Na lemoniadzie u Pippi

Rodzinna wyprawa kamperem

Wynajmujemy kampera, mościmy sobie wygodne posłania, pakujemy smakołyki oraz wszelkie niezbędne rzeczy (mamy tyle miejsca!) i ruszamy na północ. Niebywałą, różnoraką, trochę dziką i wciąż zaskakującą. Jeśli tylko zechcemy, będziemy nocować w hotelach tysiącgwiazdkowych. Pod gołym niebem. Jeśli przyjdzie nam ochota, każdego poranka możemy budzić się w innym otoczeniu niż to, w którym przyszło nam zasypiać.

Kasia z Radosnej Fabryki udała się ostatnio w taką podróż.W siódmym miesiącu ciąży, żeby nie było zbyt łatwo! Opowie nam zaraz o swoich wrażeniach z rodzinnego bycia w drodze, figlach płatanych przez szalonego męża-kierowcę, mikromiasteczku, w którym chciałoby się zamieszkać i niepowtarzalnym smaku bagietek z pastą krewetkową. Nadstawcie uszu.

******

Gdzie byliście i kiedy?

Na początku lipca wyruszyliśmy kamperem na północ do krainy skrzatów i troli. Nie przepadamy za stacjonarnym wypoczynkiem, więc jak co roku postawiliśmy na przygodę w podróży. Trasa obejmowała Niemcy, Danię, Norwegię i Szwecję.

Jak tam dojechaliście?

Wypożyczyliśmy kamper. Początkowo planowaliśmy jechać naszym autem zapakowanym pod sufit i spać pod namiotem lub w chatkach.  Szczęśliwie, przemyśleliśmy plan ze szczególną uwagą na fakt, że byłam wtedy w siódmym miesiącu ciąży. Kamper był świetnym pomysłem i wielką atrakcją dla naszych chłopaków. Sporo też musieliśmy przeprawiać się promami, szczególnie w Norwegii. Za każdym razem wzbudzało to u chłopców niesamowite emocje.

Gdzie się zatrzymaliście?

Każdą noc spędzaliśmy w innym miejscu. W Norwegii i Szwecji można zatrzymać się na nocleg w zasadzie wszędzie, gdzie nie przeszkadza się mieszkańcom. Większość nocy parkowaliśmy na kempingach, a kilka razy spaliśmy „na dziko”. Trafiały się góry, plaża, marina albo wodospad wpadający do zamarzniętego jeziora. Robert często robił nam „niespodzianki noclegowe”, budziliśmy się w zupełnie innym krajobrazie niż zapamiętaliśmy wieczorem.

Co jedliście?

Wielu znajomych uprzedzało nas, że jedzenie jest specyficzne i dość kosztowne, dlatego przed wyjazdem babcie wkroczyły do akcji i przygotowały weki z ulubionych smakołyków chłopców. Mieliśmy kuchnię gazową, toster elektryczny i gotowaliśmy jak w domu.  Poza naszą kwaterą jedliśmy ryby i owoce morza na targach rybnych. I dużo lodów!

ladnebeb_kudlata_DUZE

 

Nigdy nie zapomnicie smaku…

Świeżej bagietki wypełnionej sałatką z krewetek i majonezu, jakie serwują w porcie w Smogen w Szwecji. Smogen jest małym miasteczkiem wybudowanym na skałach, z przeuroczymi drewnianymi, kolorowymi domkami. Chłopaki za to zajadali się żelkami, wystarczy im na jakiś rok!

Jak spędzaliście czas?

Dni mijały nam bardzo powoli, nigdzie się nie spieszyliśmy, nie goniliśmy za zaliczeniem jak największej liczby atrakcji. Najważniejsze punkty naszej podróży, które zaplanowaliśmy przed wyjazdem, to Legoland w Danii i Vimmerby w Szwecji. Kamperem podróżuje się powoli, więc mieliśmy dużo czasu na wypatrywanie przez okno ciekawych miejsc i czytanie przewodników. Jeśli coś nam się spodobało, po prostu zatrzymywaliśmy się i szliśmy zwiedzać. Wieczorem docieraliśmy na kemping, ponieważ było nadal widno to do północy można było poznawać sąsiadów z innych krajów albo grać w planszówki.

Najwięcej frajdy sprawiło Wam…

Vimmerby – miasteczko poświęcone twórczości Astrid Lindgren. Miejsce zupełnie inne niż parki rozrywki spod znaku międzynarodowych producentów medialnych. Nie było wszechobecnych automatów z piłeczkami i pierdółkami, stoisk z hot-dogami, nie było nic nachalnego. Wspaniałe miejsce, gdzie dzieciaki czują się jak w bajce. Spędziliśmy tam cały dzień, sami wchodząc  do malutkich drewnianych domków ze znanych książek Astrid, a w każdym obowiązkowo Tymo serwował nam ciasto czekoladowe z błota. Niewątpliwą przewagą tubylców jest możliwość obejrzenia kilku spektakli w teatrach w ojczystym języku. Mimo bariery językowej nasi chłopcy byli  zachwyceni, jak zobaczyli „prawdziwą” Pippi. Szczerze mówiąc sama czułam się tam jak dziecko.

Co zrobiło na Was największe wrażenie?

Norweskie krajobrazy , ich zmienność i niesamowite kolory. Fiordy w rzeczywistości nie jedzą z ręki, ale i tak warto było je zobaczyć. Chłopaki do tej pory wspominają Legoland i już planują kolejny wyjazd.

5 rzeczy/miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć…

  1. Billund (DK) – Legoland – najstarszy, taki jak pamiętaliśmy z migawek w „Teleranku”. Nieopodal jest super kemping z wielkim placem zabaw i z figurkami zwierząt z klocków.
  2. Vimmerby (SE) – Świat Astrid Lindgren – obowiązkowo!
  3. Skagen (DK) – miejsce gdzie zderzają  się czołowo fale  dwóch mórz -Bałtyku i Morza Północnego. Zrobiło  to na nas niesamowite wrażenie.
  4. Smogen (SE) – piękna drewniana marina w letnim kurorcie w Szwecji, pyszne owoce morza. Spędziliśmy tam cały dzień leżąc w słońcu na pomoście i łapiąc kraby na parówki.
  5. Brinksdalsbreen i Geiranger – w niedużej odległości od siebie można podziwiać łatwo dostępny jęzor lodowca w parku narodowym oraz malownicze miasteczko w dolinie, gdzie kończy się fjord wchodzący na blisko 100km w głąb lądu.

Co warto ze sobą zabrać?

Podróżując kamperem można zabrać wszystko. Na pewno następnym razem na wyprawę kamperową zabierzemy rowery, ułatwia to bardzo zwiedzanie okolicy, w której ma się postój. Warto też pamiętać o ładowarce do aparatu i plecaku!

Gdzie robiliście zakupy?

 Zaopatrywaliśmy się najczęściej w sklepikach na kempingu, lokalnych bazarkach, jeśli takie znaleźliśmy. Na koniec podróży zrobiliśmy zapasy w szwedzkim markecie, który do złudzenia przypominał nam sklepy w USA . Wszystkie produkty mają piękne opakowania i trudno było się oprzeć chrupkiemu pieczywu czy musztardzie.

 

Jakie przywieźliście pamiątki z podróży?

Jesteśmy zbieraczami, dlatego nie mogliśmy ominąć kramów z szyldem „loppis”. Jak zwykle przybyło nam metalowych tac, drewnianych zabawek, a Robert kupił u pana Alfreda piękny skórzany plecak traperski z miękkiej skóry. Magnesy na lodówkę to już tradycja i oczywiście worki kamieni, patyków i innych skarbów.

Piosenka, która najtrafniej oddaje klimat Waszej podróży…

Jadąc przez wielokilometrowe tunele Robert najczęściej wracał do hipnotyzującego Tiefschwarz – City Sounds.

 

A w ciągu dnia cała rodzina bujała się przy Groove Armada – But I Feel Good.

A my już na koniec motywujemy Kasię do masowej produkcji tych cudownych czapek i bluzek!!!

Poniżej znajdziecie nasz wybór produktów zainspirowanych wyprawą Kasi i jej rodziny.

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.