Modoterapia #3

W szafie Oli

Otwieramy kolejną szafę. Elegancką, pełną czarnej klasyki, ale i ekscentrycznych zwierzęcych printów. Jej właścicielka, Ola Leo, to mama, która dobrze czuje się ze swoją kobiecością.

My mamy, kobiety, bardzo się między sobą różnimy. Zmieniamy się w kolejnych etapach naszego życia. To fascynujące, jak bardzo odmienne mamy doświadczenia, przez co mamy inne punkty widzenia świata. Te różnice świetnie widać, między innymi, w naszych szafach, w postrzeganiu mody, w kreowaniu własnego stylu. Dzisiejsza bohaterka naszego cyklu #Modoterapia, Ola Leo, to silna, niezależna osobowość. Antonina Samecka, twórczyni marki Risk made in Warsaw, dowiedziała się skąd ta siła, co Ola ma w szafie i co przekazuje swojej dziewięcioletniej córce Marysi.

*

Jak bardzo zmieniła się twoja szafa, kiedy byłaś w ciąży? 

Moja szafa nie przeszła rewolucji, kiedy urodziła się córka. Zupełnie nie, pewnie też dlatego, że niespecjalnie zmieniła mi się wtedy figura. Zanim urodziłam Marysię, pracowałam w „Dzień Dobry TVN”. W telewizji nie ma czegoś takiego jak „dress code”. W ciąży chodziłam po prostu w trampkach, t-shircie i w wytartych dżinsach. Pod koniec musiałam tylko kupić dwie pary ciążowych dżinsowych spodni. I to wszystko. Kompletnie obce były mi ubrania dla ciężarnych czy do karmienia – radziłam sobie ze swoimi.

Ubrania były dla ciebie ważnym tematem?

Tak. Na początku dużo czasu spędza się z małym dzieckiem w domu. Bardzo się starałam, żeby się w ten dom nie zapaść. Żeby jednak dużo wychodzić i jak już wychodzić, to żeby nie było różnicy w tym, jaką kobietą jestem teraz, a jaką byłam wcześniej. Ubrania pomagały mi zachować higienę psychiczną. To oczywiście nie jest łatwe i bywają dni kiedy o godzinie 16.00 człowiek jest nadal w szlafroku i nie ma czasu nawet na wzięcie prysznica.

Co się najbardziej zmieniło?

Wszystko wyglądało tak jak wcześniej, poza tym, że miałam dużo mniej czasu. Największym wyzwaniem był powrót do pracy. To jest oczywiście kwestia dobrej organizacji, ale jednak jest to szalenie trudne. Myślę, że każda kobieta, która pracuje i ma małe dziecko, może to powiedzieć. To niekończący się pośpiech. Na szczęście dziecko, poza uruchamianiem niesamowitych pokładów miłości, daje też wielką siłę, pewność siebie. Jest najważniejsze. Wszystko inne przy nim blednie i nawet kiedy się coś nie udaje, to zawsze sobie myślę o córce. Nie ma nic, co byłoby ważniejsze.

Po jakim czasie wróciłaś do pracy?

Po roku, ale to była już zupełnie inna praca. Całkowicie zmieniłam środowisko. Zdecydowałam się przejść z biznesu do sfery publicznej. Zostałam szefową biura Pierwszej Damy, Anny Komorowskiej. Pracowałam z parą prezydencką przez 5 lat, towarzyszyłam im w czasie wszystkich oficjalnych wyjazdów, m.in. na spotkaniach z Cesarzem Japonii czy z królewskimi parami. Byłam szefową zespołu protokolarnego, a protokół nie zostawia wiele miejsca na wolność. Określa dokładnie, jaki można mieć kolor paznokci, rodzaj biżuterii, makijażu. W centymetrach podaje długość spódnicy. Nie ma miejsca na ustępstwa. W trakcie wizyty w sierpniu w Azerbejdżanie, gdzie jest 45 stopni, trzeba mieć rajstopy i zakryte ramiona. Dzięki tej pracy poznałam bardzo wiele kobiet o silnych osobowościach tzw. power woman, które mimo protokołu przez strój potrafią pokazać siebie. To była dla mnie bardzo cenna wskazówka. Michelle Obama, którą miałam okazję poznać w czasie sesji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, używa stroju by zademonstrować swoją siłę, niezależność, energię. Królowa Hiszpanii Letycja jest jedną z najlepiej ubranych kobiet, ale też każda jej kreacja pokazuje osobowość wymykającą się z krępującego protokołu. A Angela Merkel swoimi cytrynowymi i fuksjowymi żakietami zaznacza obecność w bardzo męskim świecie polityki. Ubranie to sygnał od tych kobiet: jestem silna. Na taką osobę – buntowniczkę, nie księżniczkę, chciałabym wychować moją córkę.

Marysia nigdy nie chodziła w ubrankach Hello Kitty, nigdy nie miała brokatowych bluzek z królewnami. Kiedy miała 4 lata, babcia spytała, jakiego koloru bluzkę chciałaby od niej dostać. Odpowiedziała, że czarną, bo czerń jest elegancka.

Jak ubiera się twoja córka?

Jest buntowniczką, chodzi w ramonesce i w trampkach. Chciałabym, żeby była silną kobietą, niezależną myślowo, odważną. Żeby robiła to co chce, nie bała się wyrażać siebie, miała odwagę pokazywać swoje emocje, niezależność i siłę – również poprzez ubrania.

Żeby była jak jej mama?

Żeby była kim chce. Mam bardzo bliską relację z córką, spędzamy masę czasu razem. I ona chłonie, przesiąka tym, co ja robię, chodzi ze mną na wernisaże, jeździ na nartach, surfuje, razem podróżujemy. Ona oddycha moim światem, sztuką. Myślę, że to, co oglądamy, czytamy, czym się otaczamy wpływa na gust dużo bardziej, niż dyskusja w rodzaju: „czy paseczki pasują do kropeczek?”. Owszem, był pomysł, żeby kupić jej strój Elzy z „Krainy lodu”, który założyła na jakiś bal w przedszkolu, ale chyba nie znam dziewczynki, która nie chciałaby być Elzą.

Dla twojej córki to, jak ty się ubierasz jest ważne?

Myślę, że tak. Ona jest bardzo konkretną osobą, zdecydowaną. Nie ma problemu z podejmowaniem decyzji.

Co mówi o stylu w jakim się ubierasz?

Często mnie komplementuje, ale też zwraca uwagę, kiedy założę coś, co według niej wygląda dziwnie, co zawsze mnie bardzo bawi i rozczula. Podoba mi się, że ma swoje zdanie.

Czy na twój styl wpłynęła praca w Pałacu?

Kiedy zaczęłam pracę w Pałacu, moja córka miała rok. Bardzo często biegłam w długiej sukni do ziemi i w adidasach do przedszkola. Odbierałam Marysię, po czym zakładałam szpilki i biegłam na oficjalną kolację z emirem Kataru w Pałacu. Czasem wpadałam na przedstawienie do przedszkola w kapeluszu, bo zaraz miałam spotkanie z koronowaną głową państwa. I to mi zostało – często noszę sukienki, do których mogę założyć adidasy w dzień, a wieczorem szpilki i biżuterię. Obecnie pracuję jako konsultant, zajmuje się głównie projektami public affairs, tworzę strategię i kampanie komunikacyjne, więc protokół już na szczęście mnie nie obowiązuje.

Miałaś wpływ na to, co nosiła Pani prezydentowa?

Pani Komorowska bardzo ceniła polskie marki. Kiedy tylko mogła, starała się mieć na sobie ubrania polskich firm. Bardzo tego pilnowałam. Kiedy przyjeżdżali goście, oprócz ważnych miejsc typu muzeum POLIN, starałam się pokazywać im nowoczesne projekty, design, z którego możemy być dumni. Lubię się chwalić Polską za granicą. Pod koniec tego roku byłam służbowo przez prawie miesiąc na Uniwersytecie w Berkeley, w Kalifornii. Cały dzień miałam oficjalne spotkania, a wieczorami towarzyskie. Głównie chodziłam w sukienkach. Jedna była z Riska, chyba już jej nie ma w sprzedaży. To jest naprawdę coś, kiedy kilka osób w Kalifornii, pyta, skąd masz taką ładną rzecz i gdzie ją można kupić.

Przed wejściem w strefę protokołu też tak często nosiłaś sukienki? 

Zdecydowanie mniej. Myślę, że ten okres był moim odzieżowym dojrzewaniem. Cieszę się, że teraz nie mam takich sztywnych ram, że jestem już wolna od mundurka. Mam wielką słabość do zwierzęcych printów, szczególnie do leoparda i moja mama śmieje się, że to ze względu na nasze nazwisko. Jednak większość ubrań mam czarnych.

Skąd ta czerń? To jest wybór? Czy rozpęd?

Po prostu ją lubię. To jest ulubiony kolor mojej mamy, która nosi proste i wyraziste, ale zawsze czarne rzeczy. Mama jest dziennikarką. Nie jest klasyczną babcią. Pochodzę z rodziny bardzo silnych kobiet, które mają z sobą bardzo dobry kontakt. Kiedy byłam dzieckiem, w sklepach nie było niczego ładnego do ubrania – wszystko szyła mi moja mama. Nigdy nie miałam klasycznych dziecięcych ubrań. I to chyba przechodzi z pokolenia na pokolenie. Chciałbym żeby moja córka odziedziczyła siłę i niezależność, tym się charakteryzują kobiety w mojej rodzinie. Tak staram się ją wychowywać.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

Z kolekcji Risk made in Warsaw Ola wybrała dla siebie: Infinity Dress, Drama Queen, Skincity i Dreamgirl.

Opowiedzcie nam o waszych doświadczeniach, które zaważyły na waszym stylu. Jesteśmy bardzo ciekawe waszych historii. Kolejna #Modoterapia już niebawem, zdradzę tylko, że bohaterką będzie malarka, mama dwójki dzieci.

*

Zdjęcia: Aga Bilska

Make-up: Iwona Siepracka / Mary Kay

Opracowanie: Paulina Filipowicz

*

Ola Leo z wykształcenia prawnik, przez 5 lat wiceszefowa Gabinetu Prezydenta RP i szefowa Biura Pierwszej Damy. Specjalistka od wizerunku i protokołu. Prywatnie mama 9-letniej Marysi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.