Czas wolny, Pomysł na podróż

Na chińskim szlaku

Jedni wolą podróżować w pojedynkę, inni w bandzie. Mereczowie, czyli Ola, Paweł, Tosia, Malinka i malutka Miłka, zgrani są do tego stopnia, że żadna droga, choćby najbardziej wyboista, im nie straszna. Tu nikt w czasie przedłużającej się jazdy samochodem nie marudzi, bo wszyscy mają zbyt wielki apetyt na to, co się odbędzie u celu podróży. A potem chłoną wrażenia jak gąbki i dzielą się nimi malowniczo na swojej stronie i profilu fb.   ladnebebe_merecz_hongkong19   Dziś opowiedzą nam o swojej wielkiej wyprawie do Chin, a więc płataniu figli kubkom smakowym, mocnym zderzeniu z egzotyką, o bezowocnych poszukiwaniach soku jabłkowego  i rikszarzach ze smykałką do interesu.

***

Gdzie byliście i kiedy? Dwa lata temu, czyli jeszcze bez Miłki, pojechaliśmy do Chin. To było marzenie Tosi i przeznaczyła na to swoje pieniądze z komunii (troszkę dołożyliśmy, ale o tym sza!)   ladnebebe_merecz_hongkong21 [gallery type="rectangular" size="large" ids="40831,40832"] ladnebebe_merecz_shanghai17 Jak tam dojchaliście? Samolotem z przesiadką w Dubaju. Gdzie się zatrzymaliście? Chcąc w Chiny się “zanurzyć", na początku poszliśmy w klasyk - mały klimatyczny hotelik w tradycyjnym pekińskim hutongu. Wieczorem za oknem w zaułku wymachiwał nunczako jakiś facet w stylu Bruce’a Lee. Ludzie wokół prowadzili tam swoje tradycyjne życie. Ale było też trochę turystów, bo każdy chce być blisko tak zwanego real life. Później zatrzymywaliśmy się w kolejnych miastach: Xi’an, Luoyang, Shanghaju i Hongkongu. Co jedliście? W Chinach nie było dla nas łatwo o jedzenie, Paweł wegetarianin, a Tosia zero eksperymentowania, dlatego zawsze staraliśmy się najeść do syta podczas hotelowego śniadania. Chińczycy mają naprawdę świetną kuchnię z mnóstwem warzyw i dziwnych liści oraz pierożki. Ta kuchnia zupełnie nie przypominała tego, co w Polsce uważa się za kuchnię chińską. Nigdy nie zapomnę smaku... Wcale niełatwo było coś zjeść na mieście, bo trudno wybrać coś z karty napisanej wyłącznie po chińsku. Kelnerzy także nie mówili po angielsku, nie rezonowało nawet samo słowo „vegetarian”. Bardzo chcieliśmy jednak spróbować chińskiej kuchni, więc czasem wybieraliśmy coś na chybił trafił, nie zawsze z pozytywnym skutkiem. Raz nawet zdarzyło nam się pozamawiać mnóstwo rzeczy i dopiero po fakcie zorientowaliśmy się, że wcale nie jesteśmy w chińskiej restauracji lecz w japońskiej. Kelner przyniósł nam dziwne zimne zupy. Nigdy nie zapomnę tego smaku i naszych min w tamtej chwili! Warto w Chinach zakosztować jedzenia sprzedawanego na ulicy, zarówno różnego rodzaju owoców, mleka kokosowego jak i placków z różnymi farszami szykowanymi na miejscu. Można też kupić tzw. „stuletnie jaja”, których niestety nie odważyliśmy się spróbować. Na początku filmu o Xi’an (długa wersja) widać trochę tych chińskich przysmaków. Niestety – uwaga, w Chinach sok jabłkowy jest nie do zdobycia! (no może poza Hongkongiem) – a był to wtedy jedyny ulubiony sok Malinki. Musiała niechętnie przerzucić się na pomarańczowy z „papierochami”, jak przekręcała wówczas słowo „paprochy”, czyli swobodnie pływającym miąższem. Jak spędzaliście czas?  I co sprawiało Wam najwięcej frajdy?  Spędzaliśmy czas na włóczęgostwie, czyli chodząc od miejsca do miejsca, poznając nowe klimaty, zabytki, ogrody, ale też obserwując zwierzęta i roślinność, krótko mówiąc – poznając świat. Co ciekawe, zarówno my jak i dziewczyny szybko się przyzwyczailiśmy i w Chinach zasadniczo czuliśmy się raczej swobodnie, na luzaku. [gallery type="slideshow" size="full" link="file" ids="40822,40823,40827"] ladnebebe_merecz_shanghai10ladnebebe_merecz_chinski mur3 ladnebebe_merecz_makao5 Co zrobiło na Was największe wrażenie? Hongkong! To niezwykłe miasto łączące klimat Nowego Jorku, Londynu i tropików. Ale generalnie w Chinach wszystko jest różne od tego, co mamy w Europie, za każdym razem otwierały nam się szeroko oczy. ladnebebe_merecz_hongkong6 ladnebebe_merecz_hongkong12 ladnebebe_merecz_hongkong14 ladnebebe_merecz_hongkong10ladnebebe_merecz_hongkong13 5 rzeczy które koniecznie trzeba zobaczyć: Longmen Grottoes w Luoyang, gdzie na przestrzeni 1 km znajduje się wykutych w nadrzecznym klifie 2500 grot, a w nich ponad 100000 posążków (od 2 cm) i posągów (do 17m) Buddy, a właściwie różnych Buddów. Niesamowite, że wieczorem robiony jest tam spektakularny pokaz światło i dźwięk z laserami. Czad! ladnebebe_merecz_luayang2 ladnebebe_merecz_luayang3 ladnebebe_merecz_luayang5 Dalej – „Perła Orientu” w Szanghaju, czyli ta niesamowita wieża z kulami, z których ta najwyższa ma przeszkloną podłogę pół kilometra nad ziemią!  Pekińskie Zakazane Miasto, to jasne! A na piątym miejscu ex aequo: klasztor Shaolin (rzecz niezwykła, stary bo pochodzący z V wieku, klasztor mieści się w czymś w rodzaju rozległego parku sportu! – jest tam kilkanaście całkowicie współczesnych ośrodków treningowych, gdzie setki ubranych w dresy dziewczyn i chłopaków chodzą i bawią się wieczorami; ale największe wrażenie robi spacer na szczyt pobliskiej góry, gdzie znajduje się historyczna jaskinia, w której żył i medytował Bodhidharma – założyciel buddyzmu zen) oraz Wielki Mur – nic a nic nieprzereklamowany! ladnebebe_merecz_shaolin5 ladnebebe_merecz_shaolin4 ladnebebe_merecz_shaolin3 [gallery type="rectangular" size="large" ids="40860,40849"] ladnebebe_merecz_shaolin9ladnebebe_merecz_chinskimur1ladnebebe_merecz_chinskimur2 A co można sobie odpuścić? Motoriksze w Pekinie. Ku przestrodze powiemy tylko eufemistycznie, że kierujący nimi rikszarze to jeden w drugiego nieuczciwi naciągacze, którzy po kursie żądają ceny nawet 10 razy wyższej niż uzgodniona. Omijać z daleka! Poza tym nie polecamy Aquaparku w Miasteczku Olimpijskim w Pekinie – wprawdzie zabawnie było skakać w rytm China-disco z setkami rozbawionych kąpielowiczów na sztucznej fali, ale niestety standardy czystości i higieny jakoś nie przystają do naszych. Co warto ze sobą zabrać? Fiszki z podstawowymi zwrotami po chińsku, a najlepiej gadającego lub piszącego cyber-translatora (choćby Google-translatora w iPhonie), bo nawet na najnowocześniejszym dworcu kolejowym niesamowitych szybkich linii kolejowych zero kumacji po angielsku, niestety. Gdzie warto pójść na zakupy? Zasadniczo wszędzie wszystko Made in China, czyli… jak u nas (śmiech). Fajnie było nabyć kilka lokalnych drobiazgów na straganiczkach tu i tam. ladnebebe_merecz_hongkong22 Jakie przywieźliście pamiątki z podróży? Gimnastyczne wstęgi-szarfy na patyku kupione za 5 juanów na placu Tienanmen, a którymi dziewczynki bawią się do dziś (widać je na filmiku o Chińskim Murze Badaling). Portfelik kupiony charytatywnie w siedzibie hongkongdzkiego WWF-u, parasolkę w kształcie Sticha z Disneylandu w HK, genialne kubki z wypukłymi wizerunkami najciekawszych miejsc w Pekinie i Szanghaju ze Starbucksa, zapalniczkę z chińskim Kałachem, z której komisyjnie wypuszczono gaz na lotnisku w Szanghaju, torebkę w kształcie ryby dla Tosi, dziennik, który Tosia dzielnie pisała... No i oczywiście trochę herbaty! Piosenka, która najbardziej oddaje klimat Waszej podróży? Brodka “W pięciu smakach”. Wiem, że to o Warszawie, ale tak mi się kojarzy. Może dlatego, że podłożyłam ją pod pierwszy montaż filmiku o Chinach...   Po więcej relacji z podróży rodziny Mereczów zapraszamy tu oraz tu.

Leave a comment 1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama