Nieperfekcyjny nieporadnik dla mam

Rozmowa z Marią Tymańską

Tysiące pytań i wątpliwości, które pojawiają się w ciąży i po porodzie sprawiają, że zaczynamy szukać informacji. Błądzimy między tym co ważne, a tym co spokojnie można byłoby rzucić w zapomnienie.

Na szczęście w wirtualnej przestrzeni są mamy, które chcą dzielić się swoim doświadczeniem i które robią to dobrze! Prowadząc blogi ujednolicają przekaz płynący z różnych źródeł, przekazując przydatną i skondensowaną w jednym miejscu wiedzę. Są też takie, które idą o krok dalej i wydają książki. Opisują w nich swoje wzloty i upadki, dzieląc się z czytelniczkami dobrymi radami i osobistymi przemyśleniami.

Taka jest właśnie książka Marii Tymańskiej #MAMA. Nieperfekcyjny nieporadnik. Uczy dystansu do matczynych obowiązków i wywołuje uśmiech. Na ilość pozytywnych anegdot płynących z treści tej książki nie będziecie narzekać! Zapraszam was dzisiaj na rozmowę z mamą trzyletniej Luny i prawie pięcioletniego Teo. O książce, o dzieciach i o poszukiwaniach przepisu na idealne macierzyństwo, albo raczej o jego braku. Chodźcie!

*

Zwróciłam uwagę na twoją książkę, bo wydałaś mi się zwyczajną mamą, która dzieli się swoim doświadczeniem. Jaką mamą jest Maria Tymańska?

Mamą, która dopiero się wszystkiego uczy. To swego rodzaju paradoks, że mówię o tym w momencie, gdy na rynku dostępna jest moja książka, która – o ironio – w księgarniach umieszczana jest wśród poradników. Jednak nie bez powodu nazwałam ją właśnie „nieporadnikiem”. Jeśli chodzi o moje mityczne doświadczenie to czasem zastanawiam się jak to możliwe, że będąc mamą już cztery i pół roku, wciąż utrzymuję status zerowej liczby ofiar wśród ludzi.

Ale czy to nie jest tak, że bycia mamą uczymy się latami? 

Myślę, że podobnie jak wszystkie rzeczy na świecie, macierzyństwo wymaga treningu. Zanim dowiesz się jak szybko i sprawnie uniknąć histerii na środku supermarketu, musisz doświadczyć przynajmniej kilku awantur, z uwzględnieniem rzucania produktami z półek, czyli taki pełnowymiarowy pokaz możliwości ku uciesze wszystkich klientów sklepu. Zanim nauczysz się kłaść spać dwójkę opornych indywidualistów, na bank przynajmniej dwa razy wydrzesz się i cztery razy zapłaczesz z bezsilności i zmęczenia. Tak to dla mnie wygląda – nieustająca, nauka, która często wkurza, ale jeszcze częściej uczy pokory.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Opowiedz o swoich dzieciach. Jakie mają charaktery?

Teo, który ma obecnie niewiele ponad cztery i pół roku, jest jednym z najbardziej niesamowitych dzieci jakie znam, i wcale nie mówię tego dlatego, że jest moim synem (śmiech). Ma ogromną potrzebę uczenia się, eksperymentowania i badania całego otaczającego go świata. Niezwykle szybko przyswaja wiedzę, uwielbia angielski i matematykę, powoli zaczyna czytać i pisać. Jest ogromnym fanem Harry’ego Pottera i nauczył się chyba wszystkich zaklęć jakie się tam pojawiają na pamięć. Największym wyzwaniem jest dla niego zrozumienie i opanowanie własnych emocji, bo ten rozwój emocjonalny zdaje się nie nadążać za intelektualnym. Trzeba z nim dużo rozmawiać, a przy okazji wykazywać się nadludzkimi pokładami cierpliwości (których mi, zwłaszcza od kiedy pełnoetatowo spędzam czas również z innymi dziećmi, nieustannie brakuje) i dawać ogrom wsparcia. Jest to niezwykła nauka w rzeczywistości, która wymaga od nas pędu i szybkich reakcji. Teo musi zawsze dokładnie zrozumieć dlaczego czegoś od niego wymagasz. Ale czasem nawet najrozsądniejsze argumenty go nie przekonują. I tak od dwóch tygodni codziennie wieczorem debatujemy na temat ilości i rodzaju bakterii, i zarazków przebywających na ciele chłopca, który kontestuje ideę kąpieli.

A Luna? Jest podobna do starszego brata?

Luna to nasz mały, słodki przytulak, który od niedawna zaczął pokazywać rogi. Wcześniej była zdominowana przez Teo, teraz, u progu trzecich urodzin, nieustannie pokazuje, że ona także ma coś do powiedzenia w tej rodzinie. Jej największą obecnie pasją są zwierzęta, choć te nie zawsze odwzajemniają tę trudną miłość pełną buziaczków i przytulasków. Od samego początku Luna była niezwykle mocno związana ze mną, w efekcie spędziła niezliczoną ilość godzin przytroczona do moich pleców w chuście. Była jednym z tych dzieci, które wrzeszczały jak oparzone, gdy ktokolwiek inny, włączając Tymona, choć na chwilę brał je na ręce, logiczne więc, że teraz to głównie ze mną się kłóci. O wszystko i bez przerwy, gdy natomiast pojawi się ukochany tatuś, zmienia się na powrót w uroczą, malutką dziewczynkę. Choć nieraz rwę włosy z głowy ganiając ją po całym domu i prosząc, żeby założyła bluzkę, albo doświadczając kolejnego, klasycznego focha (jest i przytup i założone na ramionach ręce, oraz wydęta w grymasie bezbrzeżnego oburzenia mina), to muszę przyznać, że jej słodkie przytulaki i całusy działają jak najlepszy balsam na każdy smutek dnia.

 

 

Twojej książce bliżej do formy pamiętnika, a jednak na okładce czytamy: nieperfekcyjny nieporadnik.
Czym jest Twoja książka?

#MAMA. Nieperfekcyjny nieporadnik to zbiór tekstów, uporządkowanych chronologicznie, dotyczących kolejnych etapów macierzyństwa. W tej książce jest trochę wiedzy, zapewnionej przez autorytety takie jak promotorka karmienia piersią, doradczyni chustowa czy psycholog, i jest trochę rzetelnego opisu różnych filozofii rodzicielskich. Piszę między innymi o sposobach na usypianie dziecka, o BLW czyli o samodzielnym jedzeniu niemowląt czy skokach rozwojowych, ale przede wszystkim jest też sporo gawędziarstwa i luźnych opisów moich matczynych wzlotów i upadków.

Czy można powiedzieć, że to poradnik pisany przez mamą dla innych mam? 

Bardzo mi zależało, żeby nie nazywać tej książki poradnikiem, bo ja nie czuję się osobą wystarczająco kompetentną do pisania poradników. Nie jestem psychologiem klinicznym, ani matką dziesięciorga dzieci. Mogę jedynie szczerze opowiedzieć o tym, co mnie zainteresowało na mojej parentingowej ścieżce rozwoju, za czym podążyłam, a co całkowicie odrzuciłam. Jeśli komuś się to spodoba – super, ekstra! Jeśli nie – też to zrozumiem. Przyznam szczerze, że ostateczną motywacją był fakt, iż wydawnictwo się do mnie zgłosiło i zaproponowało wydanie moich wypocin. Szok był chyba równie ogromny co przerażenie: jak ja dam radę, o czym napiszę i czy ktokolwiek będzie chciał to w ogóle przeczytać?
Cieszę się, że wokół mnie były osoby, które we mnie wierzyły, bo inaczej poddałabym się już po pierwszym rozdziale.

Czy twoim zdaniem macierzyństwo dodaje skrzydeł w kwestii realizacji swoich pasji?

Jak zwykle – to zależy. Faktycznie zauważam pewien trend realizacji siebie i swoich marzeń, a rzucania nudnej, znienawidzonej pracy w korpo, wśród mam wracających z urlopu macierzyńskiego, ale to wydaje mi się całkowicie logiczne. Gdy w domu zostawiasz nie kota czy szafę pełną ciuchów albo inne drobnostki, ale najukochańszą na świecie istotę, dużo ważniejsze jest dla ciebie to dokąd idziesz. Czas się kurczy i staje się coraz cenniejszy, chcemy go więc poświęcać na coś, co daje nam radość.
Bywają jednak przypadki kobiet, które czują, że urodzenie dzieci podcięło im, przynajmniej na jakiś czas, skrzydła. I to nie jest tak, że ich myślenie jest błędne, albo że powinno się je na siłę wyciągać z domu. Dziecko przeorganizowuje wszystko i czasem przez chwilę zawisamy w pustce i marazmie, zanim zdecydujemy się na to, co dalej chcemy robić. Czasem to będzie realizacja szalonych pasji, a czasem powrót do spokojnej, pracy dającej nam niezbędne poczucie stabilizacji. Nie ma lepszej ani gorszej ścieżki.

 

 

 

O kim myślałaś pisząc swoją książkę?

Wyobrażałam sobie dziewczynę w ciąży lub świeżo upieczoną mamę, która szuka w księgarni czegoś, co wskaże jej jakiś ogólny kierunek, w którym mogłaby podążać. Pamiętam, że ja w pierwszej ciąży za taki kierunkowskaz obrałam sobie „Język niemowląt” Tracy Hogg, który zrobił mi dużo krzywdy. Dziś już wiem, że autorytarne i nie uwzględniające żadnych odstępstw od świętych reguł poradniki przez duże P to nie moja bajka. Trochę czasu minęło zanim ukształtowały się moje rodzicielskie poglądy i teraz wiem już, że nie zgadzam się z większością twierdzeń pani Hogg. Mimo to, starałam się je obiektywnie i rzetelnie przedstawić w książce, właśnie po to, żeby dać czytelniczce możliwość wyboru i wyznaczenia własnej ścieżki.

 

 

 

 

W książce zamieściłaś wiele informacji, które wymagały sprawdzenia, researchu. Ktoś ci pomagał, wspierał?

W pisaniu nie pomagał mi nikt i faktycznie spędziłam wiele godzin na przeszukiwaniu stron internetowych i szukaniu informacji. Przyznaję bez bicia, że do biblioteki nie chodziłam. Pisząc książkę poczułam, że już wiem na co było to całe pisanie pracy dyplomowej na studiach – umiałam nawet zrobić bardzo profesjonalne przypisy w Wordzie! (śmiech) Było natomiast sporo wsparcia. Pierwszym korektorem i analitykiem moich nie-zawsze-złotych myśli była moja przyjaciółka Daria, mistrzyni przecinków, która od czasów liceum nieustannie poprawia moją frywolną interpunkcję. To mój prawdziwy dziennikarski autorytet. Dziękuję jej za wszystkie godziny, które spędziła zapewniając mnie, że to co piszę nie jest tak złe jak Pięćdziesiąt twarzy Greya.

 

 

Twoje dzieci już wyrosły z pieluch i okresu niemowlęctwa. Planujesz wydać coś dotyczącego późniejszego rozwoju dzieci czy też może porzucasz świat dzieci i idziesz swoją drogą?

Mój mąż namawia mnie na to, żebym zaczęła pisać literaturę dla młodzieży. Przy moim tempie pisania, skończę pierwszą część akurat kiedy Teo wejdzie w wiek potencjalnego odbiorcy. To byłoby dosyć wygodne i obiecujące, pamiętajmy że J.K.Rowling zaczęła tworzyć Harry’ego Pottera właśnie dla swoich dzieci. (śmiech)
A tak naprawdę póki co o tym nie myślę. Wiem, że chcę wrócić do regularnego pisania bloga i na ten moment moje pisarskie plany kończą się w tym miejscu. Książka przez długi czas wysysała ze mnie wszystkie pokłady kreatywności, dosłownie zjadała najlepsze zdania, jakie powstawały w mojej głowie. W efekcie nieraz godzinę głowiłam się nad prostym opisem zdjęcia na Instagramie. Kolejna książka w tak szybkim czasie, mogłaby mnie zamienić w komunikującą się monosylabami amebę, a tego raczej nie chcę.

Zachwyciło mnie zdjęcie twojego synka smakującego farbki. Twoim relacjom często towarzyszy nieprzeciętny humor. Masz wesołą rodzinę! Jak to się robi?

No cóż, rodzina Tymańskich jaka jest każdy widzi. Z takim mężem i moim temperamentem chyba nie dałoby się inaczej. Nasze dzieci to miks ich indywidualnych predyspozycji z naszym wariactwem. Zazwyczaj bywa śmiesznie, ale czasem bywa i strasznie.

Nie trudno mi w to uwierzyć! Dziękuję za rozmowę.

 *

Książkę Marii Tymańskiej #MAMA. Nieperfekcyjny nieporadnik Wydawnictwa Pascal kupicie tutaj.

Ładnebebe jest jej patronem mediowym.

Rozmawiała: Marta Szczepanik

 

Zdjęcia: Kasia Rękawek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.