Krasnoludki. Fakty, mity, głupoty

Nowość od Wydawnictwa Nasza Księgarnia

Świat jest duży, niełatwo wziąć go pod lupę, ale jeśli dobrze w nim poszukacie, znajdziecie niezwykły mikrokawałek krasnoludkowej krainy. Skąd się biorą krasnale? Między innymi z książek, uciekają z nich, bo jest im za ciasno.

Z książki Macieja Szymanowicza „Kasnoludki. Fakty, mity, głupoty” uciekło ich na nasze salony pewnie całkiem sporo, zaczęły dziać się rzeczy niezwykłe. Najpierw podejrzana wydała się nam zawartość cukiernicy, słona herbata to oryginalny smak, ale przecież nie na własne życzenie. W kuchennej szufladzie, jakby przeszło tornado, coś zginęło, coś się znalazło. Marianna stwierdziła, że moja rozwichrzona fryzura też jest nieco podejrzana, bo choć dzień wcale niewietrzny, to ktoś jakby robił mi na głowie zamieszanie. Gucio przy stole nie zachowuje się przecież niczym świnka i nie kruszy na prawo i lewo, o nie, to nie on. Cukierki nie wyparowały, a balonik nie pękł sam z siebie doprowadzając rodzinę do zbiorowej histerii. Nikt jednak, kombinując za naszymi plecami, nie zostawił po sobie śladów. Byliśmy bezradni, podejrzewający każdy już każdego o wszystkie te czyny. O tym, czyja to robota, dowiedzieliśmy się dopiero podczas lektury tej fascynującej nowości od Wydawnictwa Nasza Księgarnia. Dużą ulgę przyniosło nam wyjaśnienie wszystkich domowych zagadek. Krasnale, to niewielkie istoty, które lenią się niechętnie, a nasze codzienne światy traktują niczym plac zabaw.

 

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Autor tajemnice krasnali podał nam na tacy. Myślę, że same nic sobie z tego nie robią i raczej śmieją się po kątach. Dzięki pomponom ze specjalną mocą i znikomorkom, graja nam na nosach bez obaw, że wpadną na gorącym uczynku. Niewidzialność mają na zawołanie. Ktoś z was widział krasnoludka? Marianna widziała, ale to chyba dlatego, że sama ma w sobie coś z tego uroczego gatunku. Na przykład wczoraj w trakcie pobytu przedszkola, urwała się na krótkie wagary i podróżowała ptakolotem. Krasnale też lubią ten środek transportu. Marianna nie była zaskoczona tą informacją. Rezolutny, starszy Gustaw to już inna sprawa, nie zdziwiło, go, że krasnale biorą się z wyobraźni, albo, że łatwo o dyskwalifikację w olimpijskiej dyscyplinie wyścigu w miodzie – podjadanie jest zabronione, a jak miodu nie podjeść?! Trudno już mu było raczej z informacją, że krasnale kradną skarpetki, bo przecież o tym, jak to jest, że po praniu zostaje tylko jedna z pary wie już od dawna z zupełnie innej książki.

Dużo wiedzy niezbędnej i radosnej zafundowała nam owa pozycja. Pokaźny format pozwolił na bogate w szczegóły ilustracje, które dla nas wzrokowców, czasami okazywały się lepszą pomocą edukacyjną niż sam tekst. Przyznam, że sama bawiłam się z książką przyjemnie, obserwując ze zadziwieniem kolejne wyniki naukowych badań autora i moje dzieci, które nadal nie podejrzewają nawet które z podanych im informacji mogą nie być faktami, czy mitami…

Solidne kartonowe wydanie zapewni nam rozrywkę na długo, pierwsza szarpanka o egzemplarz pod poduszkę już nastąpiła, książka nie ucierpiała, a też pogodziła moje dzieci przy śniadaniu. Zwłaszcza ostatnia strona, na której to wesoła grupa w czerwonych kubraczkach odzywa się wprost do autora. Nigdy nie wiem, co moje dzieci rozbawi najbardziej, krasnal z gumką do ścierania doprowadził ich do łez. Tych ze śmiechu. Autorowi za miły wieczór i radosne śniadanie, dziękujemy na trzy głosy.

Na zdjęciach widzicie trzy i pół letniego Gucia. Kocha ptysie, na potrzeby sesji zjadł kilogram. Z Krasnalami zaprzyjaźnił się szybciutko.

Książkę Macieja Szymanowicza „Krasnoludki. Fakty, mity, głupoty” z Wydawnictwa Nasza Księgarnia kupicie tu

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.