film, Kultura

Kino Bambino

Top 10 filmów o rodzicielstwie

Filmowe podsumowania sprawiają nam dużo radości. Z przyjemnością wybieramy, odkrywamy ziarnko po ziarnku kolejne dzieła filmowe, najchętniej te, które dotykają zjawisk i ludzi. Przed wami nasz top 10 filmów o rodzicielstwie.

Powiedzcie sami, czy istnieje inna dziedzina sztuki, siejąca w relacjach podobny zamęt? Która może poróżnić przyjaciół i krewnych, a nawet obcych w autobusie? Zachodzimy w głowę, jak to się właściwie stało, że o filmach dyskutują wszyscy, a spotkanie dwóch osób w jednej kolejce, o tych samych filmowych poglądach, prawie się nie zdarza?

My śmiało podejmujemy temat. A żeby było jeszcze bardziej stromo pod tę górkę, to tematem wiodącym filmowego zestawienia jest dziecko, a dokładniej – rodzicielstwo. Bo gdyby zebrać wszystkie firmy traktujące o dzieciach i nawet podzielić je na kategorie tematyczne, to i tak żadna 10-tka by ich nie pomieściła. Podobnie jest i u nas. Niby liczba punktów się zgadza, ale w rzeczywistości piszemy o 12 filmach, a to i tak nie wszystkie, które powinny się tu znaleźć. Kosztem różnorodności, wypadły stąd filmy Johna Hughesa (ufamy, że do nich dotrzecie!), kilka kasowych przebojów (które kochamy!) i animacji (bo przecież wszystkie znacie) oraz dobrze zapowiadający się film Manchester by the Sea (do premiery zostało jeszcze kilka dni, ale już teraz polecamy go Waszej uwadze). Zobaczcie, co zostało.

***

1.Musimy porozmawiać o Kevinie, reż. Lynne Ramsay, 2011.

Obraz wypełniony scenami, które zostają w pamięci na lata. I palą jak grzałka chwycona, niczego nieświadomą, dłonią. Pewnie pamiętacie sekwencję, w której świeżo upieczona matka Eva Khatchadourian (w tej roli Tilda Swinton), pcha wózek po rozwiercanych młotami pneumatycznymi chodnikach? W ten sposób szuka ukojenia od rozwiercającego każdy nerw płaczu demonicznego niemowlęcia. Tylko czy faktycznie Kevin (w roli nastoletniego bohatera, Ezra Miller) to samo zło? Czy to on jest winien całemu rodzinnemu koszmarowi, a potem szkolnemu i miejskiemu? Wiemy na pewno, że jest tu drugie dno, że nikt w tej historii nie jest nieskazitelny. To chyba najbardziej uwiera i jednocześnie zachwyca w filmie Lynne Ramsay.

 

 

2. Baby Boom, reż. Charles Shyer, 1987.

Teraz zrobi się nieco lżej, bo zmieniamy gatunek z thrillera na komedię. Baby boom to film dający nadzieję, że – przy dobrych chęciach – każdy sobie z małym dzieckiem zdoła poradzić i odnieść sukces. Nawet wtedy, gdy jego życiem rządziły dotąd wykresy, cyferki, tabelki i zebrania w gronie zapiętych po samą szyję biznesmenów, a nagle wdarły się w nie pieluchy na rzepy i mleko modyfikowane. J.C. (świetna Diane Keaton) ma klasę i dopiero na samym końcu pokaże, jak wielką. W międzyczasie przewartościuje swoje życie, zakończy związek bez przyszłości i zaopiekuje się osieroconą przez daleką krewną dziewczynką, która te zmiany sprowokuje. A najlepsze jest to, że wszystkie kłody, które los rzucał jej pod nogi, okażą się generatorami dobrych zmian. Jak w życiu.

 

 

3. Nakarmić kruki, reż Carlos Saura, 1976.

Rzecz o trzech dziewczynkach:  11-letniej Isabelle, 9-letniej Anie (genialna Ana Torrent) i 5-letniej Maité, które po śmierci rodziców zostają oddane pod opiekę samotnej ciotki i sparaliżowanej babki. Dziewczynki, we właściwy sobie sposób, radzą sobie z tragedią, ale to właśnie Anie rodzinny dramat boli najdotkliwiej. Czas przeszły i rzeczywisty splatają się w jej głowie w ciasny warkocz, bo i cała opowieść snuta jest właśnie z jej perspektywy, rozczarowanej fałszywym i bezwzględnym światem dorosłych dziewczynki. Zdjęcia nakręcono w domu, w którym swoje dzieciństwo przeżył Carlos Saura, a ścieżką dźwiękową, dla reminiscencji Anie, jest piosenka „Porque te vas”, zaśpiewana zangielszczonym hiszpańskim (taka była intencja reżysera) przez Jeanette. W tej piosence i sposobie śpiewania, Anie zawsze odnajduje wspomnienie o matce, która dzieliła się z nią każdym, każdziutkim przeżyciem.

 

4. Wszystko w porządku, reż, Lisa Cholodenko, 2010.

Ktoś gdzieś celnie napisał, że choćby nie wiem jak nowoczesne wartości wyznawała rodzina, jest to twór sam w sobie bardzo konserwatywny. I rzeczywiście, wystarczy, że w domu pojawi się pozornie nic nieznaczący dawca spermy, z którego usług kilkanaście lat wcześniej skorzystały Nic (Annette Bening) i Jules (Julianne Moore), by sielanka lesbijskiej pary i jej dwójki dzieci, Joni (Mia Wasikowska) i Lasera (Josh Hutcherson), zamieniła się w teatr domysłów, zdrad i wątpliwości. Ale nie martwcie się, wszystko będzie w porządku. Zwyciężą budowane przez lata więzi, im nikt i nic nie zagrozi.

 

5. Papierowy księżyc, reż Peter Bogdanovich, 1973 versus Zabić drozda, reż, Robert Mulligan, 1962.

Tym, co łączy dwa ważne filmy jest postać ojca – u Bogdanovicha spłoszonego i niepewnego siebie, zaś u Mulligana – ojca doskonałego, empatycznego, wyprzedzającego swoje czasy. Pierwszy film to kino drogi, w którym naciągacz Moses Pray i osierocona 9-latka, Addie Lodgins, a więc dwie pozornie obce sobie osoby, stają się dla siebie najważniejsi na świecie. W rolach głównych wystąpili Ryan O’Neal i jego debiutująca na ekranie córka, Tatum. Tutaj nie brakuje słownych utarczek i zażartych dyskusji pomiędzy bohaterami, które ukazują spryt dziewczynki i skrywaną czułość Mosesa.

 

 

W filmie Mulligana, Atticus Finch (Gregory Peck) jest prawym obywatelem, wziętym adwokatem, który bardzo angażuje się w obronę czarnoskórego Tima Robinsona, niesłusznie oskarżonego o gwałt na białej kobiecie. Przede wszystkim jest jednak samotnym ojcem dwójki dzieci, 6-letniej Scout i 10-letniego Jema. Z tą dwójką, Atticus prowadzi ciepłe i rzeczowe rozmowy, nie odmawiając mikrusom dostępu do rzetelnej wiedzy o tym, co dzieje się wokół nich – wytłumaczy nawet Scout, czym jest gwałt.

 

 

W zestawieniu z Atticusem każdy jest bez szans, jednak zmiana, która nastąpiła w Mosesie za sprawą małej Addie jest tak przejmująca, że musiała zostać odnotowana w ojcowskim kontekście.

6. Mała Miss, reż. Jonathan Dayton, Valerie Faris, 2006.

Czego tu nie ma! Jest wujek, gej na skraju samobójstwa, cierpiący po rozstaniu z partnerem. Jest uzależniony od heroiny dziadek, wydalony z tego powodu z domu starców. Jest też ojciec z koncepcją własnego biznesu, który nie ma prawa wypalić i jego żona, która nie pozwala mu się ostatecznie załamać. Jest wreszcie syn tej znakomitej pary, który złożył śluby milczenia do momentu, kiedy zostanie pilotem (co nie stanie się nigdy, gdyż jest daltonistą). Tytułową bohaterką, która spina ten wariacki krąg ludzi i mobilizuje ich do działania jest 7-letnie Olive (Abigail Breslin). Dziewczynka podejmuje wyzwanie i rusza wraz z rodziną na konkurs piękności. Wraz z dziadkiem, z którym jest najsilniej związana, przygotowuje program, który nijak nie przystaje do konkursowych standardów, co tylko potwierdza, jak wielką wartość odnajduje ta rodzina w sobie nawzajem.

 

7. Bobasy, reż. Thomas Balmès, 2010.

Cztery strony świata a po każdej z nich jedno dziecko i jego specyficzne otoczenie, duża lub niewielka rodzina, dzika przyroda lub miejska dżungla, bieda i luksusy. Obserwując pierwszy rok życia czworga dzieci: Hattie z  San Francisco, Mari z Tokio, Ponijao z Namibii oraz Bayarjagala z Mongolii, podpatrujemy rodzinne zwyczaje, czułości, zabawy, bunty, brudzenie i kąpiele, a wreszcie zasypianie. Odruchowo szukamy różnic, żeby je odrzucić, ale to właśnie z nich czerpać można najwięcej mądrości. Wielkie piękno.

8. Abel, twój brat, reż. Janusz Nasfeter, 1970.

Schowany za okularami, wyuczonymi manierami i nadopiekuńczą mamą Karolek (Filip Łobodziński) chce być lubiany. Grzecznym chłopcom nigdy nie jest łatwo, ale po kilku bojach o swoje, Karol zdobywa zaufanie kolegów, szkolnych huncwotów i wreszcie ma szansę pobyć dzieckiem. Reżyser filmu, Janusz Nasfeter, był znakomitym obserwatorem dziecięcego świata. Zwróćcie też uwagę na jego uroczy dokument z 1951 roku pt. „Brudasek”. Trwa tyle, co kwadrans, a tyle w nim niezwykłości!

 

9. Mildred Pierce, reż. Michael Curtiz, 1945.

Już sam sposób, w jaki wytwórnia Warner Bros promowała ten film, kierunkuje jego odbiór na określone tory. Na plakatach widniał wymalowany tłustymi literami napis: „Nie mówcie nikomu, co zrobiła Mildred!”, tak jakby ona była główną sprawczynią zła, które wisi nad jej rodziną. Kobieta (Joan Crawford) po rozwodzie z leniwym i niezaangażowanym mężczyzną, musi zmierzyć się z utrzymaniem dwóch córek i wewnętrznej równowagi. Z wyśmiewanej, przez starszą córkę Vedę, kelnerki staje się właścicielką sieci restauracji, co umacnia ją w miłości własnej, zaburzonej przez ostatnie wypadki. Mildred jest częściowo winna, ale brak oparcia w drugiej osobie działa na jej obronę. Kto pierwszy rzuci kamieniem?

 

 

10. Para na życie, reż Sam Mendes, 2009 vs. Juno, reż. Jason Reitman, 2007 .

Nie jesteśmy w  stanie rozsądzić, który z filmów o ciąży jest lepszy, zabawniejszy, mądrzejszy albo która z bohaterek bardziej przekonywująca. Obie mają wsparcie rodziny i udane związki, i mimo, że Juno uczy się jeszcze w liceum, dojrzałością dorównuje bohaterce „Pary na życie”. 9 miesięcy, w ciągu których rośnie brzuch, buzują hormony, mnożą się wątpliwości i lęki, Juno (Ellen Page) i Verona (Maya Rudolph) spożytkują na obserwacje otoczenia, szacowanie wartości istniejących relacji i podjęcie decyzji o dalszym życiu. Juno chce jak najlepiej poznać pozornie idealną rodzinę adopcyjną, w której ma dorastać jej dziecko; Verona zaś pragnie znaleźć miejsce do życia, przyglądając się jednocześnie odwiedzanym krewnym, przyjaciołom i ich sposobom na wychowanie dzieci.

 

To, co wynika z obu filmów, to potrzeba skupienia się na sobie, swoich potrzebach i intuicji. I dokonywanie wyborów w zgodzie z sobą. To najlepszy prezent, jaki same możemy sobie ofiarować na przyszłość, kiedy już pojawi się dziecko, a wraz z nim miliony dobrych rad. Będziemy wtedy wiedziały, którą drogą pójść.

Jakie filmy dopiszecie do naszej listy? Koniecznie podzielcie się pomysłami w komentarzach.

Leave a comment 7 komentarzy

  1. „Nakarmić kruki” to mój ukochany film od zawsze !
    „Musimy porozmawiać o Kevinie” oglądałam w 6 miesiącu ciąży, szczerze powiem to chyba nie był najlepszy moment, ale pamiętam dzięki temu większość scen bardzo dokładnie do tej pory:) Jeżeli chodzi o „Milered Pierce” to polecam też serial, który powstał na podstawie filmu, z świetną Kate Winslet w roli głównej.

  2. Ostatnio wróciłam do serialu „Kochane kłopoty”. Oglądałam trochę jako nastolatka. Wtedy najbardziej interesowały mnie relacje 16-letniej córki z matką. Teraz oglądam pod kątem relacji matki z babcią. W każdym razie dużo problemów, rozmów i… kawy.

  3. Właśnie! Kochane kłopoty! Czyli udany powrót do tematu? Trochę się bałam, że powrót po tylu latch może się nie udać, to już przecież inna jest epoka 🙂

  4. Jak już jesteśmy przy serialach to polecam też „Olive Kitteridge”. To serial przede wszystkim o starzeniu się ale dużo też tam jest o relacjach matki i syna. Dobitnie pokazane coś, co mnie lekko prześladuje – że niezależnie ile się starasz i mimo, że Ci się wydaje, że wszystko robisz dobrze to i tak istnieje duże prawdopodobieństwo, że Twoje dzieci będą Cię kiedyś omawiać na kozetce u swojego psychoanalityka;)
    Grająca główną rolę Frances McDormand jest genialna!

  5. I jeszcze jeden film mi przyszedł do głowy – „Widzę, widzę” – o więzi bliźniaków i ich relacji z matką. Niewiele można napisać, żeby nie zdradzić za dużo ale zdecydowanie najbliżej mu do „Musimy porozmawiać o Kevinie”. Naprawdę mocny film.

  6. Polecam absolutnie wart obejrzenia „Jak ojciec i syn”. Temat nie jest latwy, widzimy dwa modele rodzin i rozdzarcie z ktorym probuja sobie poradzic odkrywajac pewna tajemnice. Wszystko to nakrecone w taki sposob, ze nie sposob sie oderwac !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama


Warto przeczytać