Czas wolny, inspiracje

Miksujmy, zmieniajmy, mieszajmy!

Tradycyjne przepisy świąteczne bombardują nas z każdej strony. Babcia krzywi się, gdy słyszy o wegańskich świętach i wynalazkach, a my co roku wiemy, czego się spodziewać na stole. A może tak zamieszać, zmienić, zredefiniować?

Lubimy łączyć stare z nowym, słodkie z gorzkim. Czasem warto potrząsnąć fundamentem, coś zburzyć, coś dodać, zrobić inaczej niż zawsze. Lekki twist w przepisach wyjdzie nam na dobre, o czym dziś opowie Samar Khanafer – ekspertka od kuchni bliskowschodniej, blogerka kulinarna, mama 1,5-rocznej Mii, autorka książki Hummus, za’atar i granaty. Kulinarna podróż po Libanie.

A skoro dziś będzie o miksowaniu i wielokulturowości, dodamy, że Samar jest pół Polką, pół Libanką urodzoną w… Leningradzie.

Na spotkanie zaprasza nas marka Beaba, będzie gotowanie w Babycook, czyli porządnie pomiksujemy!

Samar ma w kuchni kolekcję sprzętów do pozazdroszczenia, a o ilości ceramiki i ozdób, jakie wykorzystuje do pracy i robienia fotografii, nie wspomnimy. Od lat zajmuje się projektowaniem graficznym, stylizuje i pisze przepisy do magazynów kulinarnych. W szafie w jej gabinecie mienią się miedziane tace, misy, zdobione talerze i wielka kolekcja książek, które są fotograficzną ucztą dla oka. I przyprawy, dużo przypraw i ziół!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Dziś mieszamy w tradycji, Samar pokaże swoją interpretację wieńca drożdżowego, tym razem jednak nie z makiem. W świątecznym menu Samar przemyca libańskie smaki, musi być więc miejsce na daktyle, które w ich domu zastępują słodycze i zawsze są pod ręką. Przygotowujemy składniki, włączamy Beaba Babycook i rozmawiamy przy kawie z kardamonem. Mia w tym czasie postanawia ugotować nam dodatkowo coś pysznego, w końcu geny to geny! W tym domu kuchenka Janod jest w ciągłym użyciu, tu ciasto, tam zupa…

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Samar, łapiemy cię przed Świętami. Połowa Polski się nagle kulinarnie aktywizuje, wszyscy lepią pierogi, robią domowe barszcze, wyciągają przepisy babć i mam. Jak to jest u ciebie z gotowaniem w grudniu, czy grudzień to miesiąc jak każdy inny?

Grudzień to dla mnie miesiąc najbardziej wytężonej pracy. Mam wrażenie, że wtedy czas przyspiesza i nie da się go zupełnie zatrzymać. Planuje nowe działania na kolejny rok, zamykam obecny i prowadzę milion warsztatów świątecznych. Przynajmniej wszystko dzieje się w świątecznej atmosferze i jest przesympatycznie! W tym roku dodatkowo pracuję jeszcze nad nową książką, która ukaże się w przyszłym roku.

Czy dzielisz swoje życie na okres przed i po programie „MasterChef”? Jak wiele się zmieniło?

Nie, nie dzielę tego okresu na przed i po „MasterChefie”. Życie pisze nam różne scenariusze i różne rzeczy mają na nie wpływ. My też się przecież zmieniamy całe życie. Nim trafiłam, za sprawą męża, do programu, zajmowałam się grafiką, pracowałam w agencji reklamowej i gotowałam wieczorem dla relaksu. Po „MasterChefie” gotuję „zawodowo” i nadal zajmuję się projektowaniem. Kuchnia przestała być już tylko miejscem mojego relaksu, ale także pracą. Udział w „MasterChefie” był wydarzeniem, dzięki któremu odkryłam dużo o samej sobie, i napędził mnie do działania.


U was świeci się już choinka, porozmawiajmy więc o Świętach! Wiem, że na warsztatach jesteś czasem pytana o świąteczne tradycje w Libanie. Muzułmanie Świąt Bożego Narodzenia nie obchodzą, katolicka społeczność w Libanie – tak.

Każda religia ma swoje święta. Jestem katoliczką, dlatego zawsze w okresie Świąt Bożego Narodzenia zostawaliśmy w Polsce. Do Libanu zazwyczaj jeździmy w czasie wakacji, bo właśnie wtedy zjeżdża się cała rodzina ze świata i zdarzało się, że trafiliśmy na Ramadan, ale jako, iż nie jestem Muzułmanką, dla mnie to nic nie zmieniało. No może poza tym, że kolacje były bardziej obfite – tak jakby Wigilia była codziennie!

Promujesz w Polsce kulturę i kuchnię Bliskiego Wschodu. Coraz więcej osób wie, czym jest zatar, jak zrobić samemu hummus czy deser z wodą różaną. Jak dużo Libanu jest w twojej codziennej kuchni?

Bardzo dużo! Tata gotował tradycyjnie po libańsku, mama po polsku, a ja staram się miksować obydwie kuchnie oraz kultury. Są też oczywiście takie dania, które lubię i robię w wersji klasycznej, ale po długim czasie jedzenia tego samego, mamy ochotę na odmianę i wtedy na stole ląduje owsianka z kardamonem czy ciasto drożdżowe z wodą z kwiatów z pomarańczy. Dokładnie o takich połączeniach będzie moja druga książka.

Przyprawy w kuchni. Nasze święta pachną goździkami i cynamonem. Czym pachnie kuchnia libańska?

To przede wszystkim świeże zioła: mięta, natka pietruszki, kolendra oraz korzenne przyprawy znajdujące się w mieszance siedmiu przypraw, która dodawana jest wszędzie. Jest nawet taki żart, że jeśli ktoś w gościach wyjmuje słoiczek siedmiu przypraw, to musi być to Libańczyk!

Wiem, że spędzasz Święta w Polsce. Na stole są tradycyjne potrawy czy dodajesz im szczyptę arabskiego kolorytu?

Jest dużo tradycji, szczególnie w Wigilię, ale tam też przemycam nowości, tym razem jednak z kuchni polskiej. W zeszłym roku robiłam tradycyjny barszcz na zakwasie, a w uszkach wylądowały zakwaszone buraki i orzechy włoskie. Na stole też od wielu lat gości u nas wytrawna orzechowa kutia z curry. 

Dziś właśnie taki przepis, niby polski drożdżowy wieniec, ale z kremem daktylowym. Z tego, co widzę, daktyle to u was w domu hit!

Moim założeniem było nie serwować Mii cukru i sklepowych słodyczy. Oczywiście ta zasada znika, kiedy idziemy w gości i Mia znajduje coś słodkiego. W domu jednak udaje się i mała z przyjemnością zjada daktyle i rodzynki pod każdą postacią – same, w ciastach, owsiankach i kremie pomidorowym. Szczególnie uwielbia daktyle medjool, które smakują jak najlepsze trufle.

Rozglądam się po kuchni, jesteś prawdziwą kolekcjonerką…

W mojej kuchni znajdziesz mnóstwo sprzętu, bo uważam, że warto sobie ułatwiać życie i spędzać czas w inny sposób niż na siekaniu warzyw, np. na zabawie z dzieckiem. Bardzo jednak przywiązuję wagę do tego, co ląduje na talerzu, szczególnie Mii, dlatego nie rozstajemy się z Babycook Beaba, który jest z nami od początku wprowadzania pokarmów. Super jest to, że w kilka minut możesz zrobić własny słoiczek, a dzisiaj robimy tam chociażby masło daktylowe, które ląduje na pieczywie lub cieście. Reszta to mikser planetarny, Thermomix, dobry blender czy maszynka do mielenia i właściwie gotuje się samo! (śmiech)

 

 

Masz piękną bibliotekę książek kucharskich, ale mówisz, że ich nie czytasz? 

To prawda. Przywiązuję dużą wagę do estetyki i jestem wzrokowcem, a książki kulinarne to najpiękniej wydane publikacje, więc zaczęłam je zbierać dawno, dawno temu i dzisiaj moja kolekcja jest dość pokaźna. Uwielbiam przeglądać piękne, apetyczne zdjęcia i cieszyć się dobrym papierem czy wyjątkowym drukiem. Rzadko zaglądam do nich, szukając kulinarnych inspiracji, bo nie potrafię trzymać się przepisów. Jadę na bazar, zaglądam do lodówki i mieszam, doprawiam tak, jak akurat mam ochotę.

No, a skoro wciąż mieszamy, zamieszajmy w tym przepisie – robimy dziś wieniec z kremem daktylowym… Pycha!

*

Wieniec z kremem daktylowym

Składniki na wieniec:

1/2 szklanki ciepłego mleka

15 g świeżych drożdży

1 łyżka brązowego cukru

3 szklanki mąki

szczypta soli

4 łyżki roztopionego masła

1 jajko

masło daktylowe:

200 g daktyli suszonych

2 łyżki wody różanej

szczypta cynamonu

Zaczynamy od ciasta: mieszamy lekko ciepłe mleko, drożdże oraz cukier i odstawiamy na kilka minut. Drożdże powinny zacząć się pienić. Dodajemy pozostałe składniki ciasta, mieszamy drewnianą łyżką, następnie zagniatamy dłonią powoli, podsypując mąką, aż ciasto przestanie się kleić. Formujemy kulę, układamy ją w misce wysmarowanej oliwą, przykrywamy i odstawiamy do ciepłego miejsca na około godzinę. W tym czasie ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Przygotowujemy masło daktylowe: daktyle gotujemy w niewielkiej ilości wody, ja używam Beaba Babycook. Następnie blendujemy je z cynamonem oraz wodą różaną. Opcjonalnie można dodać jeszcze trochę przegotowanej wody, aby masa była rzadsza.

Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. Przekładamy ciasto na posypaną mąką powierzchnię, rozwałkowujemy na grubość około 1 cm i smarujemy masłem daktylowym. Kroimy ciasto wzdłuż, zwijamy je w ruloniki. Jeszcze raz przekrajamy i przekładamy jedną część nad drugą, przecięciem do góry. Formujemy okrąg i zlepiamy końcówki.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Przekładamy ciasto na blachę i pieczemy przez 25-35 minut.

Zdjęcia nie opiszą tego zapachu – drożdżowe ciasto i woda różana! My próbujemy ciasta jeszcze ciepłego, do kawy z kardamonem, duet niebiański. Wychodzimy od Samar z postanowieniem, że w naszych świątecznych przepisach też trochę namieszamy!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Smacznego!

W przygotowaniu przepisu pomocne były: Beaba Babycook, talerzyk silikonowy EZPZ i kuchenka Janod.

zdjęcia: Kasia Rękawek

rozmawiała: Kasia Karaim

Leave a comment 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama