Czas wolny, Pomysł na podróż

Kopenhaga z dzieckiem

Oho, mamy deszcz. Tak w skrócie przedstawia się pogodowa codzienność Magdy, autorki bloga Oh rainy day, która mieszka w Irlandii. Mamy nadzieję, że jest tam choć ździebko lepiej niż w Seattle, gdzie podobno pada przez 9 miesięcy w roku.

W poszukiwaniu ostatnich promieni pażdziernikowego słońca Magda wraz z rodziną wybrała się do królestwa lukrowanych daniszy i spiesznych dwóch kółek. Podróż do Kopenhagi była też pretekstem do uczczenia piątych urodzin jej promiennej córeczki Blanki. I choć miasto nie rozpieściło przyjezdnych pogodą, Blanka okazała się mocno grzejącym słoneczkiem, znakomicie nadrabiającym za warunki atmosferyczne.

Sprawdźcie, jak jej mama wspomina urodzinową wycieczkę do duńskiej stolicy.

***

Gdzie byliście i kiedy?

Z końcem października ubiegłego roku pojechaliśmy do Kopenhagi. Miasto przywitało nas wyjątkowym klimatem Halloween. To był dzień 5 urodzin Blanki. Trzy doby intensywnego – na miarę małych stóp – zwiedzania. Teraz wiem, że przydałyby się przynajmniej kolejne trzy!


kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_20blanka

Jak tam dojechaliście?

Najszybszą drogą z możliwych: samolotem z Dublina na lotnisko Kastrup w Kopenhadze.

kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_1

Gdzie się zatrzymaliście?

To był nasz plan od początku, żeby wynająć mieszkanie. Nasze znajdowało się w dzielnicy Amagerbro w południowej części Kopenhagi. Podróż metrem z lotniska zajęła nam może 10 minut a do centrum miasta z naszego mieszkania może 5. Więc idealnie! Rankiem Blanka oglądała na dzień dobry  Pettsona i Findusa i Alberta Albertsona – w duńskiej telewizji i oczywiście w tym samym języku. Dziewczyna z bloku naprzeciwko codziennie zasiadała do maszyny do szycia a ja wgapiałam się w przejeżdżające osiedlowymi uliczkami najprzeróżniejsze rowery, w ilościach niezliczalnych. Mieszkanie było świetnym pomysłem, aby przez chwilę poczuć się tutejszym a nie gościem.

Co jedliście?

Śniadania jedliśmy w domu. Osiedlowy sklep zapewniał wszystko, co zażyczy sobie mały tadek niejadek. Natomiast obowiązkową pozycją dla smakoszy jest kopenhaski street food PapirØen. Tu chce się siedzieć, pić, jeść i na pewno nie wychodzić szybko. Z małych kolorowych ciężarówek kupimy meksykańskie tacos, duńskie kanapki Smørrebrød na przykład w odmianie „Hans Christian Andersen”,  obłędny sernik potrójnie czekoladowy i świetne falafele. Blanka w przypływie apetytu pochłonęła hot – doga ze słynnego „polsevognen” czyli ruchomych punktów sprzedaży buły z parówką. Nie takiej zresztą zwykłej, bo do wyboru jest bodajże kilkadziesiąt rodzajów kiełbasek i dodatków. W piekarni, kupowaliśmy najlepsze jakie jadłam w życiu danisze. Obowiązkowo te w kształcie ślimaczków z cynamonem i klejącym się do palców lukrem. Mniam!

kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_5 kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_4

Nigdy nie zapomnicie smaku…

Wspomnianych wcześniej daniszy i najlepszego sernika ever od Cheesecaken z food marketu. Może też smaku lokalnego piwa. Nie tego znanego, popularnego, tylko niszowego. Był delikatny i całkiem… niepiwny.

kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_21

Jak spędzaliście czas?

Intensywnie. Miałam plan gdzie iść i co zobaczyć. W Kopenhadze największą atrakcja dla dzieci są oczywiście Ogrody Tivoli, czyli jeden z najstarszych na świecie parków rozrywki. Tam udaliśmy się już pierwszego dnia i jak tylko przekroczyliśmy jego bramę  cała nasza trójka miała po 5 lat. Oglądaliśmy miasto z wieży widokowej, która sama w sobie jest atrakcją, bo na szczyt prowadzą nie schody, a długi kręty chodnik. Spacerowaliśmy po zabytkowym deptaku Strøget. Uroczysta zmiana warty przy pałacu Amalienborg też była obowiązkowa. Ostatni dzień spacerowaliśmy po ogrodach królewskich przy pałacu Rosenborg i znajdującym się niedaleko ogrodzie botanicznym. Zakończyliśmy wizytą w oceanarium, to już taka wisienka na torcie. Blanka była zachwycona.

kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_17

kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_24

Najwięcej frajdy sprawiało Wam…

Radość w oczach Blanki w Tivoli Gardens. Buzia jej się nie zamykała i powtarzała, że to są jej najlepsze urodziny w życiu.

Co zrobiło na Was największe wrażenie?

Ilość rowerów. Pierwsza rzecz rzucająca się w oczy, to specjalne miejsca parkingowe na ogromna ilość rowerów w jednym miejscu. Takie place postojowe są na każdym kroku, przy każdej stacji metra, galerii handlowej czy po prostu osiedlach. Rowery są często pozostawiane bez przypięcia i nikt ich nie kradnie. Takiej ilości i różnorodności nigdzie nie widziałam. Ponoć Duńczycy każdego dnia, pokonują na rowerach ponad milion kilometrów a połowa z nich właśnie tak dojeżdża do pracy i szkoły. To jest mega fajne!

rowery_ladnebebekopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_18

5 rzeczy/miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć.

Koniecznie Tivoli Gardens, które – jak stwierdził mój tato – były atrakcją zorganizowaną dla nas, a urodziny Blanki to była po prostu przykrywka. Przejażdżka kapiącą złotem karuzelą, taką z dziecięcych marzeń, totalnie retro. Albo podróż kuframi pomiędzy ruchomymi scenkami z baśni Andersena.

 

kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_30 kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_32kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_37 kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_35

Street Food PapirØen. Wielki blaszany hangar, a w środku pełen chill i wszystko czego głodna dusza zapragnie. Muzyka, gwar, zapachy, komin z pykającym ogniem przy którym można się ogrzać i zjeść coś super dobrego.

Okrągła wieża widokowa. Raz w roku odbywają się w niej zawody kolarskie – jakżeby inaczej w Kopenhadze? Przy dobrej widoczności, widać z góry słynny most nad cieśniną Sund, łączący Kopenhagę z Malmö.

Deptak Strøget z butikami znanych projektantów. Bardzo fancy.

Kanał portowy Nyhavn z przepięknymi kolorowymi kamieniczkami z XVIII wieku. W jednej z nich mieszkał i tworzył Hans Christian Andersen.

kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_10kopenhaga_ladnebebe_ohrainyday_15

Co warto ze sobą zabrać?

Dobre buty i aparat fotograficzny. Ciepłe kurtki i szale nam się nie przydały, chociaż był koniec października.

Gdzie robiliście zakupy?

W pobliskim supermarkecie i piekarni.

Jakie przywieźliście pamiątki z podróży?

Oczywiście zdjęcia. Blanka nie mogła wyjechać z Danii bez myszki od Maileg. Ja upchnęłam do walizki kubek po przepysznym Glöggu z ogrodów Tivoli i obowiązkowo bilety wstępów. Mapę miasta, którą dostaliśmy od właściciela mieszkania (sprawdziła się lepiej niż mapy Google).

Piosenka, która najtrafniej oddaje klimat Waszej podróży.

Jest taki utwór, który siedział mi w głowie prawie cały czas. To piosenka z czołówki duńsko – szwedzkiego serialu Most nad Sundem, na który trafiłam niedługo przed wyjazdem, a który wciągnął mnie do reszty. I to był zwykły przypadek! Nie oddaje ona klimatu podróży, bo jest dość mroczna, aczkolwiek wprawiła mnie w ten skandynawski klimat jeszcze przed wyjazdem.

 

 

 

Leave a comment 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama