Dziecko, Mama, Rozmowa, rozmowa, spotkanie, Tulimy w tula

Mama jest od tulenia

Przed Wami, kolejna odsłona cyklu Tulimy w tula i spotkanie z kolejną fajną mamą. A dla nas to kolejny dowód na to, że taka rozmowa z kimś nam bliskim jest warta więcej niż tysiące stron niejednego "podręcznika do dzieci". Bo zdecydowanie więcej czerpiemy z najbliższych nam osób, mądrych kobiet, doświadczonych mam, które wierzą w siebie, swoje moce i nie boją się swoich słabości! IMG_9497 Przed Wami Ola. Często się zamyśla, ale jak odpowiada to zawsze z rozbrajającą szczerością. Poukładana i harmonijna, emanuje z niej spokój pomieszany z łaknieniem przygód. Stąd z pozoru przewidywalne dni jej rodziny nabierają magii, gdy pakują walizki i ruszają w nieznaną dal. Jak oni uwielbiają, gdy jest trochę pod górkę a potem kłopot magicznie się rozwiązuje. Posłuchajcie historii mamy 3 córek - a każda inna, o dziewczyńskiej bliskości, utulaniu i noszeniu z potrzeby chwili. IMG_9489 Jesteś mamą trzech córek: 11-letniej Tosi, 6-letniej Malinki i 5-miesięcznej Miłki, dlatego zakładam, że noszenie to dla Ciebie nie pierwszyzna. Oj tak, próbowaliśmy noszenia już z Tosią. Ale gdy się urodziła, a więc 11 lat temu, nie było jeszcze na rynku ergo nosideł. Mimo, że kupiliśmy najlepszy dostępny model, Tosia nijak nie chciała współpracować. Gdy Malina pojawiła się na świecie, zaczynał się boom na chusty. Malina zareagowała bardzo pozytywnie, chustowałam ją więc niemal rok. Najintensywniej używałam chusty w czasie wakacji - nie wyobrażam sobie bez niej wyprawy na plażę. Codziennie też zabierałam Malinkę w chuście, gdy szłam po Tosię do przedszkola. To było znacznie praktyczniejsze od wózka. Później, gdy mieszkaliśmy w Legionowie, blisko lasu, zabierałam ją także w chuście na spacery. Tula z gwiazdą to nasze pierwsze nosidło ergonomiczne. Obie z Miłką jesteśmy nim zachwycone. Od kiedy mieszkacie na warszawskiej Pradze? Wprowadziliśmy się 11 lat temu, zachwyceni wysokimi sufitami i ilością pomieszczeń, w których można się schować. Wkrótce dołączyła do nas Tosia i było nam tu wciąż wygodnie we trójkę. Po urodzeniu Malinki zrobiło się jednak nieco ciaśniej i zapragnęliśmy dodatkowej przestrzeni. Kupiliśmy zatem dom w Legionowie. To nie była jednak najszczęśliwsza inwestycja - przez rok próbowaliśmy tam mieszkać, co skończyło się przygnębieniem i tęksnotą za miastem. Dlatego wróciliśmy do Warszawy, a w Legionowie spędzaliśmy weekendy. Dopiero niedawno zdecydowaliśmy się wynająć dom lokatorom, dlatego jeszcze teraz stoją u nas pudła z tamtejszymi rupieciami. Wasz dom jest pełen Was, w każdym  kącie jest jakiś szczegół, który mówi coś o domownikach. Choćby ten mobil z gałązek i liści nad Miłkowym łóżeczkiem. Opowiedz, skąd się wziął. Zrobiłyśmy go razem z dziewczynkami. Nie chciałam kupować klasycznej karuzelki, bo z doświadczenia wiem, że się nie sprawdza. Na początku chciałam, żeby dziewczynki stworzyły czarno białe kształty, które później miałyśmy zawiesić na patyku. Ale gdy przyszła jesień i zobaczyłam, jak Miłka obserwuje drzewa na spacerze, postanowiłam, że przeniesiemy las do jej łóżeczkowej przestrzeni. Zdaje się, że inspiracją był artykuł na ładnebebe (śmiech). Czy często bawicie się w DIY? Raz na jakiś czas Malinka prosi, żeby z nią uszyć jakiegoś pluszaka. Właściwie to sama chce go szyć, ale gdzieś w 1/3 traci cierpliwość i muszę jej pomóc. Wycinamy więc prosty kształt zwierzątka i wypychamy go cienkimi torebkami foliowymi, których chyba w każdym domu jest zawsze za dużo. A potrzeba ich naprawdę wiele! Oprócz tego mamy w domu mnóstwo rzeczy, które Tosia zrobiła z gliny, gdy chodziła na zajęcia z ceramiki. Dziewczynki mają też hopla na punkcie modeliny. Ja własnoręcznie odnowiłam komódkę dla Miłki. Czyli bawimy się w ręczne robótki zawsze, gdy tylko mamy taką potrzebę i czas. Nieregularnie, ale z wielką przyjemnością. ladnebebe_tula_merecz_IMG_9531ladnebebe_tula_merecz_IMG_9533 ladnebebe_tula_merecz_IMG_9538 Podróże to dla Was chleb powszedni. Powiedz, jak się do nich przygotowujecie? Jak długo zajmuje Wam pakowanie? Pakujemy się w jeden dzień, gdy ruszamy w dalszą podróż. Ale gdy udajemy się gdzieś nieopodal, wystarczy nam jeden wieczór. Często jest też tak, że dziewczynki wracają z jednego miejsca, np. od babci, gdzie co roku jeżdżą konno albo z jakiegoś obozu i na drugi dzień zabieramy je na nasze wakacje. Nie ma więc nawet możliwości, żeby pakować się dłużej. Ale właściwie rzadko się zdarza, byśmy jechali tam, gdzie trudno dokupić sobie wszelkie niezbędne rzeczy. Wszystko zawsze da się kupić, no może poza sokiem jabłkowym w Chinach (śmiech). [gallery type="rectangular" size="large" ids="43779,43778"] ladnebebe_tula_merecz_IMG_9519   Co jest w rodzinnym podróżowaniu najtrudniejsze? Na pewno słabe są te momenty, kiedy trzeba spędzić pół dnia na dworcu albo na lotnisku. Ale cóż, trzeba się z tym liczyć i traktować wszystko jako przygodę.   ladnebebe_tula_merecz_IMG_9504 [gallery type="rectangular" size="large" ids="43555,43553"] IMG_9512 IMG_9511 Gdzie jeszcze nie byliście a bardzo chcielibyście się udać? Marzymy o wyprawie do Australii i Japonii - kraju Totoro, uwielbianego przez nasze dziewczynki. Opowiedz o Waszej pierwszej rodzinnej podróży, od której wszystko się zaczęło. Celem naszej pierwszej dalszej wyprawy było Maroko. Wcześniej poruszaliśmy się po kraju. Nie wiedzieliśmy też, jak to jest z dzieckiem za granicą, więc wybraliśmy komfortową opcję czarter plus hotel nad morzem w Agadirze. Ale już po chwili od przyjazdu krążyłam po tym kurorcie z wielkim pytaniem: "Co tu się właściwie robi?" Nie wyobrażałam sobie, że będziemy tak siedzieć na plaży albo na basenie przez 3 bite tygodnie! W pierwszym tygodniu zwiedzaliśmy więc szczegółowo Agadir, a już w drugim porzuciliśmy kurort i połowę naszych rzeczy, wypożyczyliśmy samochód i ruszyliśmy na północ. Jeździliśmy tak od miejsca do miejsca, za każdym razem w ciemno, bez jakiegokolwiek konkretu. Wtedy nie było jeszcze portali do bookowania hoteli, więc było to trudniejsze. W Marakeszu naprawdę myślałam, że już nic nie znajdziemy, bo wszystkie hotele były pełne. Ale ostatecznie udało się. Objechaliśmy północ, a później południe. Mieliśmy różne przygody, ale wróciliśmy cali i zdrowi. Opowiedz o przygodach! Wybraliśmy się na wschód, by oglądać ryty naskalne. Była to długa wycieczka przez góry, pustynie i wioski. Najpierw szukaliśmy przewodnika, który miał nam te ryty pokazać. Pytaliśmy każdego kogo spotkaliśmy, czy znają Hassana. I znali. Zadzwoniliśmy do niego z przydrożnego sklepiku i umówiliśmy się na wyprawę. Najpierw musieliśmy jechać korytem rzeki, później trzeba się było wspinać po skałach. Dziecko na ręcę wziął Hassan - my byśmy nie dali rady. Mimo dość trudnej wyprawy, wszystko poszło raczej sprawnie. Za to w drodze powrotnej zgubiliśmy drogę i benzyna nam się kończyła. Byliśmy gdzieś w górach, w środku nocy, prawie bez benzyny z małym dzieckiem, bez GPS-a, bo wtedy ich jeszcze nie było. Zupełnie bezradni, zatrzymaliśmy jedyny samochód jadący z naprzeciwka, by chociaż kierowca poinformował nas, dokąd ta droga prowadzi. Okazało się, że on też się zgubił i kompletnie nie wie, gdzie jest. Zdaliśmy się na intuicję i pojechaliśmy dalej, naprzód, intuicyjnie wybierając kolejne skręty. O dziwo, dojechaliśmy do domu szybciej niż planowaliśmy, bo w tym całym chaosie wybraliśmy drogę na skróty. Przy okazji zobaczyliśmy najpiękniejsze niebo w naszych życiach! Czy często wpadacie w kłopoty podczas podróży? Mogę doliczyć się kilku takich momentów, gdy nasz plan się posypał. Przykładowo - nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że w Chinach należy kupować bilety na pociąg z dużym wyprzedzeniem - najlepiej z tygodniowym, a przynajmniej kilkudniowym. Będąc w Xi'an poszliśmy na dworzec by kupić bilet do Szanghaju na następny dzień. Mieliśmy wszystko wydrukowane na karteczce po Chińsku, żeby pani w okienku na pewno zrozumiała. Bardzo trudno znaleźć w Chinach kogoś, kto mówi po angielsku. Niestety, pani nam powiedziała, że nie ma biletów i już. Kompletnie nie wiedzieliśmy, co zrobić. Na szczęście napatoczył się bardzo uprzejmy mężczyzna, który kiedyś był wykładowcą na uniwersytecie w Stanach (a i tak trudno go było czasami zrozumieć!). On zaproponował, żebyśmy jechali do Szanghaju z przesiadkami i on też za nas rozmawiał z panią w okienku, by opracować plan tych przesiadek. Spędziliśmy na dworcu właściwie cały dzień, żeby tylko kupić bilet. I on przez cały czas był tam z nami. Gdyby tego mężczyzny nie było, to nie mam pojęcia, co byśmy zrobili. Za Wami wielka wyprawa do Stanów i Chin. Kiedy to było? W Stanach byliśmy, gdy Tosia miała 3 latka, czyli wiosną 2008 roku. Do Chin trafiliśmy 5 lat później. Największe wrażenie wywarły na nas jaskinie z posągami buddy Luoyang w prowincji Henan. W USA oniemieliśmy na widok Wielkiego Kanionu. Taki wypad dla całej rodziny to wielkie logistyczne przedsięwzięcie. Brzemię planowania spada przede wszystkim na Pawła. To on czyta opinie na temat hoteli, bookuje, szuka najtańszych biletów - i tych lotniczych, i tych wstępu. Wiele atrakcji trzeba lub warto zarezerwować z wyprzedzeniem jak np. zwiedzanie NASA (trzeba) czy wycieczka po wytwórni Warner Bros w Lonynie (warto). Ja czytam przewodniki i wyznaczam kierunki lub zmieniam trochę jego trasę. Pytamy też dzieci, co by chciały zobaczyć. Podróż do Chin wiązała się też z dodatkowymi szczepieniami. Nie było to przyjemne, ale konieczne, a dzieci były bardzo dzielne. Czy udało Wam się już gdzieś wyjechać z Miłką? Podczas minionych wakacji podróżowaliśmy w pięcioosobowym składzie po Polsce i zjeździliśmy kawałek Litwy samochodem. Wszystkie nasze córeczki w trasie czują się jak ryby w wodzie. Nawet ta najmłodsza nie sprawiała kłopotów i zabranie jej nie stanowiło kłopotu. Poza całym bagażnikiem pieluch, zabawek, ubranek, smoczków i butelek? Gdy podróżuje się z niemowlakiem, pierś jest idealnym rozwiązaniem. Nie trzeba wyparzać, taszczyć podgrzewaczy i butelek. My zabraliśmy dla Miłki wózek, chustę i parę innych niezbędnych rzeczy. Jak dziewczynki zareagowały na pojawienie się w domu nowej mieszkanki? Przez długi czas to był tylko ich świat. Dziewczyny stale wymieniają między sobą czułości, tulą się do Miłki a ona odwdzięcza się uśmiechem. Fajnie jest w domu, gdy jest małe dziecko. Bo kiedy wszystko nagle staje się nieznośnie poukładane, przewidywalne i pojawia się rytm dnia, tak łatwo zapomnieć o bliskości. Z czego jesteś najbardziej dumna? Chyba z tego, że dziewczynki są samodzielne od wczesnego dzieciństwa i staram się to w nich pielęgnować. Niedawno Tosia zaczęła sama wracać ze szkoły do domu tramwajem. Nauczyłam ją tego, kiedy byłam już w zaawansowanej ciąży, żeby w razie mojego porodu wiedziała, jak ma sobie poradzić. Sama też jeździ na zajęcia do Pałacu Młodzieży, tak jak ja w dzieciństwie. Ostatnio podjęła decyzję, że zostaje w swojej szkole, choć 80% jej klasy odchodzi do innej placówki. Byłam piekielnie dumna, poparłam ją i nie namawiałam  na zmianę. W co najchętniej  bawią się dziewczynki? Obie uwielbiają tańczyć. Tosia odgrywa przed nami sceny z musicali , których uczy się na zajęciach w Pałacu Młodzieży, a Malina ją naśladuje. Tosia 2 razy do roku gra w szkolnym przedstawieniu, które wystawia szkoła – na koniec roku i jeszcze raz na wiosnę. Malinka zaś od września uczęszcza do szkoły muzycznej i gra na skrzypcach. [gallery type="rectangular" size="large" ids="43449,43448"] [gallery type="rectangular" size="large" ids="43792,43793"] Jak dogadują się ze sobą? Zdarzają się sprzeczki, jak w każdym rodzeństwie, ale najczęściej współpracują. Tak naprawdę to nie mogą bez siebie żyć. Gdy jedna wyjeżdża, druga strasznie tęskni. Czy Miłka czerpie przykład ze starszych sióstr i też sypia w swoim łóżeczku? Właściwie każdej nocy śpi z nami. Tak było też z Tosią i Malinką. I choć czasem jest ciasno – przestałam z tym walczyć, bo ta potrzeba bliskości wydaje mi się zupełnie naturalna. Dzięki temu lepiej wypoczywam w nocy, nie muszę wstawać, mam więcej energii w ciągu dnia. Zresztą teraz jest ten najfajniejszy czas, kiedy jesteśmy tak bardzo ze sobą. Miłka za kilka chwil czmychnie do swojego pokoju, tak jak jej siostry. Jak postrzegasz swoją rodzinę? Chciałabym, byśmy byli rodziną wspierającą się nawzajem. To wymaga pracy, bo trzeba uświadamiać dziewczynkom, że one są dla siebie bardzo ważne. Że koleżanka, nawet ta najbliższa, nie jest ważniejsza od siostry. Że to, co na zewnątrz, jest zmienne a w domu zawsze znajdą wsparcie. Gdy wspieramy nasze dzieci i ich decyzje, stają się one odważniejsze, bardziej pewne siebie, a przez to bardziej otwarte na świat. Skąd bierzesz siły? Kiedy trzeba, to wszystko się da. Oczywiście nieodzowne jest wsparcie męża, to wielka wartość. Paweł jest bardzo zaangażowany. To on zwykle czyta dziewczynkom na dobranoc, wymyśla i wciela się w postacie z bajek, nawet wtedy, gdy one już dawno śpią! Malina lubi się siłować, no to on się z nią siłuje. Właściwie to nie mam tak ciężko. Wstaję spokojnie, nigdzie nie pędzę, wysyłam dzieci do szkoły, a w ciągu dnia zajmuję się Miłką, domem i naszym podróżniczym blogiem mereczonthego.com, oraz robię krótkie filmiki z naszych wyjazdów. Koło 14 ruszam po Malinę. Rano staram się dopiąć wszystko na ostatni guzik, więc dziewczynki śmieją się, że jestem takim generałem wydającym poranne polecenia z Miłką na ręku. Co jest najlepsze w byciu mamą? Zdecydowanie tulenie! Po to się właśnie jest mamą, żeby się przytulać. Zdarzają się też takie urocze zaskoczenia, kiedy moje córki zobaczą informację o naborze do programu Top Model i mówią: „mamo, ty musisz iść!” Mnie to strasznie śmieszy, ale one mówią śmiertelnie poważnie. A co jest trudne? U maluszków kolki. Choć ja akurat umiem sobie z nimi radzić.  Myślę, że to nie jest ból fizyczny. Każde maleństwo po prostu chce z powrotem być w brzuchu, a jedynym sposobem, żeby mu to przybliżyć jest chusta lub odpowiednie nosidło.  Jedynie taka bliskość z mamą jest dla niemowlęcia kojąca. A najtrudniejsze są dalsze etapy. Trudno poradzić sobie w sytuacji, kiedy dzieci są na nas złe, rozgoryczone, kiedy mają żal i trzaskają drzwiami. Gdy znika ta niedawna wdzięczność, gdy dojrzewają a trochę tego nie chcą. [gallery type="rectangular" size="large" ids="43788,43786"] IMG_9495 [gallery type="rectangular" size="large" ids="43789,43784"] IMG_9488 Jak to przetrwać? Nie znam dobrego sposobu. Czasem nie jestem twarda, nie panuję nad emocjami, ale zwykle zaciskam zęby. Gdy jedno nie może, czyli ja, drugie pomoże, czyli Paweł. Dobrze czasem przekazać sprawy mężowi. Czego nauczyłaś się od dzieci? Cierpliwości. I żeby nie pilnować wszystkiego, nie kontrolować, niech się dzieje samo. To było dla mnie najrudniejsze, bo zawsze miałam 5 w szkole, zawsze byłam przygotowana do wszystkiego i myślałam, że tak jest dobrze. Nie umiałam inaczej aż przyszedł czas, że musiałam odpuścić. Czym zajmowałaś się, zanim zostałaś mamą? Długo pracowałam jako copywriterka, dopiero 2 lata temu zrezygnowałam z pracy bo nie chciałam w niej spędzać całego życia. Wolałam  jednak być w domu w chwili, gdy dziewczynki wracają ze szkoły. Wkrótce po moim odejściu kupiłam aparat i zaczęłam, kręcić filmiki, montować, tworzyć scenariusze. Gdzie się tego nauczyłaś? Z filmików na youtube. Faktycznie, jeśli zechcesz to wszystko możesz. Dzięki za rozmowę.

***

Rozmawiała: Dominika Janik Zdjęcia: Monika Lenarczyk/kaszkazmlekiem

Leave a comment 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama