marki, Wizytówka

Mamissima kocha polskie produkty #3

Cieplutkie, mięciutkie, wyjątkowo delikatne... Gdy myślimy o wyprawce naszego maluszka lub zwyczajnie urządzając dziecięcy pokoik, pragniemy otoczyć się sprawdzonymi produktami najwyższej jakości. A jeśli w dodatku pochodzą i są tworzone w naszych rodzimych szwalniach, jesteśmy zachwycone! Lubimy wspierać polskie marki, którym bynajmniej pomysłów nie brakuje, wręcz odwrotnie, często to właśnie ich produkty zdobywają uznanie na całym świecie. Czujemy dumę, gdy znajomi pytają nas "Co to za świetny kocyk?", a my możemy odpowiedzieć, to nasze rodzime... ColoStories! Poznajcie nowego bohatera naszej wspólnej serii z Mamissima!

W kolejnej odsłonie cyklu Mamissima kocha polskie produkty przybliżymy wam historię Agnieszki, założycielki marki ColorStories. Jej mięciutkie kocyki, rożki niemowlęce, pościel i praktyczne torby szybko zyskały miano „must-haves” wyprawkowych, zachwycając świeżo upieczone mamy delikatną estetyką, dbałością o detale i jakością wykonania. Tego na polskim rynku było trzeba! Ale od tamtej pory minęło już całkiem sporo czasu. Dlatego z wielką przyjemnością zadałyśmy Agnieszce masę pytań związanych z jej biznesem, inspiracjami i planami na przyszłość. Przeczytajcie same!

***

Agnieszko, pamiętasz początki powstawania marki ColorStories?

W tym roku, dokładnie w grudniu, ColorStories obchodzi 5-te urodziny. Ale mimo, że minęło już tyle czasu i jesteśmy w zupełnie innym miejscu, początków nigdy się nie zapomina. Pamiętam doskonale moje wycieczki do Łodzi, wtedy jeszcze nie było autostrady. Jeździłam pożyczonym samochodem transportowym bocznymi drogami po 3 godziny w jedną stronę. Pytałam, chodziłam, szukałam. W Internecie Łodzi jeszcze nie było, nadal nie ma. Jednocześnie pracowałam w korporacji i miałam rocznego synka. Rety.. sama nie wiem jak dałam radę to wszystko pociągnąć (śmiech).

Dużo się zmieniło od tamtego czasu?

Zmieniło się bardzo wiele, ale nie zmieniła się ta wizja „ciepłego, przytulnego domu w pastelowych pięknych kolorach w którym każdy jest ważny”, którą miałam na początku. Teraz ColorStories to już solidny kilkupiętrowy „dom” i właśnie instaluję w nim windę. Te pierwsze lata, kiedy nie tylko budujesz firmę, ale przede wszystkim tworzysz spójną wizję marki, są bardzo trudne. Wybierasz z niezliczonych możliwości tylko te pomysły, produkty, które idealnie wpasowuję się w tą wizję. Tworzysz logo, opakowania, gamę „Twoich” kolorów czy styl. To jak fundamenty. Jeśli są solidne, potem jest już dużo prościej i znacznie przyjemniej, wszystko gra i tylko dobudowujesz i rozszerzasz. Tak przynajmniej ja to czuję. Takie jest moje doświadczenie.

Nagroda Must Have by Łódź Design Festival 2012 za najciekawszy przykład polskiego designu była dla Ciebie miłym wyróżnieniem czy motywacją, by robić jeszcze więcej i lepiej. A może jednym i drugim?

Ta nagroda nie była dla mnie miłym wyróżnieniem… Trudno to opisać.. To była raczej gwiazdka z nieba (śmiech). Spadła mi na głowę i aż mi się od niej zakręciło. Nie zgłaszałam się po żadne nagrody, nie wiedziałam nawet, że takie istnieją. Nie jestem projektantem z wykształcenia. Organizatorzy Łódź Design Festival sami wyszukali ColorStories, nie wiem nawet jak. I pewnego dnia zadzwonił do mnie telefon… I dostałam wyróżnienie wśród najlepszych polskich projektantów. Moje kołderki i koce dla dzieci wśród designrkich kanap, żyrandoli, nawet rowerów. To było naprawdę nierealne wręcz doświadczenie. Moja firma była jeszcze bardzo mała. Ta nagroda dodała mi mnóstwo odwagi. Tak jakby ktoś przyszedł, poklepał mnie po ramieniu i powiedział „Dobra robota. Rób tak dalej. To co robisz ma dla nas wielką wartość. Niezależnie od tego czy się sprzeda lepiej czy gorzej, idziesz dobrą drogą”.

Jak określiłabyś styl produktów ColorStories?

Opisując moje produkty często używam zdania „w ColorStories wierzymy, że najprostsze rozwiązania są często najlepsze”. I dokładnie na to stawiam. Prostoty design, oszczędne ale starannie dobrane elementy dekoracyjne, szczypta koloru, pastelowa gama przydymionych pasujących do siebie barw. I ponad wszystko najwyższa jakość tkanin i dzianin. Zawsze staram się dodać w nich coś ekstra, zmiękczyć, wygładzić. Lubię poznawać świat przez dotyk, dlatego wykończenie i chwyt produktów mają dla mnie wielkie znaczenie.

Od początku stawiasz na współpracę z polskimi artystami, czym nas teraz zaskoczysz?

Gdybym to tutaj napisała, to z pewnością nie zaskoczyłabym Was już niczym (śmiech). Ale na początku roku na pewno pojawią się zupełnie nowe kierunki w ColorStories. Styl zawsze ten sam. Jestem wierna swojej wizji.

 Skąd czerpiesz inspiracje do kolejnych produktów?

To chyba dość banalna odpowiedź, ale nowe pomysły wpadają mi codziennie w przeróżnych okolicznościach. Obserwuję inne mamy, rozmawiam, pytam czego używają i jak, czego im brakuje. Sama tez jestem mamą, więc potrzeby moich chłopców wyznaczają często kierunki mojej pracy. Jestem w dużym stopniu analogowa, wiec lubię po staroświecku porozkładać sobie na stole skrawki tkanin, zdjęcia, wstążki, wzory, karty kolorów i wtedy pomysły przychodzą same. Od razu widać co ze sobą zagra a co nie.

 Planujesz kolejną edycję akcji „Mama idzie na kawę”, której jesteś pomysłodawczynią?

Taaak! Koniecznie! Ostatnie 2 lata był dla mnie bardzo intensywne i wiele się zmieniło w moim życiu prywatnym. Na świat przyszedł mój drugi synek Ivo. Nie miałam niestety czasu i sił, żeby obok ColorStories i moich chłopców zająć się jeszcze Mamą na kawie, choć chęć miałam wielką. Pierwsza edycja tej akcji była dla mnie wielkim zaskoczeniem, frajdą i ogromną satysfakcją. Przyłączyło się do niej mnóstwo kawiarni i firm. Tysiące mam aktywnie ja wsparły i wyszły z domu na kawę w samej Warszawie! „Mama idzie na kawę” była w radio i w telewizji. Był szał, zupełnie nieoczekiwanie. Ewidentnie trafiłam w czułe miejsce wielu mam, które wymagało zainteresowania. Bardzo, bardzo chciałabym na wiosnę 2017 znów zaprosić Was na kawę (śmiech). I na wiele innych rzeczy. Może tym razem uda się w całej Polsce.

Jaki jest zatem Twój przepis, aby skutecznie łączyć pasję z macierzyństwem?

Ja mam to ogromne szczęście, że moja praca nie jest zupełnie oderwana od macierzyństwa. Te dwa światy się stale przenikają. Mogę bez problemu zabrać moich chłopców do pracy lub wykonać służbowe telefony z Ivem na ręku. Najczęściej po drugiej stronie słuchawki jest wyrozumiała mama, która też prowadzi swój biznes (śmiech). Gdybym była prawnikiem lub architektem, nie byłoby to takie proste i oczywiste. Znalazłam harmonię w której potrzeba bycia obecną i uważną mamą a jednocześnie właścicielką firmy nie wykluczają się wzajemnie i nie konkurują. Jeśli jest inaczej, ten spór w pewnością nie kończy się bez ofiar.

Co jest najciekawsze w prowadzeniu własnego biznesu?

Rety! Mnóstwo rzeczy! Zupełnie szczerze jestem zafascynowana tym, że można wymyślić coś od ZERA. Coś stworzyć samemu, siłą woli, wyobraźnią i konsekwentna ciężką pracą. Każdy element mojego biznesu mnie zaciekawia: projektowanie, produkcja, programowanie, tworzenie grafik, markieting, logistyka, księgowość. Wszystko. Cały czas pogłębiam swoją wiedzę w tych obszarach. Fascynuje mnie rozwój, to jest moja siła napędowa. Od zawsze.

A co jest najtrudniejsze?

Najtrudniejsze we własnym biznesie jest to, że jesteś sama (jeśli tak jak ja nie masz wspólnika). Szczególnie na początku. Każdą najmniejszą decyzję musisz podjąć Ty. Wyznaczyć kierunki, procesy, zatrudnić ludzi, zaryzykować. Ale satysfakcja z udanych wyborów jest wprost proporcjonalna do tego jak ciężko było je podjąć (śmiech).

Zdradź nam jak wygląda Twój typowy dzień w pracy?

Nie ma czegoś takiego jak mój typowy dzień pracy (śmiech). Mój dzień i styl pracy są nietypowe. Właśnie dzięki temu, że mam własną firmę i dlatego, ze mam dwójkę małych dzieci, które wychowuję sama. Muszę być elastyczna i rzadko mogę zrealizować plan dnia, który miałam. Na szczęście w ColorStories mam fantastyczne dziewczyny, których dzień pracy jest bardziej typowy. Tylko dzięki nim udaje się to pogodzić. A ja, w skrócie, pracuje nie tylko w biurze ale też w samochodzie, gotując obiad, w wannie, w łóżku, w drodze z przedszkola. Wszędzie. Całe biuro mam w telefonie. Facebook, instagram, mail, programy do zarządzania firmą.

A co najchętniej robisz gdy masz dzień wolny?

Ostatnio jeżdżę konno. Uwielbiam! Marzyłam o tym od dzieciństwa i wreszcie w wieku 35 lat zaczynam realizować swoje dziecięce marzenia (śmiech). Poza tym ćwiczę. Lubię ruch i przyjemne uczucie ciepła w mięśniach, które pokonały właśnie limity, które postawiła im moja głowa. Uwielbiam wyjeżdżać poza Warszawę. A jeśli zostaję spotykam się z przyjaciółmi i rodziną, czytam, oglądam ostatnio francuskie kino… i robię internetowe kursy przeróżnych dziwnych rzeczy. Aktualnie kurs koncentracji, pamięci i szybkiego czytania, ale mam na koncie m.in. też internetowy kurs przebaczania. Ogromnie polecam wszystkim. Jeśli potrzebuje się wyciszyć, uspokoić, pomyśleć, poukładać, najczęściej wybieram masaż lub „pozamiasto”.

 Dziękujemy Agnieszce za rozmowę! A Was odsyłamy do świątecznego katalogu pełnego inspiracji i specjalnych ofert!

zdjęcia: Dominika Brudny /niechmowiazdjecia.com

zdjęcia: Ewa Przedpełska / fafel.eu

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama