Maria w ciąży

Rozmowa z Marią Miklaszewską i Martą Miklaszewską-Marczak

W ciąży to co zajmuje nas czasem bardziej od wicia gniazda i szykowania wszystkiego na powitanie dziecka, to myśl o porodzie. Planujemy, szukamy, jeśli mamy szczęście to robimy to z bliskimi.

Partner przy porodzie to człowiek nieoceniony. Doula to kobieca siła kojącą i wsparcie. A jeśli doula jest siostrą rodzącej? To jak wygrana na loterii. Maria Miklaszewska, nasza redakcyjna koleżanka, robiąca dla was sesje pokoikowe wie o tym doskonale. Pierwszego synka rodziła z siostrą Martą, drugiego również powitają na świecie razem. O tym i o tym, jaka jest ta druga ciąża, rozmawiamy chwilę przed porodem.

*

Jak się czujesz? Masz już jakieś wyraźne sygnały, że poród zbliża się wielkimi krokami? 

Oj tak! Od 2 tygodni czuje jakby to miało być już jutro (śmiech). Prócz typowych objawów, przybyło mi sił, takiej werwy do ostatnich przygotowań, ale jak już się za nie zabieram, to niestety szybko się męczę…. co jest kolejnym sygnałem.

Termin masz za chwilę, małe dziecko przy boku, więc chyba o specjalnym relaksie nie ma co mówić, a ty cały czas aktywnie działasz z aparatem, wyglądasz świetnie, jak to robisz? 

Nie przesadzajmy z tą aktywnością, na koniec zostawiłam mniejsze sesje. Większe, wyjazdowe niestety musiałam przełożyć, ale mam nadzieję szybko do nich wrócić.

Franek to już duży chłopak, przedszkolak, coraz bardziej samodzielny. Właściwie wszystko robi już sam i bardzo chce pomóc w opiece nad bratem. Te chwile, kiedy jest w przedszkolu miałam poświęcić na skończenie zleceń, ale niestety żadna pozycja nie jest dobra na obrabianie zdjęć, więc po godzinie pracy, chcąc nie chcąc, muszę odpocząć. Kawa, książka czy film to wystarczający relaks.

Miałaś taki moment, w trakcie tych 9 miesięcy, kiedy musiałaś wyhamować? 

Zwolniłam już na początku ciąży, nie szalałam ze zleceniami, a przy sesjach przy minusowych temperaturach dzielnie wspierał mnie Maciek, niosąc za mną statyw i aparat. Później było już lżej choć sesje wciąż wybierałam mniej wymagające fizycznie. To była miła odskocznia od monotematycznych myśli o ciąży, porodzie…

Jak radziłaś sobie z sennością mając obok dziecko? Pamiętam, że bywając na placu zabaw z moim synkiem, zasypiałam niemal na stojąco…

Senność dopadała mnie wczesnym wieczorem, w ciągu dnia doskwierał ból nóg. Franek szalał na placu zabaw, a ja marzyłam, żeby wrócić do domu i po prostu się położyć. Zwykle późnym wieczorem zasypiamy z Frankiem wtuleni i tak nasz dzień się kończy. Chciałabym jakoś to rozdzielić, wcześniej kłaść go spać i mieć chwilę dla nas z Maćkiem, albo zwyczajnie, żeby pokończyć wszystkie zlecenia i domowe sprawy… Ale przyznaję, bez porannej kawy i świeżych soków w ciągu dnia nie dałabym rady. Na rozbudzenie lub ukojenie po całym dniu robię też masaż twarzy.

 

Co znalazło się w twojej ciążowej kosmetyczce? Sięgnęłaś po coś, co sprawdziło ci się w pierwszej ciąży? 

Przy Franku zaczęłam zwracać uwagę na bardziej naturalne kosmetyki, np. olej kokosowy czy orzeźwiający krem L’Occitane towarzyszą mi do dzisiaj. Mam jeszcze ogromną słabość do dziecięcych kosmetyków: płyny do kąpieli Ziaji czy Mustelli mają obłędny, otulający zapach. Może kojarzy mi się z wczesnym macierzyństwem i spokojem niemowląt…

Początek ciąży to pierwsze w życiu problemy z cerą… Ratowałam się mydłem z węgla i korundu Sylveco poleconym przez przyjaciółkę i hydrolatami z Ministerstwa Dobrego Mydła. Teraz jeszcze doszedł ulubiony krem pod oczy Origins.

Dopadły cię jakieś wyjątkowe smakowe zachcianki? Zwracasz teraz większą uwagę na to, by żyć zdrowiej? 

W pierwszej ciąży naturalnie czułam, co warto jeść, a co odrzucić. To było aż niesamowite. W drugim tygodniu ciąży po wypiciu małej butelki cydru dopadły mnie dreszcze, organizm sam odrzucał zakazane. Naprawdę miałam ochotę na same wartościowe rzeczy. No i lody! Teraz znowu na nie padło, ale też niestety na niezdrowe przekąski. W lato ratowała mnie woda z cytryną, kiwi i wszystkie letnie owoce.

Za czym z pewnością nie zatęsknisz, a czego może ci brakować z tego ciążowego okresu? 

Może tych bolących nóg i nocnych skurczy łydek nie będzie mi brakowało. Najbardziej zatęsknię za frankowym tuleniem brzuszka, jego rozmowami z bratem i wszystkimi czułościami jakimi nas obdarza.

Ostatnio powiedziałaś mi, że zaczynasz czuć strach przed porodem, bo już wiesz co cię czeka, pierwsze doświadczenie dało ci w kość? 

Mam dosyć niski próg bólu, ale mimo to zdecydowałam się na Dom Narodzin, żeby przejść poród w spokoju i w obecności najbliższych. Najbardziej bałam się wtedy całej tej szpitalnej aury, obcych ludzi, zamieszania.

 

Teraz, tak jak poprzednio będziesz rodziła razem z siostrą, która jest doulą, myślałam o tym, jak o pięknym, wyjątkowo zbliżającym doświadczeniu, a jak to wygląda w praktyce? 

Było wyjątkowo. Przede wszystkim dzięki wsparciu bliskich. Do szpitala zawieźli nas rodzice, a w Domu Narodzin stworzyliśmy miły, subtelny klimat. Zwykły pokój, bez medycznych sprzętów, przygaszone światła, muzyka i cudowna położna, która co jakiś czas sprawdzała tętno, ale potem zostawiała nas samych.

Marta, moja siostra, doskonale zna moją strefę komfortu, wie co mnie krępuje, co sprawia przyjemność ale też bardzo dobrze jako doula wyczuwa bieżące potrzeby. Zanim coś powiem, ona już jest i stara mi się pomóc. To są czasem naprawdę drobne rzeczy, jak podanie wody, posmarowanie spierzchniętych ust czy okrycie ręcznikiem. Ty przecież nie masz nawet siły, żeby o tym pomyśleć. Partner może nie dostrzec, a położna zajęta jest czymś zupełnie innym. Taki gest otula najmocniej.

Co z zaproponowanych przez nią działań w czasie akcji porodowych zadziałało na ciebie kojąco? 

W czasie ciąży były to rozmowy o porodzie, macierzyństwie… uspokajające i klarujące wątpliwości.

W trakcie porodu próbowaliśmy masaży, ale ja w ciężkich sytuacjach lubię się ukryć i być sama. Dotyk, głośne mówienie, zadawanie pytań działa na mnie drażniąco. Na pewno pomogła mi z oddechem, zupełnie nie mogłam znaleźć swojego rytmu, uspokajała i czuwała nad nami, bo przecież była też ogromnym wsparciem dla Maćka! Ale doula jest przy tobie też po porodzie, w najtrudniejszym dla mnie czasie – połogu. Przy Franku Marta doradzała z karmieniem, uspokajała gdy panikowałam. Domowe sposoby, sprawdzone przez lata. Jak matka matce, pełna empatii i bez oczekiwań. Ale tak, przede wszystkim to przecież moja siostra, a obecność tak bliskiej osoby działa kojąco. Cieszę się, że razem z nami powitała Franka.

Skąd decyzja o tym, by rodzić bez znieczulenia? 

Ja po prostu źle bym się czuła na normalnej sali porodowej. Chciałam jak najbardziej intymną atmosferę i taka jest w Domu Narodzin. Nie jestem pewna, czy gdyby to było możliwe nie poprosiłabym o znieczulenie. Na szczęście rodziłam w wodzie, w ciszy i spokoju, z bliskimi. A to przecież też działa uśmierzająco.

Powiedziałaś, że dużo rozmawiacie z Martą w czasie ciąży. Dostajesz jakieś cenne rady? 

Oczywiście, najwięcej ciążowych rozmów miałyśmy przy Franku. Pierwsza ciąża i niezliczona ilość pytań (śmiech). Marta ma trójkę dzieci, wiele się nauczyłam po prostu ich obserwując. Imponuje mi, bo jest naprawdę silna i odważna, zawsze mówi, że jakoś damy radę. Ja jednak daję sobie większe pole do słabości (śmiech).

Macie plan porodu? 

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć porodu, wszystko potoczy się naturalnie. Na szczęście znamy się tak dobrze, że czujemy, co jest dla nas najlepsze. Po poprzednich doświadczeniach, wiedząc co mnie może czekać, na pewno będę bardziej elastyczna na propozycje Marty i tym razem chce się bardziej otworzyć na masaże.

Spakowałaś już torbę? 

Tak, chociaż tym razem na ostatnią chwilę (śmiech).

Dziękuję za rozmowę, trzymam za Was kciuki. 

*

Udało mi się też zadać kilka pytań Marcie, o to jak to jest czekać na poród drugiego siostrzeńca…

Wspólny poród był twoją propozycją, czy prośbą Marii? 

Marysia poprosiła mnie o towarzyszenie przy porodzie za pierwszym i drugim razem.

Coś cię zaskoczyło przy waszym pierwszym doświadczeniu? 

Nie, nic mnie nie zaskoczyło, ponieważ znam potrzeby i zwyczaje Marysi od 30 lat (śmiech).

Musiałyście coś ustalić przed drugim razem, opierając się na poprzednim doświadczeniu?

Wiem, że muszę mieć więcej lizaków (śmiech). Ustaliłyśmy, którą chustę rebozo mam wziąć i że robimy zdjęcia. Wybrałyśmy też olejki do masażu, które tym razem mogą się przydadzą.

Masz jakiś plan wsparcia dla Marii w trakcie porodu?  

Marysia chce, żebym ją masowała i stosowała przeciwucisk. Może będziemy też korzystać z chusty. Będę też wspierała Maćka.

Na czym polega przeciwucisk?

Jest to jedna z metod łagodzenia bólu, skuteczna przy częstych i bardzo bolesnych skurczach pod koniec pierwszej fazy porodu. Polega na naciskaniu dolnej części pleców lub miednicy podczas skurczu. Siła nacisku musi być niezmienna i taka, która odpowiada kobiecie.

A jak będziecie korzystać z chusty? 

Chusta rebozo odpowiednio zastosowana może pomóc w relaksacji, uspokojeniu, może lekko uśmierzyć ból, może też rozkręcić akcję porodową. Masaż polega m.in. na otuleniu chustą i rytmicznym kołysaniu. Zobaczymy, czego będzie potrzebowała Marysia.

Kiedy na świecie pojawia się dziecko, to moment, w którym znikasz, czy to raczej przejście do kolejnego etapu wsparcia?

Urodzenie się dziecka to cudowny, intymny czas. Jestem obok, ciesząc się szczęściem rodziców. Ale jestem też w gotowości, żeby pomóc przy pierwszym karmieniu.

Czujesz, że masz wyjątkową relację z synkiem Marii, właśnie dlatego, że przyjmowałaś go na świecie razem z rodzicami? 

Tak, uwielbiam być ciotunią Frania. Ale ja nie przyjmuję na świat dzieci, nie jestem położną. Ja towarzyszę kobiecie, mamie, pomagam w przygotowaniach przed porodem, potem wspieram emocjonalnie i fizycznie przy porodzie. W połogu pomagam w laktacji, w pierwszych dniach, tygodniach po urodzeniu dziecka. Jako doula jestem dyspozycyjna dla jednej kobiety przez czas, którego potrzebuje.

Połóg to niełatwy okres dla naszych ciał i głów, zdradź proszę jak sobie pomóc? 

Zapewnić spokój, pomoc przy domowych obowiązkach. Mama po porodzie nie powinna się krępować, powinna prosić o pomoc i rozpieszczać się. Wiem, że Marysia zdecydowała, że tym razem będzie dużo odpoczywała i nie przeciążała się w połogu. Będę w gotowości, jak tylko będzie chciała mojej pomocy.

Co czujesz na chwilę przed tym wielkim wydarzeniem? 

Ach! Radosne oczekiwanie!

Dziękuję za rozmowę. Powodzenia Dziewczyny!

*

Maria Miklaszewska o sobie: mama  3,5 letniego Franka, w 39. tyg. ciąży. Fotografka wnętrz, do których zamiłowanie wyniosła z rodzinnego domu architektów. Coraz bardziej docenia naturalność wnętrz, urządzanych latami i wypełnionych cennymi detalami. Dla Ładnebebe zagląda do dziecięcych pokoi, poznając ich cudowny świat.

Marta Miklaszewska- Marczak: mama trójki wspaniałych dzieci, członkini założycielka Stowarzyszenia Doula w Polsce, refleksolog twarzy, tłumacz. Siostra Marysi. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.