Mama, rozmowa

Nie’doskonałe #2

Zapraszamy na drugi odcinek cyklu Nie'doskonałe, przygotowanego razem z marką Whisbear i Riyą Sokół.

Pierwszą rozmowę – z Malwiną – znajdziecie tu. Spotkała się z waszym szerokim odbiorem. Pisałyście do nas o swoich problemach, emocjach i codziennych trudnościach. Pisałyście też o sile, jaką dało wam macierzyństwo i o ogromnej miłości, która potrafi przenosić góry. Dziękujemy.

Dziś spotykamy się z Agnieszką, znaną jako slodki_ciezar, mamą Heleny i Irenki. Piękną, nierzadko zmęczoną kobietą, która ujęła nas swoim luzem. Ona już wie, że niektóre rzeczy trzeba odpuścić. Przeczytajcie, jak sobie radzi i zobaczcie jej dzień w kadrach Marty Pruskiej. 

Jak to było, kiedy zobaczyłaś dziewczyny pierwszy raz? 

Oj, do tej pory pamiętam ten moment, kiedy zaraz po urodzeniu kładą ci dziecko na piersi, coś niesamowitego! Pamiętam każdy szczegół, mimo że to tak bolało. Wtedy uświadomiłam sobie, że jestem mamą, jesteśmy rodzicami i to jest takie nasze, własne i nikt nam tego nie zabierze.

Dziewczyny są niesamowite, Helenka – ciągle uśmiechnięta dwulatka i Irenka, mimo 6 tygodni, też mogę śmiało powiedzieć, że non stop się uśmiecha (śmiech).

Miałaś jakieś oczekiwania?

Pewnie jak każda mama – że jej dziecko będzie chodzącym ideałem (śmiech). Nie będzie miało kolek, będzie spało i chodziło tak, jak ja chcę… Że to jest prosta sprawa – dziecko śpi, je i robi kupy. Spodziewałam się, że tak będzie, a niestety było i jest inaczej (śmiech). Czytając wszystkie książki, miałam plan, który chciałam szybko wdrożyć w życie Heleny. Nie chciałam, żeby miała rozwalony dzień, tylko chodziła spać, jadła, kąpała się o stałych godzinach. Niestety początki były różne, trafił mi się uparty egzemplarz. Rzeczywistość weryfikuje. Planujesz, planujesz, myślisz, że wszystko pójdzie łatwo, a tutaj taki mały człowiek potrafi ci zrujnować misterny plan.

Co było najtrudniejsze? 

Trudno było mi rozpoznać płacz dziecka: czy to z głodu, bólu czy czegoś innego. Przy Helce dość długo mi wszystko szło, teraz już wiem co i jak, jestem cwańsza (śmiech). Praktyka czyni z nas mistrzów i tak też myślę – że dziecka trzeba się nauczyć, wyczuć o co mu chodzi.

Co zmieniło w tobie macierzyństwo?

Świadomość bycia matką – to jest zmiana! Zmieniły się priorytety, teraz myślę, że dzieci są najważniejsze, oczywiście nie zapominając o pozostałych członkach rodziny i samej sobie (śmiech). Jestem na pewno mądrzejsza i zwiększam swój bagaż doświadczeń z dnia na dzień. Cierpliwości, jak nie miałam, tak nie mam, ale na pewno jestem zdeterminowana bardziej w dążeniu do czegoś.

Brakuje ci cierpliwości? Nie zauważyłam… 

Oj tak, brakuje! Już czasem macham ręką na większość rzeczy i myślę: „Niech się dzieje, co chce”. Trzymam nerwy na wodzy i daję sobie upust, bo chyba bym już siwa była (śmiech).

My, mamy często się zamartwiamy…

Tak… teraz zastanawiam się, czemu Hela nie chce się bawić z dziećmi. Kiedy zbiera się grupa powyżej 4 dzieciaków, to ona ucieka i sama się bawi. Myślę, że to może być kwestia tego, że nie chodzi do przedszkola i nie wie za bardzo, że może być tak dużo dzieci w jednym miejscu.

 

Coś cię wyjątkowo męczy? 

Najbardziej męczące jest usypianie Irenki. Jest jakaś nadzwyczajna – potrafi od 40 minut do godziny usypiać, masakra! Ta Mała jest fenomenem!

 

Jakie masz na nią sposoby? 

Kołysanki to mój sposób na usypianie. Z Helką to różnych rzeczy próbowałam: leżenie przy łóżeczku, szum suszarki, miś, smok, czytanie książek, tulenie… Teraz już dorosła do tego, że śpi sama, więc jest spokój.

Znajdujesz czas dla siebie?

Czas dla siebie?! No mam – na kąpiel, suszenie włosów i ewentualnie makijaż. Wstajemy rano i już jest 20, a jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. Kiedyś o 21 już siedziałam przed TV z nogami do góry, a teraz, od 6 tygodni nawet średnio oglądam telewizję. Jeśli córki synchronicznie śpią, robię obiad, pranie, szybkie odkurzanie i mijają 2 godziny. No ale na Instagram i zdjęcia zawsze znajdę czas (śmiech). Jest jeden plus tego braku czasu – przy takiej dwójce chudniesz szybciutko. W domu pokonuje schody góra-dół pewnie z 50 razy dziennie.

Wszystko robisz sama? 

Jestem typem Zosi samosi, ale też nie waham się prosić o pomoc. Ona była mi szczególnie potrzebna na początku, kiedy urodziłam drugą córkę. Wtedy mój mąż Arek został z Heleną 3 tygodnie, żeby ona nie poczuła się odrzucona, przyjechała też teściowa. Chociaż nie ukrywam, że lubię być sama z dziećmi w domu, bo wiadomo jak jest – obecność babci czy kogoś innego bywa krępująca. A sama mogę sobie latać w piżamie cały dzień, jeśli mam ochotę (śmiech).

 

Matka idealna to prawda czy mit?

Nie ma chyba idealnej matki, ja na pewno taka nie jestem. Mam swoje grzeszki, może nie będę się już dzielić nimi publicznie. Raz pisałam o tym na Instagramie i niektóre z mam były zbulwersowane (śmiech).

Krytykowały cię? 

Krytykowały, pisały wiadomości typu: „Jak to tak można”, a przecież każda ma coś na sumieniu i miewa gorszy dzień. Nie wierzę, że jest idealnie.

Co takiego zdarza ci się zrobić?

Kiedy muszę coś zrobić w domu, Helka potrafi oglądać pół dnia bajki. Parówki też potrafi jeść 5 razy dziennie, teraz w ogóle ma fazę na parówki. Masakra! Ogólnie – czasem panuje samowolka (śmiech).

Może to też metoda, patrzę na was i podoba mi się ten obraz niespiętej, uśmiechniętej mamy. Miewasz trudne chwile? 

Oj, miewam i to dość często. Bezradność, totalne zmęczenie, niewyspanie i wtedy następują trudne momenty. A jeśli jeszcze pogoda dobije, to już w ogóle mam ochotę ukryć się pod kołdrą i poczekać aż ten dzień się skończy. Niestety, przy dwójce dzieci to nierealne. Co by nie było – zaciskam zęby i myślę o tym, że właśnie jestem na jakieś rajskiej plaży na Hawajach. I idę dalej! (śmiech).

Tęsknisz czasami po cichu za tymi dniami, kiedy nie było dziewczyn i mogłaś wszystko? 

Zgrzeszę, jeśli powiem, że czasem tęsknię?

Ja zrozumiem. Myślę, że wszystkie zrozumiemy.

Tęsknię czasem za beztroskim życiem studenckim. Nie ukrywam, że mimo posiadania dzieci, czasem chodzę na imprezy – teraz mniej, bo karmię jeszcze małą, a potem to wstawanie o 6-7…  Jedyna myśl trzyma mnie przy życiu: odchowam, oddam do babci na wakacje i będzie druga młodość. (śmiech)

Co jest najważniejsze w byciu mamą? 

Relacje z dziećmi. Przede wszystkim to, żeby one czuły, że je kocham, że są dla mnie wszystkim. I kiedy widzę, jak się rozwijają, cieszą, śmieją i kiedy po raz pierwszy powiedzą „kocham cię”, to jest coś niesamowitego! Bycie mamą to jest już coś! To też ciężka praca, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Jeden uśmiech, radość dziecka są w stanie wynagrodzić wszystko.

Dziękuję za rozmowę i możliwość podglądania was przez chwilę. 

Więcej informacji o projekcie Nie’doskonałe znajdziecie tutaj.

Rozmawiała: Paulina Filipowicz

Zdjęcia: Marta Pruska 

 

Leave a comment 1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama