Moda, ubieranka

Łap kadr!

O przenikaniu się świata mody i fotografii, autorytetach, fascynacjach, mamie fotografce i babci, która sprawiła wnuczce jej pierwszy plastikowy automat.

Tą wnuczką była Ania Onopiuk, fotografka mieszkająca na co dzień w Amsterdamie, z którą wielokrotnie w Ładnebebe współpracowałyśmy. I to zawsze z pięknym skutkiem. Tym razem poprosiłyśmy ją o kolejna porcję ubierankowych zdjęć, a dodatkowo – o kilka słów o swoim nastawieniu do fotografowania, o stylu, który najcelniej do niej przemawia, łapaniu w kadr modowych trendów i wymarzonym zleceniu. Patrzcie i słuchajcie.

*

Od jak dawna trwa twoja miłość do fotografii? Czy to świeża sprawa?

W głowie mam obraz mojej mamy z aparatem i przepiękne zdjęcia w naszych albumach rodzinnych. Tutaj wszystko sie zaczęło. Pamietam, że już wtedy dokładnie wiedziałam, jakie zdjęcia zrobię, kiedy sprawię sobie profesjonalny aparat. Potrafiłam siedzieć z koleżanką na ławce pod blokiem godzinami i wymyślać różne kadry.

Pamiętasz swój pierwszy aparat?

Moim pierwszym aparatem był plastikowy automat, który kupiła mi ukochana babcia. Potem droga poprowadziła mnie przez kolekcję Zenithów, które notorycznie sie psuły, plastikowe Holgi, Polaroidy i średnie formaty, aż trywialnie zatrzymałam się na cyfrowej lustrzance, której poskramianie kosztowało mnie 2 lata przerwy od fotografii (śmiech).

Prace których fotografów są dla ciebie inspiracją?

Najbardziej cenię dokumentalistów. Moimi absolutnie ukochanymi fotografami są Rafał Milach i Alec Soth. Bardzo lubię prace Uli Tarasiewicz, Zuzy Krajewskiej i Zosi Ziji. Z klasyków znanych wszystkim, moim ukochanym fotografem jest Anton Corbijn, lubię też prace Sally Mann.

A co z fotografią modową? Nie pociąga cię?

Paradoksalnie fotografia mody, w tym jej wielkie nazwiska, nigdy zbytnio mnie nie interesowały. Doceniam ją, ale inspiracji wolę szukać pobocznie, w alternatywnych dziedzinach.

W twoich zdjęciach wyczuwam jednak szczerą fascynację modą. Kiedy te dwie dziedziny sztuki zaczęły się przenikać w twojej pracy?

Pamiętam, jak kiedyś jeden z nauczycieli zasugerował mi, że gdyby ubrać postać ze zdjęcia w koszulę jakiejś marki, to moje szare, smutne zdjęcie zmieniłoby kontekst i stałoby się szarym, smutnym zdjęciem modowym (śmiech). Rok temu ta myśl do mnie wróciła i postanowiłam przełożyć ją na faktyczne zdjęcia. Modą zainteresowałam się głównie w kontekście zdjęć, a że uwielbiam proste, ponadczasowe rozwiązania, to przy tym, co obecnie oferuje wiele dziecięcych marek – totalnie przepadłam.

Dużo pracujesz z dziećmi, a tu trudo o uwazność. Powiedz, jak łapiesz kadry?

Staram się za wiele nie planowac. W pracy z dziećmi trzeba często zdać się na spontan, łapać na bieżąco to, co się dzieje, być przygotowanym na każdą ewentualność. Ogarniac humory i mieć na uwadze, że to moga być ostatnie minuty sesji przed draką. Więc powiedziałabym chyba, że próba dawania z siebie 200% normy jest kluczem. W kwestii tego, co chcę mieć na zdjęciach – przerzucenie się na format cyfrowej lustrzanki dało mi bardzo dużo swobody.

Co masz na myśli?

Zaczęłam robić dużo więcej dynamicznych ujęć, uwielbiam też grę planów.  Dużo historii powstaje też w kontekście miejsca, na tle którego toczy się historia. Ale w tym wszystkim najważniejsza jest emocja i postać. Gdzieś w tym zgiełku zawsze znajdę miejsce na jakiś cichy portret i chwile zamyślenia na twarzach modeli.

A jak to wygląda od strony technicznej? Skąd wiesz kiedy nacisnąć migawkę?

Staram się nie przyzwyczajać do konkretnych kadrów. Nie jest tak, że robię zdjęcia w formacie pionowym bądź poziomym. Staram się również zmieniać aparaty i, choć to trudne, wyciągać wnioski na bieżąco mając aparat w ręce. Tak naprawdę na zrobienie zdjęcia mam sekundę. Nie wolno się bać podejmowania szybkich decyzji – jeśli coś nie wyjdzie, trzeba to przeanalizować i przy kolejnej okazji poprawić. Bo później to wszystko działa już na zasadzie odruchu, choć nigdy nie przestajemy się uczyć – tak od innych, jak i od samych siebie.

Twoje wymarzone zlecenie fotograficzne to…

Marzy mi się stworzenie serii, która sytuowałaby się gdzieś na pograniczu gatunków. W której można by zawrzeć coś więcej niż podgląd nowej kolekcji, przekazać tym sposobem uniwersalną ideę i opowiedzieć ciekawą historię.

I tego ci życzę, Aniu. Dzięki za rozmowę.

Julia i Lea mają na sobie miętowe futerko, miętową sukienkę na szelkach, czarny sweter, szaro-brązowa sukienkę (Four’eMki), trampki Reserved, kolorowe snickersy Zara, wełnianą czapkę Afro Styl, lawendowy T-shirt Urban Outfitters, plecak Fjallraven Kanken, krótkie spodenki Bobo Choses, sukienkę w rakiety i legginsy we flamingi Colorshake oraz akcesoria Flying Tiger

 

*

Zdjęcia: Ania Onopiuk/Instagram
Modelki: Julia i Léa Gnatek
Rozmawiałała: Dominika Janik

Leave a comment 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama