokazuje cykl życia, relację między matką i synem, kobietą i mężczyzną. Rozważamy jej wydanie.

Książka z Wytwórni, którą trzeba zabrać na wakacje to…

Zabierzcie „Punkt wyjścia” Marty Kopyt i przekonajcie się, co może wyniknąć z połączenia dwóch punktów, potem trzech punktów, czterech, pięciu… i tak w nieskończoność.

Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za wszystkie plany!

Rozmawiała: Paulina Filipowicz

Zdjęcia: Joanna Szpak-Ostachowska/joannawkolorze.pl

 

 

Leave a comment 4 komentarze

  1. „Tuwim wiersze” to była pierwsza książka kupiona córce 9 lat temu. Od tamtej pory pierwsze co robię planując zakup książki, to sięgam do WYtwórni. Ale tez od tamtej pory czuje się jakby bystrzejsza, uważniejsza na rynku książki dziecięcej. W zasadzie to skorzystałyśmy na tym obie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama