blogi, Wizytówka

Kyra i jej kuchnia

Oto jeden z najpiękniejszych blogów o gotowaniu. Poznajcie jego autorkę - Kyrę de Vreeze. Kyra jest mamą, pisze książki kucharskie, prowadzi kulinarne warsztaty i jest certyfikowaną naturopatką, co oznacza, że korzysta z dobrodziejstw medycyny domowej i dzieli się swoją wiedzą na blogu.
No właśnie, blog. Kyra’s kitchen to cudnej urody miejsce w sieci, gdzie wędruje się mimowolnie, nie tylko wtedy, gdy trzeba nam natychmiast receptury na wegetariańskie danie. Tam jest tak ładnie i zacisznie, w dodatku Kyra zajmująco opowiada o zwykłych sprawach, które nas dotyczą. Podpowiada m.in., jak poradzić sobie z chronicznym zmęczeniem, katarem czy bólem menstruacyjnym, jak medytować gdy jesteśmy w ciągłym niedoczasie i jak wprowadzać stałe posiłki do diety niemowlęcia. Sprawdźcie jej bloga ale najpierw przeczytajcie naszą rozmowę z dostarczycielką tych dobrodziejstw, Kyrą de Vreeze.

***

Czy pamiętasz moment, w którym zdecydowałaś, że założysz bloga?

To było jakieś 5 lat temu. Blog, który jest dla mnie dziennikiem w wersji online, wyrósł z wielkiej potrzeby dzielenia się moimi przepisami i przemyśleniami dotyczącymi odżywiania, życia i zdrowia. Internet wydawał mi się ku temu idealnym miejscem. Pierwsza wersja mojego bloga była bardzo prosta, dlatego po pewnym czasie zdecydowałam się wprowadzić kilka zmian. I tak oto powstała jego obecna wersja. Podoba ci się?

I to jak! Gdzie nauczyłaś się tak fotografować i stylizować jedzenie? 

Dziękuję! Wszystko zaczęło się od wymyślania przepisów. Strona wizualna jest i zawsze była dla mnie rzeczą kluczową, ułatwia też opowiadanie innym o tym, co lubię jeść i jak mój pełen jedzenia talerz zazwyczaj wygląda. Zaczęłam eksperymentować z aparatem, przez pierwszych kilka lat, moje zdjęcia były okropne. Ale że mocno się w fotografowaniu zapamiętałam i, mimo słabych efektów, nie mogłam przestać, pstrykałam więcej i więcej. I w pewnym momencie zaczęło mi wychodzić! (śmiech) Jestem samoukiem zarówno w dziedzinie fotografii, jak i stylizowania jedzenia. Po prostu lubię ładne rzeczy, miejsca, ludzi i czuję wielką potrzebę rejestrowania ich w całym ich pięknie i dostojeństwie.

 

Podoba mi się sposób, w jaki dzielisz się z czytelnikami sposobami na zwalczenie kataru, bólu miesiączkowego albo zmęczenia. Gdy o tym czytam, czuję się, jakbym rozmawiała z przyjaciółką. Skąd pomysł, by mówić i radzić w tak intymnych sprawach?

Zamiast poruszać sensacyjne tematy zdrowotne, o których pisuję do magazynów, postanowiłam uczynić z mojego bloga platformę wymiany osobistych doświadczeń. Stąd też słowo dziennik, na które się powołuję opisując bloga. Jest on kolekcją moich osobistych doświadczeń i myśli, rzeczy, które krzyżują się z moją codziennością. Piszę o problemach, z którymi mierzą się ludzie w codziennym życiu. Tematy są bardzo zwyczajne i prawdziwe, ale zawsze powiązane z holistyką.

Porozmawiajmy o jedzeniu. Króre danie ze swojego jadłospisu określiłabyś mianem „comfort food”?

To proste, hinduską potrawę zwaną kichadi. To jest danie jednogarnkowe, składające się z brązowego ryżu, soczewicy, warzyw i przypraw. Dodaję wodorosty kombu i duszę całość przez ok. 1-2 godziny. Tuż przed jedzeniem dodaję olej kokosowy i świeżą kolendrę. To najprostsze danie na świecie, w dodatku bardzo kojące. Przy tym jej smak, przypomina mi kremową, aromatyczną owsiankę, która z miejsca rozgrzewa serce.

Czy jest coś, czego za żadne skarby nie włożysz do ust?

Mięso. Jestem przekonana, że pozostanę wegetarianką do końca swoich dni.

W jednym z  postów zasugerowałaś, by co pewien czas robić sobie przerwy od codziennej kawy. W porządku, mogę spróbować. Ale co da mi, niedosypiającej matce dwójki małych dzieci, podobną dawkę energii?

Zacznę od tego, że nie widzę nic złego w piciu kawy. Ja też mam z filiżanki kawy wielką przyjemność. Samo jej parzenie ma w sobie coś z praktyk medytacyjnych. Ale nie zapominajmy o tym, że jest ona silnym stymulantem. Czasem zbyt mocno polegamy na energii dostarczanej z kawy, a przecież możemy tę energię wykrzesać z siebie! Stajemy się tej kawie podlegli, czasem się od niej uzależniamy. Niektórzy ludzie nie czują się prawdziwie wybudzeni, jeśli nie zaczną dnia od jednej lub dwu filiżanek. Inni nie mogą bez niej dobrze funkcjonować w ciągu dnia. Ja rozumiem to, jako sygnał od organizmu, który prosi o oczyszczenie, wyciszenie, powrót do źródeł. Czasem warto pozwolić ciału na znalezienie naturalnego energetycznego balansu. Jestem wielką fanką substytutu kawy, który nazwałam „coffee sub smoothie”.

Co to takiego?

Jest to pożywne smoothie, z solidną porcją pieprzu kajeńskiego. Pieprz potężnie pobudza, nie odwadniając przy tym nadnerczy, tak jak to czyni kawa. Pobudzająco działają też spokojne, głębokie oddechy i joga. Tak naprawdę najwięcej energii pobieramy z tlenu, którym oddychamy. Jesli oddychasz powoli i głęboko, pobierasz z powietrza więcej tlenu niż przy krótkich, niekontrolowanych wdechach. Tym samym masz też więcej siły.

Jak wygląda twoja kuchnia? 

Moja kuchnia to tak naprawdę kuchnio – jadalnia z wielkimi oknami od podłogi do sufitu. Stoi w niej ogromny 8 – osobowy stół. Jest też wygodny fotel oraz stolik kawowy, gdzie zwykle przesiaduję z filiżanką kawy i podpatruję ptaki.

 

Z jakich przyborów kuchennych korzystasz najchętniej? Czy masz swoje ulubione?

O tak! Moi ulubieńcy to: noże, blender i garnki. Japońskie, najlepiej ceramiczne, noże, to moi sprzymierzeńcy. Blendera używam najczęściej przygotowując zupy, sosy i smoothies. Uwielbiam moje emaliowane garnki i kociołki oraz patelnię marki De Buyer. Są to przedmioty piękne, a przy tym niezniszczalne, dlatego z przyjemnością używam ich codziennie.

 

Który z posiłków jest dla Ciebie najważniejszy?

Wszystkie mają wielkie znaczenie, a ja lubię przyrządzać wszystkie dania. Staram się, by każdy posiłek był wartościowy, smaczny i by nie wiało od niego nudą.

Często jadacie razem, całą rodziną? 

Najczęściej jak się da.

A co najchętniej zjada twoja córeczka Lou? 

Lou to zupełne przeciwieństwo niejadka, uwielbia próbować i zjada wszystko to, co my. Jej ulubione danie w ostatnim czasie to marokański tadżin.

 

 Mieszkasz w holenderskim mieście Utrecht. Gdzie najchętniej chadzasz, żeby odsapnąć?

Uwielbiam wycieczki do lasu, kawałek drogi za miastem. Natura bezustannie mnie inspiruje. Zawsze, gdy czuję, że utknęłam w jakimś punkcie, albo jest mi smutno, wychodzę z domu. Zawsze wtedy gdy czuję przestrzeń wokół siebie, zaczynam czuć ją także w środku. Mogę spokojnie odetchnąć, czuję się jak nowo narodzona.

 

***

Rozmawiała: Dominika Janik

Leave a comment 1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama