Mama, rozmowa

Marta w ciąży

Marta, mama Tadzia, za chwilę powita na świecie córkę Wandę. To ostanie tygodnie ciąży, którym towarzyszy spokój, radość i ekscytacja przyszłością. Śmietanka po przygotowaniach.

Marta, twórczyni biżuteryjnej marki Panama Jewels, mama dwuipółletniego Tadzia, czekając na córkę, nie traciła czasu. Zaprojektowała kolejną kolekcję, wprowadziła syna w nową rodzinną rzeczywistość, uwiła gniazdko dla pierwszej w domu dziewczynki i z prawdziwą frajdą skompletowała wyprawkę. Marta w ciąży ma moc nie mniejszą niż na co dzień. I właśnie tej nowej codzienności nie może się już doczekać. Przeczytajcie, co opowiedziała mi o ostatnich miesiącach, będąc w 37. tygodniu ciąży.

*

Jesteś chwilę przed spotkaniem z Wandą, co czujesz? 

Przede wszystkim się niecierpliwię! Większość ciąży byłam bardzo aktywna i czas upływał w zawrotnym tempie. Ostatnio wrzuciłam na luz i zdecydowanie zwolniłam, także można powiedzieć, że zaczęło się odliczanie. To samo wyczekiwanie towarzyszyło mi pod koniec poprzedniej ciąży. Jestem bardzo ciekawa Wandy i wszyscy bardzo chcemy ją poznać. Jednocześnie jestem naprawdę spokojna. Czuję, że jesteśmy gotowi na zmiany, jakie nas czekają.

Skompletowałaś wyprawkę, uwiłaś gniazdko, czy będziesz działać spontanicznie?

Wyprawkę mam skompletowaną od jakiegoś czasu. Dla mnie szykowanie się na przyjęcie dziecka to jeden z najprzyjemniejszych aspektów bycia w ciąży. Uwielbiam te maleńkie skarby, które czekają na Wandę. Zaczęłam gromadzić wyprawkę, jak tylko upewniliśmy się, jaka będzie płeć. Nie chciałam kupować wszystkiego na ostatnią chwilę, wolałam rozłożyć sobie zakupy w czasie i wyszukiwać perełek.

Zależało nam też na tym, aby Tadzio miał czas na oswojenie się z nowymi rzeczami, które zaczęły pojawiać się w naszym domu. Nie chcieliśmy fundować mu wszystkich zmian i nowości naraz.

Ta druga ciąża to podobne doświadczenie do pierwszej? 

Doświadczenie zdecydowanie inne od strony emocji, jakie mi towarzyszą. Obie ciąże były planowane i bardzo wyczekane, jednak przy Tadziu byłam tym zupełnie pochłonięta. Dużo myślałam o dziecku, o sobie, o zmianach, o porodzie. Szykowałam się, ćwiczyłam jogę, chodziłam do szkoły rodzenia itd. Teraz ciąża jest „dodatkiem” do codzienności. Oczywiście bardzo mnie uszczęśliwia, ale nie miałam za wiele czasu, żeby jakoś specjalnie się na niej skupiać. Dopiero teraz, pod koniec, poświęcam sobie i Wandzie więcej uwagi.

Kolejna różnica to pora roku – Tadzia rodziłam na początku marca, brzuch nosiłam jesienią i zimą. Kiedy dowiedziałam się, że Wanda będzie wrześniowa, bałam się trochę upałów, które czekają po drodze. Chyba każda wtajemniczona osoba mnie przed nimi przestrzegała – opuchlizna, te sprawy. Powiem szczerze, że dla mnie upały nie były żadną przeszkodą, wręcz cieszyłam się, że mogę nosić wygodne sukienki. Gorzej czułam się w dni burzowe, ale to akurat moja przypadłość również sprzed ciąży.

Jak ci było, jest przez te 9 miesięcy? 

Było i jest mi dobrze. Bardzo satysfakcjonuje mnie łączenie dotychczasowego trybu życia z pojawiającymi się zmianami. Wspaniale jest też obserwować, jak Tadzio coraz bardziej czeka na siostrę i jak wszyscy razem dojrzewamy do jej pojawienia się. Oczywiście uwielbiam też zakupy wyprawkowe!

Czekając na córkę, znalazłaś jakąś nową ścieżkę w samej sobie?

Myślę, że nie zaszły we mnie jakieś wielkie zmiany. Zdecydowanie więcej wydarzyło się w mojej głowie w związku z pojawieniem się pierwszego dziecka. Teraz czuję się bardzo spokojna. Cieszę się tym stanem ducha właśnie bez wielkich rewolucji wewnętrznych.

Czasem boję się na myśl o córce… ale tak to już chyba jest, że mamy lubią się bać (śmiech).

Jak twoje ciało radzi sobie z ciążą?

Od strony fizycznej druga ciąża jest o tyle podobna do poprzedniej, że nie jest dla mnie specjalnie uciążliwa. Nie jest to mój ulubiony stan, ponieważ nie lubię czuć się ograniczona, a spory brzuch wiele rzeczy utrudnia. Na szczęście, oprócz rosnącego brzucha, nie zauważam większych zmian w swoim ciele. Oczywiście teraz, na samym końcu, mam problemy ze snem, ale nie mogę narzekać na jakieś wielkie dolegliwości. Obie ciąże przebiegały u mnie bez zarzutu od strony zdrowotnej, także mam spore szczęście.

Pamiętam kłopoty ze snem, korzystałam z długaśnej poduchy.

Sypiam niestety nie za dobrze. Wanda bardzo uciska mi na pęcherz, więc latam w nocy po kilka razy do toalety. Poducha Red Castle ratuje mi życie, kiedy chcę się wygodnie ułożyć, nie tylko w nocy. Korzystam z niej bardzo często także w ciągu dnia, kiedy pracuję na laptopie albo chcę chwilę odpocząć.

Masz jeszcze jakiś inny sposób na odciążenie kręgosłupa? 

Niestety w tej ciąży zdecydowanie zaniedbałam zdrowie moich pleców. Zamiast chodzić na jogę trzy razy w tygodniu, kilka razy dziennie noszę na rękach 11-kilogramowego Tadzia, ale uwielbiam, jak się we mnie wtula i nie umiem sobie odmówić tej bliskości.

Co w tym czasie jest twoim największym pielęgnacyjnym sprzymierzeńcem?

Moja pielęgnacja nie uległa wielkim zmianom. W tym zakresie jestem raczej minimalistką. Teraz kładę dodatkowy nacisk na ochronę skóry przed rozstępami. Używam olejków i wszelkiego rodzaju natłuszczających maseł, balsamów – po kilka razy dziennie, szczególnie na brzuch.

Oprócz tego uwielbiam fundować sobie trochę relaksu, masując rano twarz i łydki za pomocą schłodzonego rollera z różowego kwarcu. To naprawdę superprzyjemność!

Twoja ciążowa zachcianka? 

Maliny ze śmietaną i cukrem.

Zrobiłaś sobie ciążowy urlop czy pracujesz na pełnych obrotach? 

W pierwszych tygodniach ciąży trochę sobie odpuściłam. Było to zaraz po sezonie świątecznym, w którym pracowałam na bardzo zwiększonych obrotach, i potrzebowałam potem chwili na reset. Pierwszy trymestr to ogólnie nic przyjemnego. Czułam się zmęczona i osłabiona. Wczesną wiosną polecieliśmy w góry i tam odżyłam. Wróciłam z nową energią i zapałem do działania. Zaprojektowałam letnią kolekcję i znowu zaczęłam sporo pracować.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Jak słyszę, Tadzio też nie odczuł, że mama zwalnia, bo jest w ciąży. 

Jeśli chodzi o Tadzia, to nasza forma spędzania czasu nie uległa wielkiej zmianie, oczywiście oprócz rozmów i wprowadzania go w temat pojawienia się siostry.

Cieszę się, że mimo pracy i ciąży, spędziliśmy bardzo fajne rodzinne lato. Udało nam się znaleźć czas na wspólne wyjazdy i na dużo aktywności na powietrzu. Mamy wiele superwspomnień. Zaraz dołączy do nas Wanda, także był to ostatni moment, żeby skupić się jeszcze tylko na naszej trójce. Dla mnie to było bardzo ważne.

Jak będzie za chwilę? 

Będzie wspaniale! Nie mogę się doczekać! Czuję, że będzie bardzo wesoło i po prostu najlepiej na świecie.

Tego ci życzę. Dziękuję za rozmowę. 

*

Marta o sobie: mam 27 lat, jestem z Warszawy, 2 lata temu założyłam swoją markę biżuteryjną Panama Jewels. Jestem mamą 2,5-letniego Tadzia i jestem teraz w 37. tygodniu ciąży. Będę rodzić 100% naturalnie (tak jak rodziłam Tadzia), także nie mam pojęcia, kiedy dokładnie się to wydarzy (śmiech), ale termin mam na 20 września. 

*

Rozmawiała: Paulina Filipowicz

Zdjęcia: Maria Miklaszewska

 

Leave a comment 1 komentarz

  1. Czy można urodzić nienaturalnie? Która kobieta rodzi nienaturalnie? Czy nienaturalnie to źle? Czasem w słowach nieświadomie ukrywamy komunikaty i wartościujemy siebie oraz innych. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama