Rozmowa, spotkanie

Kobieta multizadaniowa

Mówi o sobie, że jest mamą, żoną, koleżanką, siostrą, córką, przyjaciółką i właścicielką świetnie prosperującego biznesu. A przede wszystkim – kobietą.

W czasach, gdy kobieca siła ma zły PR, potrzeba nam sprzymierzeńców i mocnych przykładów kobiet wielozadaniowych. Matek, które znalazły sposób na łączenie rodzinnej i zawodowej sfery w zgodną, satysfakcjonującą całość. Dobrym przykładem jest Marlene Anine Holmboe, matka trojga dzieci – w tym pary bliźniaków – i założycielka marki odzieżowej dla dzieci i młodzieży MarMar Copenhagen. Z pokorą, skromnością i zaangażowaniem realizuje własne cele, nigdy nie rezygnując z jakości i wyobraźni. Ostatnia kolekcja to hołd złożony starym dobrym czasom, a więc pożółkłym, zaczytanym książkom, dawnym filmom i stonowanym, trochę niedzisiejszym kolorom. I to właśnie lubimy w dziecięcej modzie – nostalgię, klasyczny krój, który sprawdzi się też w garderobie młodszego rodzeństwa, i jakość.

Zobaczcie, co odpowiedziała Marlene na nasze pytania.

***

Opowiedz o sobie.

Jestem mamą, przedsiębiorczynią, żoną, przyjaciółką, córką, siostrą i oczywiście kobietą. Mieszkam z rodziną w starym domu w Kopenhadze. Jestem założycielką i projektantką marki MarMar Copenhagen, w której ofercie znajdziesz ubrania dla dziewcząt i chłopców w wieku od 0 do 16 lat.

 

Czy pamiętasz moment, kiedy zdecydowałaś się na założenie własnego biznesu?

Pierwsza myśl pojawiła się jeszcze podczas studiów w Royal Academy of Design.  Ale dopiero w chwili, gdy miałam własne dzieci, poczułam, jak wielka jest luka na rynku i jak bardzo brakuje dobrej jakości ubranek dziecięcych w stonowanych kolorach.

Kiedy to dokładnie było?

Całe 10 lat temu. Czułam, że porywam się z motyką na słońce, bo moda skandynawska była wtedy przesycona stylistyką rodem z lat 70. (śmiech).

To zabawne, bo w twoich projektach mocno odczuwalne są wpływy lat 60. i 80. Co ci się najbardziej podoba w modzie z tamtych lat?

Mocno zaznaczone ramiona i wyraźnie zarysowana talia. Bardzo lubię też dwoistość cechującą te epoki – skrajny minimalizm sąsiadował z barokową dekoracyjnością. Ale najważniejszym dla mnie źródłem inspiracji jest klimat uchwycony na dawnych zdjęciach w ogóle, w starych filmach i pokazach cyrkowych, bo to wszystko składa się na nieoczywistą, może nieco ekscentryczną, ale dla mnie bardzo pociągająca estetykę. Przemycam ją w printach, kolorach i krojach.

Skąd wzięła się nazwa MarMar Copenhagen?

To kombinacja trzech pierwszych liter mojego imienia i imion mojego rodzeństwa. Traktuję tę nazwę jako hołd dla mojej rodziny.

 

A modowy bakcyl – czy zawsze go miałaś?

Dokładnie tak. Bardzo wcześnie zaczęłam szyć ubrania dla siebie i zestawiać je z tymi, które dostałam od rodziców, świetnie się przy tym bawiłam. I choć zawsze myślałam, że zostanę lekarzem, moda towarzyszyła mi przez całe życie i ostatecznie wygrała z innymi pasjami.

Co jest najlepsze, a co najgorsze w prowadzeniu własnej firmy?

Najlepsze jest doświadczanie tego, jak spełniają się twoje marzenia i sny oraz praca z genialnym zespołem ludzi. Mam świetny team. A najgorszy jest ciągły nawał pracy – to, że ona się nigdy nie kończy, wciąż jest tyle do zrobienia! Nie pamiętam już, kiedy odchodząc od biurka zostawiałam je puste.

Jesteś śpiochem?

Sen jest dla mnie świętością i zwykle śpię jak kamień. Ale zarówno dzieci, jak i kot wracający po nocy do domu potrafią błyskawicznie mnie wybudzić z najtwardszego snu.

Jak wygląda twój przeciętny dzień?

Wstaję chwilę przed dziećmi i pomagam im spakować się do szkoły, ale z dnia na dzień robią się coraz bardziej samodzielne. Dlatego czasem zdarza mi się wygospodarować godzinę rano na jogę. Potem spacerkiem udaję się do biura, a tam pracuję, piję hektolitry herbaty, śmieję się, jem lunch, znów pracuję. W niektóre popołudnia zawożę dzieci na lekcje pianina i skrzypiec, inne poświęcam na spotkania biznesowe lub koleżeńskie. Ale wieczory zawsze spędzam z rodziną.

Gdzie najczęściej spędzacie wakacje?

Uwielbiam południe Francji, ale równie chętnie wyruszam z całą rodziną do Aarhus, gdzie dorastałam.

 

 

Jako szefowa firmy podejmujesz trudne, często wiążące się z ryzykiem decyzje. Czy po tym całym zawodowym doświadczeniu jest ci łatwiej podjąć ryzyko w życiu prywatnym?

Trudniej! Ostatnio zgodziłam się na wyjazd mojego syna na festiwal Roskilde, a potem drżałam ze strachu, co może się tam wydarzyć! 

Co pozwala ci zachować równowagę w stresujących momentach?

Staram się dawać z siebie wszystko w każdych okolicznościach.

Mieszkasz w Kopenhadze, a to – w moim odczuciu – jedno z najciekawszych i najbardziej przyjaznych dzieciom miast w Europie.

Kopenhaga jest świetna, możesz ją przemierzyć wzdłuż i wszerz rowerem, zaliczając po drodze modne butiki, kafejki, restauracje i parki. Wszystko w ekspresowym tempie.

Na pewno masz swoje ulubione miejsca. Podzielisz się?

Lunch jadam regularnie w dzielnicy Torvehallerne, czyli w samym centrum miasta. Gdzie nie spojrzysz, roi się od świetnie zaprojektowanych, gościnnych barów i kawiarni albo sklepów z designem.

 

 

Co na horyzoncie?

Nie mogę się doczekać momentu, kiedy jesienno-zimowa kolekcja trafi do sklepów w sierpniu. Kolekcja zainspirowana jest kulturą rdzennych Amerykanów oraz Dzikim Zachodem, a to wszystko serwowane w futurystycznym miksie. Jestem z niej bardzo dumna.

Trzymam kciuki za nową kolekcję i dziękuję za rozmowę.

 ***

Rozmawiała: Dominika Janik

Najnowszą kolekcję MarMar Copenhagen namierzycie w butiku Little Bandits. Zajrzyjcie też do naszej selekcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama