książka, Kultura

Mój tata tańczy w balecie

Magia zaklęta w balecie potrafi działać na wyobraźnię. Zwłaszcza, gdy główną rolę w tej fantazji odgrywa tancerz i tato, w którego córeczka wpatrzona jest jak w obrazek.

Tą córeczką jest 7-letnia Amelia, która nie rozstaje się z lalą uszytą przez mamę, byłą tancerkę baletową. Dziewczynka patrzy z podziwem, a chwilami także z rozdrażnieniem na swojego tatę, Maksima Woitiula, pierwszego solistę Polskiego Baletu Narodowego. Niecierpliwie wyczekuje jego występu za kulisami, stroi miny do teatralnych kukiełek i poprawia tacie makijaż. Ten czuły obraz miłości między córką a ojcem sportretował Robert Wolański w książce pt. „Mój tata tańczy w balecie”. Zdjęcia opatrzyła tekstem Iwona Witkowska, nasza dzisiejsza rozmówczyni, która opowie o pracy z fotografem Robertem Wolańskim i o tym, jak rodzą się tak genialne pomysły. Posłuchajcie.

***

Jak wpadła Pani na pomysł książki „Mój tata tańczy w balecie”? 

Pomysł jej napisania pojawił się w związku z miejscem, w którym pracuję. Teatr Wielki – Opera Narodowa to przestrzeń, w której codziennie obcuje się ze sztuką, nawet jeśli bezpośrednio nie jest się związanym z działaniami scenicznymi.

Skąd Pani zainteresowanie tańcem klasycznym?

Książka nie jest wynikiem jakiejś szczególnej miłości do tańca klasycznego, a raczej ogólnej fascynacji miejscem, sztuką i spotkaniami z artystami opery i baletu.

Czy to jest pierwsza tego rodzaju publikacja?

To pierwsza albumowa publikacja skierowana przede wszystkim do dzieci. Ale nie jedyna książka dla dzieci, jaką wydaliśmy. Do każdej wystawy w Galerii Opera powstaje książeczka o artyście, którego prace prezentujemy. Wydaliśmy też dwa tomy historii o Matyldzie w operze autorstwa prof. Łętowskiej i prof. Pawłowskiego, „Moni i Uszko”, którą napisał dla nas Grzegorz Kasdepke oraz klasykę –„Dziadka do orzechów” i „Słowika”.

Od jak dawna nosiła się Pani z tym pomysłem i co ostatecznie zdecydowało, że to właśnie Maksim i Mela stali się bohaterami książki?

Pomysł narodził się około trzech lat temu. Wtedy powstał zarys książki, scenariusz. Wtedy też pierwszy raz rozmawiałam o tym z Maksem, który wyraził chęć współpracy. Od razu wiedziałam, że ma to być Maksim Woitiul z córką. Oboje rodzice Meli pracują w operze, więc widywałam Melę na korytarzach z mamą albo tatą. Dodatkowo tata Meli jest naszym najlepszym pierwszym solistą (śmiech).

 

 

Czym się Pani kierowała przy budowaniu zespołu pracującego nad książką?

Tak naprawdę to była kwestia wyboru fotografa, bo grafików mamy świetnych w teatrze. Robert Wolański jest znakomitym fotografem, ma mnóstwo pomysłów i potrafi pracować nie tylko z dorosłymi, ale także świetnie dogaduje się z dziećmi. Jemu też spodobał się pomysł, więc nie trzeba go było specjalnie namawiać. Spoza teatru była też Anastazja Borowska, która ubrała Melę i Maksa, zrobiła im makijaż i fryzury. Ona też ma głowę pełną pomysłów i ogromne doświadczenie w pracy z dziećmi.

 

 

Wydawnictwo jest estetycznym majstersztykiem. Jak przebiegała praca z grafikami?

Ta publikacja jest majstersztykiem głównie za sprawą pięknych zdjęć Roberta. Są świetnym materiałem do pracy. Książkę zaprojektowała, złamała i przygotowała do druku Kasia Ogrodnik. Kasia jest grafikiem w operze, pracujemy w jednym dziale. Wspólnie wybierałyśmy zdjęcia, ustalałyśmy kolejność. Kasia rozplanowała, w jaki sposób je ułożyć, dobrała fonty, kolory. Przy pracy nad zdjęciami współpracowała z Robertem.

 

Jak długo – od pomysłu aż po wydrukowany egzemplarz – trwała praca nad książką?

Pomysł powstał dużo wcześniej, tak jak mówiłam, około trzech lat temu. Ze względu na inne zobowiązania zawodowe i różne terminy, data publikacji się przesunęła. Zdjęcia trwały dwa dni. Musiały one powstać w grudniu, bo wtedy gramy „Dziadka do Orzechów i Króla Myszy”, w którym Maks tańczy rolę księcia. Spektakl ten jest jednym z bohaterów książki, więc to też determinowało w jakiś sposób pracę nad tą publikacją. Skład łamanie i druk trwały w sumie kilka tygodni.

Proszę opowiedzieć o samej publikacji.

Książka jest opowieścią siedmioletniej dziewczynki, która spędza dzień z tatą w jego pracy. A że ta praca jest niezwykła, bo tata jest tancerzem, to dziewczynka przeprowadza nas przez gmach opery, od sali prób baletu, przez malarnię, bufet aż po scenę. Dowiadujemy się jak wygląda dzień tancerza baletu, poznajemy od kulis jego pracę i podglądamy, jak powstaje spektakl.

 

Czy zmieściły się w niej wszystkie Pani pomysły?

Tak, książka jest dokładnie taka, jak ją sobie wymyśliłam.

Czy planuje Pani podobne publikacje w przyszłości?

Dział literacki przygotowuje kilka wydawnictw w sezonie. Są to książki związane z repertuarem, m.in. pierwsze wydanie „Sprawy Makropulos” Karela Čapka czy biografii Wagnera autorstwa Jacquesa de Deckera, są albumy „Treliński” i „Pastor”. Na książkę podobną do „Mój tata tańczy w balecie” też mam już pomysł.

Dziękuję za rozmowę.

***

Książkę znajdziecie tu

 

Leave a comment 1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama