Z wizytą w Makutrze

Miejscu z duszą

Piątkowy mroźny poranek w warszawskim Śródmieściu. Mała klimatyczna uliczka tuż obok Placu Zbawiciela i rozmowa o pięknych rzeczach, pasji i dążeniu do realizacji celów.

Wszystko to w wyjątkowej, jak na pędzącą Warszawę, kameralnej i niezwykle spokojnej atmosferze. Wizytę w Makutrze rozpoczynam od zachwytu. Tylu pięknych przedmiotów w jednym miejscu dawno nie widziałam. Magda – mama dwóch chłopców i jednocześnie właścicielka sklepu przy warszawskiej ulicy Oleandrów – rozgrzała rozmową moje pragnienie o posiadaniu pięknej i funkcjonalnej, w pełni wyposażonej kuchni.

Magda, jak to się zaczęło i skąd pomysł na sklep?

Któregoś dnia, podczas jakiejś zagranicznej podróży, trafiłam do małego sklepu z akcesoriami kuchennymi i domowymi, w którym spędziłam całe popołudnie i wciąż miałam niedosyt. Kupiłam wtedy jedynie małe, lekkie rzeczy, które mogłam zabrać do samolotu, ale tak naprawdę chciałam wykupić wszystko! To był pierwszy moment, kiedy zaczęła we mnie kiełkować myśl, by otworzyć w Warszawie sklep z tradycyjnymi akcesoriami do kuchni, zamiast targać je z zagranicy.

Udało ci się zrealizować to marzenie.

Tak! Ten pomysł ewoluował przez prawie dwa lata zanim w 2012 roku wystartowała Makutra internetowa, a po półtora roku sklep stacjonarny na Oleandrów, bardzo kameralnej uliczce w centrum Warszawy. Przyznam szczerze, że był to skok na bardzo głęboką wodę, bo ja nigdy wcześniej nie zajmowałam się handlem.

Co więc porabiałaś zanim powstał sklep?

Od ponad dwudziestu lat zajmuję się produkcją reklam telewizyjnych, teledysków i eventów. Produkowałam koncerty i gale transmitowane na żywo, spektakle premierowe w Teatrze Wielkim Operze Narodowej. Nie porzuciłam zupełnie tej działalności. Reklamy produkuję nadal, wiele z nich można aktualnie zobaczyć w telewizji w blokach reklamowych.

Wróćmy do Makutry – miejsca, które powstało z pasji i marzeń, zdradzisz nam skąd pomysł na nazwę?

Wymyślił ją mój niemąż. Wymyślaliśmy różne nazwy związane z kuchnią i sprawdzaliśmy dostępność domen. Kiedy tylko Jacek powiedział „makutra”, to już nie wyobrażałam sobie innej nazwy. Wiele osób nie wie, że jest to gliniana misa z rowkami wewnątrz, w której kulą uciera się mak, ciasto, kremy. To jest bardzo tradycyjne naczynie, które okazało się naszym bestsellerem.

Jakie produkty znajdziemy w sklepie?

Chciałam, żeby sklep miał tradycyjny charakter, którego klientkami będą takie kobiety jak ja. Można powiedzieć, że Makutrę stworzyłam z własnej potrzeby posiadania w kuchni ładnych przedmiotów świetnej jakości. Są żeliwne garnki, patelnie ze stali węglowej, emaliowane naczynia, garnki, rondelki, miedziane misy do powideł, francuska i brytyjska ceramika, oryginalne wecki, jest cała masa utensyliów, a także książki kucharskie, zarówno w języku polskim, jak i angielskim.

Akcesoriów kuchennych na rynku jest cała masa. Według jakiego klucza dobierasz produkty dostępne w ofercie?

Wybieram do Makutry takie rzeczy, które mi się podobają, są sprawdzone, i które chciałabym mieć w domu. Wiele z tych przedmiotów mamy u siebie – ja i Elwira, która ze mną pracuje od 12 lat (zarówno przy reklamach, jak i w sklepie), możemy więc uczciwie polecać to, z czego same korzystamy. Jednym zdaniem, mamy pojęcie, o czym mówimy.

Nie ukrywam, że ważna jest dla mnie jakość produktu i jego estetyka. Zwracam też uwagę na renomę danej marki. W związku z tym w dziecięcej sekcji króluje francuskie Djeco, duński Maileg i hiszpańskie Londji, a w kuchennej brytyjski Falcon, Kilner, Mason Cash, Garden Trading, francuski De Buyer, Staub, Mauviel, Emile Henry, austriacki Riess, japońskie patelnie Yoshikawa.

Gdzie szuka się takich rzeczy? Z jakich zakątków świata sprowadzasz produkty?

Odwiedzam czasem branżowe targi w Paryżu i Frankfurcie (w Polsce również!), szukam w sieci, obserwuję różne blogi i obowiązkowo podczas każdej podróży zagranicznej odwiedzam sklepy z akcesoriami kuchennymi lub dziecięcymi. Dużą część towaru sprowadzam bezpośrednio z zagranicy.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wspomniałaś, że w domu używasz rzeczy, które są w Makutrze. Zdradź, jaki jest twój ulubiony produkt?

Wszystko jest ulubione! I najchętniej wszystko zabrałabym do domu. Ostatnio wzięłam do siebie głęboką żeliwną patelnię francuskiej marki Staub, z dwoma uchwytami i pokrywą, taki braiser i jestem nim zachwycona. Używam go niemal codziennie.

Czego najczęściej szukają twoi klienci?

Bardzo różnie. Jedni doposażają kuchnię, inni szukają prezentów dla przyjaciół czy rodziny, jeszcze inni przychodzą sprawić upominek sobie samemu. I szukają tradycyjnych przedmiotów, bo dobrze im się kojarzą, najczęściej z dzieciństwem. Często wpadają do nas szefowie kuchni, którzy czasem szukają konkretnych akcesoriów, ale najczęściej kupują książki kulinarne zagranicznych autorów.

Jest ich tu bardzo dużo! Czy w ofercie są tylko książki anglojęzyczne? 

Na początku w Makutrze były wyłącznie książki kulinarne w języku angielskim. Zależało mi na tym, by mieć to, czego nie mają inni. Z czasem zaczęłam rozszerzać ofertę o polskie tytuły, których autorzy niejednokrotnie są naszymi klientami. Kiedy wpadają do Makutry, prosimy ich, żeby podpisali swoje książki, wpisali dedykacje. Dzięki temu można u nas upolować autograf Marty Dymek, Małgosi Minty, Grześka Łapanowskiego, Mai Sobczak, Moniki Mądrej-Pawlak czy Jana Pawlaka.

 

Jak wpadłaś na pomysł, że sklep to nie tylko akcesoria kuchenne, ale również sekcja dziecięca, która ma osobne miejsce?

Skoro jestem mamą dwóch chłopców, to w Makutrze nie mogło zabraknąć tradycyjnych zabawek dla dzieci, puzzli i książek, przytulanek. Chciałam, żeby mamy, które wpadają do nas na zakupy kuchenne, mogły również kupić coś dla swoich dzieci. Podobnie jak z przedmiotami kuchennymi, wiele z książek, puzzli czy gier mamy w domu.

Jesteś mamą dwóch chłopców. Czy synowie chętnie odwiedzają mamę w sklepie?

Moi synowie są dwiema wzajemnie napędzającymi się kulami energii. Też mieszkamy przy ulicy Oleandrów, więc zawsze po szkole zaglądają na moment do sklepu. Czasami starszy, kiedy zbierał na coś pieniądze, pomagał i na przykład metkował towar. Szczerze mówiąc, ich ulubionym urządzeniem w Makutrze jest wielofunkcyjna drukarka, na której skanują i drukują własną rękę albo sztućce czy inne przedmioty.

Skoro mieszkasz i pracujesz przy ulicy Oleandrów opowiedz nam coś więcej o tym miejscu.

Oleandrów jest maleńką uliczką, przecznicą od Marszałkowskiej, na wysokości starego szpitala przy ulicy Litewskiej, czyli między pl.Unii a pl. Zbawiciela. Ulica bardzo się rozwinęła przez ostatnie lata. Są knajpki, kawiarnie, restauracja MOD, butik z ubraniami vintage Safripsti, Sen Nocy Letniej – concept store z perfumami, jest galeria i jubiler. Uliczka jest krótka, więc wszyscy się znamy i lubimy. Jest między nami, lokalsami taka bardzo fajna dobrosąsiedzka relacja. Raz na jakiś czas jesienią odbywa się święto ulicy Oleandrów, którego głównymi organizatorami są właściciele pubu Oleandrów 3.

 Jak wyobrażasz sobie sklep za kilka lat?

Od początku wyobrażałam sobie, że Makutra będzie niewielką siecią z kilkoma sklepami w głównych miastach Polski, ulokowanymi w starych kamienicach. Moim marzeniem byłby inwestor z doświadczeniem w rozwijaniu tego typu przedsięwzięć. Pomysłów mi nie brakuje, ale dzień jest za krótki. Myślałam nawet o sprzedaży Makutry jako przedsięwzięcia, żeby nie mieć na głowie tych wszystkich organizacyjnych spraw, ale wciąż chciałabym w niej pracować i odpowiadać za jej wizerunek, wybierać artykuły. Makutra ma ogromny potencjał, jest już rozpoznawalną marką, szczególnie w Warszawie, a dzięki sprzedaży online również w innych miastach Polski. Rozwija się bardzo dynamicznie i – co mnie szczególnie cieszy – z każdym rokiem coraz więcej klientów odwiedza nasz sklep stacjonarny. Największą radość sprawiają mi powracający klienci, z którymi, dzięki kameralnej atmosferze panującej w sklepie, udaje nam się nawiązać wyjątkowe relacje.

I takich powracających klientów oraz nowych pomysłów na Makutrę ci życzymy. Dziękuję za rozmowę!

Dziękuję!

*

Makutra znajduje się w Warszawie, przy ulicy Oleandrów 5, sklep internetowy znajdziecie tutaj.

Chcecie poznać inne miejsca z duszą? Zajrzyjcie tutaj.

Rozmawiała: Marta Szczepanik

Zdjęcia: Kasia Rękawek

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.